Jak Chińczyk miał wpływ na mój świat

q1

IMG_7499 IMG_7506 IMG_7509 IMG_7515 IMG_7516 IMG_7571 IMG_7575 IMG_7579 IMG_7636 IMG_7536 IMG_7542 IMG_7626

q8

IMG_7617

 

Ostatnio rzadziej piszę. Bo ja uwielbiam pisać o rzeczach pięknych, pozytywnych i najlepiej omijać te negatywne.

A u nas ostatnio ogromnie dużo cierpienia… szpital, nerwy, niemoc. Patrzysz na ukochaną osobę, babcie moich dzieci, mamę mojego męża i czujesz taką bezsilność, że serce pęka na milion kawałków.

Takiego cierpienia nie widziałam jeszcze nigdy. W całym moim życiu. Takiego braku oddechu z bólu. Takiej niemocy lekarzy i pielęgniarek. I takiego bezsensu nigdy nie czułam jak teraz idąc do tego szpitala i zastanawiając się czy ja tam pomogę, czy może przeszkodzę swoją sprawnością, makijażem i uśmiechem.

 

Centrum Filadelfii, szpital jeden z najlepszych. Sala z łazienką, telewizorem, widok na miasto.

W łazience w suficie specjalna czerwona lampa ogrzewająca pomieszczenie, prysznic dostosowany do osoby niepełnosprawnej. Obok łóżka pacjenta rozkładane łóżko dla osoby towarzyszącej z poduszką, prześcieradłem, kocami. Nikt nikogo po 22-giej nie wyrzuci. Menu na śniadanie, obiad, kolację. Kuchnia na piętrze, z lodówką, mikrofalówką. Jedna pielęgniarka na 4 pacjentów. W poczekalniach akwaria, wygodne sofy, koce, płytki na podłodze, ściany odmalowane, wszystko na poziomie najwyższym.

I przychodzi mi na myśl w takich momentach zawsze Polska. I dziękuję Bogu, że moja teściowa jest właśnie tutaj. I cieszę się, że ma taką opiekę i że ma takie warunki.

I staram się skupiać na pozytywnych rzeczach. Doceniać. Że jest tu. Że ma nas. Że ma najlepszych lekarzy. Że nie wiadomo jakby to było w Polsce z jej bardzo skomplikowanym przypadkiem. A potem wchodzę kolejnego dnia do tej wypasionej sali i w jednej sekundzie nie liczy się już nic, tylko to cierpienie.

Bo bez względu na to gdzie jesteśmy i jakie mamy możliwości finansowe i warunki życia, nowotwór pozostaje nowotworem. Ból bólem. Ciężar własnego ciała ciężarem.

I choćby nie wiem jak patrzeć na cud życia. I na szczęście, którego jesteśmy kowalami… to nic nie zmieni tego, że na pewne rzeczy nie mamy po prostu wpływu. I to jest dla mnie najgorsze.

Bo jak większość z was wie, ja jestem zwolennikiem myślenia, że życie jest jak plastelina i można je lepić na własny użytek jak się tylko chce. Że takie to życie mamy, jakie chcemy mieć. Jakie mamy odwagę mieć, siłę…

I wiem, że nasze wysiłki są najważniejsze w procesie tworzenia własnego szczęścia. Że jak bardzo mocno chcemy i bardzo mocno na to pracujemy to jesteśmy szczęśliwi.

I w momencie gdy ja bardzo mocno chcę, bardzo mocno się staram i bardzo mocno wiem, że zrobiłabym wszystko by zmienić sytuację, nie mogę nic… W takim momencie jestem totalnie sfrustrowana.

Ciężko jest nie mieć wpływu. I pogodzić się z tym, że wypruwając sobie żyły nawet – nie wskórasz nic. Ciężko jest pogodzić się z tym, że tracisz kontrolę nad życiem i nad szczęściem. I że musisz daną sytuację po prostu przyjąć.

I to uczucie, że nic od Ciebie nie zależy… że próbujesz poprawić poduszkę pod jej głową a ona nigdy i tak nie leży należycie.

Jesteś matką, żoną, masz 38 lat, tysiące doświadczeń za sobą i nie umiesz poprawić poduszki…

 

Wczoraj po wizycie w szpitalu, wróciliśmy do domu. Zamówiliśmy chińskie jedzenie. Zjedliśmy. Sprzątnęliśmy talerze. Ja zapakowywałam zmywarkę i jednocześnie zajadałam się chińskimi ciasteczkami z wróżbą. Czasem te wróżby czytam, tym razem przeczytałam przy czwartym ciastku. Coś mnie tknęło.

 

„Change your thoughts and you change the world” – zmień myślenie a zmienisz świat.

 

Świat, który może i jawi się jako zmienialny ale z pewnością nie widzimy siebie u progu tych zmian.

Niedorzecznym wydaje się, że taka mała osóbka z osiedla gdzieś pod Filadelfią może zmienić świat.

I stoję i myślę. I patrzę na tą mądrość wydrukowaną na tandetnym papierze. Zostawiłam zmywarkę. Usiadłam przy usmarowanym chińszczyzną stole. Po prawej mam rozgnieciony ryż, po lewej resztki sosu sojowego. Siedzę zwinięta w paragraf by nie pobrudzić rękawów nowego swetra. Dwa kroki dalej trzy ziarenka ryżu na podłodze. Jest plan by je podnieść. Jest plan by posprzątać i wtedy usiąść i sobie pomyśleć.

Nie. Nie. Muszę teraz. Tu przy tym brudnym stole. Tu w kuchni z na oścież otwartą zmywarką. Z dłońmi bez kremu nawilżającego. Z wróżbą w zasięgu wzroku.

 

Zmień swoje myślenie a zmienisz świat.

 

Łzy napływają do oczu. Na swetrze resztki szpitala i sosu sojowego. W głowie bałagan.

Oddycham. Dzieci na górze krzyczą w wannie. Mąż gdzieś chwilowo się zapodział.

A ja… mam siłę. Mam siłę na wszystko. Dam sobie radę. Wierzę, że zmieniając myślenie zmienić można świat.

I to nie tylko ten swój własny. Bo cały wielki świat może wyglądać inaczej jak się inaczej na niego spojrzy.

Dlatego optymiści są zawsze szczęśliwi a pesymiści nieszczęśliwi. Dlatego, jedna i ta sama rzecz dla jednej osoby jest powodem do radości a dla innej do żalu.

 

I wiem, że ja nie zmienię cierpienia. Choroby. Śmierci. Nie zaczaruję świata na własny użytek. Nie zmienię ogromu rzeczy. Ale mogę sobie postanowić myśleć inaczej.

Próbować wierzyć do ostatnich chwil. Próbować z tą poduszką 100 razy. Opowiadać o wnukach a nie pytać ciągle gdzie boli. Mogę reagować inaczej na grymas na jej twarzy. Mogę przynieść kosz pełen kwiatów mimo, że nie chce ich widzieć. Mogę być pełniej. Bez telefonu. Bez instagramu.

Mogę nauczyć się kolei życia. I pogodzić się z tym że to, na co wpływu nie mamy, nie podlega dyskusji. Że tego, na co wpływu nie mamy, nie zmienimy.

I że możemy dwojako.

Nie zmieniać –  zapłakani i krzyczący w beznadziei istnienia.

Albo nie zmieniać – odnajdując resztki tego co piękne w danej sytuacji.

 

Bo odszukując piękno w tym, w czym nie da się go odszukać na pierwszy rzut oka, możemy …. no właśnie co możemy?

Zakląć rzeczywistość? Oszukać siebie? Łatwiej przetrwać? Piękniej się pożegnać? Żyć w ułudzie?

 

Ja wierzę, że zmienić świat.

 

 

IMG_7522 IMG_7646 IMG_7650 q2 q3 q5 q4 IMG_7697 IMG_7694 IMG_7554

 

Tych, którzy zapisali się do newslettera aby dostawać powiadomienia o nowych wpisać na blogu Ona ma siłę, proszę o napisanie w komentarzu, czy dostali powiadomienie. I czy jedno, czy jak ostatnio przerażająco dużą ilość maili? Strona jest nowa i wciąż ją usprawniamy 🙂 Dziękuję!

 

57 komentarzy

  • To prawda Iwonko! Ty masz ta sile w sobie, wystarcza Ci czasem taki maly impuls, przychodzi w chinskim ciasteczku i zbierasz sie wtedy w calosc, sklejasz siebie…bo jestes optymistka!
    Ja ostatnio mialam zly czas ze soba, nie umialam sie odnalezc na moim kursie, nie wiedzialam co zrobic i zachorowal Adas, bylam z nim tydzien w domu i jakos tak sobie poukladalam wszystko, nie wiem na jak dlugo, ale na te chwile jest mi lepiej 😀
    Zycze Wam sily i przesylam cieple mysli…

    • Bardzo dziękuję! Optymistka to zbyt duże słowo. Nigdy nie byłam optymistką. Zawsze panikuję na wstępie wydarzeń a dopiero potem właśnie jest ten impuls.. ciasteczko, powiew wiatru, uśmiech dziecka… ALe jedno mogę o sobie powiedzieć. Umiem w szybkim tempie ustawić samą siebie do pionu. Panikuję, gadam, narzekam (to jest coś co musi być) a potem poukładanie myśli w głowie i plan na przyszłość. I siła która spada jak grom z jasnego nieba jak już ten plan jest. Oto cała ja 🙂

      • Jednak optymistka 😀 Taka inna odmiana, ale jednak. Ja tez mam tak, ze jak cos spada na mnie, nas, to placze, klne, walkuje to na wszystkie strony, dzwonie do mamy, znajomych sie wyzalic…Potem jednak rece przestaja sie trzasc, mysli sie ukladaja i biore sie za to z calych sil 😀

  • Podobne myśli miałam wczoraj.. o zmianie świata i o naszym wpływie. Naszło mnie tak nagle. Jakoś po kolacji. Po rozmowie o kurczakach. Że w wielkim kombajnie giną. Że zgniatają je żywcem. I pomyślałam sobie najperw, że mi przykro. Że cholerne kurczaki też zasługują na odłamek szacunku. A potem doszło do mnie, że gówno mnie obchodzą kurczaki. Bo co to zmieni, że ja głowę sobie nimi zaprzątnę. Że pomyślę, że mi przykro i przejdę do życia normalnie. Kurczaki dalej ginąć będą w tym wielkim kombajnie. Żywcem zgniatane.

    I po chwili doszło do mnie, że nie mam wpływu na dzieci w Afryce. Na porwania. Gwałty. Ale mam wpływ na to co obok. Na to, że sąsiad może nad dziećmi się znęca. I mam wpływ na to, że jakaś starsza kobieta gubi się w centrum handlowym. Mam wpływ na drugie śniadanie dla wnuka koleżanki mojej babci. I myślę sobie.. czy świat nie byłby piękniejszy gdyby każdy korzystał z możliwości swojego wpływu na to co tuż obok !?

    • Dokladnie, bo jakby kazdy staral sie zmienic cos w swoim najblizszym otoczeniu, to zmienilby sie swiat. Jesli, ja pomoge komus w autobusie jadacym przez moja wies, to moze ten ktos, znow drugiemu i tak po nitce do klebka. Ja tez w to wierze i wierze mocno, ze cala nasza energia do nas powraca. Sciskam Cie!

    • Dokładnie tak. I wiesz co? Strasznie dużo jest do zrobienia tuż obok… i jesteśmy potrzebni tym czasom tu i teraz. Tym ludziom obok. Temu światu pod naszymi nogami. Tak samo jak i nam to wszytko jest potrzebne by czuć się spełnionym i pełnym człowiekiem. Przynajmniej ja tak mam.

  • Iwonko, podczytuję Twojego bloga zawsze przy nastrojowej muzyce, bo Twoje wpisy „zmuszają” do refleksji, zatrzymania się na chwilę… tu i teraz…

    Jestem osobą wierzącą i praktykującą…
    W różnych sytuacjach, także trudnych, beznadziejnych zawierzam Panu, w modlitwie, „rozmowie”…
    Dla mnie są to bardzo intymne „spotkania” i bardzo je sobie cenię…
    Wyciszam się….

    Nie zawsze jest to łatwe (z ludzkiego punktu widzenia)

    A, że cierpienie bliskich nam osób boli?
    To dobrze…
    Świadczy to o tym, jak bardzo te osoby są nam bliskie…
    Jak bardzo je kochamy, jak bardzo ich potrzebujemy…

    Pamiętam Iwonko w modlitwie…

    Wszystko się poukłada…

  • Piękny i mądry wpis. Bardzo dziękuję.

  • No to dostałam obuchem w łeb… w takim dniu kiedy łzy pod powiekami, zeby zacisnięte i niemoc wielka… jeszcze to przeczytam jak dzieci spac położę, jeszcze przemyslę… a póki co – dziękuję:-) i nie chciałabym zeby zabrzmiało to jakos patetycznie ale Twoje wpisy maja wpływ na moje postrzeganie świata… od dawna

    • Edyta, bardzo bardzo Ci dziękuję. Jesteś niesamowicie zagadkową osobą dla mnie. Masz w sobie coś co mnie zastanawia i strasznie chciałabym Cię kiedyś poznać 🙂 ale chyba już Ci o tym kiedyś pisałam..

      • Mam nadzieje ze kiedys się uda 🙂 ale ja jestem zwyczajnie zwyczajna, naprawde

        • I tą odpowiedzią akurat mnie nie zaskoczyłaś 🙂 mam jakieś dziwne przeczucia, że dużo masz w sobie mojej najbliższej przyjaciółki Julitty (domwherelifehappens.blogspot.com) nie wiem skąd te przeczucia.. ale je mam 🙂

          • o rany… teraz to napisałas mi TAKI komplement, ze naprawde nie wiem co napisać, bo akurat bloga Julitty znam tak samo dobrze jak Twojego i tak samo cenię ( ze o samej JUlicie jako osobie tylko wspomnę)… dziekuję

  • marielle |

    Byc najdokladniej i najuwazniej w kazdej chwili. Takze w tej, w ktorej boli i nie ma nadziei, i nie ma sily.
    Swiata nie zmienimy, ale przezyjemy swoje zycie najlepiej jak umiemy.
    Sily i pokory zycze i mysle cieplo.

    Powiadomienie dotarlo. Jedno.

  • Być, kochać do końca, dać pewność w rzeczach niepewnych. Mój teść naprawdę bał się odchodząc że o nim się zapomni, mija kolejna rocznica gdy nie ma go tu, a my wciąż wybieramy znicze, wiązanki dzieci jedzą siedząc na nagrobku żelki. Tato pamiętamy.

  • kongoset_mp |

    Niech Bóg będzie z Wami…

  • Aga802001 |

    Drogą Iwonko , dziekuje ze dzielisz sie swoim cierpieniem z nami tu wszystkimi bo przez to łączymy sie jakaś niewidzialna nicia … każdy z nas przechodzi przez jakieś cierpienie , swoje lub najbliższych , większe lub mniejsze . cierpienie jest nam bardzo potrzebne ( choć to okrutne ) bez cierpienia nie byłoby współczucia i z kolei nie poznalibyśmy siły miłości . Cierpienie sprawia ze jesteśmy lepszymi ludźmi, otwieramy sie na innych …. Aga

  • Ania z Osobiedlamnie |

    Pokora. Taka pomijana, a tak potrzebna. Konieczna. Gdy nie da się zrozumieć, trudno pojąć.
    Pokora i wiara. I miłość. Wtedy wszystko zdaje się być na swoim miejscu.

  • Myslalam dzis o Tobie i o sytuacji z jaka przyszlo Ci sie zmierzyc…
    Wysylam Tobie i Twojej Mamie ogrom pozytywnej energii.
    Pozdrawiam i sciskam mocno.

    Paula

  • Iwonko, świata całego nie zmienisz, życia za innych nie przeżyjesz, z oczywistymi faktami nie ma co walczyć, miotać się. Trzeba stanąć twarzą w twarz z faktem i o nie nie poddać się, nie ugiąć, trzeba ten fakt oswoić. I mimo bólu, trzasku łamiącego się serca znaleźć te promienie słońca, które wydawałoby się, że nie istnieją.
    Ja kiedyś tego nie rozumiałam, krzyczałam głośno jakie to niesprawiedliwe, dlaczego ja, dlaczego moje dziecko i co ten krzyk mój zmienił? zabrał mi tylko kilka lat. Teraz patrzę zupełnie inaczej, żyję a raczej uczę się tego życia codziennie. Choroba, śmierć nie wybiera, nie parzy na zasób portfela, po prostu przychodzi. Piękne jest, że wasza mama choruje w warunkach, które nie uwłaczają ludzkiej godności, że ma blisko kochających ludzi. To jest piękne i to jest szczęście.
    Dziś święci mają bal w niebie i patrzą na nas i mówią sobie: ach wy głuptaski.
    jeśli pozwolisz, pomodlę się za was

    • Dziękuję Iza. Nawet nie wiesz jak często myślę o tym, że to ogromne szczęście że jesteśmy tutaj w USA. Że chorować w warunkach godnych to jednak różnica… i że czuje się tu bezpieczeństwo.. że człowiek nie zostanie sam w poczekalni szpitalnej bez pomocy. Dziękuję Iza za ciepłe słowa!

  • aniawi487 |

    Witaj , dawno nie pisałam ale jest mi coraz trudniej . Czytam twój wpis i płaczę nad cierpieniem twojej teściowej. Wiem co to ból , przeżywam go sama. Lekarze nie mogą już znaleźć leków aby mnie nie bolało . Już jestem w domu ,nie chcę umierać w szpitalu. Tam człowiek jest sam. Musisz pogodzić się z tym ze nie wszystko można zmienić. Ale wiem ze dla niej ważne jest ze jesteście. Mów jej o was o dzieciach i codziennym życiu . Rozmowa typu czy cię boli tylko potęguje cierpienia . Pozdrawiam z całego serca . Grajewianka

  • i ja często myślę o Twojej Teściowej…

  • Znam ten ból. Byłam razem z mężem, gdy tak cierpiała jego mama. Nowotwór pokonała. Po czym przez rok, nie mogła doprosić się o badanie nóg, które bolały coraz bardziej. Lekarze zlecali kolejne leki, bo po chemii mają prawo boleć, bo przecież ciężko, do zdrowia wraca się powoli. Diagnoza na pozór nie groźna – miażdżyca, była przyczyną kolejnych amputacji, do łydki, kolana, uda … potem druga noga … potem jelita … nie było ratunku, bo diagnoza przyszła za późno. A ona, z uśmiechem siedziała na swym przerobionym łóżku, i gdy nie wyła z bólu, robiła dla męża swetry na drutach, pelerynki do otulania, skarpety, na wciąż skracane kikuty, serwetki … prawie do końca. My też wszystko robiliśmy źle. Nie tak ułożona poduszka, nie tak złożony koc, nie tu masowaliśmy, za słabo, za mocno … zawsze wtedy zagryzaliśmy zęby i poprawialiśmy. Raz, drugi, setny, tysięczny, uśmiechając się przez łzy, opowiadając dowcipy, wesołe anegdoty, by choć przez chwilę nie myślała o bólu. Już nie cierpi. Z uśmiechem przychodzimy na jej grób. Rozmawiamy tak, jak by wciąż była wśród nas. Skarżymy na siebie na wzajem, patrząc na siebie z uśmiechem w oczach. Opowiadamy anegdoty i pytamy o radę. Tak po prostu. Najważniejsze, że już nie czuje tego bólu. Że już nie cierpi.

    Życzę Wam tej siły, która pozwala uśmiechać się przez łzy. Życzę Wam tej siły, która pozwala opowiadać żarty i wesołe anegdoty, która pozwala pytać o radę, by mama wciąż czuła się potrzebna. Nawet, w najbardziej błahych sprawach. By nie czuła (bo na pewno tak się czuje) ciężarem.

    • Monika ogromnie Ci za ten komentarz dziękuję. Wzruszył mnie niesamowicie. Czuję jakbyś dokładnie wiedziała w jakim momencie jestem obecnie. Bardzo mi przykro z powodu mamy męża 🙁 Ściskam Cię mocno i dziękuję raz jeszcze.

      • Nie dziękuj 🙂 Po prostu trwaj <3 A ja przesyłam Wam ogrom Kropelkowej miłości, worek uśmiechów, i karton wirtualnej czekolady 😀 Jakoś trzeba sobie radzić! Trzymajcie się!

  • Iwonko, łzy napłynęły mi do oczu, gdy czytałam, ożyło i zabolało wspomnienie mojej odchodzącej Babci (pisałam u siebie w poście Między ziemią a niebem), współczuję Ci niezmiernie i choć swojej siły masz sporo przesyłam Ci swojej otuchy trochę.
    Takie jest to życie nasze, tak ten świat zbudowany jest, zło miesza się z dobrem, miłość z nienawiścią, radość ze smutkiem…

  • Iwonko ja myślę, że bez powodu twój blog nosi nazwę „ONA MA SIŁĘ”. Wierze że masz na tyle siły aby pomóc twojej teściowej,. To bardzo przykre że tak okrutna choroba dopada naszych bliskich, nasza najbliższa rodzinę, najchętniej wtedy chcielibyśmy to cierpienie zabrać na siebie ale niestety tak się nie da, jedynie możemy ulżyć w cierpieniu choćby nawet poprawiając poduszkę.
    Ściskam kochana

    • Dziękuję Ada. Bałabym się to cierpienie wziąć na siebie.. i nie chciałabym go wziąć na siebie… może to przykre, ale to co widziałam w sobotę przeszło moje najśmielsze oczekiwania 🙁

  • 🙁 skąd czerpać siłę na to pozytywne? skąd ją brać ? mam nadzieję że z mamą wszystko będzie dobrze!

  • Wszyscy się tu w komentarzach rozpisują, a ja tylko napiszę -tak ja również chciałabym zmienic swiat po częsci,bo ma on niekiedy i dobre strony…. pozdrawiam

  • „Jak nasze spojrzenie kreuje nasze niebo i piekło.
    Jak w piekle można poszukać promyka słońca. Jak z nieba można uczynić dziurę bez dna.”
    Genialne, prawda?- Twoje 😉 Moje Ty ciasteczko chińskie. Tylko ja nie czytam tego co czwartego, a chłonę każde słowo. A te powyższe zdania to sobie losowo wybrałam z Twojego bloga w piątek, rycząc i krzycząc, że ja już nie wytrzymam, że nienawidzę, że nie zniosę, że co z tego, że będzie lepiej, jak jedna iskra i demony przeszłości się obudzą, że ja już nie chcę więcej tego czuć, że za nic, za lepsze, za gorsze, nie ważne, koniec chcę. A dziś już nie oddam za nic promyka słońca, dziś z piekła wyjdę, bo gdzieś tam niebo jest. I czasem też tak myślę, czy to obłuda i fałsz, czy to tylko okłamywanie siebie na potrzeby przetrwania chwili, ale nie przecież nie. Dziś wiem, że zmieniam tak świat, ten swój, tym myśleniem swoim. Ale wiesz te chińskie ciasteczka mają w tym swój wpływ, dziękuję wróżbo z chińskiego ciasteczka 😉 Uwielbiam Cię :*

    • „Jak w piekle można poszukać promyka słońca. Jak z nieba można uczynić dziurę bez dna.” – Boże jakie to ładne :):):)
      Lucy ja też czasem myślę, że takie myślenie, to oszukiwanie samych siebie… a za chwilę udowadniam sama sobie, że jednak nie. Że bardzo mi się poprawia jak myślę pozytywnie. Że moje życie staje się naprawdę piękniejsze jak widzę je piękniej.
      Przesyłam uściski wielkie i dziękuję za (jak zawsze) przemiłe słowa!

  • Ogromnie sie wzruszylam, lzy naplynely mi do oczu prawie kapiac w moj lunch…
    Zycze poprawy u tesciowej mimo wszystko.
    :*

  • belivechatyska |

    witaj Iwona,
    smiem twierdzic ze kazdy z nas doswiadczyl w zyciu chociaz raz (niestety) ogromnego „nicniemozenia”; bezsilnosci…zasypial z „nadzieja”ze sie nie obudzi nastepnego dnia.. ta bezsilnosc nas tak strasznie wyniszcza.
    I niestety, ale to zazwyczaj te bolesne doswiadczenia robia z nas silniejszych ludzi; ucza dystansu, wiekszej pokory i cierpliwosci.. i w tym momencie to nasze nieszczescie jest najwiekszym na swiecie. I tak ma byc..
    A nastepnego dnia sie budzimy (jednak) i otaczaja nas ludzie ktorych kochamy i mozemy ta milosc odwzajemnic na milion sposobow…
    serdeczne i cieple mysli przesylam,zycze Wam jak najpiekniejszych chwil wspolnych ciagle razem..i zdjecia, ktore sa zawsze piekna pamiatka.
    Juz Ci napisalam raz.. pisz prosze..o wszystkim, bo to „wszystko” jest zyciem.
    Anka.

  • belivechatyska |

    witaj Iwona,
    smiem twierdzic ze kazdy z nas doswiadczyl w zyciu chociaz raz (niestety) ogromnego „nicniemozenia”; bezsilnosci…zasypial z „nadzieja”ze sie nie obudzi nastepnego dnia.. ta bezsilnosc nas tak strasznie wyniszcza.
    I niestety, ale to zazwyczaj te bolesne doswiadczenia robia z nas silniejszych ludzi; ucza dystansu, wiekszej pokory i cierpliwosci.. i w tym momencie to nasze nieszczescie jest najwiekszym na swiecie. I tak ma byc..
    A nastepnego dnia sie budzimy (jednak) i otaczaja nas ludzie ktorych kochamy i mozemy ta milosc odwzajemnic na milion sposobow…
    serdeczne i cieple mysli przesylam,zycze Wam jak najpiekniejszych chwil wspolnych ciagle razem..i zdjecia, ktore sa zawsze piekna pamiatka.
    Juz Ci napisalam raz, pisz prosze..o wszystkim, bo to „wszystko” jest zyciem,a Ty piszesz pieknie.
    Anka.

  • To ważne, że w tych ciężkich chwilach jesteście razem, że wspieracie się.. Wiem o tym doskonale gdyż sama zmagam się od czerwca z nowotworem i gdyby nie siła i wsparcie moich bliskich na pewno nie byłabym tak silna. Teraz mam ciężki okres gdyż jestem po wyczerpującej terapii. Ból, niemoc powoduje, że można się załamać. Ale gdy widzę jak mój 2,5 letni synek śpiewa, tańczy, robi mamie „cacy-cacy” bo mama ma „bubu” to dodaje sił i sprawia, że nie myślę o chorobie, bólu tylko o tym jak to dobrze, że jestem wśród bliskich, życzliwych ludzi. Iwono życzę Ci dużo siły!

  • Dwa razy w życiu wyłam jak zwierzę. na całego
    na całe gardło, na niemoc na pustke i bezradność, na złość.
    nigdy nie zapomne tego uczucia kiedy odchodzi ktoś kto odejść nie miał prawa.
    tyle lat, a ja wciąż pamietam
    i za każdym razem kiedy wydaje mi się, że gorzej sie nie da-przypominam sobie to moje wycie w korytarzu i wiem,

    że moge- że umiem
    buziolam i myslę ciepło o Was

  • Jest mi bardzo przykro ze musicie przechodzic przez taki trudny okres. Wiadomo ze warunki tam i tu w kraju sa nieporownywalne. Cierpienie ma jednak chyba taki sam wizerunek niezaleznie od miejsca. Niestety ten cierpiacy w gruncie rzeczy sam musi przechodzic te trudna droge. Dobrze jezeli mozna mu ulzyc w jakikolwiek sposob. Najbardziej podnoszace na duchu , budujace i przynoszace jakies ukojenie jest chyba jednak obecnosc najblizszych przy swoim boku, mozliwosc ich zobaczenia uslyszenia jak sobie radza, bo i niepokoj o nich jest duzy, gdy samemu sie jest chorym. Wytrzymaj, masz w sobie duzo sil , wytrzymaj , czynisz wspaniala robote, ufaj Twoim odczuciom i myslom, bo sama wiesz najlepiej co jest najwazniejsze. Mysli pozytywne moga przesterowac nasze myslenie i przez to moze troche nas wzmocnic. Z obserwacji widac ze w takich wielopokoleniowych rodzinach to najwiecej energii ma najmlodsze pokolenie. Oni tez mysla troche bardziej otwarcie, nie sterotypowo. Nigdy nie pytalasm sie naajmlodszych, ale moze sami maja jakies pomysly jak pomoc, ulzyc w tej sytuacji, jak przyczynic sie aby najstarszy w rodzie czul sie lepiej. Pomyslowosc nie ma granic, moze tam drzemie jakas ciekawa mysl. To moze miec bardzo duze znaczenie dla wlasnie najmlodszych, ze byli razem, z zastanowili sie chociaz przez chwile , ze dolaczyli sie do wspolnych staran rodziny, ze w ten sposob pomogli, to bardzo budujace dla nich samych, tak mysle.
    Hold on !

  • krystyna |

    Czytam twoje wpisy na blogu i jestem dumna,że choć tylko internetowo ale jesteś moją znajomą.Jesteś mądrą,dobrą kobietką.<3

  • Iwonko Skarbie – zmieniaj świat – ♥ i swoim uśmiechem , choć przecież wiem, że już to robisz.
    Jestem z Tobą i Twoimi bliskimi …nie mogę trzymać Was za rękę ale najcieplejsze myśli ślę, bo wiem jak to jest …przerabiałam to już…bądźcie silni i miejcie nadzieję… bo jak pisał św. Paweł z Tarsu
    „W nadziei bo­wiem już jes­teśmy zbawieni”
    ściskam b. mocno
    całuję ♥

  • Właśnie ta karteczka z pierwszego zdjęcia zatrzymała mój wzrok na dłużej na Twoim blogu. Ona sprawiła, że się zatrzymałam. Kiedyś wpadły mi w oko podobne słowa: „Chcesz zmienić świat, zacznij od siebie”. Cały czas staram się o tym pamiętać i tak właśnie czynić. Twoja wrażliwość jest w mi w pewien sposób bardzo bliska, choć przeczytałam zaledwie dwa posty, ale w nich gdzieś tam odnalazłam samą siebie. Wiem, jak czasem trudno jest przyjmować każdą chwilę, szczególnie, gdy jest niezwykle trudna. Takich momentów miałam w życiu już wiele, choć lat mam tyle co Ty, jeśli dobrze zrozumiałam. Wiele widziałam bólu, jeszcze więcej przeżyłam.
    Niektórzy mają to szczęście być posiadaczami optymizmu od czasów dzieciństwa. Moje dzieciństwo nauczyło mnie tylko pesymizmu i na swój optymizm muszę ciężko pracować, jednak rozmywa się on gdzieś między realizmem. O tyle dobrze, że nie muszę się pilnować, by mój optymizm nie wykroczył poza poprawność, bo są też tacy. To jedno mi nie grozi.
    „Że tego, na co wpływu nie mamy, nie zmienimy. I że możemy dwojako.
    Nie zmieniać – zapłakani i krzyczący w beznadziei istnienia.
    Albo nie zmieniać – odnajdując resztki tego co piękne w danej sytuacji.” – Tak, wybieram tą drugą wersję, z tym,że zamiast piękna wstawiam zawsze słowo „lekcja”.
    Cieszę się, że Ciebie znalazłam, na pewno zajrzę tu wolnym czasem i zgłębię resztę tekstów.

  • matka pasjonatka |

    Za dużo mam.do powiedzenia by zmieścić to w komentarzu.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *