reason

5 października 2014

 

 

 

Kiedy czujesz, że nie możesz, że za chwilę pęknie Ci serce,
I słoneczny dzień październikowy staje się zamglonym trudnym dniem,
I dom, który właśnie kupujesz nie ma znaczenia ani krztyny,
I plany, marzenia, cuda świata… milkną u progu wydarzeń,
I nie wiesz, w którą stronę odwrócić głowę,
I ile dziś makijażu spłynie Ci po policzku,
I że wypłakać możesz tylko 10% łez przy dzieciach i musisz znaleźć w domu „kąt na płakanie”,
gdzie Cię nie znajdą, nie nakryją i nie będą za dużo pytać,
I gdy musisz odpowiedzieć na pytanie, „czy ty mamusiu kiedyś też będziesz taka chora, bo ja nie chcę bardzo, żebyś była”
I gdy wydaje Ci się, że nie masz więcej łez w zanadrzu,
I więcej sił w rękach,
I więcej żalu do Boga, do ludzi, do siebie,
I że możesz poświęcić i ten dom, i swoje wygodne życie, i wszystkie łódki, samochody i pierścionek z brylantem,
I gdy wiesz doskonale, że to wszystko na nic, bo nikt transakcji wiązanej z Tobą i tak nie dokona,
wtedy czytasz słowa na bransoletce przyjaciółki „everything happens for a reason”* … i myślisz…
Co za bzdura…
Bzdura łechtająca egzystencjalizm tych, którym się właśnie układa,
Co za pic na wodę,
Idiotyzm,
Mydlenie oczu,
I jesteś zła i na ten idiotyzm i na życie i na to że mąż Ci chudnie, i na wszystko w ogóle…
Ale głęboko w środku wiesz, że w złości, załamaniu i ciężkim momencie, nie tylko taki tekst traci sens, bo traci cały świat. I że może kiedyś… nadejdzie dzień, że wytłumaczysz sobie całe to cierpienie.
I na bzdurę powiesz: piękny, mądry tekst.
Bo w życiu nigdy nic nie wiadomo.
Bo w życiu NIGDY nic nie wiadomo.
I dziś największy problem jutro może nim nie być. I największa radość może przestać być radością.
A „reason” może tracić i zyskiwać na znaczeniu wprost proporcjonalnie do cierpienia.
I dlatego, wierzę na słowo przyjaciółce, że „everything happens for a reason”.
Bo nasze idee, myślenie, mądrości … zależą.
I czasem trzeba wtulić się w czyjeś słowa. I zaufać. Przytaknąć. I nie dyskutować nad sensem życia w momencie, gdy sensu i tak się nie zobaczy.

 

 

 

 

 

 

Myślę dziś cały dzień. O dwóch kobietach, o których przeczytałam na jednym z blogów. O mamie mojego męża. O żonie i trójce małych dzieci chłopaka z Filadelfii, którym przyszło od niedawna żyć bez Taty. O tych co walczą.
Myślę i myślę. I zadręczam siebie. A teraz i was.
Obiecać nie mogę, ale spróbuję ograniczyć ten ostatni dramatyzm na blogu. Mam słabsze chwile i jakoś raptem więcej czasu… a to mieszanka, która wywołuje zew pisania. A poza tym…. zawsze mi lżej.

 

* everything happens for a reason – wszystko dzieje się z jakiegoś powodu.

39 komentarzy

  • Od dwóch lat zmagamy sie z chorobą bratanka, 17 letniego młodzieńca. W ostatnich dniach jego stan się pogorszył. Wiele rzecsy przestało mieć znaczenie w obliczu cierpienia i bólu. I też sobie tłumaczę, ze nic nie dzieje się bez powodu, że Bóg ma jakis plan…..Czekam na kazdy Twoj wpis, moze rzadko wstawiam komentarz ale czasem nie wiadomo co napisać bo przecież wszystko juz napisałaś. Przytulam i pozdrawiam 🙂

  • to zawsze był, jest i będzie najtrudniejszy temat na świecie…śmierć … :/

    myszka

  • Pisz o tym co czujesz . Zawsze czytam twój blog , a niestety jestem po drugiej stronie tych cierpiących. Takie posty pomagają mi zrozumieć co czują moi bliscy . A Bóg ma najwidoczniej jakiś plan . Pozdrawiam

  • Iwono! Dzielisz się tym co piękne, widzisz dobro i sens w monetach gdy ja mam dość, to dla mnie wiele znaczy,to że ty masz siłe nie raz dawało siłe i mnie. To co dotyka teraz wadzą rodzinę dotkneło też nas ból uderza z każdej strony i powodu,sensu w tym próżno szukać ja go przez siedem la nie znalazłam. Pisz o tym bo zawsze pisałaś prawde zawsze malowałaś sercem, ono teraz pęka,a my będziemy z oddalu otulali cię szalem, wysyłali siłe i wierzyli że no właśnie w co? choc to bardz mało jestem z tobą i naprawdę rozumiem co teraz czujesz

  • Złapałaś mnie za serce.. Od jakiegoś roku zrozumiałam czym jest życie, przelałam przez to wiele łez,przeżyłam wewnętrzny bunt.Dzięki temu dziś każdy dzień dla mnie jest najpiękniejszy w moim życiu, każdy moment. Nawet jeśli tylko piję herbatę, patrzę się w okno na jesienne drzewa otulone jesiennym słońcem. Już wiem, że kiedyś to się skończy.. Więc w 100% każdy dzień spędzam z uśmiechem na twarzy dla swoich bliskich i codzienne problemy stają się już tylko problemikami.

  • Ja od czerwca walczę z rakiem, nie poddaję się bo mam małe dziecko, męża, rodzinę, przyjaciół, którzy dodają mi sił w tych trudnych momentach. Twój blog także dodaje mi sił na dalszą walkę, pozdrawiam
    Marysia

  • Mój tata zmarł w maju. Nagle – bez lekarzy, bez leczenia – po prostu pewnego poranka ja i mama znalazłyśmy go martwego. Miał 46 lat.
    Nic nie dzieje się bez powodu – w moich uszach na razie brzmi to jak kompletna bzdura. Jakiego powodu ? Trudno mi taki znaleźć. Jestem zła. Wszystko własnie zaczeło mu sie układać – firma dobrze prosperować, samopoczucie polepszać,zaplanował wycieczke do ukochanej przez moja mame barcelony. I umarł. Zostawił moja mame, mnie i moja siostre, moja córke. Nie wiem czemu. Nie widze w tym zadnego powdu ani głębszego sensu. Może z czasem dostrzege ale na razie – nie. Nie wiem czemu musiałam przez to przejść i nie wiem czemu musiałam zadzwonić do mojej siostry i powiedzieć jej, ze jej tato nie zyje. W jej urodziny.

  • Ja od jakiegoś czasu tłumaczę sobie, że to my, tutaj, cierpimy, ale ta druga osoba już nie cierpi. Już nic ją nie boli. Już się uśmiecha patrząc na nas „gdzieś z góry”. Wreszcie uśmiecha się nie krzywiąc twarzy z bólu. I patrząc wcześniej na jej cierpienie, staje się to pocieszeniem. Ulgą.

  • Ostatnie twoje posty mają w sobie treść, którą mogę przypisać nie tyle sobie co jej. Mojej siostrze.jest bardzo młoda a życie doświadczyło ją bardziej niż niejednego dorosłego. Ostatnio kiedy znalazła sens życia i osobę która dała jej oprócz miłości i troski, wiarę w siebie i swoje możliwości. Wiarę w to, że jej życie zmieni się na lepsze. postanowili zacząć życie bliżej siebie, on cały czas dbał o jej samoocenę, załatwił jej mieszkanie w swojej miejscowości i dzielił ich jeden dzień. Przyjechała do nas w czwartek. spakowana, z błyskiem w oku jakiego nigdy u niej wcześniej nie widziałam opowiadała o Jego miłości do niej i trosce jaką nią obdarzył. W poniedziałek rano miała wyjazd do lepszego życia z nim. Niestety w niedzielę rano przyszło nam opłakiwać go. I chociaż minął miesiąc to od ścian naszego domu nadal przeplatają się jej słowa szczęścia gdy powtarzała jego słowa ze ja kocha,że pomoże, że jest piękna, że mają siebie i dzięki temu wszystko się uda i będzie dobrze, z krzykiem rozpaczy i niedowierzania, żalem i słowa ociekające tęsknotą. Tęsknotą której nic i nikt nie ukoi. Sama nadal nie mogę uwierzyć, tym bardziej żal mi jej. Widzę jak cierpi. Jak jest jej ciężko podjąć życie z taką skazą na barki i iść. Przeżywając to tak blisko zrozumiałam tyle rzeczy i teraz wiem jak faktycznie zupełnie bez znaczenia są słowa wsparcia. Gosia.

  • Iwonko, zycze Wam duzo sily i wzajemnego wsparcia.
    Dobrze, ze o tym piszesz, jesli to pomaga, jesli cierpienie chce w ten sposob znalezc ujscie.
    Tematy ciezkie i powazne, musza nieraz zostac poruszone i wypowiedziane.
    Sciskam i sle pozytywna energie <2

  • I ja tak myślę, i dobrze wiem, że to prawda, ale …… przychodzą mi tez do głowy słowa piosenki ” wszystko jest proste dopóki nie zdarza się nam …” życie
    Ściskam Cie gorąco!

  • Dawno nie komentowałam nic u Ciebie, ale czytam za każdym razem każdy nowy post i czekam z niecierpliwością. Link do tego posta wysłałam kilku moim bliskim osobom, bo warto się dzielić takimi słowami (podobno sharing is caring). To jeden z tych tekstów, które czyta się w odpowiedniej chwili swojego życia i tylko potakuje po każdej linijce głową. Identyfikuję się z tym w 100% i czekam na ten lepszy czas i nabranie siły. Zdecydowanie zmartwienia i czas wolny nie powinny iść w parze! Zwariować można od analizowała w kółko tego samego, myślenia, roztrząsania, smucenia się, obarczania bliskich tym. Człowiek staje się taki nastawiony na cel: smutek (to taki samoistny proces) i wiem, że to emocja potrzebna, ale raczej na bazie smutku niewiele dobrego się zbuduje…Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za Twoje teksty. Będziesz kolejną blogerką, której książkę będę miała na liście „do przeczytania” – gratuluję i życzę, żeby pomyślnie się to ułożyło 🙂

  • Pamiętam jak moja babcia leżała w śpiączce kilka tygodni. Rozwarstwiona aorta i słowa lekarzy, że teraz to oni nie mogą już nic. I to czekanie pamiętam. To cholerne czekanie na to nic z ich strony. Do dziś nie znalazłam powodu, dla którego to się stało. Bo nawet jeśli się wybudziła. A od tamtego dnia minęły długie lata, to to nic pozostało i w głowie i w sercu. I pamiętam ten cholerny rozwód moich rodziców. Tą cholerną wojnę, która trwa do dziś. I wciąż powodów mi brak. I miliony innych sytuacji. Moje życie obecne. Zawieszenie w jakim trwam. I ta huśtawka pomiędzy bajką, a nicością. Nie widzę w tym powodu. Najmniejszego.

    Ale pokładam ogromną wiarę w to, że nie wszystko widać na pierwszy rzut oka. Że czasem powody po prostu są w nas. I mam ogromną naiwną nadzieję, że zawsze w każdym koszmarze jest ten maleńki pierwiastek powodu.. ♡

  • Przede wszystkim dużo sił i jak najwięcej wewnętrznego spokoju.
    Wiesz, za takie wpisy nie musisz ani przepraszać, ani ich ograniczać, bo one także tworzą Ciebie. Wg mnie także zbliżają piszącego z czytającym, ja po przeczytaniu poczułam się jakby bliżej Ciebie…
    Co do stwierdzenia, że „wszystko się dzieje z jakiegoś powodu” – ja często staram się taki powód odnaleźć, gdy dotykają mnie lub moją rodzinę sytuacje smutne, nagłe, bądź – nazwijmy to – mniej komfortowe. Nie zawsze się to udaje. Ale staram się. Na utratę bliskiego nie ma ani zgody, ani wytłumaczenia. Mnie ulgę przynosi wiara w to, że każdy z nas, zarówno za życia, jak i po śmierci pozostaje w pamięci u Boga – Istoty doskonałej i pełnej miłości. Daleko mi do fanatyzmu, ale cieszę się, że mam w sercu takie oparcie. I Tobie życzę odnalezienia takiej iskry w sobie (choć tak w głębi siebie czuję, że już taką znalazłaś)
    Pozdrawiam ciepło.

  • Moja mama choruje na cukrzyce i każdej nocy boje się zasnąć z myślą, że spadnie je poziom cukru, a ja nie usłyszę i jej nie pomogę ;/

  • Iwonko tak pięknie to napisałaś… Ja od kilku dni jestem załamania, odszedł jeden z trojakczkow przez ludzką głupotę. Tak bardzo uwierzyłam że mały się wykaraska, niestety nie udało się. Tak naprawdę jego mamy nie znam za dobrze, ale historię ciąży i życia od narodzin znam bardzo dobrze, jest mi strasznie ciężko, bo wyobrażam sobie co przeżywa teraz Magda.
    Przeczytałam Twój tekst i jakoś mi tak lepiej. Dziękuję kochana

  • Nie wszystko w życiu ma sens, nie wszystko da się zrozumieć.Odejście obcej osoby boli, bo jej historia ściska mocno za serce. Odejście bliskiej osoby to ból nie do opisania. Nie ma słów, które pomogą, ukoją, pozwolą zrozumieć. Nie ma.

  • Trzymajcie się Iwonko !!!

  • Mój odszedł w styczniu …. było ciężko, jest ciężko i pewnie jeszcze długo tak będzie …. każdy ten ból inaczej przeżywa, wiele sił dla Was Iwonko !!

  • Kiedy człowiekowi wydaje się że nie ma więcej łez do wypłakania- znajdujesz ich ogrom, kiedy wydaję się że nie ma w sobie siły by rano otworzyć oczu i walczyć z niesprawiedliwością- znajduje ją…. Kiedyś straciłam bardzo malutką istotkę i wydawało mi się że nic nie ma sensu- udało mi się podnieść. Mocno ściskam

  • cokolwiek ktos by nie napisal o swoich cierpieniach, o cierpieniach innych to nigdy nie ozdwierciedli i nie odda w pelnie cierpienia swojego… bo owszem mozna wspolczuc, pocieszac, myslec o innych, ale gdy to cierpienie dotyka nas bezposrednio wtedy jestesmy subiektywni w ocenie – bo to nasze cierpienie, nie wazne czy mniejsze czy wieksze od innych ale nasze i my musimy sie znim sami zmierzyc. Wiem , ze zadne slowa nie ukoja bolu Iwonka i nie przyniosa ulgi w tak trudnym momencie, ale pamietaj, ze gdzies tam dalek jest zawsze ktos kto mysle o Tobie i o was wszystkich…

  • W dniu, w którym umieściłaś swój poprzedni post akurat postanowiłam przejść się drogą, którą szłam, gdy odbierałam chyba najważniejszy do tej pory telefon w moim życiu i usłyszałam słowa, których nikt nigdy nie chce usłyszeć, na które nikt nigdy nie będzie przygotowany. W tamtym dniu pękło mi serce. Tamte słowa spadły na mnie nagle i niespodziewanie. Żyłam wtedy życiem, w którym nie brakło chaosu, które nie było bajką, ale nie istniała wtedy w moim życiu pustka, której nie da się już zapełnić do końca życia dni. Tamtej chwili mój świat rozpadał się na milion kawałków. A potem, gdy potem już przecież gorzej być nie może, gdy lepiej przecież będzie, te milion kawałków rozprysło się na miliard pozostawiają po sobie rany, które już zostaną. Tamtego dnia nic nie miało przyczyny, złość, smutek, żal i ból i bezsens, bo gdzie niby w tym sens. Nie było sensu. Dziś chyba wierzę w sens życia, tylko dlatego, że potem gdzieś przestałam rozmyślać nad jego sensem, czy brakiem sensu. Chyba zaufałam, chyba postanowiłam żyć, życiem, które już nigdy nie będzie takie samo, ale życiem z tym co było, jest i będzie. I pozostał nadal ból, który rozrywa zranione serce, pozostało uczucie, które sprawia, że dławię się łzami, gdy czytam o… Nie jestem pogodzona, buntuję się i weszłabym w niejedną transakcję, ryczę pół nocy, gdy czytam Twój poprzedni post, zaklinam wszystko i chciałabym zbawić świat…ale wiem, że nic z tego, że całego świata nie zbawię, że żyję i najprawdopodobniej żyć będę jutro, być może z niejedną łzą w oku i setką przesłanych uśmiechów, że mogę jedynie starać się żyć jak najlepiej, dostrzegać, doceniać. Dzięki ostatnim Twoim słowom doceniłam to, że mogę myśleć, co zjem jutro na śniadanie, że w tamtym odejściu nagłym, które niespodziewanie zburzyło mój świat był luksus myślenia. Doceniam, że odchodząc nagle, w myślach był czas na śniadanie, a nie strach, że kolejnego śniadania być może nie będzie. I wiesz, tamtą drogą nie chodzę już tak często, świadomie lub podświadomie po tamtym telefonie unikałam przechodzenia tamtędy. Są jednak takie dni, gdzie wracam w to miejsce, nie wiem do końca po co, raz by wspomnieć, raz by nie zapomnieć, raz by znaleźć siły, raz by docenić, by umieć żyć i cieszyć się tym co tu i teraz, innym razem by jednak poszukać tam tego sensu, by znaleźć przyczynę, by sobie poukładać. „Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu.”-wierzę, choć do dziś tej przyczyny nie odnalazłam, może nigdy jej nie poznam, co nie zmienia faktu, że widocznie jakiś powód był, że powód jest, iż ja jestem teraz tu i będę. I ból będzie i ulgę całkowitą w takim momencie nie sposób zapewne znaleźć, ale jeśli choć przez mikrosekundę miligram może być Ci lżej to pisz, my przecież jesteśmy tu też po to by śmiać się z Tobą i płakać, gdy będzie potrzeba. I gdybym tylko ten świat zbawić mogła, gdybym mogła…Iwona :*

  • Publikuję u Ciebie powyższy komentarz i po sekundzie wchodzę na portal informacyjny i czytam, że nie żyje Anna Przybylska, miała 36lat i trójkę małych dzieci. I co i buntuję się od nowa na każde, tak bolesne odejście i sama odnowa kolejny raz pisząc do Ciebie, starałam poukładać sobie to wszystko w głowie, by po sekundzie moja składanka rozpadła się znów. Ciężko komentować, nie sposób widzieć w tym sensu i chyba jednak zostaje ta wiara, ten powód gdzieś tam zapisany, więc zaufajmy.

  • Jaki jest powód ze maleńki 1,5roczny chłopiec umiera? którego rodzice poruszyli niebo i ziemię, aby go ratowac? na ziemi nie znalazla się klinika która by sie podjela jego leczenia… a niebo pozostaje głuche… 🙁 ja takiego powodu nie znam…i mimo ze ten chłopiec jest dla mnie zupełnie obcy, to stał sie bardzo bliski… i czekam na cud uzdrowienia… bo to byłby POWÓD, dla tysiecy śledzacych jego losy serc, to byłby powód…
    o tym chlopcu pisze: https://www.facebook.com/AntosRatajczakPomoc?ref=profile
    i nie, nie zrozumiem choroby i okrucienstwa, nie zrozumiem, chociaz mnie uczono, i z ambony głoszono nie raz… a to tylko jeden chłopiec, a takich dzieci, ludzi tysiące…
    przepraszam ze chaotycznie ale osttanio takie informacje mnie przerastaja, nie radze sobie z nimi… 🙁

  • Jestem z Tobą Iwciu…ofiaruje dzisiejsza modlitwe z dziewczynkami w intencji zdrowia Twojej tesciowej, kto wie, moze dzieciecy glos bedzie bardziej slyszalny?

  • to Twój blog więc nie musisz przepraszać,że ostatnio takie pesymistyczne wpisy…
    jeśli Ci w ten sposób lżej to pisz!
    ściskam mocno!

  • Jejku jak tu pięknie i klimatycznie! Jak mądrze i subtelnie! Nic tu nie jest przypadkiem- każda litera, każdy wyraz i każde zdanie są przemyślane, przeanalizowane. Nie ujmując zdjęciom!!! Bardzo podoba mi się Twój blog bo w nienachalny sposób opisujesz swój świat i swoje podejście do życia , nie zmuszając czytelnika , że ma robić tak samo jak Ty, bo tylko Twój sposób jest najlepszy najdoskonalszy itp. ( niestety tak jest na innych blogach:( ). Ty pokazujesz alternatywę ale przy tym szanując inne spojrzenie na dany temat. Piękna i trudna umiejętność!
    I wiesz co, czytając ostatnimi dniami ( a raczej nocami:) ) Twój blog, uświadomiłam sobie, że ja również nie zadaję sobie pytań. Że wiele rzeczy robię automatycznie, bo tak wypada, tak trzeba itp. I zawsze jest to robione DLA KOGOŚ a nigdy tak naprawdę dla mnie i mojej rodziny.
    I dlatego dziękuję Ci! Dziękuję za to, że stałaś się moją inspiracją do wdrożenia zmian u siebie. Że muszę w sobie poszukać siły aby mnie i mojej rodzinie żyło się szczęśliwiej i lepiej. I nie chodzi tu o dobra materialne ale o to aby postępować w zgodzie ze sobą a nie wg tego co powie lub pomyśli mama, tata, teściowa lub ktokolwiek inny. Dziękuję za to, że teraz będę tak wychowywać dzieci aby one też posiadły w sobie tę moc. Że nie muszą robić jak nie chcą ( nauka i obowiązki nie wchodzą w grę), że nie muszą być grzeczne w stosunku do osób które nie są grzeczne dla nich ( mają umieć się bronić a nie atakować). Niby prawdy oczywiste ale…
    I pisz, pisz bo Twoje pisanie jest piękne! Bo potrafisz ubrać swoje myśli w doskonałe słowa. A ja z każdego Twojego postu zabrałam coś dla siebie:)

  • Nikt nie wie co i kiedy…a wszystko jest lekcją….

  • Iwonko przytulam Cię mocno. Słów brak pozostało milczenie, współczucie , przytulenie, obecność, bycie z Tobą. K.N.

  • Choroba a czasem i śmierc bliskiej osoby nigdy nie ma sensu …i tak strasznie boli ta niemoc to że nic nie można pomoc bo wszystko już zrobiliśmy ……Przesyłam Ci pozytywne wibracie i jak najwiecej pozytywnych myśli i jeszcze kilka uścisków i…..Trzymaj się Bożena

  • Czytam Iwonko, każdy Twój post, analizuję po swojemu, w głowie układam myśli – nie komentuję nie mam tak pięknego daru jak koleżanki…. Pozdrawiam i życzę dużo siły Agata

  • Pisz, płacz i szukaj wytłumaczenia. ściskam mocniej niż zwykle.

  • Ty wiesz, że życzę jej jak najlepiej i cały czas mam nadzieję……..

  • Bardzo to smutne. I taki smutek i żal każdego dopada prędzej czy później. I każdego w innym momencie. Ty płaczesz, ktoś inny się cieszy. Życie. Wszystko mija, smutek też. I żal.

  • Za tydzień mija 6 lat od dnia kiedy… Najwięcej łez i bólu serca i cierpienia i niezrozumienia i złości wręcz było – przed. Teraz patrzę w górę, w niebo, gdzie jest, i uśmiecham się i rozmawiam i płaczę, ale już inaczej, spokojniej. Pewnie, że oddałabym wszystko, żeby była tu między nami, ale skoro inne były plany Boskie… Łatwiej mi teraz o tym mówić, niż 6 lat temu. Nie wierzyłam, że będzie mi łatwiej kiedyś…

  • Twój blog pomaga mi w trudnych chwilach. Nie mam odpowiednich słów aby Cię wesprzeć tak jak bym chciała. Mocno ściskam.

  • Uwielbiam Cię czytać Iwonko… W Twoich słowach się zatapiać… I choć rzadko ostatnio komentuję, to wiedz, że czytam, i że jestem. Tak po prostu. Przytulam i dużo sił życzę. Cały wór życzliwości przesyłam. Trzymaj się Iwonko, uściski wielkie.

  • Pewne rzeczy po prostu trzeba przeżyć. I nie ma co się wymądrzać, to nie ten czas. Ważne, by czuć, że nie jesteśmy z tym sami. Jestem z Tobą. Cicho. Chcę, byś wiedziała. 🙂 Wiesława.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *