siła nabyta

Napisałam dziś na Instagramie i facebooku:

” Nie umiałabym żyć bez tych chwil po 20:45 kiedy dzieci utulone, nakarmione, lekcje odrobione, wszystkie historie szkolne wysłuchane…mąż odpala kominek, a ja robię sobie kolacje, herbatę i siadam. I nie muszę nic wielkiego, górnolotnego robić… samo siadanie przy kominku niesie nieziemski spokój. Nie umiałabym żyć bez tych chwil, bez dzieci, wieczorami po 20:45″

 

Ktoś napisał pod spodem w komentarzu „Zobaczycie po latach będzie brakować tych chwil, zostaje tylko spokój i kominek”

Nie ma dnia żebym o tym nie myślała.

Jak bardzo będzie mi tego brakować za parę lat. Jak ogromnie szczęśliwa jestem, że przebywam 15 godzin z dziećmi zanim usiądę wieczorem przy tym kominku bez nich.

 

Był taki moment w moim życiu… że moja niecierpliwość do dzieci skończyła się w przeciągu jednej chwili.

A szczęście i nieszczęście odnalazło zupełnie inny sens.

A potem spadały jak grom z jasnego nieba potwierdzenia…

A może zawsze spadały ale ja dopiero wtedy umiałam je dostrzec.

 

Zmieniło się. Zaczęłam patrzeć i widzieć…

miłość w przytulaniu się małej istotki do mnie nad ranem,

szczęście w rozrzuconych po sufit maskotkach,

ciekawość w połamanych kredkach,

w wyciętej dziurze w nowych leginsach złość i poczucie niesprawiedliwości,

deszcz… jesienny, ciepły, z ryżu sypanego przed domem,

kreatywność w kawie pomieszanej z surowym makaronem, sodą, keczupem, mlekiem i mąką,

brak problemu w błocie przyschniętym na wypolerowanej podłodze,

dorastanie w modnie pomalowanych paznokciach,

niezależność w kolorowych, niedobranych ubraniach.

I mądrość w walce o swoje. W argumentacji, która powala, wkurza i przyprawia o dumę…

 

Bo potem zostanie tylko spokój. I kominek. I kilka płyt ze zdjęciami.

Niezmącona cisza przy śniadaniu.

Książka przeczytana przy lampce wina. Taka bez obrazków i kolorowej czcionki.

A jesienią liście będą liśćmi leżącymi przed domem. A nie pierzyną i poduszką…

 

I wtedy.

Zatęsknię.

I bardzo cieszę się, że ja już dziś to wiem.

Bo to uczy mnie cierpliwości i siły do dzieciństwa moich dzieci.

 

I szacunku do chwil.

 

A kiedyś ze mną było tak…

Chciałam dziecka a potem chciałam żeby nie płakało, żeby nie miało kolek. Chciałam żeby grzecznie się bawiło, nie zawracało mi zbyt często głowy…

Wymagałam pomocy od wyczerpanego pracą męża, od mamy, teściowej…

Byłam zdruzgotana trudami macierzyństwa..

Płakałam często. Byłam przybita i roztrzęsiona. Wiecznie zmęczona. Wewnętrznie jakby niezadowolona pomimo, że przecież szczęśliwa.

To ludzkie uczucia. Ja to wiem. Niejednokrotnie czuję się tak i teraz.

Ale dziś jestem bogatsza o poczucie sensu rodzicielstwa.

O poczucie chęci do zawracania sobie głowy.

 

Dziś jestem bogatsza o 3 pary różowych bucików, rozkruszone cienie do powiek, pastę do zębów wiecznie bez zakrętki, małe rączki wyciągnięte w moją stronę bez powodu… małe stópki jak zwykle bose.

Dziś jestem dopełniona. Nie byle jaka. Mam powód jeden za drugim każdego dnia, by wstawać, malować paznokcie i niebieską łopatą nagarniać liście na liściastą pierzynę i poduszkę.

 

Wielu z was pyta mnie, skąd ja biorę siłę… do szczęścia i optymizmu.

Ja nie jestem optymistką! Dwie moje najbliższe przyjaciółki, mąż, mama, tata… i wielu innych może to potwierdzić. Ja płaczę, krzyczę, nie wierzę.. ubolewam, marudzę! Załamuję ręce i nogi i widzę czasem w czarnych barwach!

 

Ale zawsze gdzieś głęboko wiem, że powody nie spadają z nieba. One są tuż pod naszymi stopami.

 

I siłę do dzieci skąd biorę… też czasem pytacie.

Siła do dzieci… ta akurat nie leży pod stopami. I nie wiem czy da się jej nauczyć. Wiem, że da się ją zrozumieć w przeciągu jednej sekundy gdy człowiek znajdzie się w centrum cyklonu, w którym bycie w ciąży nie gwarantuje bycia rodzicem.

Wtedy wszystkie dziurawe leginsy i błoto w przedpokoju są tak śmieszne,

że nawet ciężko o nich powiedzieć, że tracą znaczenie….

 

 

IMG_7750 a15 a11 a12 a13 IMG_7767 IMG_7773 IMG_7782 IMG_7735 IMG_7740 a14 IMG_7764

 

 

 

Pytaliście na instagramie o przepis na zapiekankę z kaszy gryczanej. Oryginalny przepis znajdziecie na ugotowani.pl

Ja niezbyt lubię ser pleśniowy na ciepło więc przepis nieco zmodyfikowałam.

Dla zainteresowanych:

 

Składniki:

2 paczki kaszy gryczanej

pół opakowania sera feta

1 kg pieczarek

cytryna

dwie czerwone papryki

duża cebula (której nie dodałam ale kolejnym razem dodam na pewno!)

natka pietruszki

koperek

szczypiorek

3 jajka

sól, pieprz, ostra i słodka papryka

 

Gotujemy kaszę w osolonej wodzie.

Dusimy obrane i pokrojone pieczarki z solą, pieprzem i cebulą (do miękkości), dodajemy trochę soku z cytryny żeby nie ściemniały.

Paprykę kroimy w wąskie paseczki i podsmażamy na oliwie

W misce rozbijamy lekko jajka z solą, pieprzem, słodką i ostrą papryką

Ugotowaną kaszę studzimy

Ser feta kroimy w kosteczkę albo rozkruszamy

Wszystkie składniki mieszamy w dużej misce, dodajemy pokrojona natkę pietruszki, koperek i szczypiorek (ja dałam tego sporo!) i doprawiamy jeszcze solą, pieprzem.. w zależności od tego jak lubimy.

Przekładamy do naczynia żaroodpornego, zalewamy sosem jajecznym i pieczemy około 40-60 minut w temperaturze 180 stopni. Ja piekłam pół godziny w 180 a potem w 200 przez kolejne pół godziny.

 

Smacznego!

 

a16 a17 a18

40 komentarzy

  • Iwonko, ja podobnie odczuwam siebie i swoje macierzynstwo!
    Widze jak zmienilo sie w ciagu tych 8miu lat, jaka bylam wymagajaca wobec siebie i Ines, jaka czesto spieta.
    Z Adamem przyszla rownowaga, zlagodnialam, dojrzalam.
    Nieraz jestem okropna, upierdliwa i krzycze wieczorami i marudze, ze nie sprzatna nic, a te jeansy, to mi wiecznie na lewa strone, postawione w koszu zostawia.
    Jednak nauczylam sie dostrzegac te drobiazgi, z ktorych sklada sie wazna calosc codziennosci 🙂

  • Och Ty mój duchu, drogowskazie, zobacz do jakiej rangi ja Cię wzniosłam. Wielbię najszczerzej

  • Ja z jednym dzieckiem przeżyłam te same uczucia… Myślę że to też kwestia empatii i przewartościowania życia. Czasem trzeba zrezygnowaćz czegoś bez płaczu, bo okazuje się, że rezygnacja może oznaczać lepszy początek bądź zwyczajnie głębsze przeżywanie tego co zostaje.

  • Iwonko witam 🙂 Muszę Cię pocieszyć, że jeszcze dużo czasu upłynie nim zaczniesz mieć tylko kominek hi, hi. Wiem co mówię jako matka dorosłych synów i prze szczęśliwa babcia dwóch cudownych wnuczuś. Przez moment tylko będziesz miała Ty i kominek będzie to wówczas jak dziewczynki pójdą z domu. Będzie to okres rozterek matki czy sobie poradzą, jak im jest tam gdzieś bez Was. Nim zaplanujesz co zrobisz z pustymi pokojami pojawią się córcie z mężami na niedzielnych obiadkach. Następnie wnuczki gromadka będzie się powiększać i znów pojawi się tupot małych stópek wrócą wspomnienia z czasów wczesnego macierzyństwa. I jak jeszcze nie dawno kolki, pieluchy , wieczny bałagan , hałas który nas tak irytował wszystko to będzie fajne śmieszne i zabawne. I wielka radość , że znów powróciło. Ja mam tak właśnie teraz wielka radość niespożyte siły . A , że brakuje czasu na dobrą książkę, ploteczki z przyjaciółką, szydełkowanie to już nie znaczy nic . Jest tylko marzenie chwilo trwaj. Bo jeszcze będę miała czas na to wszystko tylko troszkę później jeszcze troszkę . Wszystko to co napisałam to coś co się dzieje teraz to nie marzenia, to czysta rzeczywistość i z niej się bardzo cieszę bo jeszcze na wszystko o czym marzyłam w młodości i mówiłam gdy dzieci pójdą z domu to ja będę miała czas na wszystko na co nie mam teraz. Pozdrawiam cieplutko K. N

    • Kasia, dokładnie tak myślałam. Ja i mój mąż. Że jak dzieci z domu „pójdą” to sobie odpoczniemy :):) I jakoś umknęła mi kwestia wnuków ;)) Wiesz, Ty zawsze tak pięknie brzmisz.. jako spełniona, szczęśliwa kobieta. Fajnie, że jesteś :):)

  • Karolina S. |

    Iwonko moja Kochana! Jakże Ty mi bliska z tymi swoimi przemyśleniami… Ja do niedawna też byłam przygnieciona macierzyństwem. Wiecznie sfrustrowaną, poddenerwowaną i zwyczajnie zmęczoną matką.. Nie tak to sobie wyobrażałam. Nie, nie. Zderzenie z rzeczywistością było wręcz druzgocące! Do tego stopnia, że niejednokrotnie miałam ochotę uciec… Aż do pewnego momentu.. znalazłam ukojenie… u Ciebie :* Zmieniło się moje postrzeganie świata. Macierzyństwa.
    Odpuściłam. Wyluzowałam. Dając tym samym miejsce szczęściu!
    Przewartościowałam wszystko. I to, co kiedyś potrafiło mnie w pięć sekund wyprowadzić z równowagi dziś nie ma znaczenia. Bo czymże jest tych kilka klocków na dywanie, piasek w przedpokoju czy wymalowana z niezwykłą precyzją i starannością ściana? Klocki się pozbiera, piasek zamiecie, a ścianę na nowo umaluje 🙂 Przynajmniej pretekst będzie do zmiany koloru 😉 A tych moich pięknych niebieskich oczu – szczęśliwych – nie zastąpi mi nic!!! I właśnie to Jego szczęście jest dla mnie najistotniejsze. Bo nawet jak napsoci to czegoś się nauczy. A moja złość niczego przecież nie zmieni. Prócz tego, że w stresie będziemy oboje – i ja i On. A po co? Życie jest zbyt krótkie by rozpamiętywać takie drobnostki, prawda?
    I dziś to samo powtarzam mojej siostrze.. młodej mamie… że nie warto. Bo złość do niczego nie prowadzi. I mówię Jej: „Ciesz się! Rozkoszuj! Bo zatęsknisz za tym…” Ale do tego punktu dojść musi Ona sama.
    Dzięki za te przemyślenia, Iwuś! Bo dobrze jest wiedzieć, że wielu ma podobne przeżycia, i że wcale nie są niczym wstydliwym… a jedynie zwykłą ludzką słabością, które miewamy wszyscy.

  • I choć jak zwykle każdą najmniejszą kropką i przecinkiem ujęłaś mnie za serce.. to jednym zdaniem rozbiłaś mnie na drobne kawałki. Często słyszę o tej cierpliwości do Malucha. O jej miłości przesadzonej. Słyszę absurdalne pytania. Wywody. I nie odpowiadam nic. Tylko się uśmiecham. Bo moje dziecko ma to wszystko ode mnie właśnie dzięki jednej sekundzie, która przewartościowała wszystko. „Proszę nie mieć wielkich nadziei. Ledwo rozpoczęła pani piąty miesiąc. Czeka nas już tylko poronienie, bo takich wcześniaków nie można jeszcze uratować.” Urodził się cały i zdrowy dokładnie w dniu kiedy rozpoczął bezpieczny 38 tydzień..

  • Czasem wpędzasz mnie w poczucie winy … bo ja ostatnio tylko czekam aż Marcysia pójdzie spać … ale powodów tego też jest trochę i to nie fajnych …. no nic i tak bywa ….
    Zabieram od Ciebie trochę tych krzepiących słów i … , ale chyba już jutro, odpalam kominek 🙂
    Dziewczyny mają super huśtawkę!
    Trzymajcie się cieplutko!

    • I jak kominek?? odpalony?? mój już dogasa. Za 50 minut północ a ja jeszcze swoje dzieci słyszę na górze… ale kocham ten szmer ich rozmów taki delikatny w tle wieczoru 🙂 Iwona i przenigdy nie chciałabym żebyś czuła się wpędzona w poczucie winy! Ja nie jestem idealna!! musisz mi uwierzyć 🙂 bo ideałów nie ma. I całe szczęście!

  • Ja nie wiem jak Ty to robisz, ale zawsze trafiasz w odpowiedni czas ze swoimi postami w moim życiu. Mam córeczkę, która ma 2 lat, i od jakiegoś czasu czuje, że nie wyrabiam sama ze soba, jako matka. I dzis przeczytalam Twoj wpis i widzę, ze chyba za duzo od siebie wymagam. Chcę być we wszystkim najlepsza, ale zycie to nie szkoła. Nie muszę z nikim rywalizować. Twoj wpis po raz kolejny dal mi do myślenia.

    • Bardzo często my Polki chciałybyśmy być idealne… i niestety bardzo często powoduje to wpędzanie samych siebie w poczucie winy.. Życie jest jedno.. tylko to, które właśnie płynie. I czy warto je marnować na próby wieczne bycia idealną mamą, gosposią, sprzątaczką… chyba nie 🙂 są tysiące fajniejszych rzeczy godnych naszej uwagi 🙂

  • Zapomnialam dodac, że bardzo czekam na Twoja książkę. Pozdrawiam

  • Zapomnialam dodac, że bardzo czekam na Twoja książkę. Pozdrawiam

  • a co kiedy jest odwrotnie?
    kiedy to kobieta ma pracę-prace fizyczną i jednocześnie ciężką psychicznie.
    co kiedy to mężczyzna jest w domu, bo firma zbankrutowała
    co ta kobieta ma zrobić?
    jak ona ma myśleć kiedy po całym dniu pracy przychodzi i dalej pracuje?
    kiedy te role jakoś się tak pokićkały że kobieta kobietą być nie może- a pomalowane paznokcie w pracy są zabronione, zresztą i ta je obgryza.
    co z kobietą, której mąż jest dobrym człowiekiem, ale nie tak dobrym pracowitym jak innej.
    zadaję u ciebie to pytanie pod postem, bo czytam twoje słowa i zastanawiam sie dlaczego ja krzyczę na swojego synka?
    i te pytanie zadaję tyko tak-bo odpowiedź na nie znajdę tylko ja.
    bo czytajac Twoje słowa pomyślałam sobie, że może jestem złą krzyczącą mamą?

    a potem postawiłam ciebie, jaką znam z internetu i siebie, i zobaczyłam nasze inne życia, inne osoby nas otaczające i ….się uspokoiłam.
    buziolam – pozdrów tesciową
    hania

    • marielle |

      Haniu,
      to o czym pisze Iwona jest niezalezne od miejsca zamieszkania i sytuacji zyciowej.
      TO COS mozesz odnalezc … W SOBIE.
      Choc Twoj maz nadal bedzie bez pracy a Twoje paznokcie nie beda pomalowane, ale i nie obgryzione.
      Popatrz w siebie a nie na zewnatrz.
      marielle

    • Wiesz, nie będę Cię przekonywać i pisać że to nie o to chodzi.. że znam kobiety w ciężkich sytuacjach szczęśliwe i kobiety z „lekkim” życiem nieszczęśliwe. Że niezależnie od wszystkiego… można mieć wpływ na drobiazgi.
      Bo jak zacznę Cię przekonywać to i tak mi nie uwierzysz 🙂 więc nie będę. Ale chcę Ci powiedzieć, że nie można porównywać się z innymi ludźmi, kobietami.. to nie ma sensu. Tym bardziej że mnie nie znasz nawet w 20% pewnie… ja piszę o sprawach wybiórczych z mojego życia. Nie przedstawiam tu swojego życia w całości. A poza tym Haniu, to że nasze życia są inne jak napisałaś nie oznacza nic… jeżeli chodzi o dzieci.. Mnie się też zdarzy krzyknąć (choć tego nie cierpię!!) ale uważam że nic mnie nie usprawiedliwia nawet to że jestem mocno wkurzona i wykończona. Każdy jednak w życiu dokonuje wyborów. I każdy zgodnie ze sobą. I dlatego nie mieszam się. Pozdrawiam i życzę Ci dużo siły do życia! 🙂

  • U mnie ostatnio podobne myślenie – że nie można uronić ani chwili, bo przecież nic nie trwa wiecznie. Fiołek pójdzie do szkoły i już nie będę miała z nią całych dni. A wrażenie wciąż mam, że dopiero co przywieźliśmy ją ze szpitala po urodzeniu…
    Bardzo mi się spodobało to, co napisałaś o poczuciu sensu rodzicielstwa. Nasze Dzieci nie będą i nie mogą być jak z obrazka, a już ja na pewno bym takiego nie chciała. Bo ja dzięki rodzicielstwu zobaczyłam świat Dziecka oczami i bardziej mi się spodobał. Choć nie jest polukrowany. Ale zaskakuje codziennie, nie raz wywołuje uśmiech, nie raz smutek. Rodzicielstwo mnie dowartościowało, dlatego staram się czerpać z niego jak najwięcej teraz, bo później – tak jak napisałaś – zostanie tylko spokój.
    Pozdrawiam serdecznie 😉

  • niesia2312 |

    Ja po urodzeniu Amelki postawiłam sobie tak wysoko poprzeczkę, że bez narażenia wszystkich wokół na załamanie nerwowe nie byłam w stanie temu sprostać. przy Kamili przewartościowałam całe te moje macierzyństwo. Zaczęłam doceniać to, że mam dwójkę cudownych dzieci, które przecież nie muszą się zawsze zachowywać i wyglądać idealnie, bo nie o to w tym wszystkim chodzi. Zaczęłam widzieć całe to szczęście, które mnie i męża otocza odkąd mamy dziewczynki. Te wszystkie porozrzucane wiecznie rzeczy, zabawki, powbijane w dywan opiłki z temperowanych kredek, buty rozrzucone pod drzwiami, obsmarowany zlew pastą do zębów, wylany do „eksperymentów” podczas kąpieli mój szampon i tysiące podobnych rzeczy to jest kwintesecja bycia rodzicem. I to jest piękne!!! Od tych 9-ciu lat odkąd zostałam mamą po raz pierwszy, etapy mojego rodzicielstwa przebiegały w różny sposób, ale naprawdę doceniam jakie to szczęście być mamą, jak cudownie jest usiąść wieczorem na spokojnie przed TV, bądź już prawie usypiając przy książce wspomnieć dzień który właśnie się kończy ile mi przyniósł radośći, ile trosk, ale suma sumarum zawsze jest na plus :). I to co pisałaś o łzach i krzykach itp. dla mnie też nie jest obce, bo niema ludzi idealnych, a będąc taką choleryczką jak ja nie da się przejść przez życie inaczej 🙂 . Pozdrawiam Cię gorąco i ściskam Twoją rodzinkę.

  • niesia2312 |

    Witaj w klubie! 🙂 Ja po urodzeniu Amelki postawiłam sobie tak wysoko poprzeczkę, że bez narażenia wszystkich wokół na załamanie nerwowe nie byłam w stanie temu sprostać. przy Kamili przewartościowałam całe te moje macierzyństwo. Zaczęłam doceniać to, że mam dwójkę cudownych dzieci, które przecież nie muszą się zawsze zachowywać i wyglądać idealnie, bo nie o to w tym wszystkim chodzi. Zaczęłam widzieć całe to szczęście, które mnie i męża otocza odkąd mamy dziewczynki. Te wszystkie porozrzucane wiecznie rzeczy, zabawki, powbijane w dywan opiłki z temperowanych kredek, buty rozrzucone pod drzwiami, obsmarowany zlew pastą do zębów, wylany do „eksperymentów” podczas kąpieli mój szampon i tysiące podobnych rzeczy to jest kwintesecja bycia rodzicem. I to jest piękne!!! Od tych 9-ciu lat odkąd zostałam mamą po raz pierwszy, etapy mojego rodzicielstwa przebiegały w różny sposób, ale naprawdę doceniam jakie to szczęście być mamą, jak cudownie jest usiąść wieczorem na spokojnie przed TV, bądź już prawie usypiając przy książce wspomnieć dzień który właśnie się kończy ile mi przyniósł radośći, ile trosk, ale suma sumarum zawsze jest na plus :). I to co pisałaś o łzach i krzykach itp. dla mnie też nie jest obce, bo niema ludzi idealnych, a będąc taką choleryczką jak ja nie da się przejść przez życie inaczej 🙂 . Pozdrawiam Cię gorąco i ściskam Twoją rodzinkę.

  • U mnie chyba bardziej przy pierwszej córce królował strach . Najdrobniejszy niepokój o córki wywoływał u mnie panikę że robię coś nie tak, że mogę skrzywdzić swoją nieporadnością tą mała kruszynkę. Druga gwiazdeczka została przywitana z zupełnym spokojem i radością macierzyństwa. Uwielbiam czas spędzony z nimi. Chyba z wiekiem i troszkę większym doświadczeniem pojawia się wewnętrzny spokój i radość z tego mojego babskiego malutkiego światka.
    Prześliczne zdjęcia dziewczynek. Pozdrawiam:}

  • Wspaniały post.

  • musze skomentowac, chociaz wiesz, ze ja wole tak prywatnie napisac niz na publicznym forum, ale teraz musze bo… Bo owszem kiedys bym powiedziala, ze optymistka to Ty wielka nie jestes, ale teraz coraz czesciej obserwujac Cie (szkoda tylko, ze z daleko tak), nie zgadzam sie z tym!!! Teraz stalas sie jedna z najbardziej optymistycznych osob, ktore znam! a przynajmnije najbardziej pozytywnie do zycia nastawionych. I moze to jest wypracowane przez Ciebie ciezko, ale udalo Ci sie Iwona to, i ja biore z Ciebie przyklad, bo skoro Ty moglas to mam nadzieje, ze mi sie tez to uda! Zatem kochani czytelnicy mowie wam to ja – jedna z dwoch przyjaciolek, ze Iwonka pracowala nad soba, i mysle ze pewnie nadal pracuje, a ta praca jak wszyscy wiemy nie jest latwa, ale tak Ona jest wzorem do nasladowania jak mozna zmienic swoje myslenie i przestawic je na pozytywne tory. Skad Ona bierze na to wszystko sile nie wiem na prawde. No ale w konca ONAMASILE!!!!!! kocham Cie i tesknie

    • Przeczytałam ten komentarz wczoraj w samochodzie i popłakałam się (jak wiesz niewiele mi trzeba). Nie sądziłam że tak rzeczywiście jest. Że ktoś kto mnie długo zna, może powiedzieć o mnie „optymistka”. Ja siebie za taką nie uważam. A słyszeć to z ust przyjaciółki to dla mnie cud miód :):) dziękuję Ci 🙂 i też tęsknię jak szalona…

  • Zazdroszczę czały czas tych rączek których ja nigdy nie poczuję.
    Zadręczam się czytając Ciebie.
    Tyle szczęścia…

    • Aga… :(:( ja nie chciałam powiedzieć tym postem… no wiesz, że nie posiadając dzieci nie można być szczęśliwym.. bo na pewno można.. Bardzo mi przykro.. ogromnie. I mam wrażenie teraz takie że aż mi wstyd, że tym szczęściem tak emanuję. Ale ja jestem szalenie szczęśliwa, i nie potrafię umniejszyć tego pisząc choćbym chciała.. Z całych sił Cię ściskam i życzę Ci szczęścia. Pomimo. Na przekór. I wbrew.

  • Odważyłam się…Piszę u Ciebie Iwonko pierwszy raz…Zagłębiłam się we wszystkie!! (trochę to zajęło ale tak przeczytałam wszystkie twoje dotychczasowe wpusy), każdy inny,optymistyczny,ciepły,smutny, realny,po postu życiowy.
    Dziś postanowiłam napisać gdy coś ruszyło mnie gdzieś w środku. Od niedawna poczułam i zobaczyłam to, co ty dziś napisałaś.
    Niedawno poczułam radość z tych najmniejszym nawet drobiazgów.
    I to dzięki Tobie, tak dzięki Tobie gdy brnęłam przez wszystkie twoje wpisy na blogu, z dnia na dzień mimo nie zawsze kolorowej codzienności zaczęłam dostrzegać coś innego,lepszego, coś co jest wpisane w twoje wpisy, wypowiedzi.

    Dziękuję!!

  • marielle |

    Iwonko,
    jak zawsze ladnie przypominasz o tym, co powinno byc w zyciu najwazniejsze.
    TU i TERAZ. Uwaznosc w kazdej chwili.
    Nasze zycie jest takie…jak o nim myslimy.
    Najogolniej i najprosciej napisalabym o Twoim przeslaniu.
    Pieknym i madrym przeslaniu.
    marielle

  • Oj, ja też szukam cały czas tego zrozumienia i cierpliwości i umiejętności docenienia trudu dnia codziennego z dziećmi moimi…
    pozdrawiam ciepło

  • Wczoraj, przypadkiem wygrzebałam z półki zakurzone „Dzieci z Bullerbyn” Mój dwunastoletni synek wziął te wyświechtaną książkę do rąk, i naprawdę, prawie ze łzami w oczach powiedział, że pamięta jak zaśmiewaliśmy się czytając w łóżku na dobranoc ,po setki razy tę książkę, po czym dorzucił, że żałuje, że ten czas już się nie wróci. Ktoś kiedyś powiedział, że tylko ten dzień świta , którego jesteśmy świadomi.I to prawda.
    Uważność, „ćwiczę” od wielu lat. W tych czasach to trudna sprawa ale warto:))
    Pozdrawiam Cię cieplutko i zapraszam do siebie:))

  • belivechatyska |

    Cale szczescie, ze sa dzis komputery I mozna byc „kogos” znajomym, dzielic sie troszke zyciem a nawet szesciem, mieszkajac w innym kraju 🙂
    Dla kazdego pojecie szczescia jest wzgledne I kazdy ma inne wyobrazenie o szczesciu, ale fakt jest niepodwazalny ze nalezy umiec „GO” doceniac, to wlasnie szczescie.. te chwile. Juz kiedys Ci napisalam :”pisz, bo jestes luziom potrzebna” I nawet jezeli staniesz sie kiedys slawna, co nie ulega watpliwosci czytajac Twoje wpisy,pozostan zawsze prosze „TA” Iwona,fajna babka, zona przystojnego meza, matka boskich dziewczynek I pisz… pisz o szczesciu, milosci, placzu , przemijaniu.. o zyciu bo ONO jest najwazniejsze.. tu I teraz.zarazasz optymizmem- czy Go sobie wypracowalas, jak I kiedy to Twoj sukces osobisty, ale masz I chcesz sie nim dzielic a to jeszcze wieksze osiagniecie, uwierz mi 🙂
    dziekuje za piekny wpis, again..
    belivechatyska 🙂

  • bardzo fajny wpis i zdjęcia również 🙂 pozdrawiam

  • Twojego bloga odkrylam dopiero dzis – i sie zakochalam 🙂
    Jak wiele z Twoich mysli jest podobnych do moich az sama nie moge uwierzyc! Tez jestem na emigracji – tylko troche blizej bo na zielonej wyspie Irlandii.
    Ale zawsze ciagnelo mnie do Ameryki – cztajac Twoje wpisy o tym kraju przypomnial mi o tym uczuciu tesknoty (mieszkalam tam rok jako au pair).
    Ale ten wpis o macierzynstwie mnie powalil 😉 ile razy to sie zloszcze na swoje dziecko – ze placze, ze chwilke samo nie posiedzi itd – moja Zosienka ma dopiero 6 miesiecy. Czytajac powyzszy tekst po raz kolejny uswiadomilam sobie ze powinnam jednak cieszyc die z kazdej chwili dobrej lub zlej. Bo czas szybko moja i zanim sie obejrze moje malenstwo „ucieknie” od nas.
    Tak wiec przytulam ta kruszyne ktora w tej chwili spi na mnie (tak jej najwygodniej) i ide czytac dalej Twojego bloga 🙂
    Ps jak sie moge zapisac aby dostawac powiadomienia o nowych wpisach?

    • Bardzo dziękuję Ci za przemiłe słowa 🙂 A powiadomienia o nowych wpisach możesz otrzymywać wpisując swój adres mailowy po prawej stronie w okienku NEWSLETTER, klikasz potem „zapisz”, wtedy otrzymasz mailem potwierdzenie i musisz zatwierdzić chęć otrzymywania maili ze strony ona ma siłę. I to tyle 🙂

  • Mąż wrócił przed chwilą po dziesięciogodzinnym ” niebyciu” w domu. Ja z dwoma synkami- prawie czterolatkiem i raczkującym ośmiomiesięcznym. I tata do pomocy. Zawsze musi być ktoś do pomocy…bo przecież to ” ja mam najgorzej”, trzeba ugotować…I wracająca myśl- jak sobie radzą inne? Bo ja sobie nie radzę. I zwariuję niedługo. Momentami krzyczę na syna i słyszę swój straszny głos…jak nie mój. I za chwilę poczucie winy. Na dodatek syn mnie przeprasza…i znów poczucie winy, bo widzę, że moje dziecko boi się tego potwora, który wyłazi ze mnie. A tak chcę dać moim dziecio bezpieczne, dobre dzieciństwo.. Wrócił mąż, utuliłam do snu najmłodszą progeniturę. I włączyłam internet w telefonie- to taka moja chwila luksusu. I zajrzałam do Pani. Jeden tekst, drugi i ten. Jakże widzę w nim siebie. Obym tę siłę też znalazła. Siłę do nieniszczenia również męża swoim ciągłym zmeczęniem, pretensjami, wymaganiami. Już tak chcę przejść na tę radosną stronę życia…przestać być małą dziewczynką i dojrzeć do bycia żoną, matką, kobietą. Przepraszam za chaos swoich myśli. Dziękuję za mądrość, ktorą mogę tu znaleźć. Pozdrawiam serdecznie.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *