California krótko i subiektywnie

California. Bardzo mieszane uczucia.

 

Już nawet nie chodzi o to, że przeszliśmy wszyscy grypę żołądkową poczynając od drugiego dnia po wylądowaniu. I tak naprawdę nie do końca wiem czy California jest fajna, bo śledziłam ją w oparach… może przemilczę czego. Pomijając też fakt, że moja córka cały pobyt była na antybiotyku (angina) a ja na sterydach (opuchlizna ucha środkowego, czy jakoś tak). I jeszcze jest coś co chciałabym pominąć 😉 A mianowicie w drodze na lotnisko złapaliśmy gumę, i nie było do końca wiadomo czy w ogóle wylecimy do tej wyczekanej Californii. Więc pomijając to wszystko, odkładając wkurzenie na potem, na kiedyś, na zaraz wracam, mieszane uczucia towarzyszyły mi od początku do końca pobytu.

 

Po pierwsze, spodziewałam się .. (no zdaję sobie sprawę jak to zabrzmi ale nie będę tu ściemniać!).. spodziewałam się większych luksusów! Wyciekających ulicami, wyparowujących z garnków na zupę, wydychanych z każdym krokiem kalifornijskiego człowieka. A tu… zwyczajnie. Ameryka po prostu. Prawie jak ta po drugiej stronie.

 

Aleja Gwiazd – piękna… i brudna. Kicz i jednocześnie to cudowne uczucie bycia w centrum BÓGWIECZEGO.

 

Z jednej strony wystrojone panie z pieskami przechadzające się w szpilkach po nierównych chodnikach, co chwilę wspierając się na ramieniu luksusowego partnera. A z drugiej bezdomni ludzie z trudem wkomponowujący się w tłum. Pieski piją wodę z miseczek wystawionych specjalnie dla nich przed ekskluzywnymi sklepami. Bezdomni grzebią w koszach na śmieci. Mój mąż zauważa, że jeden z nich ma może z 30 lat.. komentujemy, że przecież ma zdrowe ręce, nogi, że to niemożliwe żeby jakiejkolwiek pracy nie znalazł. Dochodzimy do wniosku, że to wybór, styl życia. I nie umiemy tego pojąć.

 

Gdy tylko wchodzisz na aleję gwiazd, natychmiast atakują Cię Myszki Miki, Hello Kitty, Terminatory  i tego rodzaju stwory (czyt. dorabiający studenci? bezdomni? marzyciele o wielkiej karierze?). Atakują o zdjęcie, za które chcą zapłaty. A jak masz dzieci – atakują śmielej. My z naszą trójką musieliśmy dość szybkim krokiem udawać że nie uciekamy. 😉

 

Koniecznie muszę też napisać: Nie wybierajcie się na aleję gwiazd w długiej spódnicy. Rozlane trunki, rozgniecione owoce, resztki lodów.. cały czas spódnicę trzymałam prawie że pod pachami.

Ale… jest tam jednocześnie tak cudownie… To uczucie podobne do tego jak stoi się po raz pierwszy na Times Square.

Taki moment, w którym w myślach przelatuje górnolotny obraz: my jako część czegoś wielkiego. Część Hollywood. Część tej słynnej gwiezdnej Alei. Część stóp Merylin Monroe, których odcisków dotykam i prawie płaczę ze wzruszenia. Gwiazda Grety Garbo – znów ścisk w sercu. Jadę windą, którą po Oskara jechała Meryl Streep, Julia Roberts, Paweł Pawlikowski… Stoję na scenie oskarowej, na której oni stali. Idę. Idę ich śladami po backstag’u. Widzę toalety! Jezu! Na tych toaletach przecież nie jedna gwiazda… nie, no bez przesady, fuj.

Oddycham tym samym powietrzem.

 

Nieziemsko położona słynna Mulholland Drive. Podziwiać można bez końca. Jak nią jechaliśmy to tyle uczuć w sobie miałam, że myślałam że eksploduję… Coś niesamowitego. Widoki zapierające dech w piersiach! Kręta droga, biegnąca zboczami gór z niepowtarzalną atmosferą.

 

Jedliśmy bardzo zdrowe jedzenie (np. jajka bez soi, nie miałam pojęcia że jajka mogą zawierać soję!), dziesiątki odmian kiełków, kanapki, których podstawą zamiast chleba jest jarmuż albo liść kapusty. Wszędzie eco, vegan, i gluten free. Z tego jedzenia byłam ogromnie zadowolona, ale mój mąż na przykład cały pobyt szukał parówek i się nie doszukał 😉

 

Byliśmy na plaży w Santa Monica. Inny piasek niż u nas, inny ocean. Pięknie. Widzieliśmy to, o czym marzyliśmy. Stanęliśmy tam gdzie chcieliśmy stopę postawić. I mimo lekkiego rozczarowania momentami, warto było tu być i to wszystko zobaczyć.

 

Nie wiem kiedy ten post opublikuję, ale piszę go jeszcze z Los Angeles, wieczorem w piątek. Uwielbiam zaznaczać swoje pobyty postami pisanymi z danego miejsca.

Jutro wcześnie rano wylatujemy. I bardzo chce nam się do domu. Bardzo. A jednocześnie trochę smutno..

Bo pewnie już nigdy tu nie wrócimy.

A skoro smutno wyjeżdżać … to jednak były to udane wakacje. Pomimo tej grypy żołądkowej, gorączek na plaży, zaznajomienia się chyba ze wszystkimi toaletami w LA, pomimo wypadków i nieprzewidzianych zdarzeń.. i tego, że prawie wszystko wyobrażałam sobie inaczej.. z Los Angeles będę mieć fajne wspomnienia.

 
 

No to czas na zdjęcia. Dziś część pierwsza. Bo jest ich tyle, że nie da się naraz.

 
 

1a 1b IMG_0445 IMG_0450 IMG_0453 IMG_0458 IMG_0467 IMG_0473 IMG_0474 IMG_0498 IMG_0500 IMG_0503 IMG_0520

1lIMG_0533 IMG_0540 IMG_0543 IMG_0554 IMG_0586 1c 1d 1e

IMG_0597 IMG_0582 IMG_0626

1s 1r IMG_0613 IMG_0628 IMG_0662 IMG_0655 IMG_0645 IMG_0633 1f IMG_0691 IMG_0699 IMG_0709 IMG_0749 IMG_0752 IMG_0761 IMG_0755 1g 1h 1j 1i

1t IMG_0786

IMG_0860IMG_0822 IMG_0828 IMG_0833 IMG_0869

 

1m 1n 1p IMG_0957 IMG_0964 IMG_0990

1kIMG_0992 IMG_0997 IMG_1000 IMG_1006 IMG_1013 IMG_1049 IMG_1050 IMG_1054 IMG_1044 IMG_1027

48 komentarzy

  • Prawdę mówiąc Twój post podniósł mnie trochę na duchu 😉 Jak patrzę na zdjęcia z wakacji to zawsze widzę uśmiechniętych ludzi i wydaje mi się, że te wakacje na pewno były wyłącznie radosne i pełne pozytywnych przygód. Oczywiście to dotyczy wyłącznie innych, bo moje wakacje mają wyłącznie kłopoty… Dwa lata temu wybraliśmy się na pierwsze wakacje z córką, kompletna klapa, obie miałyśmy grypy żołądkowe, oboje z mężem tylko warczeliśmy na siebie… Odechciało mi się wyjazdów na bardzo długo… Jednak już za miesiąc wybieramy się na kolejne wakacje, tym razem w czwórkę – z 5 miesięcznym synkiem, na samą myśl już drżę…. Ale jak przeczytałam to co napisałaś i zobaczyłam zdjęcia, to jakoś pozytywniej myślę o zbliżającym się urlopie. W końcu najważniejsze są wspomnienia i miejsca które zobaczymy. No a przede wszystkim liczy się nasze nastawienie, a Twoje było mega pozytywne – towarzyszyłam Wam na instagramie każdego dnia :). Zabieram je ze sobą na swoje wakacje 🙂 Pozdrawiam ciepło!

    • Ja uwielbiam wyjazdy! wszędzie i z gromadą dzieci.. kocham po prostu 🙂 Po raz pierwszy moja pierwsza córka leciała samolotem jak miała 4 miesiące. Wszędzie te nasze córki ciągniemy za sobą. Czasem jest ciężko ale nie wyobrażam sobie odmówić sobie poznawania fajnych zakątków 🙂 A wam życzę fajnych wakacji!! I pozdrawiam!

  • Współczuje bardzo tych wszystkich zdrowotnych dolegliwości.
    A co do rzeczywistości i rozczarowania lekkiego – to chyba normalne 🙂 przynajmniej mi się takie wydaje – zawsze na myśl o wakacjach widzę same wspaniałości ,sielskie obrazki, cudne chwile.I takie są, tylko że rzeczywistość nie daje o sobie zapomnieć. Więc wśród tych pięknych wakacyjnych chwil mamy katar, podarte spodenki, odciski na stopach, spóźniony pociąg, złośliwego sąsiada i cała masę innych drobnostek. O ile nie przysłonią nam tych dobrych chwil to wszystko jest ok. Mimo odrobiny rozczarowania 😉
    A ostatnie zdjęcie jest meeeega !!!

    • A mi się nie zdarzyło chyba być rozczarowaną! teraz pierwszy raz Zawsze jestem w niebo wzięta 😉 Choć oczywiście, że dzieci płaczą i krzyczą i nogi się zdzierają, i ktoś się podtopi i kolano skaleczy.. ale zawsze mam cudowne odczucia, a teraz tak średnio jakoś. Choć suma sumarum – było fajnie 🙂

  • Piękna wyprawa no i jeszcze piękniejsze zdjęcia :)!

  • Od zawsze -marzylam,zeby tam poleciec i zobaczyc te wszystkie wspaniale miejsca.Pewnie nigdy tam nie dotre,powodow jest troche…Ale dzieki Tobie- troche jakbym tam byla…,California,slonce,Aleja Gwiazd,palmy.Dziekuje.Bylo fajnie..i co z tego,ze nie wsiade na poklad zadnego samolotu swiata…:-)

  • eewelinas |

    Przepiekne zdjecia tez bym chciala tam pojechac zobaczyc to wszystko na wlasne oczy. Moze kiedys kto wie…

    • Oglądałaś kiedyś serial Beverly Hills 90210?? Kiedyś siedząc na kanapie i oglądając i popijając oranżadę z grubej brązowej butelki mówiłam sama do siebie: Boże jak ja kiedyś chciałabym tam być… i … TADAM! życzę Ci Ameryki! „Może kiedyś” – wcale nie jest tak niemożliwe jak się wydaje 🙂

  • Nie mogę się napatrzeć. Na szczęście będzie jeszcze…

  • super… wszystko.. zdjęcia – siedzę w Krakowie za oknem buro i ponuro zawodzi wiatr – a tu powiew słońca wakacji szczęśliwego rodzinnego życia … chciałam zawsze jechać do ameryki ale — echhh ,.. tak tak jak się chce — ale człowiek się odbija od scian

  • Jejku, Beverly Hills:) Jak ja zazdroszczę:) Film mojej młodości to BH 90210- chciałabym kiedyś zobaczyć to miejsce:) A poza tym ciszę z Waszych wakacji i mam nadzieję, że pomimo tylu trudności i zawirowań będziecie wspominać je miło:)) PS. Jak zwykle piękne zdjęcia:)

  • believechatyska |

    Swietny subiektywny wpis

  • believechatyska |

    przepraszam ale „uciekl” mi komentarz -:((

  • jakaś ty piękna .
    buziole
    supr, że pomimo, było super
    ps- radosnych swiąt

  • Ania z Osobiedlamnie |

    Ach to LA. Miałam bardzo podobne wrażenia, mimo, że byłam tam jakieś 10 lat temu. Dreszczyk emocji, owszem, był. Bo to LA! TE miejsca! Perełki się znalazły, Two Rodeo Drive, Santa Monica, Sunset Blvd. A z drugiej strony rozczarowanie, dla mnie miasto okazało się bardzo mało przyjazne. Kiepska komunikacja, brudno, drogo, chaos. Ale zawsze to jakieś doświadczenie, kolejna podróż, kolejne wspomnienia i zdjęcia:) Serdecznie pozdrawiam i odrobinę zazdroszczę możliwości oddychania tamtym powietrzem…

  • Jest Pani piękną osobą ! Na zdjęciach widać cudowną kochającą się rodzinę,szczęśliwe dzieci.
    Mimo tych wszystkich niepowodzeń i rozczarowań jest to kolejna przygoda życia,kolejne doświadczenia i to coś czego nie zabierze Wam nikt – wspomnienia i widoki które na zawsze zostają w głowie.
    Pozdrawiam 🙂

    • O zdecydowanie to była przygoda życia. W domu do którego za parę miesięcy przeprowadzamy się, postanowiliśmy powiesić mapę świata i oznaczać te nasze przygody 🙂 Bardzo dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam serdecznie 🙂

      • Pomysł z mapą – świetny ! Na pewno potem na stare lata miło będzie usiąść przed mapą, popatrzeć na te wszystkie zaznaczone punkty i w głowie wspominać m.in. Californię i przygody z nią związane.
        Pani blog i instagram (lonelyangel9) śledzę od niedawna,ale to wszystko wciągnęło Mnie totalnie.Raz że zdjęcia jak z pocztówek,magazynów to dwa – najważniejsze,atmosfera i miłość która wprost bije zewsząd. To wszystko jest bardzo przyjemne dla oka i ducha.
        Pozdrawiam serdecznie Pani rodzinę.

  • Iwonko muszę Ci to napisać, bo juz nie raz miałam – jesteś nieziemsko piękna kobietą, taka naturalna, delikatna. Uwielbiam patrzeć na Wasze zdjęcia, najbardziej podobają mi się te naturalne z znienacka bo są takie naturalne.
    Mimo waszych chorób i zdarzeń które się Wam przytrafiły to i tak bedzie ten wyjazd wspominać.
    Ściskamy Was mocno :*

    • Ada dziękuję Ci strasznie, ale to „nieziemsko” to przesada 😉 Nauczyłam się robić selfie! Nie widzisz jakie te miny mam sztuczne wystylizowane ;)) mąż się śmieje ze mnie z tych selfie.. jeszcze w dodatku w moim telefonie jak przełączam aparat na tryb selfie to od razu automatycznie włącza mi się wygładzanie cery hahaha. No dobrze dobrze bo na korzyść to działa ale trochę zakrzywia obraz. Ale dziękuję bardzo za przemiłe słowa i pozdrawiam serdecznie!

  • Wiesława |

    Im większa góra, tym większy dołek 🙂 Wynik zawsze musi wyjść na zero. Tak czy owak super wakacje 🙂
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze zdjęcia. Z Wami Kalifornia wydaje się bliższa 🙂
    Jakie cudo ten internet. Nie widzieliśmy się, a znamy się. Pozdrawiam serdecznie.

  • Izabela |

    Jak prawdziwy i cudny opis. Piękne jestescie i te pomadki na ustach no normalnie jak na gwiazdy przystało 🙂
    Co do wakacji to mam podobnie. Teraz wyprawa dwa dni bo autem przyjechaliśmy do dziadków. Z przygodami bo młody ma zapalenie oskrzeli i uszu. Moje dzieci maja chyba jednak cos z cyganów bo to idealne dzieci w podróży.
    Uściski dla całej waszej pięknej rodzinki 🙂

    • Iza i moje też! ciągle mówimy że to wiejskie dziołchy i jak cygany wiecznie ;)) bardzo dobrze się przystosowują do każdych warunków i po prostu uwielbiają podróże, zwiedzanie itd. Ale fakt jest faktem, że same z siebie takie nie są 🙂 ćwiczone od niemowlaka! hahaha

  • eewelinas |

    Kochsna jestes Iwonko, nie dziekuje zeby nie zapeszyc ☺ jasne ze ogladalam Beverly Hills i nawet teraz ogladam bo leca powtorki i dlatego ten Twoj wpis jest taki na czasie dla mnie ☺ pozdrowionka z deszczowej Irlandii dla Was ☺

  • Ania z Osobiedlamnie |

    Tak od rana (u mnie) mam dla Ciebie piosenkę z dedykacją:) Słuchałam jej dziś już któryś raz, i dopiero dziś „usłyszałam”: „Zanim zrozumiesz”…ale w wersji Andrzeja Piasecznego z jego ostatniej płyty.
    https://www.youtube.com/watch?v=v8x4kMN7JTo

    Pozdrawiam i udanego dnia:)

    • Aniu.. jak ja się wzruszyłam hahaha rozmazałam makijaż rano dziś tuż przed wyjściem jak odsłuchałam 😉 I niby piosenkę znam, ale tak dla mnie specjalnie ..i te słowa… dziękuję ♥️

      • Ania z Osobiedlamnie |

        Jak najbardzi9ej dla Ciebie, ale po trochu i dla każdej z nas:) Cieszę się, że się spodobała:)

  • Ja też mam w głowie obraz LA żywcem wyjęty z Bevery Hills 90210. I pewnie dokładnie takiego obrazu oczekiwałabym na miejscu, dlatego zupełnie Ci się nie dziwię. A zapominamy, że przecież tam też mieszkają ludzie, którzy bałaganią, śmiecą, spieszą się do pracy lub z niej wracają stojąc w korkach. Żyją po prostu.
    Na zdjęciach w ogóle nie widać tych wszystkich Waszych perypetii 😉 Patrząc na Was widać tylko szczęśliwą rodzinę na wymarzonych wakacjach. Z pewnością jeszcze co najmniej kilka razy będę oglądać te zdjęcia, nie można się napatrzeć!

    • No też twierdzę że nic nie widać na zdjęciach .. bo w momentach tych „szczególnych” nie robiłam zdjęć 😉 Zapraszam na kolejne zdjęcia LA już wkrótce 🙂

      • Hahaha, no tak, jakoś niefortunnie to sformułowałam, a chodziło mi o to, że po Waszych minach na zdjęciach nie widać tych perypetii chorobowych, tylko szczęśliwą, szaloną rodzinkę na wakacjach 😀 A na zdjęcia czekam, oj czekam.

  • A to dobrze Iwonko bo ja już spakowana do wylotu dom zastawiony
    , ale jak piszesz, że pupy nie urywa to olewam hahah,
    Zdjęcia naprawdę wakacyjne i Ty taka grecka bogini w tych kieckach:)

  • Marzena |

    Witam serdecznie
    Trafiłam tu kilka dni temu przez insta i… przepadłam.Zaczytuje sie w postach, czytam od tyłu i napawam sie obrazami i cieplymi slowami.Jak tu miło domowo jak przyjemnie gdy na kazdym kroku nie ma reklamy konkursu linku produktu.Nasi blogerzy wpadli w pulapke oznaczania to żywe komiksy ktorych juz dosc.Dzieki za piekne miejsce w sieci!!!

  • Nie ważne gdzie ważne że rodzinnie i z uśmiechem. Pozdrawiam

  • Iwonko,
    super, że tak pozytywnie piszesz o tych Waszych podróżach! My w tym roku poszerzeni o kolejnego synka, który właśnie kończy 5 miesięcy lecimy do Włoch tym razem w szóstkę:) Chłopaki szaleją z radości, też mają coś z Cyganów:)
    Jak zawsze zachwycasz, choć brzmi to jak banał… Zawsze śmieję się do siostry (która również ma czwórkę dzieci), że zadbana, piękna mama przy dzieciakach to wysiłek i sukces!! Tobie się to rewelacyjnie udaje!!!
    Ściskam ciepło.
    Agata

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *