krótka rozprawa o łasce bożej

IMG_9501
Bo jak to w życiu jest. Raz lepiej a raz całkiem nie. I chwila czasem człowieka zaskoczy. Najczęściej zaskakuje w sumie.
I wczoraj było tak inaczej, słońce nad głową i niebo niebieskie jak w Rzymie. I trawa pachniała i choć trochę wypalona, szczęściem malowana mocno była zielona. 
I dzieci tańczyły skocznie i takie ukojenie radości, spokojne serce i uczucie, że wszystko jest jak należy. Wczoraj to było. A potem jedna mała chwila i z trudem oddycham i z trudem powstrzymać mogę rozpacz. 
I czy na pewno ode mnie zależy tak wiele? Czy na pewno ja kuję swój własny los? To skąd te nagłe przypadki? Skąd te czyhające chwile na nasze szczęściem owiane dni?

I wczoraj był dzień i dzisiaj jest dzień. Tak samo upalny i tak samo pogodny. Trawa kolor zmieniła jednak. Zielona jest dużo mniej.
Czy życie jest, tak zwyczajnie JEST? A my mu tylko domalowujemy swoim stanem duszy i umysłu całą resztę?  
 
Bo nieszczęścia spadają na nas. I te gromy z jasnego nieba rozbijają w drobny mak nasz słodki, zwykły dzień. A mając te swoje zwykłe dni, ciągle marzymy o więcej, o lepiej, o pokaźniej… Szukamy szczęścia ostatecznego, które jak się potem okazuje było w nas tamtego dnia. Tylko, że już dnia tamtego nie ma.
I gdy nieszczęście rozwija nad nami swój płaszcz, dopiero wtedy szczęście wczorajszego dnia zaczyna mieć znaczenie. Zostaje rozpoznane. 

Chciałabym więcej doceniać w życiu, niż chcieć. Chciałabym przesunąć horyzonty własnego umysłu.. by dostrzegać radości, których radościami nie nazywam, by widzieć piękno w rzeczach nie tak pięknych na co dzień.. by nieszczęścia spadającego jak jasny grom nie traktować jako konsekwencji własnych pomyłek. Bo nie zawsze tak przecież jest.  

Nieszczęście. Zdarza się. Każdemu. Zdarza się nieprzewidziane i z niczyjej winy. Zdarza się dobrym ludziom i złym. Świadomym i nie. Bo tego żadna świadomość życia nie zmieni, że gromy czasem z nieba spadają na nasze mądre i doświadczone głowy… i na nic tu siła mądrości. Na nic. Tu tylko pomóc może czas. 
IMG_9505
i.w.
Wszystkie zdjęcia i treści zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa. Zgodnie z Dz.U. z 1994 r. Nr 24 poz.83 mam prawo do ich ochrony i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie.


17 komentarzy

  • Iwonko…..mam nadzieję ,że wszystko dobrze….tak jakoś smutek mnie owionął….Niestety pamiętaj,naszym życiem także rządzi czas i przypadek…nie zawsze na wszystko mamy wpływ….choć bardzo byśmy chcieli..ściskam mocno:)))

  • to taka rozprawa o tym naszym wplywie i niewplywie i jak z chwili na chwile moze zmienic sie twoj swiat… narazie wszsytko w porzadku. zbyt osobiste to sprawy wiec nie bede wnikac juz 😉 dzis juz dzien znow przybiera odpowiednie odcienie 🙂

  • Podoba mi sie, jak zakonczylas swoje rozwazania – takie krotkie i prawdziwe: „Tu tylko pomoc moze czas”. Zawsze to sobie powtarzam, kiedy moj swiat wali sie na glowe. W zaden sposob nie przemawiaja do mnie argumenty typu: Inni maja gorzej. A wrecz irytuja. Kazdy mierzy wlasne problemy wlasna miara. I indywidualnie wiele czasu musi uplynac, by znowu trawa nabrala koloru – czasem dzien, czasem rok czy nawet lata. Ale najczesciej czas to blogoslawienstwo 🙂 Pozdrawiam.

    • Ja nie uwazam, ze czas rany leczy. Ja uwazam ze czas daje nam mozliwosc spojrzec na cos bardziej obiektywnie.. nabrac dystansu.. i tylko tak on dziala na mnie. Bo ciezkich ran to i zaden czas nie uleczy. Zawsze bedzie bolalo, tylko im pozniej tym troche inaczej. Moze nawet nie mniej, po prostu inaczej. I tak to prawda! Kazdy ma inne granice i horyzonty. I kazdy ma inna miare. I nie tylko czasu, ale wszystkiego. Dziekuje ci za piekny komentarz.

    • Czas nie leczy ran…dokładnie jest jak piszesz.Moich nie wyleczył.Patrze obiektywniej..dystansu wciąż nabieram.Potrzebuje jeszcze więcej czasu.Boleć będzie zawsze.Zastanawiam się tylko czasem dlaczego mnie te rany przyszło leczyć..

    • Każdy się zastanawia.. każdy pyta : dlaczego? .. to normalne.. ale ja staram się zawsze odpowiedzi szukać w sobie i moich wyborach. To one lepią nasze życie i to my jesteśmy za nie odpowiedzialni.. oczywiście nie poddaję w wątpliwość nagłych tragedii.. bo one też są i wtedy to pytanie: dlaczego? nabiera innego zupełnie znaczenia. Pozdrawiam CIę wierna czytelniczko :-))

  • Wiesz… Zawsze wtedy przypomina mi się Magdalena Prokopowicz, założycielka fundacji Rak and Roll, dziś już świętej pamięci… Ale radość a jaką przeżyła 8 lat brania się za barki z chorobą nowotworową i w tym kilka lat macierzyństwa i jej „Łep do słońca” – to sobie myślę, że naprawdę wiele zależy od nas, bardzo wiele. Wiem, że przypadek i zdarzenia i chwile bywają okrutne, że nikt nas w życiu nie przygotował na to jak najlepiej i z uniesioną głową radzić sobie w sytuacjach które od nas nie zależą… Ja od wczoraj czekam na syna, który nie może dolecieć do domu za sprawą okoliczności… I mam w sobie żal i złość, ale wiem, że to minie, jak wiele innych rzeczy, że opadnie kurz emocji i wyjaśni się to i tamto, a czasem niepokój zastąpi cisza i wyjaśnienie, które rozwieje też pierwsze bolesne obawy. Bo taki to przyjaciel wszystkich smutków ten Pan Czas. Ma dobry, ciepły płaszcz i koi wiele trudów, ale na to potrzeba poczekać…
    Człowiek taki jest pozbawiony nieraz grubszej skóry na te niepowodzenia, na te niepewności, na te trudy przejściowe, a one mijają i trawa się dalej zieleni…
    I znów można odetchnąć i uspokoić oddech i mniej chcieć, a więcej widzieć 🙂
    I tak w kółko
    Przytulam słowem i dobrą energią 🙂

    • Dziękuję! Bardzo! Dlaczego ty nie piszesz bloga o życiu?? Przecudownie się czyta ciebie! Zawsze twoje komentarze dają tak bardzo do myślenia! Życzę ci wyjaśnienia sytuacji z synem… u mnie ok.. ja się bardzo szybko podnoszę. Kiedyś chyba tak nie było.. a może było tylko nie wiedziałam.. Ja szybko szukam zawsze rozwiązań.. jak się coś zdarza, mam chwilę na załamanie a już w kolejnej chwili myślę jak tu szybko coś zrobić, żeby sytuację, rozwiązać, poprawić, uspokoić.. Nie mogę siedzieć i płakać i czekać.. muszę kryzysy i niepowodzenia przechodzić w ruchu.. Trzymam kciuki za synka. I dziękuję jak zawsze za piękne słowa.

    • Wrócił 🙂
      Ja mam taką emocjonalną naturę, że impulsy te pierwsze mnie zapalają, a potem dopiero się wyciszam 😉 Nie wiem, czemu nie piszę tak na blogu, bo chyba nie umiem… Umiem odpisać – komentarze troszkę traktuję jak rozmowę. Wiem do kogo kieruję słowa, czytam uważnie i odpisuję 😉 Inaczej jak dodaję nowy post za założenia „o malowaniu” – i jakoś tak wyszło, że w komentarzu umiem napisać, na blogu „mniej” :)))
      Ale widzisz… Najważniejsze, że rozchodziłaś i rozwiązania zawsze się znajdują. I znów ten czas, czas, czas… To też oklepane, że on leczy rany i koi smutki – ale prawdziwe.
      I nie życzę, żeby tych trudów było jak najmniej, tylko, żebyśmy sobie z nimi jak najdzielniej radziły, bo trudy będą są nieuchronnością życia. Mam do tego też inną refleksję, że czasem niepowodzenia są po to, byśmy dostrzegali piękno dobrych zdarzeń przez pryzmat złych. Może gdyby człowieka spotykały tylko te ‚dobre’ nie ceniłby ich należycie…
      Uściski

  • Niestety masz rację… te złe nowiny nie raz spadają jak grom z jasnego nieba. Oby takich chwil jak najmniej w naszym życiu!

  • Och…. Dopiero zobaczylam te slowa smutne..
    Przypadki, wypadki, choroby, nieszczescia… to spada na nas jednego dnia i potem juz nic nie jest takie samo.. I tak, nie mamy na to wplywu czesto zadnego.. Mamy natomiast wplyw na to jak to przyjmiemy. jak sobie z tym poradzimy , i jakkolwiek gorzko to brzmi, jak ta nieuchronnosc wypadkow wykorzystamy dla siebie.
    I jest jeszcze nadzieja, ktora ja wierze.ze zawsze trzeba miec! Trzeba sie jej lapac w okruchach i gdzie sie tylko da. I w sutuacjach, ktorych nie kontrolujesz masz jednak kontrole nad nia. Twoim wyborem jest nadzieja lub jej brak. Nadzieja taka do samego konca, czasami naiwna i wbrew logice. Bo czasami tylko nadzieja zostaje i wszystko co mozemy zrobic to ja miec….Dla siebie czy innego czlowieka… Zeby powiedziec potem, ze zrobilo sie wszystko.. Bo brak nadzieji to poddanie sie…
    Wszystko bedzie dobrze kochanie! To takie slowa wkurzajace i oklepane i pamietam jak czesto sama sie denerwowalam jak je slyszalam.. ale dzisiaj wiem jak bardzo sa madre !I jaka maja moc i ze moga zdzialac cuda. Bo tak wlasnie trzeba mowic i myslec!
    I powtarzac jak mantre .

  • Dlatego warto cieszyć się i doceniać drobiazgi, codzienność niezwykłą bo tak naprawdę nigdy nie wiemy co przyniesie nam jutro. Z czym przyjdzie nam się zmierzyć… Pozdrawiam cieplutko:)

  • Czytam Wasze komentarze… i myślę… że dlatego oglądam takie filmy jak np „róża”. Po seansie w kinie nie wiedziałam jak wróciłam do domu. Wyłam do 4ej nad ranem i nie potrafiłam nawet do dziecka wtać. Ale następnego dnia wstałam, otrząsłam się i cieszyło mnie wszystko. To, że woda z kranu leci, że sąsiad Skalodów zapuścił, że jem jabłko… Wszystko.. Bo tragedie przychodzą. Małe lub większe, ale jesteśmy i tak cholernie szczęśliwymi ludźmi. Film polecam. To taki, który pamięta się do końca życia.

    • Co do tego filmu… Przyszła całkiem niedawno do mnie starsza kobiecina.. Jako że pracuję w aptece, ruchu nie ma, więc jest czas na pogaduchy. Realizuję receptę, patrzę na pesel – rocznik 1922. Babuszka przyszła o laseczce. Szybko przeliczam, miała 17 lat jak wybuchła wojna.. o matko!! Pociągnęłam temat, że nie wygląda, że to nie kurtuazja, a ze szczerego serca.. Zaczęła mi opowiadać, o Rosjanach z czasów wojny…A że zdarzyło się to rano, więc do końca dnia miałam tylko jeden obraz w głowie… Wracając do domu ryczałam jak oszalała.
      Takiego filmu się nigdy nie zapomina.. A co, kiedy obraz który jest dla nas filmem, dla niektórych jest przykrym wspomnieniem?

  • Bardzo ciekawy blog, zamiast wykorzystać czas spania mego Synka i posprzątać mieszkanie – zaczytałam się 🙂 Pozdrawiam i zapraszma do mnie

  • Bardzo mądra i głęboka refleksja.
    Rzadko się nad takimi sprawami zatrzymujemy. Chyba, że doświadczymy jakiejś straty. Zamyśliłam się.
    Dziękuję

  • Dzisiaj trafiłam na ten blog i ;;; wpadłam po same uszy.
    Mam dreszcze jak czytam kolejne wpisy, trudno znaleźć słowa aby opisać stan mojego ducha gdy wczytuję się w kolejne tematy. Po prostu odbieram te teksty całą sobą, wręcz organicznie. Iwono, jesteś bardzo wrażliwą osobą i potrafisz ubrać w słowa taką delikatną sferę jaką są uczucia, nasze przeżycia, emocje.
    Już wiem, że będę stałym gościem czekającym na kolejne bardzo głębokie ale nie patetyczne tylko zwyczajnie ludzkie przemyślenia. Podziwiam Cię za wrażliwość i dziękuję, że się nią dzielisz z innymi duszyczkami. Szczerze pozdrawiam.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *