by tata




Dziś prezentuję wam zdjęcia zrobione przez mojego męża (te pod spodem). 
Wymknął się ostatnio z dziećmi i aparatem na plac zabaw. I powstały zdjęcia, które mnie zachwycają. Wrażliwość taty jest zupełnie inna niż mamy jak widać. 
W zasadzie to nie tylko wrażliwość. Tata inaczej tłumaczy dziecku niebezpieczeństwo. Inaczej rozlicza z przewinień. Inaczej ubiera. Inaczej odwozi do szkoły. Ostatnio Zosia powiedziała, że nie lubi jak tata ją odwozi bo staje po drugiej strony ulicy niż mama a ona woli tą stronę co mama. 😉 
Tata też inaczej podnosi głos i inaczej przytula na dobranoc. Czyta inaczej. 
To tata najczęściej jeździ na plac zabaw….
To mama najczęściej gra w gry planszowe…
I zobaczcie jak na zdjęciach taty widać plac zabaw. Ja przecież bym zupełnie inaczej go sfotografowała.

Różnice są piękne. Dziś mocno ufam mojemu mężowi, że są. Ale kiedyś było tak, że uważałam, że ja wiem najlepiej. Że ja najlepiej wiem co jest dla naszych dzieci dobre.
Tymczasem one dostają wszystko co najlepsze od mamy i wszystko co najlepsze od taty. Mają w sobie wystarczająco dużo miejsca by wszystkie te dobra pomieścić. 
A że tata podnosi głos tam gdzie ja bym nie podniosła… no cóż.. ufam, że wie co robi. W zasadzie to staram się ufać. Dopiero uczę się tego.
Te zdjęcia dały mi dziś do myślenia. 
Są inne. Ale są piękne. 
Różnice są piękne. I czy nie szkoda czasu na wieczne narzucanie swojego punktu widzenia? Muszę o tym pomyśleć. I w nowy rok wejść silniejsza o nowe odkrycie 🙂
No ale przecież miały być tylko zdjęcia! Ale to cała ja… przestać mówić nie mogę jak już zacznę.

PS. tata nie pozwolił nawet ciut rozjaśnić żadnego ze zdjęć. Są czyste, nie tknięte programami do obróbki 🙂 


 

 

66 komentarzy

  • Iwonko. Kurczę. Mądra Ty moja. Wiesz, że ja też muszę wejść w nowy rok z nowym odkryciem. Masz rację – nasz pogląd nie zawsze jest najsłuszniejszym pod słońcem.

  • No cóż…. ja to już wiem 🙂 ale miałam podobnie 🙂 te… 15-20 lat temu, a co do zdjęć… zmartwię Cie , bardzo mi się podobają a co nieco wiem o zdjęciach ;), oboje robicie dobre , prawdziwe i naturalne 🙂 to jest absolutnie najważniejsze, bo będą najpiękniejszą pamiątką dla dzieci i dla Was w odległej przyszłości:)
    dobrego dnia, mój się chyli ku mam nadzieję… miłemu wieczorowi
    Sorry, że nie pisze koment. pod każdym postem, ale miałam małe zawirowania , teraz trochę spokojniej 😉 ale kazdy czytam 🙂
    buziaki!

    • Ula czytasz naprawdę? :)) myślałam że nie 😉 Ja też teraz mam dużo mniej czasu niż kiedyś na pisanie komentarzy.. prawie ich nie zostawiam już… a bardzo lubię to robić! ale w moim życiu dużo się pozmieniało i czasu mam nieco mniej niż kiedyś. Pozdrawiam Ula 🙂

  • inne, bo każdy patrzy i widzi inaczej ;), u nas mama jest od wycieczek, a tata np. od gry w kosza, choć czasem udaje się jedno i drugie robić razem 😉
    wszystkiego dobrego w Nowym Roku 😉

  • piękne tatusiowe spojrzenie i mamine ujęcie tematu 🙂

  • Anonymous |

    Pięknie napisane i piękne zdjęcia – zdolnego masz męża!
    Pozdrawiam
    Sylwia

  • Oboje robicie świetnie zdjęcia i widać, że łączy Was wspólna pasja. A to, że całkiem inaczej oddajecie ten sam temat… być może to właśnie sprawia, że się tak dobrze uzupełniacie? 🙂
    Pozdrawiam, być może sama jutro wybiorę się gdzieś z mją córcią i aparatem. Niestety, u nas w Małopolsce wciąż śniegu brak 🙁 Ale błocko też może być piękne!
    Pozdrowienia dla pięknych cór i męża. Mnie najbardziej ujęła fotka 12 i 15 licząc od góry. Piękne światło!

  • Szczera prawda,nie masz pojęcia jak ja walcze ze soba żeby pozwolić mężowi być ojcem,ale na początku naszego malżeństwa tez byłam najmądrzejsza.Czlowiek uczy sie cale życie.Pozdrawiam cieplutko i życze wszystkiego dobrego w nowym roku.

  • Oj Iwonko jak ja lubię ten dzisiejszy post.
    Wiesz jak tak przeglądam zdjęcia z wspólnego wyjścia taty i dziewczynek to zadaję mu pytania:a gdzie dziewczynki były jak ty te krzaki fotografowałeś, ale dlaczego ty jej robisz zdjęcia jak ona wyje na ławce i kolano trze? I mój mąż też krzyczy w momentach gdy ja bym raczej przytuliła a zupełnie nie zwraca uwagi na coś co ja natychmiast w zachowaniu córek bym skorygowała. Oni są inni, ale właśnie przez tę inność nasze dzieci doświadczają tak zwanej szeroko pojętej przygody. Bo gdy ja po upadku całuję kolanka i dmucham w skaleczone paluszki to tata przeciera chusteczką (nie koniecznie zdezynfekowaną i zapewne nie ma pojęcia o istnieniu takiej) i każe nie buczeć, bo czas marnuje zamiast się bawić. I na film o dinozaurach w 3d pięciolatkę zabierze, bo nie myśli o tym, że będzie miała koszmarki, ale, że wyobraźnia się jej wzbogaci. I w chowanego się bawią przed spaniem albo rozchichuje je, że ze śmiechu mało nie popękają i cicho do nich szepcze: ciiii, bo mama kazała się nam wyciszać do snu…. a ja dalej te chichoty do rozpuku słyszę.
    Ta ich inność uzupełnia tę naszą troskę i zapobiegliwość i tak dziecko dostaje wszystko i szaleństwo i stabilność.
    Ściskam ciepło Iwonko i pozdrowienia dla męża przesyłam 🙂

    • Dziękuję Iza 🙂 pewnie będzie czytał te komentarze to sobie przeczyta pozdrowienia 😉 Iza właśnie.. bo i szaleństwo i stabilność… i pomyśleć, że najstarsza córka ma 11 lat a ja dopiero teraz się tego tak naprawdę uczę…. wstyd się przyznać ;))

  • Iwonko, nie potrafię robić zdjęć 🙁 nie mam do tego smykałki, w przeciwieństwie do mojego sidemnastoletniego syna. On jest jedynym mężczyzną w moim domu, więc porównania mogłabym dokonać na jego przykładzie. Ja z córką zachwycamy się wszystkim wokół. Syn – szczegółami. Dzisiaj był z koleżanką na sesji plenerowej, wśród starych domów, brudnych ulic i obdrapanych ścian. Jakież piękne zdjęcia poczynili sobie wzajemnie. Mam wrażenie, że kobieta, z naciskiem na MAMA, pokazuje na zdjęciach więcej obrazu, więcej dzieci, więcej ruchu. Mężczyzna więcej szczegółów 🙂 Z naciskiem na męski punkt widzenia 🙂
    Pozdrawiam serdecznie,
    Monika.

  • Na fotografii nie znam się pewnie ani trochę, oceniam na podstawie mojego widzimisię. I co tam rozjaśniać by było trzeba, bo ja na tych zdjęciach widzę wręcz bijącą po oczach jasność. I sama nie wiem czy to zasługa soczystej zieleni trawy, promieni intensywnie świecącego słońca, czy uśmiechu dziewczynek i wyraźnej radości z zabawy, czy zdolności autora fotografii, czy moich odczuć. Dla mnie na tych zdjęciach została uchwycona jasność, która wynika z tętniących życiem chwil, z energii, radości i całej wokół trwającej rzeczywistości.
    A mama i tata to dla mnie cud jaki dostajemy już na początku życia. Pomijając fakt oczywisty, że gdyby nie ona i on to one, my, ja i ty życia smaku zaznać byśmy nie mogły, to mama i tata są dla mnie fundamentem całego świata i te wszystkie różnice w niej i w nim są też pewnego rodzaju źródłem poznania, poznania drugiego człowieka. I choć wiem, że różnie bywa, że nie zawsze ta mama, ten tata, że może lepiej z albo bez, że życie każdy różne ma, nieprzewidywalny bywa również los to mama i tata…zawsze będę wdzięczna że mama i tata, że piękno z różnej perspektywy poznałam, szczęścia w różnej postaci doznałam…bo moja mama i mój tata..choć te cztery litery słowa ‚tata’ przeczytane, napisane, wypowiedziane, w myślach złożone już pewnie zawsze ukłucie w sercu spowodują i łzę wzruszenia w oku wywołają..ale mama i tata to dla mnie cud…
    Pięknie te różnice opisałaś i zdjęcia piękne Twój mąż wykonał i tytuł, tytuł posta Iwonko jak dla mnie piękny nadałaś 😉

  • Chyba mój komentarz zniknął. Haa! co za zaszczyt mnie spotkał, to pewnie za te zapeszanie, że w końcu odkryłam, że ja tak to komentowanie lubię:p A najlepsze, że przed opublikowaniem go miałam irracjonalne przeczucie, że może coś pójdzie nie tak i się tu mój komentarz nie pojawi, kurcze aż się boję tych moich przeczuć:p Nawet go skopiowałam, ale już głupiutko opcji wklej nie wykorzystałam i nigdzie sobie go nie zapisałam i zniknął w tym wirtualnym wszechświecie. Jednak mam go w moich myślach i bardzo dziękuję Ci za ponowne już danie iskry, która we mnie lawinę przemyśleń powoduje. No cóż trudno, pewnie jak to za każdym razem robię za dużo się rozpisałam, popracuję nad krótkim wyrażaniem odczuć, będzie łatwiej odtworzyć:p A Twój blog nadal i tak lubię nawet bez tych moich wywodów w komentarzu pod postem 😉

    • Lucy to patrz: „……Dla mnie na tych zdjęciach została uchwycona jasność, która wynika z tętniących życiem chwil, z energii, radości i całej wokół trwającej rzeczywistości……” ha! ja mam Twoje oba komentarze :):) choć tu się nie pojawił jeden z nich to i tak dostałam go na maila! To zdanie które tu skopiowałam jest cudowne!!!! i jak Ty mi mówisz że nie umiesz pisać…. no bym Cię dosłownie palnęła po głowie 😉 Cudownie oddajesz emocje Lucy 🙂 I ani mi się waż pracować „nad krótszym wyrażaniem odczuć” hahaha ani mi się waż!!

  • No tata to po prostu co innego. Każdy to wie. Mamy i taty nie da się nawet porównać. Coś jak stół i krzesło, świetnie się uzupełniają ale funkcje inne pełnią.

  • Mądrze napisane… Ja też przekonuję się na każdym kroku, że dzieci potrzebują szorstkości i zdecydowania taty tak samo, jak ciepła i uśmiechu mamy 🙂 I nie ma co się nawzajem poprawiać, bo natura mądrze to urządziła.
    Zdjęcia rewelacja, pozdrawiam ciepło!

  • No, przyznać muszę, że zdjęcia są faktycznie piękne. Równie piękne, jak te Twoje – i chyba nie będę tu jakąś indywidualistką 🙂 Fotka z łańcuchem jakoś najbardziej do mnie przemawia… Sama nie wiem dlaczego. Tak po prostu mnie zachwyciła! Ma jakieś ukryte dla mnie znaczenie, takie zagadkowe i tajemnicze, przez co nie mogę oderwać oczu :))) I co jeszcze muszę powiedzieć? To to, że mnie nigdy, przenigdy nie przyszło by do głowy sfotografować taki właśnie oto zwykły łańcuch… Przez co, jeszcze bardziej doceniam piękno takich zdjęć. I talent oczywiście 🙂 Iwonko – pogratuluj mężowi w moim imieniu 🙂 A dla Ciebie, za to nadgryzione jabłko… ehhh, aż mi słów brak… No piękno w prostocie!!!
    I co do puenty, to właśnie te różnice między ludźmi, między kobietą i mężczyzną, czynią Ich pięknymi!!! I pozwalają się wzajemnie uzupełniać – jak to napisała wcześniej Izabela 🙂

    • DOkłądnei tak Karolina 🙂 Wiesz ja też w życiu nigdy bym łąńcuchowi nie zrobiła zdjęcia!!! i nie zrobiłabym jakiemuś suchemu czemuś na blaszanej łąwce ;)) i to dało mi do myślenia 🙂 Pozdrawiam Cię Karolina 🙂

  • Oj ile to razy zagryzam wargi, zaciskam pięści, kiedy tata krzyczy, mam ochotę ją wtedy tak mocno przytulić i zakryć uszy… Ale wiem, że ma racje, że to on jest bardziej konsekwentny, że to on wychowuje, ja mam miękkie serce… Ale i tak codziennie gdy tylko wstanie krzyczy „tato……” 😉
    Pozdrawiam Was Ciepło!
    Mama Paulinki

    • I my pozdrawiamy Mamę Paulinki :)) mój mąż krzyczy rzadko ale ja zawsze mam chęć wkroczyć i wkraczam ciągle! ale uczę się nad tym panować.. ciężko jest! ale przecież po to mamy umysł i serce by w sobie kształtować pewnie rzeczy, dochodzić do pewnych wniosków.. lepiej przecież późno niż wcale. 🙂

  • Kocham absolutnie dobre zdjęcia… I Twój blog urzeka mnie właśnie przez te zdjęcia… Sama nie mam nawet dobrego aparatu tylko zwykłą cyfrówkę. Obecnie Nikon. Niby dobry sprzęt, ale to nie wystarczy… To trzeba kochać, trzeba to robić z pasją tak jak Ty i Twój mąż… A i jeszcze Twoje dziewczyny są niesamowite do tych zdjęć. Wszystko jest takie naturalne, smaczne 🙂 Więc lecę sobie obejrzeć po raz trzeci i pozdrowienia dla męża zostawiam. Dobrze jest przed snem obejrzeć coś przyjemnego dla oka 😉

  • Och, jak dawno u Ciebie nie byłam, a przynajmniej tak mi sie zdaje.
    Rozkoszowałam sie Waszymi promieniami słońca na tatowych zdjęciach z placu zabaw bez placu zabaw 🙂
    Są cudne, jakby przeniknął w inny wymiar.
    Myślę sobie o tej różnej wrażliwości, czasami mnie ona drażni, ale kiedy widzę jak Marcyśka chłonie każdą chwilę z tatą, to jest mi z tym dobrze i ciepło. Ale nie byłabym sobą gdybym nie zaleciała do moich doświadczeń z pracy. Teraz mam ojca, który procesuje się ze swoją córką i za karę, za jej , jego zdaniem złe zachowanie, odciął prąd jej i jej matce w ich części domu. Pomyślałam sobie, że matki, które spotykam są w stanie swoim dzieciom wybaczyć wszystko. Czasami mi nawet trudno to pojąć kiedy spotykam matki morderców. A ojcowie czasami maja problem z wybaczaniem.
    Ale koniec tych patologicznych wynurzeń.
    Iwonka, Tobie i Twoim Bliskim wielu powodów do radości w każdym dniu Nowego Roku!

    • Iwonka i Tobie też!!! z tym wybaczaniem … Iwona aż mi łzy poleciały… wiem, że to prawda. I wydaje mi się, że to wynika z tego, że mężczyzna „nieposłuszeństwo dziecka” rozumie jako ujmę dla samego siebie. Widzi to jako porażkę pewnego rodzaju.. ale pewnie nie każdy! mam nadzieję, że nie każdy. Buziaki Iwona :)) uwielbiam wprost uwielbiam te Twoje opowieści z pracy. CHoć są smutne w większości to lubię słuchać o tych losach ludzkich..

  • Kochana zdjęcia taty są super, fakt całkowicie inne ujęcie Twoje niż Jego, ale widocznie on to tak widzi. Wiesz my kobiety widzimy świat w innych bardziej kolorowych barwach, mężczyźni są całkowicie inni ich nigdy nie zrozumiemy. Tata pokazał dziewczynki w całkiem innym świetle co ty, ale są nadal tak uroczę jak na Twoich zdjęciach.
    Pozdrawiam gorąco twojego męża i cudne córeczki, a ciebie całuję :*

  • Zjadlo mi komentaz , na dodatek mi sie klawiatura poprzestawiala. Moze mi sie uda tym razem. do podobnych wnioskow ,co Ty ,doszlam jakies 15 lat temu i dalo mi to poczucie spokoju. Wiem ,ze to co robi,choc niekiedy logicznie nie da sie tego wytlumaczyc ,nie wynika ze zlosliwosci lecz z milosci. Jednak mechanizmu tego, jak to w nim przebiega nie jestem w stanie ogarnac. Kiedys bardzo chcialam a teraz sobie mysle ,ze nie jest mi to do niczego potrzebne.Czasem swoich mechanizmow nie jestem w stanie zroumiec. ,,,,Miosc tak pieknie tlumaczy…

  • Anonymous |

    Bo kobiet są z Wenus, a mężczyźni z Marsa.Pierwsze co przyszło mi do głowy po przeczytaniu postu obejrzeniu zdjęć to właśnie te określenie. My kobiet mamy inne spojrzenie na otaczający nas świat , zapewne Twoje zdjęcia z placu zabaw dotyczyłyby tylko dziewczynek, tata też je widział, widział jak się świetnie bawią, ale widział również te coś – łańcuch, cosik ususzone, flagę – tylko nam nie przyszłoby do głowy zrobić zdjęcia. My zwłaszcza mamuśki jak te kokochy ( bez obrazy) widzimy tylko nasze maleństwa, tylko my wiemy co dla nich najlepsze, jak powinny postępować, zachowywać się itp. Tak też długo myślałam , aż do pewnego momentu gdy tatuś moich synów musiał zostać sam z jednym z nich. I co odkryłam, że przeżyli obaj może nie do końca to było po mojemu, ale dali radę. A kolejne moje odkrycie po wielu, naprawdę wielu latach to to , że dzięki tacie uwielbiam czytać książki, łazić po drzewach, jeździć na łyżwach, umiem poradzić sobie w typowych męskich pracach np. porąbać drzewo, rozpalić ognisko, nareperować wszystko co się da. Ta też twierdzę że my mamy i tatusiowie to jak dwie połówki tego samego jabłka.
    Iwonko pozdrawiam serdecznie Ciebie,autora zdjęć (też są piękne – jabłko nadgryzione super) i dziewczynki – są tak samo śliczne jak na Twoich zdjęciach. Dziękuję za post, który znów pozwolił mi coś sobie uświadomić. Dzięki komu jestem taka, jaka jestem i jestem moim rodzicom wdzięczna , że jestem właśnie taka:) K. N

    • Jabłko jest akurat moje! :)) KObiety zupełnie inaczej widzą, zgadzam się 🙂 Ale na placu zabaw ja nie robiłabym zdjęć tylko dzieciom! wręcz przeciwnie 😉 Na blogu zdecydowanie mniej zdjęć dzieci wstawiam niż że tak brzydko się wyrażę – przedmiotów martwych 😉 bardzo lubię fotografować otaczającą rzeczywistość.. ale fotografuję ją inaczej 🙂 No ale flagi bym nie sfotografowała na pewno! ani łańcucha 😉

    • Wg mnie łańcuch (solidny skądinąd ) dowodzi temu,że dzieci były bezpieczne na placu zabaw pod opieką Taty 😉

  • Tata ma siłę ;))) Albo moc :)))

  • Dobre przesłanie na Nowy Rok :-))
    Ile ludzi tyle podejść do tematu 😉 Nie ważne czy mężczyzna czy kobieta. W zasadzie chyba każdy ujął by to jabłko inaczej, we własny sposób – i to jest piękne 🙂

  • Iwonko masz rację w tym podejściu do życia i inności w tym „podchodzeniu” … każdy inne zdanie ma, inną wrażliwość, inne spojrzenie i zaufanie trzeba mieć, aby z tym innym podejściem się oswoić i zaakceptować …
    zdjecia piękne 🙂
    Miłego popołudnia 🙂

  • I to jest właśnie cudowne, że tata i mama pozwalają dzieciom zwrócić uwagę na inne rzeczy, uczą je z różnych perspektyw postrzegać to co je otacza, uczą innej wrażliwości, inaczej spędzają z nimi czas i dopiero z czasem dzieci wybierają co je fascynuje, co lubią a co nie i nie wszystko co im mama czy tata pokazują, co z nimi robią muszą polubieć. A zdjęcia powiem Ci że booooskie!! Ja bardzo cieszę się że nasz „tata” moim dzieciom pewne sprawy inaczej tłumaczy, często ma większą cierpliwość i na wiele spraw inaczej spogląda:-)

    • a ja nie wiem czy się cieszę hahaha ale uczę się przynajmniej nie wkurzać ;)) ale zdaję sobie sprawę, że tak jak jest, tak powinno być! muszę tylko nad sobą popracować by jakoś wcielić w te moje przemyślenia w życie 🙂

  • Piękne zdjęcia , a temat pouczające . Masz rację nie zawsze nasze musi być na wierzchu. Pozdrawiam z Grajewa

  • Tata daje od siebie inaczej i to jest prawda…. Też dopiero niedawno to zauważyłam

  • Ja tam od pierwszej minuty jak sie tylko zobaczyli, ze przegralam na wstepie. Maz mnie wyrzucil z lozka polozyl sie z synem i usnal, a ja nawet nie bylam paru godzin po porodzie, jeszcze sie odezwal, no przeciez musi byc nam wygodnie. I tak sie zaczela historia, gdzie kazdy ma swoje prawa i obowiazki. Gdzie mlodszy lata z bodziakiem na wierzchu w koszulce w paski….. do rajtuz w paski, a starszy swego czasu pozna jesienia pomykal tylko w rajtuzkach, gdzie baton jest lepszy niz wartosciowy posilek, bo jestesmy na wycieczce, gdzie dziecko rzuca sie do sniegu i wysoko pod sufit, gdzie babcie dostaja zawalu serca, gdzie ja nie umie okapac wlasnych dzieci, a kara jest gilgotanie az pekna ze smiechu, gdzie wszelkie moznaby pomyslec ustalone reguly juz pierwszego dnia poszly w kat. I tak idziemy ramie w ramie, ja popelniam bledy i on. Ja sie zloszcze na niego i on na mnie. Jak my te dzieci wspolnie wychowujemy. Ja odpuszczam i on odpuszcza. A zdjecia, no on nie bedzie robil, bo mu sie nie chce i koniec, od czasu do czasu cos popelni. Za to potrafi zagwarantowac taka zabawe, ze o mamie sa w stanie zapomniec. I czy potrafi lepiej niz ja, na pewno nie, potrafi inaczej. Tak jak napisalas wszystko robi inaczej i to jest w tym piekne. Jak ja o czyms zapomne to on bedzie pamietal. I na odwrot. Nigdy nie balam sie dzieci z mezem zostawic, co najwyzej balam sie, aby dom jeszcze stal po moim powrocie ;P
    Pozdrawiam Edyta

    • Edyta i tu całe sedno – „czy potrafi lepiej niz ja, na pewno nie, potrafi inaczej”. W jednym zdaniu całe sedno! Jestem ogromnie ciekawa tej waszej rodziny 🙂 zawsze takie ciekawostki opowiadasz Edyta :)) Pozdrawiam!

    • Wpadnij na troche 🙂 Serdecznie zapraszamy 🙂 Urzadzimy Ci taki czas, ze wlos Ci sie zjezy 😉 Ogolnie to my jestesmy normalni. Moj maz jest po prostu wyluzowany, a ja pewnego dnia stwierdzilam, ze juz nie chce byc sztywna tylko razem z nim byc. I nie przeraza mnie juz, ze prawie miesieczne dziecko narazilismy na ulewe. To tez ta jedny z tych historii co sie do konca zycia pamieta, ale ile smiechu. Dla nas, ile wspomnien. Jako swiezo upieczeni rodzice, majacy na celu dobro i tylko dobro naszego dziecka poszlismy na spacer, a ze pogoda no po prostu piekna stwierdzilismy, ze nam nie potrzeba nic ani kocyka, ani pieluszki, no nic tylko my, wozek, dziecie i natura. Wybralismy dluzsza droge, bo skoro tak ladnie slonce swieci to sie radujmy. W polowie drogi, cali w skowronkach patrzymy na lewo i co widzimy, no co ??? Sciane deszczu, ktora zbliza sie do nas, nie jakis deszczyk po prostu ulewa. I ona tak idzie na nas, pierwszy raz w zyciu cos takiego widzialam, nie ze jakos z gory zaczyna padac, ale ze z boku przesuwa sie w nasza strone deszcz. Pierwszy mysl czym okryc dziecko, bo w promieniu duzym promieni nic nie ma, ani drzewa, no sa, ale to od nich podarza sciana deszczu, z drugiej strony szczere pole, a ta droga co chcielismy isc leje, przed nami tylko skrot kamienna sciezka. Ja nie moglam z siebie nic sciagnac, maz tak samo. I ta sciezka kamienna, no ktory swiezo upieczony rodzic narazi dziecko na takie trzesienie. Zaryzykowalismy jednak skrot, bo mniej na niego napada, na to nasze biedactwo co sobie slodko spi. Deszcz nas nie ominal, wytrzeslismy dziecie i trafilismy po dlugich 10 minutach pod zadaszenie. Na dodatek okazalo sie, ze dziecie z cukru nie jest, nawet nie mrugnelo, nie obudzilo sie i jakims cudem az tak bardzo nie zmoklo, ale zmoklo mimo wszystko.Nie rozchorowalo sie i nie mialo nam za zle. I czy po tym zdarzeniu cos sie w nas zmienilo, owszem sporo, nadal nie bierzemy kocykow i pieluch, zapominamy spodnie, jedzenie lub picie, zmienilo nas to na zawsze, po prostu smiejemy sie z takich sytuacji, zamiast plakac.
      Pozdrawiam Edyta

    • Z łez to tylko smutek by był a z uśmiechu dobra zabawa :):) Jesteście zwariowani!! 🙂

  • Iwonuś, plac zabaw uroczy;)
    I trawka zielona ,
    i pogoda cudna,
    i dziewczynki są na tym placu,
    i tata z nimi tam jest 😉
    I ze zdjęć wiemy,że czuły się bezpieczne i bawiły się świetnie 😉

    I prawdą jest,że Kobiety inne są niż Mężczyźni.
    Matki inne niż Ojcowie.
    Córki inne niż Synowie.
    Babcie inne niż Dziadkowie…
    I każdy z nas jest inny!
    I jednakowo ważny dla tych z którymi życie dzieli.

    Pozdrawiam serdecznie;)
    Marzena

  • Kurcze, ale dałaś mi do myślenia swoimi słowami.
    Sama nie wiem skąd we mnie przekonanie, że wciąż czegoś w materii naszego dziecka muszę go uczyć, przecież tak naprawdę mogę Go tylko zniechęcić.
    A może tak to już jest, że z kolei On ma takie przekonanie kiedy to ja prowadzę auto (?)!
    Pozdrawiam noworocznie.

    • No ja też zawsze od tej strony „uczyć go” podchodzę do męża. Staram się nie, ale tak jakoś ciągle się dzieje. A on jest naprawdę cudownym, mądrym człowiekiem! i jestem pewna, że wie co robi 🙂 pracować trzeba nad sobą i tyle 🙂

  • Anonymous |

    Tak jest że każdy z nas ma inne spojrzenie na tą samą rzecz.. Ja ufam mojemu mężowi, jeżeli chodzi o wychowanie i opiekę nad dzieckiem. Jak nasz Adaś ledwo co się urodził nie bałam się zostawić go z tatą, bo wiedziałam, że zajmie się nim najlepiej jak potrafi, że mu krzywdy nie zrobi. Może nie będzie miał idealnie zapiętej pieluszki, może naokoło będą się walały pieluchy, ale to nic. Mój mąż wie, że mu ufam, no a ja mam też czas dla siebie 🙂
    Warto jest czasem dać się wykazać tej drugiej osobie. Kiedyś myślałam, ze jak ja czegoś nie zrobię, to nie będzie to zrobione dobrze, ale szybko nauczyłam się że druga osoba nie raz może zrobić coś lepiej, inaczej..
    Pozdrawiam serdecznie
    Marysia

    • Marysiu, mój mąż zostaje z dziećmi od urodzenia. To on pierwszy kąpał i on pierwszy przewijał i karmił jabłuszkiem przetartym 🙂 W tej kwestii ufam mu bezgranicznie. Jeżeli natomiast chodzi o to czy dobrze im tłumaczy życie… oj tu są spory czasem ;)) ja dzieci traktuję „spokojniej” i mocniej się wsłuchuję w nie 🙂 ale teraz widzę że i on słucha mocno.. tylko inaczej ;)) i nie tak na pierwszy rzut oka! Pozdrawiam również 🙂

  • Anonymous |

    Rany dziękuję Ci za ten post. Jaka ja jestem jedzą i bezmyslna…
    ja dyktuje mezowi jak ma czytac dziecku bajke , jak go myc. No moze nie dosłownie ale naprawodzam Go. Facetów trzeba nakierowac. Szczególnie przy pierwszy dziecku. Zreszta sami sie uczymy rodzicielstwa i wspólnego rodzicielstwa 🙂

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *