miało być o śniegu i liściach…

13 listopada 2016

W Polsce śnieg, tutaj jesień.

W Polsce sanki, tutaj grubszy sweter.

W Polce dzień dobry, tutaj dobranoc…

Szeregi ludzi wychodzą na ulicę 11 listopada… który nic nie znaczy tutaj.

Pachnie inaczej wszystko, począwszy od wiosennego lasu a skończywszy na zapachu wolności.

I tak od lat.

Roztrząsam coraz mniej święta pachnące z każdego okna bigosem i początek listopada chryzantemami. Coraz mniej doszukuję morskiego wiatru nad oceanem.

Wzruszam się coraz mniej na widok sadów z jabłkami i zazdroszczę coraz mniej restauracji ze zdrowym obiadem.

Przyzwyczajam się coraz bardziej…

Zapominam coraz intensywniej.

Ale wciąż… może nie na części pierwsze ale na dwa, dzielę… uwagę polityczną, patriotyzm, święta, dumę narodową, obywatelstwo, podejście do życia, szkoły dla dzieci, wypowiadane słowa…

Wciąż nie uspokoiłam się tak do końca. Wciąż gdzieś po środku wyrasta moje bezpieczeństwo. Moje marzenia gdzieś pomiędzy układają się w pozornie(?) spójną całość..

 

I ja, gdzieś, bóg wie gdzie,

odnoszę wrażenie, że już nigdy inaczej nie będzie. Że emigracja nie tylko daje możliwości i buduje nowy dom z basenem, ale też wnosi niepokój i rani… Że świadomy emigrant będzie zawsze świadomy tego, że jego miejsce jest gdzieś,

bóg wie gdzie…

gdzieś po środku…

 

Ale to tylko czasem. Pisałam już o tym kiedyś, że to tylko czasem  nachodzą mnie te emigracyjne myśli. Tylko czasem, czyli na przykład teraz, gdy prezydentem został wybrany nieobliczalny człowiek.

Na codzień jesteśmy szczęśliwi, spełnieni i uśmiechnięci. Mamy dom, dobre szkoły, dobrą pracę, zdrowie i rodzinę o jakiej marzyliśmy. Mamy tak zwane „wszystko”.

Jednak emigracja otwiera się gdzieś w sercu co jakiś czas. I wtedy trochę boli. Boli w taki już bardziej spokojny sposób niż na początku i szybciej znika ten niepokój niż na początku, ale wciąż w głębi, gdzieś zakopany pod warstwami lepszej przyszłości i większych możliwości, istnieje. Czasem mam wrażenie że istnieje po to by w trudnych momentach uaktywnić się na złość. By było na co złożyć w momentach niepowodzeń…

 

Są ludzie którzy przyzwyczajają się funkcjonować w nowym kraju w mgnieniu oka. Nie zastanawiają się nad rzeczami nad którymi ja zastanawiałam się tysiące razy, nie analizują zupełnie. Ci ludzie mają łatwiej. Są mniej wrażliwi (lub zupełnie nie wrażliwi) na to, w moim pojęciu „gdzieś po środku”. Wiją swoje gniazda, żyją spokojnie i pytają takich jak ja, po co sobie głowę zawracam, po co jedną nogą tu a drugą tam… po co sobie życie utrudniam.

Widocznie mają swój sposób. Lepszy może. Ja mam swój.

Emigracja dała mi dom i nie tylko ten z szarego sidingu na który patrzę co dnia, ale dom emocjonalny, z dziećmi tu urodzonymi, z mężem tu pracującym, z obiadami, bukietami bzu i oknami w kratkę. Z choinką w święta. Uwielbiam być tu gdzie jestem. Uwielbiam swoje życie. Parki tu uwielbiam. I poczucie bezpieczeństwa…

Uwielbiam być obywatelką tego dobrze zorganizowanego kraju. Uwielbiam pozwalać sobie na wakacje dwa razy w roku.

Ale to nie zmienia faktu, że budzę się czasem w poczuciu rozdwojenia, że czasem rozmyślam o majowych kwitnących kasztanach i najpiękniejszych jabłkowych sadach..

 

I to nie zmienia faktu, że to wszystko dzieje się na moje własne życzenie. Życzenie bycia po środku. Życzenie życia, dzieląc wiele rzeczy i spraw na dwa.

 

 

W wasz śnieg nasza piękna, złota, ciepła amerykańska jesień 🙂

 

o02a8566 o02a8562 o02a8574 o02a8583 o02a8606 o02a8634 o02a8646 o02a8656 o02a8672 o02a8703 o02a8721 o02a8748 o02a8755 o02a8763 o02a8577 o02a8821 o02a8843 o02a8876 o02a8886 o02a8906 o02a8949 o02a8989

 

Autorem zdjęć jest Krzysztof Kuraś

 

20 komentarzy

  • Katarzyna |

    Iwonko kochana po raz pierwszy nie wiem co mam napisać 🙂 Ściskam Cię i wraz z Twoimi rozterkami do serducha tulę K.N.
    Ps. Jesteście cudowną rodziną 🙂

  • O, ja też mam taki sam sweter tylko granatowy, i też lubię go nosić z kapeluszem 🙂
    A co do emigracji, to rozumiem Twoje uczucie, choć ja chyba się szybko zaadaptowałam (mama i brat mieszkają też w USA póki co), tylko z kolei tego domu i stałego statusu jeszcze brak…
    Pozdrawiam ciepło!
    Sylwia

  • Ja nigdy nie jestem tak do końca u siebie…ani w Szkocji, ani w Polsce. Dziecko ziemi zagubionej. W Polsce mieszka babcia, kwitną kwiaty w jej ogrodzie i jabłka z tych jabłoni co tam były gdy mała byłam. Ale całe dorosłe życie spędziłam w Szkocji…tu kupiłam pierwszy czajnik, wypełniłam pierwszy formularz do urzędu skarbowego, poszłam na pierwsza wywiadówkę, pierwszy występ w przedszkolu…i tu moj dom…ale gdzieś zawsze ten niepokój z tylu głowy, te lekkie drganie w sercu. Ale jak do Polski przyjeżdżam, przytulam sie do babci pod ta jabłonią…ten niepokój, te drżenie…tylko na chwile cichną. I wracają z myślą, ze wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. A w domu znów mnie drażnią przynosząc zapach tych jabłek z ogrodu babci…

  • Czytam o Twoich rozterkach i myślę o moich. Czasem, przez ułamki chwil, chciałabym umieć być mniej wrażliwa, mniej rozmyślająca. Mniej widzieć, mniej czuć. Ale to tylko przez te ułamki. Bo tak naprawdę, te rozterki mnie samą tworzą, taka już jestem, nie zamknę myśli, uczuć, emocji. Nie odsunę, nie uciszę. Dzięki nim wyraźniej widzę nie tylko to, co mnie martwi i czego się obawiam. Ja mocniej odbieram również i radości, nadzieje, promyki. Za to siebie lubię, dlatego ze sobą mi dobrze.
    Piękna ta amerykańska jesień. Nasza już nieco oszroniona, z rękawiczkami i kotem tulącym się do progu. Pozdrowienia:)

  • Karolina S. |

    Ileż to ja razy się nad tym zastanawiałam.. mimo, że pisałaś o tym. Że jak Ty możesz być aż tak szczęśliwa będąc tak daleko od domu (i mam tu na myśli korzenie, bo swój dom masz tam, w Ameryce). I mój podziw do Ciebie jest niezmienny od tych kilku lat od kiedy Cię czytam.. mnie by było strasznie ciężko. Choć tak naprawdę mówią, że nie jest ważne miejsce a ludzie którzy nam towarzyszą i których kochamy. Kto wie? Może gdybym miała bliskich tuż obok to wszystko inne przestało by mieć znacznie???

  • Bardzo zyciowy wpis. Opisujacy emigrantke ktora od zycia ma wszystko o czym marzy a jednak pokazuje ze to wszystko nie moze byc zastapione tym co mysli jako emigrantka. To prawdziwe. Kazdy czlowiek adaptuje sie do nowego miejsca po swojemu. Sa tacy ktory latami sa sami bo nadal tesknia za tym co pozostalo za nimi i sami blokuja sie przed adaptacja wmawiajac sobie ze tu nie naleza. Lub tacy ktorzy to czuja, aczkolwiek starajac sie o lepsze zycie adaptuja mnie w mgnieniu oka. Zaczynaja zyc bo wiedza ze w ten sposob bedzie lepiej. Jest im latwiej i bez problemowo adaptuja sie w kazdym nowym miejscu, tylko to nigdy nie zmieni tego jak na prawde sie czuja, monotonne mysli o sukcesie ktory blokuje baroera bycie imigrantka, jezyk, nawet wiek i podejscie innych. A kazda droga w strone sukcesu musi byc wylozona przez kamienie i kawalki drzewa zeby bylo sie o co potykac. Mam nadzieje ze kazdy emigrant ktory sie stara bedzie mial to wszystko, bo tylko to go uratuje przed blokada. A mysli emigrantow na temat naszego miejsca nigdy sie nie zmieni. Mozemy tylko sprobowac uwiezyc w to ze tak musialo byc. Bo nie bez powodu wyjechalismy z naszego kraju. A to jest bardzo przykre.

  • Piękne fotografie! Cudna rodzina,taka pełna szczęśliwa,zdrowa. Najważniejsze że jesteście tam razem. Myślę że idealnie opisałaś sytuacje. Tu korzenie i smak dzieciństwa tam dorosłość,rodzina,spełnienie. Piękne jest to ze o kraju nad Wisłą nie zapominacie.

  • Ja przeprowadziłem się z centrum Polski zaledwie w Beskidy. Pięć lat zajęło mi przyzwyczajenie się do tego, że w rzece pod nogami mam kamienie, a nie piesek jak tam. N początku tęskniłam za różnymi rzeczami: za tym piaskiem pod stopami, za znajomą ekspedientką w sklepie… ,a za grobem rodziców chyba najbardziej. Ktoś kto jest wrażliwy zawsze będzie „pomiędzy”. I choć teraz znalazłem swoje miejsce na ziemi, to moje korzenie zostały w małym miasteczku niedaleko Warszawy razem z grobem rodziców, razem z rodzinnym domem, który stoi pusty, a jakoś nie mamy serca go sprzedać, bo wciąż nam się wydaje, że za wcześnie. I wierzę, że choć Ci tam dobrze, to przychodzą momenty w których coś drgnie w sercu i żal. A to Twoje „pomiędzy” musi być o wiele bardziej dotkliwe niż moje, bo Ameryka to nie Beskidy. I jeszcze jedno: patrzę na Twoją Córkę w tych spodniach z dziurami na kolanach i się uśmiecham, bo moja 14-latka biegała dziś z identycznymi dziurami:) Ściskam:)

  • W cudowny sposób ubierasz Iwonko myśli w słowa. Bardzo podobnie do Ciebie odczuwam swoją emigrację.

  • Iwonko, niezwykle stylowo wyglądasz w tym kapeluszu! Jak hollywoodzka gwiazda 🙂 Zdjęcia piękne, klimatyczne, jak zawsze zresztą. Mimo że nie jestem emigrantką, chyba wiem, o czym mówisz. Zawsze wydawało mi się, że nie mogłabym żyć w innym kraju. Że tę Polskę mam wytatuowaną w głowie i w sercu. Jestem polonistką, przez wiele lat uczyłam języka polskiego, więc mam naprawdę szczególny stosunek do tego, co polskie. Mój mąż przez wiele lat mieszkał i pracował w Irlandii, ale w końcu wrócił do kraju i tu się spotkaliśmy. Na początku naszego wspólnego życia pojawiła się na chwilę myśl, żeby wyjechać do Irlandii, mojego męża chcieli znów mieć w tamtejszym miejscu pracy. Ale ja wtedy powiedziałam, że nie, że ja nie wyobrażam sobie życia na obczyźnie, że co ja tam będę robić ze swym kulawym angielskim, że rodzice coraz starsi będą nas potrzebować itd. Mąż zgodził się ze mną i zostaliśmy. I jakoś nam się żyło mimo wszystkich absurdów i słabości polskiego państwa. Urodziła nam się córeczka, kupiliśmy upragniony dom na wsi. Niestety, to co od niedawna dzieje się w Polsce, zaczęło nas niepokoić na tyle, że pojawiły się w nas myśli o emigracji. Na jakąś szkocką wysepkę albo na Wyspy Owcze, albo już nawet do tej Irlandii. I ja, która kiedyś dałabym sobie rękę odciąć, że nigdy z Polski nie wyjadę, dziś jestem tego coraz mniej pewna. Ja, która dorastałam w PRL-u (jestem Twój rocznik, Iwonko), przetrwałam czas transformacji ustrojowej, skończywszy 40 lat, po raz pierwszy czuję, że moja wolność jest w Polsce zagrożona. Jeśli to zagrożenie będzie eskalować, nie chcę takiego życia, takiej przyszłości dla siebie i mojego dziecka. Smutne, ale prawdziwe. Nie wiem tylko, czy byłabym w stanie żyć na obczyźnie, czy nie zżarłaby mnie tęsknota, depresja. Nie wiem. To na pewno bardzo trudna decyzja. I być może niektórym po prostu pisane jest – jak Tobie – to ciągłe rozdarcie między tam a tu, to życie pomiędzy dwoma światami. A ja choć w Stanach nigdy nie byłam, też bardzo się niepokoję przyszłością USA pod rządami człowieka nieobliczalnego (dokładnie tak samo go postrzegam) i przyszłością świata, bo wiadomo, jak ogromny wpływ na losy świata ma USA… Pozdrawiam serdecznie, Iwonko! Cieszę się, że znów częściej piszesz. Czytam Cię od jakiegoś czasu, ale nie zawsze uda się komentarz zostawić.

  • Tyle mądrych komentarzy, co tu dodać… Też czasem wyobrażam sobue, co by było, gdybym została tam, w Ameryce na dłużej, na zawsze… Nigdy się tego nie dowiem, ale wydaje mi się, że nie dla mnie rozdarcie, nie dla mnie takie rozterki, nie dałabym rady… Tym bardziej podziwiam tych, którzy tak potrafią. Pozdrawiam! A zdjęcie z całusem the best!

  • Czasami myśle co by było gdybym została w Polsce . Mając 18 lat wyjechałam do Grecji to tam założyłam dom , urodziłam syna . Ale zmiany jakie zaszły w tym kraju zmusiły nas na opuszczenie go i przeprowadzki do Francji . Polska to moja ojczyzna i moje wakacje które co roku tam spędzam z dziećmi . Ale któż to wie czy nie wrócimy tam któregoś dnia . Sytuacja jaka się dzieje na świecie jest nie ciekawa a to daje dużo do myślenia . Mimo ze nie mieszkam w Ameryce to tez nas niepokoi wybrany prezydent . Mam nadzieje ze rządzący w każdym kraju opamiętają się . Pozdrawiam z pochmurego Paryża . Ps zazdroszczę wam tak cudownej jesieni

  • Znam to uczucie.. troszeczkę, bo jednak tylko lat za granica i nigdy na stałe… Życzę Ci, aby z każdą chwilą Twoje poczucie bezpieczeństwa tam w Ameryce wzrastało i aby nie zaburzył go żaden szalony człowiek (a może da się jeszcze ucywilizowac? a gdyby nie… to cudownei jest mieć świadomość, że możecie zawsze do tych sadów polskich wrócić!
    Zdjęcia cudne, wspaniałe masz córy!!! 🙂
    Zazdroszczę złotej jesieni, u nas prawie nie było….

  • widzę Wasze szczęście,w tych oczach z fotografii, w spojrzeniach jak jedno na drugie spogląda, w usmiechach, w beztrosce na spacerze. Kiedy jesteście tak dla siebie. A odnośnie emigracji. ja czasem też tak odczuwam, choc żyję w swoim ojczystym kraju. Ale z dala od domu rodzinnego. 90 km mnie dzieli, a czasem wydaje mi się że milion i więcej nas dzieli. Czasem myślę, żeby rzucić to wszystko, sprzedać dom i nowy znaleźć tam obok tego rodzinnego. Ale to tylko myśli …

  • Ja juz 16 lat w Stanach I jak ty, mozna powiedziec mam wszystko, ale jedna te rozterki co jakis czas przychodza I chyba zawsze juz tak bedzie. Tesknimy za dziecinstwem,mlodoscia czyms czego I tak dzisiaj tam nie mielibysmy. Jak mnie ogarnia emigranca tesknota to wiem, ze jets mi zle ale wiem tez ze napewno gdzies na swiecie sa miliony ludzi, ktorzy zamieniliby sie na moje zycie, zawsze sie teskni za tym czego nie ma. Pozdrawiam!

  • Rozumiem rozterki, chociaż emigrantką nie jestem. Dobrze, że to tylko chwilowe!!
    Zdjęcia cudowne i Wy piękni wszyscy.
    Uwielbiam czytać Twoje posty i komentarze pod nimi! Uwielbiam…
    Pozdrawiam

  • Witam Iwonko, uwielbiam oglądać Twoje zdjęcia i czytać Twoje wpisy. Jesteście cudowną i kochającą się Rodziną.
    Moim marzeniem jest zwiedzić Amerykę, albo chociaż jej część, a wiem że marzenia się spełniają, więc może kiedyś…
    Pozdrawiam Basia 🙂

  • Witaj Iwonko, bardzo lubię czytać, gdy piszesz o Ameryce. Dla mnie to zawsze była taka ziemia obiecana, choć nawet filmy jednak pokazują, że można mieć tam jak w raju ale też utknąć w zaklętym kręgu biedy i beznadziei. Ale ty zawsze piszesz coś co mi się podoba, bo moż tego najbardziej mi w Polsce brakuje. Poczucia bezpieczeństwa. Nie ma dnia bym się nie bała jutra, bym mogła planami, myślami wybiegać w przyszłość. I zawsze się zastanawiam, co jest w tej Ameryce takiego, że Ty to poczucie bezpieczeństwa masz. Szczególnie, że gdy się dobrze zastanowić, to obiektywnie wesoło nie jest. Sama Leah (znasz jej blog)pisze tak:

    http://polonization.pl/dont-complain-about-your-26-days-off-social-benefits-in-poland-vs-the-u-s/#comment-1882

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *