Monday of happiness

IMG_7372

IMG_7376 IMG_7368 a b

Poranek. Powiew świeżego, mroźnego powietrza wpada do domu otwartymi drzwiami.

– Mamo zamknij te drzwi, zamarzam!

– Muszę trochę przewietrzyć.

Otwieram lodówkę. Cholera, ciasto na tartę … wczoraj włożyłam je na 30 minut do lodówki, dziś minęła doba.

Kawa..o nie, nie kupiłam. Muszę wypić tą, której nie lubię.

Dziewczyny nie mogą się dobudzić. Po weekendzie zazwyczaj tak jest.

Jeszcze tak zimno tej jesieni nie było. Zamykam drzwi. Szukam szalików.

Mam nowy blog. Powinnam coś w końcu napisać. Ale najpierw ta tarta. To przy okazji i zupa pomidorowa.

Dziesiąta, jedenasta, jedenasta piętnaście.

Tarta stygnie na stoliku przed domem. Śmietanę zaraz będę ubijać.

Ewa Drzyzga – Rozmowy w toku. Wiadomości NBC10 – Ebola, Ebola, Ebola, i wypadek w naszym Bensalem. Śmiertelny.

Na tarcie rozprowadzam masę i układam owoce.

Słoneczniki przestawiam na drugi koniec stołu. Dostałam je wczoraj bez okazji od męża. Wyskoczył z nimi zza lodówki jakby chciał mnie wystraszyć a nie zaskoczyć. Wystraszyłam się nie na żarty. Kocham te jego przemyślane planowanie wydarzeń 🙂

Świecą jesienną pachnie cały dom. Drewno czeka przy kominku na wieczór.

Pomidorowa prawie gotowa.

Dzieci już trzy godziny w szkole. Ja ogarniam dom. Zabieram się za obowiązki, sprawy, a potem chwila dla siebie zanim wrócą. Jak już wracają.. nie ma szans na żadne chwile. Są tylko te z nimi. Lekcje. Tłumaczenia. Przytulanie. Czytanie. Gry. Minusy z nieodstawione buty do szafki (minusy działają zdecydowanie lepiej niż milion próśb!) Dopiero późnym wieczorem pewnie usiądę. Przy pachnącym kominku. I kolejnym odcinku „Homeland” na Apple TV. Piżama będzie pachnieć balsamem Dream Angels Victoria’s Secret. Kapcie tak miękkie, że takich jeszcze nie miałam.

Codzienność.

Ze zmienną zupą i pogodą.

 

I może ja nie wiem jak to jest nie mieć na chleb. I nie mieć na pieluchy dla dziecka. Nie wiem jak to jest jeść jeden posiłek dziennie.

I jak można żyć bez samochodu, laptopa i kolacji w restauracji 3 razy w miesiącu.

I nie wiem jak liczy się każdą złotówkę. I jak dziecku odmawia się sfinansowania zajęć dodatkowych przełykając przy tym ślinę i płacząc dwa tygodnie nocami w poduszkę.

Tego nie wiem. I owszem jestem szczęściarą jak dotychczas.

Ale nie wiem też przecież co może przydarzyć się nam jutro czy za rok. Dlatego nie marnuję już dłużej czasu na narzekanie i na niezdrowe oczekiwania wobec innych ludzi. I na analizowanie tego, co kto o mnie myśli. Jak chce to niech myśli, że nie wiem nic o życiu, bo nigdy nie brakowało mi na szynkę. Jak chce to niech myśli, że ta szynka ma największe znaczenie w rozumieniu szczęścia. Mi najzwyczajniej szkoda jest czasu, na rozważanie czyjejś myśli zwrotnej na mój temat.

 

I możecie mi wierzyć bądź też nie, ale gdybym chciała, mogłabym być bardzo nieszczęśliwa.

I to co ma znaczenie mogło by go nie mieć. Gdybym tylko chciała.

I słoneczniki wyskakujące zza lodówki mogłyby pozostać zwykłym bukietem w wazonie.

I ciasto na tartę mogłoby wylądować w koszu na śmieci bo czasu na pieczenie mogłabym nie znalźć. Gdybym tylko chciała.

I dzieci też mogłyby przestać być największym moim spełnieniem życiowym. I stać się utrapieniem i przeszkodą w budowaniu siebie. Gdybym tylko…

I dom mógłby być wysprzątaną świątynią bez życia. I Clara ładnie uczesaną dziewczynką w szarej spódniczce.

I gdybym tylko chciała mogłabym wielu sprawom i rzeczom odebrać sens.

Ale szczęście i życie moje – jest moje. Więc stawiam opór samej sobie.

I pilnuję granic postrzegania szczęścia. I może to czasem wyglądać jak przekolorowana papka.

Ale ja nie chcę tracić czasu na roztrząsanie tego czego nie mam i tego co jest nie tak.

Bo z roku na rok jestem coraz starsza. I nikt mi nie zwróci przepłakanych lat i przenarzekanych dni.

Nasze życie trwa. Niezależnie co my w danym momencie robimy. I jakie nastawienie w danym momencie mamy. I czy przechodzimy obok małych (czy wielkich) zdarzeń obojętnie czy z uwagą.

Ono trwa. I możemy przeżyć je na sto sposobów. Mając majątek czy nie mając. Mając dzieci czy nie mając. Mając urodę czy jej nie mając. Mając … nie mając.

Bo szczęście nie poczeka aż będziemy mieć to, co sobie wymyśliliśmy.

A warunki stawiane szczęściu….?  Ja nie wierzę w szczęście warunkowe. Nie wierzę w „byłabym szczęśliwa gdyby…”

Wierzę w ” jestem szczęśliwa bo…”

 

Poranek dawno już minął. Tarta w połowie zjedzona. Wrzask i krzyk. Łzy. Gra w chińczyka. Kawa niewypita. Głośny śmiech. Drewno na podłodze w pokoju pachnie wilgotnymi liśćmi. Za chwilę ogień będzie się tlił. Ja z doskoku kończę ten tekst. Nie, nie dam rady. Skończę w nocy. Opublikuję jutro. Bo nie przejrzałam nawet zdjęć.

Szklanka mleka z krówką stoi na stole. Do połowy pełna. Wparowuje Zosia i wypija do dna. Śmieje się i ucieka z wąsami na górę. Moje szczęście odbija się w jej oczach. Jej szczęście w moich.

Szklanka.

Do połowy pełna.

Nawet jak w tej chwili stoi na stole zupełnie pusta.

 

I gdybym tylko chciała mogłabym to wszystko obrócić w powody do narzekania.

Gdybym tylko chciała mogłabym z tym zrobić wszystko….

 

d e f g IMG_7421 IMG_7414 c

 

Poniżej przedstawiam instrukcję dla osób, które chcą mój blog, po zmianie adresu, nadal obserwować (jako obserwatorzy blogger-owi). Niestety funkcja obserwowania nie przechodzi na nowy blog automatycznie.

 

Witam wszystkich zainteresowanych dodaniem bloga do obserwowanych, mi się udało więc wszystkim też powinno się udać. Wchodzimy na bloggera -> Lista czytelnicza -> Dodaj (przycisk tuż nad listą blogów) -> wklejamy adres kanału rss bloga czyli http://www.onamasile.com/feed/ i zatwierdzamy, jeśli wyskoczy komunikat o braku kanału klikamy na „Zarządzaj” (koło zębate po prawej stronie) i tam dodajemy ponownie ten adres. W razie problemów proszę o kontakt, jako twórca bloga chętnie pomogę, wszelkie zapytania proszę kierować na kontakt@zoomgeestudio.com. WordPress ma trochę inną strukturę jeśli chodzi o kanał rss, ale myślę że ta instrukcja powinna pomóc. Pozdrawiam.”
 

Przepis na pyszną tartę

 

Ciasto:

półtorej szklanki mąki

jedno żółtko

szczypta soli

odrobina cukru (około łyżeczki)

kostka masła (200gr) – koniecznie masło

Wszystko szybko zagnieść i wstawić do lodówki na około pół godziny.

Potem wyłożyć ciastem blaszkę do tarty i ponakłuwać w wielu miejscach widelcem żeby ciasto miało dostęp powietrza. Piec w 180/200 stopniach, bez termoobiegu  około 15-20 minut na złoto, z termoobiegiem piec około 25 minut. Jeżeli jest taka potrzeba nakłuwać w trakcie pieczenia (jak widać że pęcznieje za mocno). Ponieważ tarta musi mieć płaską formę z zawiniętymi bokami.

 

Masa:

1 serek mascaropne (250gr)

śmietana kremówka (36%, do ubijania) (250ml)

cukier puder do smaku (ja dałam około 3 łyżek)

Ubić mikserem śmietankę z cukrem i dodać mascarpone i szybko zmiksować. Nie za długo bo się zrobi masa za bardzo wodnista.

Włożyć na upieczoną, i wystudzoną formę masę i przyozdobić malinami lub innymi owocami (bez pozostawiania wolnego miejsca)

 

Przepis ten jest przeze mnie odrobinę zmodyfikowany. Oryginalna tarta z przepisu Maryś  ma inną masę a ciasto nie zawiera zupełnie cukru.

 

Przepis na masę Maryś:

1 serek mascarpone + prawie 2 tabliczki BIAŁEJ czekolady.

czekoladę roztopić w wodnej kapieli, żeby się nie robiły grudki – dobrze rozetrzeć z mascarpone i wyłozyć wystudzoną masę na ostygnięte ciasto – potem owoce na tym ułożyć i na kilka godzin do lodówki wstawić.

 

Masa Maryś jest bardzo dobra, ale od nadmiaru czekolady bolała mnie głowa. Wolę zdecydowanie bitą śmietanę 🙂 No i moja masa nie musi zastygać w lodówce.  Tarta jest dobra od razu po zrobieniu 🙂

 

Smacznego!

 

71 komentarzy

  • Iwona… Jak Ty pięknie piszesz! Wiem,powtarzam się. Znowu… 😉
    Każdy z nas jest kowalem swojego losu,każdy może być szczęśliwy i bardzo nieszczęśliwy, ale to wszystko zależy od nas…
    Jestem tego samego zdania,co Ty – można znaleźć tysiąc powodów,by być szczęśliwym i tyle samo,by takim nie być… Życie jest zdecydowanie zbyt na krótkie na martwienie się sprawami,na które nie mamy wpływu… Można jedynie doceniać to,co jest piękne,cieszyć się chwilą i korzystać z danej nam szansy. I czasem pomóc temu szczęściu,bo dlaczego nie…? 😉

    • Dziękuję Ania 🙂 W naszym życiu zdarzają się rzeczy, na które wpływu nie mamy i jest ich wystarczająco dużo by czasem czuć się smutnym czy złym.. więc po co jeszcze dodawać do tego tysiące spraw na które wpływ mamy i o które trzeba tylko zawalczyć 🙂 oto moje zdanie. Pozdrawiam!

  • Zawstydzasz mnie regularnie, rugasz jak uczniaka, bo choć moja gęba uśmiechnięta często,pieśń na ustach też nie rzadko, to nie raz w taki bezkres beznadziejności popadam. Że ja już nigdy, że ja zawsze, że mi ciężko i źle. Więcej chce i mocniej a ten chytry los zad pokazuje, a gdybym tak patrzeć ja Ty potrafiła.Może sprzedawaj swoje różowe okulary będe choćby do mojej okrągłej pyzowatej buzi nie pasowały nosiła. Uwielbiam Twoje patrzenie

    • To patrzenie to zajęło mi ponad 30 lat życia, by w końcu zauważyć to co najważniejsze. A beznadziejność każdy z nas czasem odczuwa. I ja też! i ciężko i źle mi też czasem! tylko chodzi o to, żeby próbować mieć wpływ tam gdzie go można mieć 🙂 Dziękuję Ci za miłe słowa i pozdrawiam!

  • Bo widzisz Iwonko.. ja obudziłam się jednego dnia i uznałam, że też bym cholera mogła. Usiąść na środku wielkiego tarasu w rodzinnym domu i wgapiając się w piękny ogród uznać, że przegrałam. Że jestem nieszczęśliwa do szpiku kości. Mogłabym zgnieść to życia jak zapisaną niewygodnie kartkę i wrzucić do kosza. Ot tak. Mogłabym. I potem mogłabym rzucić się w ramiona tego co pojawił się na horyzoncie. Co obiecywał, że to wszystko to na pewno nie on. Że w ogóle. Właśnie w objęcia tego co malował siebie pędzlem idealnym. Ale wiesz co !? Obudziłam się jednego dnia rano. I uznałam, że cholera ja nie przegram. I, że skoro jeszcze tego ranka się obudziłam to nie tylko życie ze mną nie skończyło, ale i ja z nim. Więc wygładziłam dłonią tą kartkę mojego życia. I wsunęłam ją między kartki książki życia. Bo minęło. Z notesu wyrwałam kolejną. Śnieżnobiałą. I uparłam się, że zapiszę ją od nowa. Nie oczekiwaniami. Nie narzekaniami. Z totalnym zakazem na wytykanie. Że tym razem to ja zacznę od siebie. I zaczęłam. Zaczęłam od spakowania walizek i kupienia ‚biletu’ na powrót. A potem już było z górki. I może wciąż nie jest idealnie.. ale Iwonko.. tak szczerze.. czy cokolwiek w tym świecie jest idealne !?

    • Oczywiście że nie jest!!! ja mam nieidealny dom (z wypaczonymi oknami i zepsutym kranem i dziurą w podłodze) mam nieidealny porządek – a w zasadzie to mam syf na kółkach w chwili obecnej. Mam nieidealnego męża – który często zapomina o ważnych sprawach i dzieci nieidealne i sama jestem daleka od ideału! I nie chodzi o to by było idealnie, tylko o to by nie było smutno i ciężko. Bo życie jest piękne i szkoda go na smutek… po prostu 🙂 Paulina nie wiem czy dobrze odczytałam twój komentarz… te walizki .. ten bilet.. teraz będę siedzieć i myśleć!

      • Uznajmy, że Ci wyjaśnię..

        Spakowałam walizki. Kupiłam bilet powrotny do Holandii. Weszłam do naszego jeszcze domu i uznałam, że bałagan, który nastąpił w efekcie mojej dwu miesięcznej nieobecności nie wytrąci mnie z równowagi. Przekłnęłam ślinę i zauważyłam, że świat się nie zawalił. Nie zrobiłam awantury od progu. Nie darłam się jak to mam w zwyczaju, że te dwie lewe ręce to on ma do sprzątania. Doceniłam jednak, że dom nadal stoi mimo, że pracował od rana do nocy. Poszłam więc o krok dalej. Jeżeli miałam za dużo czasu na rozmyślania.. wzięłam kolejny projekt na głowę, a potem kolejny i kolejny. Nie miałam wolnego czasu. Przestałam być mentalną kurą domową.. przestałam się czepiać, że jego wciąż i wciąż nie ma w domu, bo w nadmiarze obowiązków dzień stał się dla mnie za krótki. A, że najlepiej mi się myśli przy sprzątaniu, to mam dom czysty i myśli poukładane. Więc się nie czepiam, wiecznie i wciąż zazwyczaj od progu. I owszem nie jest idealnie. Ale kiedy ten palec wytawiony w jego stronę obróciłam na siebie.. zauważyłam, że przez okres miesiąca podnieśliśmy na siebie głos tylko jeden raz. Że to dziecko, które jeszcze niedawno darło się na jego widok nagle biegnie otworzyć mu drzwi, bo wrócił w końcu z pracy. A wracać zaczął wcześniej, bo i ja przestałam się drzeć. I zdaję sobie absolutnie sprawę, że dla większości to jestem naiwna i głupia.. ale tak samo jak Ty uznałam, że gwiżdże na to co myślą inni. <3

        • nie jesteś, ani naiwna ani głupia – dla mnie jesteś bardzo mądra w tym co napisałaś i co zrobiłaś by naprawić relacje, widzę trochę siebie, może nie było tak drastycznie, bo nasze relacje były niezłe ale był jakiś cień nad tym co nas otaczało, nasze życie ale po wskazaniu palcem na siebie tak jak zrobiłaś to TY – zmieniałam w sobie to co złe _a nie w innych_ i okazało się, że jestem po stokroć szczęśliwsza z nową sobą i inni też są ;)) zaczęłam żyć naprawdę, a w innych doceniać ich zalety a nie czepiać się ich wad – to trwa już ponad 8 lat i jest to najlepszy czas w naszym życiu, jeśli chodzi o coś co nazywa się potocznie szczęściem doczesnym – żadne tam fajerwerki – ot może i liczę nieraz bardziej te złotówki skwapliwie i na wakacje nie jeżdżę co roku ale mam co innego pod ręką – pełną rodzinę ze wszystkimi jej zaletami i ułomnościami. Pozdrawiam Was obie serdecznie !

          • Ula, pełna rodzina w tych czasach to szczęście niepojęte!!!

          • Karolina S. |

            Dzięki, Ula, za tą lekcję! Podałaś prawdziwe wskazówki, jak uczynić swoje życie jeszcze piękniejszym…

          • Myślę, że problem w tym, że w obecnych czasach poddawanie się mamy pod skórą. Chcemy być tacy wyzwoleni. Niezależni. Miłość traktujemy jak fajny gadżet. Osoba u naszego boku to tylko przyjemny dodatek. Najważniejsza to praca. Punkt honorowy to mieć zamiast być. Posiadanie dziecka to kolejna misja do spełnienia. Bo trzeba odhaczyć na liście osiągnięć, a potem oddać do placówki jakiejś. Niech sami sobie radzą z wychowaniem. Zajęcia dodatkowe jedne i drugie. Potem świetlica. Basen. I rodzice zaangażują się w porze spania. I to nie z książką w ręcę.. ale szybki buziak gdzieś pomiędzy czołem a policzkiem.

            I mnie gdzieś to gniecie. Gdzieś mnie ten światopogląd boli. Wkurza mnie jak patrzą na nie z tym politowaniem, że wiecznie w domu. Z tym dzieckiem u nogi. Że przecież mogłabym do przedszkola i byłby święty spokój. Że dzieci by miał. Bo w domu zdziczeje. Trudno. Zdziczejemy razem, bo osobiście uważam, że od Pani Przedszkolanki bardziej potrzebna jest mu moja obecność. Nawet jeżeli kilka razy dziennie mam poczucie, że jeżeli zaraz nie wyskoczę z okna to ręka, noga i mózg na ścianie. I myślę też sobie, że nigdy nie jest pięknie. Że nawet dom wysprzątany kurz na bieżąco zbiera. A każdy związek ma swoje wady. I to od nas zależy, czy będą nas razić. Czy skupimy się na tych zaletach choćby nielicznych. I myślę, że obie wiemy, że rozstanie się [nie licząc patologicznych sytuacji] to zawsze porażka. Żadna ze stron nigdy w nich nie wygrywa. Kiedy się rozstajemy.. wbrew złudnej wolności, niezależności jesteśmy tylko marnymi przegranymi..

        • Paulina jak Ty potrafisz pięknie napisać… niesamowita z Ciebie dziewczyna musi być 🙂

      • zachwycam się każdym Pani tekstem,sa super, pozdrawiam serdecznie

  • Piękne zdjęcia, piękny tekst…jak zwykle:) I nudna będę mówiąc, że bardzo się z tym zgadzam… Że w samym „warunkowaniu” szczęścia już jest jakieś nieszczęście, niewola… I choć ja akurat z tych, co często muszą siebie napominać, że ta „szklanka, to jednak do połowy pełna jest” to głęboko wierzę w sens takiego myślenia.

  • Iwonko, dzis opublikowalam posta i pokazal mi sie Twoj.
    Musze zaspamowac, bo telepatia 😀
    http://berberowo.blogspot.de/2014/10/pudelko.html

    Pieknie napisalas i to prawda, w nas jest wszystko to, czego niby chcemy od swiata zewnetrznego. Nastawienie czyni ta roznice, czy myslimy gdyby… czy BO…
    Buziaki!!!

    • Nastawienie ma ogromy wpływ. To tak mądra prawda życiowa, że aż brakuje słów.. a ta często pomijana w naszym życiu – niestety. Moja dewiza życiowa to „rzeczy są takie, jak na nie reagujemy” Mocno w to wierzę!

  • Czy podzielisz się z nami przepisem na tartę, która wygląda cudnie i pewnie jest przepyszna? :-))))pozdrawiam!!

  • Iwonko, właśnie o to chodzi, właśnie o to ♥

  • Przepis na tartę na pewno się przyda 🙂
    Co do szczęścia.. i ja miałabym teraz dużo powodów do narzekania, ale ja jestem szczęśliwa 🙂
    pozdrawiam

  • agnieszka g. |

    Pięknie napisane,jak zawsze…szklanka dopołowy pełna…szkoda,że tak rzadko to dostrzegamy.Gratuluję zmian-każda zmiana jest na lepsze…śliczny pedicure córeczki,ciasto wygląda obłędnie 🙂 pozdrawiam cieplutko

  • Jesteś Panią swojego życia 🙂

  • belivechatyska |

    Witam,
    obserwuje Twoj blok od jakiegos czasu.. codziennie mam zamiar napisac pare slow.. I za kazdym razem placze:) chyba ze szczescia.. ze trafilam na Twoj blok.. jestes jak Coelho,terapeuta, psycholog w jednym (moge nawet dorzucic Chodakowska, z calym szacunkiem do Jej pasji I pracy) motywatorem..
    nawet jezeli piszesz rzeczy oczywiste, brzmia w Twoich blogach jak najdrozszy I najskuteczniejszy lek.. na dusze I troski:) Prawdopodobnie bardzo osobiscie odbieram Twoje blogi, poniewaz jestem na emigracji od 12 lat z mezem I dwoma corkami w podobnym wieku do Twoich … 10 lat w usa (nj) od roku kanada.. te wszystkie rozterki, przemyslania, tesknoty, spelnienia jako matka..nietrafione przyjaznie, zawody na ludziach , ktorym ufamy, depresja.. szescia z nieszczesciami wymieszane. Umiejac pomoc komus obok, doradzic I sie usmiechnac.. tylko nie sobie:(

    Moj maz jest zazdrosny o Ciebie, bo wiecej czasu spedzam czytajac Twojego bloga a co idzie za tym- kolejna szybka zupa na obiad:) Dziewczynki chyba rozumieja, bo potrafie im wynagrodzic fajnie czas I wytlumaczylam pare razy dlaczego usmiecham sie I placze do komputera..:)No I te piekne zdjecia, bomba! ja jestem ogromna fanka zdjec, szczegolnie dzieci nawet grzebiace w nosie.. bo potem juz nie wypada:))

    Keep going!!! Jestes potrzebna ludziom, uwielbiaja Ciebie, mimo ze nie wypija z Toba kawy, nie pojda razem na imprezke.. ale dajesz wiecej niz nie jedna kawa I imprezka..
    z calym szacunkiem dla Twojej rodziny, pasji..pieknie:)
    Anka.
    p.s. pozwalam sobie na takie „wylewnosci” bo jestem wiecej niz przekonana, ze czytaja to wyjatkowo fajni ludzie:)

    • hahaha Chodakowska, Coelho, imprezka i kawa – no mieszanka wybuchowa! 🙂 Ogromnie mi miło i nie wiem co powiedzieć 🙂 Dziękuję bardzo za tak wielkie słowa o małej mnie 🙂 Pozdrawiam, i fajnie, że się odezwałaś! Zawsze cieszę się, jak dostaję komentarz od kogoś, kto nigdy ich nie pisał… bo to takie potwierdzenie cyferek w statystykach – jednak ktoś mnie czyta NAPRAWDĘ 🙂 i lubi to moje pisanie NAPRAWDĘ 🙂 Dziękuję! ♥︎

  • Karolina S. |

    Iwonko – z jaką Ty lekkością potrafisz uczynić mój „do bani” dzień piękniejszym… Wystarczy w głowie przestawić wskazówki, by problemy, wydające się być nie do przeskoczenia stały się w mgnieniu oka zwykłym banałem… Ja, jak zresztą już wiesz, na razie uczę się tego szczęścia (a właściwie jego postrzegania) w pojedynkę. Synek jest całym moim życiem. I choć jeszcze rok temu wydawało mi się, że mój świat runął, tak dziś wiem – ba – jestem pewna, że to wszystko stało się po coś. Jestem silną, szczęśliwą babką! I może nie mam własnego mieszkania, super auta czy modnych ciuchów (choć lubię bardzo!) to jednak moje największe życiowe szczęście patrzy na mnie każdego dnia swoimi błękitnymi oczyskami z przekonaniem, że jestem najwspanialszym i najbliższym Mu człowiekiem na całym tym świecie. I nie ma nic piękniejszego!
    A On niech żałuje… Niech patrzy na mój uśmiech i pewność siebie i niech żałuje…

    • NIECH ŻAŁUJE KAROLINA!!! NIECH!!! Trzymam kciuki za Twoją drogę niełatwą, życzę Ci duuużo siły w pokonywaniu przeszkód! a te błękitne oczy… synek… Ty jako jego cały świat – tego Karolina nic nie zastąpi. I żadne pieniądze nie zrekompensują.. to jest największy Twój skarb 🙂 a ja mam takie 3 🙂 choć tylko jeden niebieskooki :)) Uściski mocne i amerykańskie przesyłam Ci Karolinko ♥︎

      • Karolina S. |

        Aleś mnie wzruszyła… No siedzę przed tym komputerem i pochlipuję cicho – bo wiesz, ten Mój niebieskooki spogląda na mnie co chwila zastanawiając się o co chodzi :)))
        Dziękuję Ci Kochana za tę kolejną porcję wzruszeń!!! Jesteś niezastąpiona!!!

  • To że kiedyś, dawno temu trafiłam na Twoj blog to chyba jakieś błogosławieństwo było. Powod do szczęścia jak nie masz na szynke-jesz mniej chemii np. ☺

    Szukam szczęścia we wszystkim co mnie otacza, dzięki Tobie

  • Dzień Dobry bardzo Iwona!
    Co to ja chciałam?? ekhm,powiedzieć ,że jak najbardziej się zgadzam -my sami kształtujemy naszą codzienność.Doprawiamy tę pomidorową odpowiednią ilosćią pieprzu ,a w domu unosi się niezastapiony aromat który daje ta natka w tej zupie..Uczę się dopiero lubić tę pomidorówe,doceniać fakt,że mam fajny garnek w fajnej kuchni w fajnym domu…A najmocniej ucze się doceniać fakt ,ze moje dzieci wciągają te zupę aż im się uszy trzesą ,a oczy się smieją w głos niemal.

    Dzięki Tobie min się uczę.Dzien po dniu.Inspirujesz,głaszczesz po głowie i kopiesz w d..pe jak potrzeba.Zmuszasz do refleksji,ale i do porannego usmiechu!I to nie tylko mnie-z mojego otoczenia-duzo rozmawiam z bliskimi ,którzy Ciebie czytają i podziwiają(jestem w tej grupie)Tak o tym zimnym ,mokrym poranku z kubkiem kawy myśle sobie”może jeszcze pożyjemy ,może bedzie nam dane tak się usmiechac do tej pomidorówki i do tego deszczu”-dziękuje Ci za te myśli,.
    ściski
    M.

  • Witam ciepło. Czasem pesymizm tak mocno obejmie człowieka , że nie może się ruszyć, oddychać. Ja już nie mam sił walczyć, czuje że dno mnie pochłonęło w całości, nie potrafię się cieszyć tym co mam , tylko narzekać. Jestem przekonana , że to moje nastawienie , złe nastawienie, odbija się na mojej rodzinie. Potrafię pomagać innym, sobie nie… Lubię czytać Twojego bloga,mądrość, optymizm, normalność zawarta w słowach, nieraz uśmiecham się do komputera i jest mi lepiej, choćby na chwilę. Pozdrawiam .

    • Kasiu, narzekanie my Polacy mamy we krwi.. no niestety tak jest. I żeby nie narzekać – trzeba sobie podzielić zmartwienia na te, na które mamy wpływ i na te na które wpływu nie mamy. I przejmować się tylko tym na co tego wpływu nie mamy… a zacząć zmieniać te na które choć trochę wpływu mamy. To jest bardzo trudne… nie każdy potrafi.. do mnie te przemyślenia przyszły po trzydziestym roku życia. Wcześniej byłam zrzędliwa i narzekająca 😉 Pozdrawiam i trzymam kciuki!!

      • Nadmiar pracy, obowiązków, bezsilność, to wszystko kumuluje się czasem i wylewa w postaci goryczy. Ale to tylko moment, ja narzekam, lecz się nie poddaję, mam siłę i 40 plus ;). Pozdrawiam. Będę tu zaglądać. I dziękuję.

  • Ja jestem szczęśliwa w swoim życiu bo jak można nie być szczęśliwym posiadając trójkę wspaniałych dzieci, które dają codziennie tyle siły i mocy do życia.
    Czytam twoje słowa i mają mi również ogromną moc Iwonko

  • Każdy dzień jest dla mnie wyjątkowy. Chociaż smutków tysiące w mojej głowie to biorę je na klatę i pędzę dalej.
    Wszystko po to by nie tracić chwil i niczego nie żałować. ściskam mocno.

  • Ach Iwonko, bardzo lubię rozpoczynać dzień twoim wpisem. Poprawia humor, dodaje energii i wiary w siebie i we własne możliwości. :] I cieszę się, że nie tylko ja uważam, że życie nie polega na bieganiu ze szmatką i odkurzaczem w ręce. Jakoś tak się składa, że moje mieszkanie wygląda, jakby ktoś tutaj żył. 😉 No i powtarzam sobie, ze na 120 metrach nie jest łatwo utrzymać wszędzie porządku. 😉
    Serdecznie pozdrawiam 🙂

    • No zdecydowanie nie jest łatwo. Mi bałagan nie przeszkadza bardzo ale przeszkadza mi bardzo bród. a przy trójce dzieci i 150 metrach niestety i on się pojawia… ale zdecydowanie bardziej wyluzowałam w tej kwestii, bo kiedyś to byłam niezdrową strażniczką porządku!

  • Ale mnie na noc zmasakrowałaś smakami, a mi tak tarty brak
    I jak tu pięknie!

    • Maryś, ja nie wierzę, że Ty tartę zrobiłaś raz w te wakacje!! no nie wierzę!! Przecież to TWOJA tarta od zawsze 🙂 i u mnie w przepisach widnieje ten przepis pod nazwą: tarta Maryś. I powinnaś dawać nam zjadaczom przykład hahaha U nas była z 10 razy latem tarta 🙂 starcza jej na 1 dzień! jako jedyne ciasto tak szybko znika.

  • Straszny dramatyzm z tego postu bije. Lubię Pani pisanie, lubię Pani zdjęcia ale ten pompatyczny tekst po prostu do mnie nie przemawia. Pozdrawiam serdecznie

  • Dzięki Twoim wpisom, przemyśleniom łatwiej mi przebrnąć przez kolejny dzień, dostrzegać też dobre rzeczy, uśmiechać się. Dziękuję

  • Iwonka…ty tak pięknie i mądrze piszesz.
    uwielbiam zanurzać się w twoich słowach.
    ja jeszcze tak do końca nie umiem odczuwać tego szczęścia, która mam w sobie i obok.
    Bo Ja z tych strachliwych, boję się że jak zacznę To celebrować – to zniknie. tak mam.
    ale pracuje nad tym.
    za twój „przekaz” czerpię garściami. dziękuje Ci

    • Gosia, bo w domu nas uczono (może nie w każdym ale w wielu wielu domach) żeby się nie wychylać, a jak coś ci się uda, coś ci się przytrafi, to znaczy że pewnie niechcący, albo jak nie niechcący to zakrywaj to szybko czym się da bo jeszcze ci wyleci, wyparuje, ucieknie przy najbliższej okazji… rodzice często zapominają uczyć nas tego, że tak wiele zależy od nas samych! że prawie nic nie dzieje się przypadkiem. I że warto cieszyć się z czegoś fajnego a nie bać się od samego początku, że za chwile bańka pryśnie.. i tak wychowani wchodzimy potem w życie i zamartwiamy się od rana do wieczora, od jednego roku do następnego…
      Żeby to zmienić trzeba zacząć wierzyć 🙂 przede wszystkim w samą siebie! Zachęcam, pozdrawiam i trzymam kciuki :):)

  • Malujesz słowami. Wszystko przewija mi się przed oczami jak film. Pięknie piszesz. Też myślę, że dominujące myśli tworzą nasze życie, że jeśli chcemy coś zmienić to najlepiej zacząć od siebie. Jeśli o mnie chodzi to różnie bywa ale wyostrzam wzrok i bacznie się rozglądam. Jak wiadomo szczęście piechotą chodzi więc nie ma go co gonić tylko pod nogi patrzeć albo w niebo, bo może właśnie spada z obłoków:) Pozdrawiam cieplutko i miłego dnia!

    • Karolina piękny optymizm bije z Twoich słów! I wiadomo że bywa różnie! u mnie też! ale jak ogólnie powiemy sobie: jestem zadowolona, szczęśliwa, chcę żyć. to znaczy że jest dobrze! 🙂 pozdrowienia gorące z zimnej Ameryki!

  • zrobię tę tartę – to będzie mój manifest

  • „I nikt mi nie zwróci przepłakanych lat i przenarzekanych dni.” – pozwolisz, że wchłonę to zdanie do mej głowy i będę do niego wracać, gdy znów najdzie mi ochota, by narzekać?
    Co do szczęścia, to mam u siebie na blogu cytat (jako myśl przewodnią) o nim, obnażający podejście do wielu spraw. Wczytuję się w niego i zastanawiam, jak dużo czasu potrzeba, by takie podejście zmienić. Bo owszem, można we wszystkim upatrywać powodu do bycia nieszczęśliwym. Tylko po co? Twój tekst o tym jak zawsze trafia w sedno i daje do myślenia. Nie wiem, czy można do niego coś dodać =) Można go przemyśleć, a nawet trzeba.
    Pozdrawiam serdecznie.

    • jak dużo czasu potrzeba? czasem połowę życia, czasem całe, a czasem tydzień…. na szczęście wszystko co nam do tego potrzeba mamy w sobie. Tylko trzeba szperać i szukać 😉 Pozdrawiam też bardzo serdeczne 🙂

  • Jak zawsze u Ciebie czuję się jak w domu mam śmiałość nazywać Cię przyjaciółką taką w moich myślach I tak zgadzam się wybieramy bycie szczęśliwymi lub nie Pozdrawiam Bożena

  • do połowy pełna… 🙂
    ciarki na moim ciele najlepszym komentarzem.

  • Jadę zaraz do swoich babc i dziadków i choc rano płakałam i Szanowny był okropny- to dobrze mi i… i i dę sie do nich pouśmiechać i podac im kolacje,
    Bo czekają na mnie te moje dziadki i babcie, a to daje duży dystans do wszystkiego. oj duży.
    buziolam

  • Postrzeganie życia MOJEJ rodziny w kolorowych barwach i cieszenie się z niby nic nie znaczących drobiazgów zajęło mi odrobinę :}}. Myślę że do niektórych sytuacji trzeba dorosnąć , dojrzeć, nie szarpać się że czegoś nie mam, nie zdążyłam zrobić. itd. Wstaję rano i moje dzieciaki przytulają się mówią ze kochają , mąż pięknie na mnie patrzy- czego chcieć więcej :}

  • Pieknie napisane, zas ja wezme sobie te slowa do serca i moze w wiekszosci naprawie to na co patrzylam dotychczas okiem przymruzonym:)
    Z przepisu skorzystam, wyglada pychocia ta tarta.
    Uwielbiam Cie czytac Iwonko !

  • Dobrze, przeczytać twoje rozważania o szczęściu, ja tez uważam, że bycie nieszczęśliwym to łatwizna, a nad szczęściem trzeba sie nieraz nieźle narobić a czasem to po prostu sposób patrzenia. Ty go masz.
    Buziaki wielkie!
    A ja ciągle wchodze przez Twojego starego bloga, bo taka niegramotna jestem 🙂

  • Bardzo udany przepis i jeszcze lepsze zdjęcia. Zapraszam do mnie, bez słodkości, bo tych jeszcze nie ćwiczę. Podobno trzeba do nich dorosnąć? 🙂

  • Pięknie wszystko powiedziane,super blog cieszę się ,że tu trafiłam. Pozdrawiam

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *