pół sekundy


 

Te krótkie, wyrywkowe momenty.
Pomiędzy łzami dziecka wsiąkającymi w mój nowy sweter a kulką loda, która właśnie wypadła.
Pomiędzy nerwowym ponaglaniem i szybkim gryzem gofra.
Pomiędzy racją i jej brakiem.
W momencie gdy jednej znikają łzy, druga pocieszona, trzeciej wytłumaczyłam…

 

 

…JA i ON.

 

I pół naszej sekundy.
I szczęście moje odbijające się w jego wielkich, niebieskich oczach.
I zapach perfum na śnieżnobiałej koszulce, w którą na ten krótki moment wtulam nos.
Pół sekundy. Uścisk dłoni. Przypomnienie – jesteś tu. Zawsze tu jesteś. Obok.

 

I zaraz płacz. Młyn. Pretensje. Wrzask.
Z silnej ręki wypada drobna dłoń. Ja trzymam wiaderko i 5 łopatek. On loda który cieknie, misia i coca colę z wystającą słomką.
Clara siada mi na kolanach na środku ruchliwego deptaka.
Tłumaczę jej. Nowy sweter coraz bardziej mokry. Tulę ją z tęczą łopatek w rękach.
On znika gdzieś w tłumie.
Zaczyna kropić deszcz.

 

Nasze miliardy połówek sekund.
Zdarzają się. Ale strasznie łatwo byłoby je przegapić w tym młynie codzienności.
W pośpiechu. W kolejce po gofra. Siekając szczypiorek. Odbierając telefon.
W pięćdziesięciu buziakach, które należą się dzieciom.
Niezmiernie łatwo byłoby nie nadać im znaczenia.

 

Nie gonię tych chwil. Nie zabiegam o nie z uporem.
Po prostu gdy się zdarzają, zachłannie chłonę.
I przez te pół sekundy, nie liczy się wtedy nic.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

66 komentarzy

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *