Znak

 

 

No dobra. Napiszę.
Miałam nie pisać, choć od początku wiedziałam że to do mnie nie podobne. Ale próbowałam. Jestem emocjonalna do bólu. Zdarza mi się myśleć dopiero po czynie.
I nadwrażliwa jestem. Oczy załzawione mam kilka razy dziennie. Wzrusza mnie prawie wszystko. I piękne i trudne momenty i śmieszne i ulotne…
Przy dobrych wydarzeniach szaleję ze szczęścia. Chcę o tym pisać. Mówić. Krzyczeć!
Podobnie przy wydarzeniach ciężkich… Nie umiem zbyt długo przeżywać wewnętrznie. Natychmiast muszę rozproszyć szczęście czy nieszczęście po kościach własnych i kościach najbliższych…
Muszę mówić. Przerabiać. Przegadywać. Chwalić się. Ubolewać. I to najlepiej głośno.
Dlatego jak powiedziałam sobie, że będę milczeć i nic nie powiem, to sama się zdziwiłam.
No ale ja to ja. I nie wytrzymałam.
Tak mnie rozpiera, że nie mogę się opanować….

 

Napisałam książkę. I wydawnictwo „Znak” chce ją wydać!
Nie wierzę! Znak wydaje Wiesława Myśliwskiego! I gdzie tam taka ja …

 

Przyjaciółka na myśl o mojej książce sms-y piękne do mnie pisze, pyta o okładkę, wyobraża sobie moje nazwisko na niej..
Mąż już z 50 razy powiedział, że to jest jakiś szok.
Gdy ja milczałam, on powiedział mojemu tacie. Dumny taki ze mnie.

 

A ja…? A do mnie nie dociera. Bo może dla wielu z was to nie jest powód do emocjonalnego wybuchu 🙂
Ale dla mnie… dla mnie to jest spełnione marzenie z dzieciństwa.
I ja wiem, że na wyrost…
Że nie mam niczego w dłoni..
Że żadnej umowy nie podpisałam jeszcze…
Że dopiero korektę wstępną dostałam i oburzyłam się już przy pierwszych dwóch stronach 😉
I że jak nie wynegocjuję swojego stylu pisania, to nici z tego „Znaku”…
Że jeszcze różnie może być…
Że nie powinno się mówić o czymś, co ma się dopiero zdarzyć…

 

Ale!!!

 

Ja nie mogę! Nie mogę wam nie powiedzieć! Bo to Wy stoicie za tym niespodziewanym wydarzeniem. I ja wiem, że ja tę książkę napisałam sama. Ale wiem też, że gdyby nie Wy to nie uwierzyłabym pewnie w to, że jakieś wydawnictwo mnie zechce.
Wasze maile, komentarze, wiadomości … i to, że o tę książkę pytaliście… Ja wiem, że to jest połową mojego sukcesu.

 

I nie chcę banalnie dziękować. Chcę tylko, żebyście wiedzieli, że czuję szczęście i wdzięczność. Że was mam. I że ta książka się ukaże:):)
I że pęknę zaraz tu z radości!!!!

 

I że spełniające się marzenie…… ach brak słów 🙂

 

 

Nasz ostatni weekend u mojego taty. Z rodziną i różową piłką 😉 która nieustannie się tam gdzieś zaplątywała.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


139 komentarzy

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *