New York, New York

New York. Miasto żyjące wiecznie. Pomieszanie dnia i nocy. Taniec świateł i powietrze specyficzne w zapachu. Takie z amerykańskim „humidem”. Niby ciężkie i klejąco- wilgotne.. jednak ja czuję się tam lekko.
Wolność. Tak zdecydowanie jestem wolna w NYC.
Ludzie są wolni. Każdy idzie po swojemu. Śmieje się po swojemu. Wygląda mocno po swojemu. A nikt nie jest zdziwiony. W zasadzie niczym zdziwiony nie jest. Ja nie wiem czy to dobrze, czy może nie. Ale napewno dzięki temu czuć tę wolność w powietrzu.
Nie chciałam tam mieszkać – za głośno, za gwarno, za szybko jak dla mnie. Za mało przystanków codziennych na pomyślenie o rzeczach ważnych i tych błahych. Za dużo stania w korkach i upychania samochodu na parkingach. Mój mąż tęskni czasem. Coś w sobie ma to miasto. Przyciąga. Nawet jak lubi się je średnio 😉

Ponad 8 milionów ludzi. 800 języków używanych na co dzień. Wszystkie odcienie skóry. Można nawet spotkać Albinosów.
Ludzie mili, pomocni. Każdy uśmiechnięty. W przeciągu godziny spędzonej w NYC co najmniej kilka razy usłyszysz „hi”. Odpowiadasz z uśmiechem. To miłe. Takie bratanie się z przechodniami.. na krótką chwilę wymiana spojrzenia i uśmiechu.
Lubię tam czasem pojechać. Dotknąć wzrokiem tych charakterystycznych punktów. Moich dawnych punktów. Mieszkaliśmy tam parę miesięcy.
Wyjechaliśmy bo ja czułam pod skórą gdzieś, że nie tylko ubiór i kolor ścian, ale także miasto, w którym się żyje musi współgrać z Tobą. Nie tylko wizja pieniędzy, ale codzienne poranki i długie wieczory mają znaczenie. Nie tylko dostęp do cudów nowojorskich ale też zapach świeżej trawy, żółte liście spadające na głowę we wrześniu. I tak mam swój świat w Pennsylvanii. A wycieczki do Nowego Jorku i tak zawsze cieszą całą naszą rodzinę:-)
Nasza ostania wycieczka do miasta z nadgryzionym jabłuszkiem.
Most Verrazano Bridge. Słynny, nowojorski most o długości 1300 metrów.
Jeden z ukochanych obiektów mojego męża, który prawie że nas zmusił do tych zdjęć w silnym wietrze 😉 Ale chyba było warto 🙂
2
1
5
Spódnicę kupiłam w polskiej firmie Kids on the Moon Bardzo fajna jest 🙂
i.w.
Wszystkie zdjęcia i treści zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa. Zgodnie z Dz.U. z 1994 r. Nr 24 poz.83 mam prawo do ich ochrony i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy.

52 komentarze

  • oczywiście, że przeczytałam! Wstałam rano i i tak miałam przyjść i pytać czemu mnie na tak długo zostawiacie bez słów Miłe Panie (I & J i J – hahaha), a tu niespodzianka. Łyknełam bez kawy, potem z kawą, a potem nie mogłam przestać gapić się na Ciebie w tutu w butach nude z widokiem na MOST, czemu taka „mała sesja” chcę więcej zdjęć, więcej i więcej hihihi
    A z worka przemyśleń… Ten urok uśmiechu ludzi, to jest coś czego brakuje mi np w większych miastach w Polsce… Pamiętam to jeszcze sprzed wielu, wielu lat, jak mieszkałam w Rzeszowie np – potrafiłam jechcac autobusem i ludzie się UŚMIECHALI, a np jak drugi raz wsiadałam do tego samego autobusu i spotykałam kogoś, z kim już kiedyś jechałam to mówiliśmy sobie „dzień dobry”, albo cześć, albo skinienie głowy z uśmiechem, coś czego np ZAWSZE mi brakowało w Warszawie… Takiej życzliwości ludzi wobec siebie jakiejś 😀
    Oczywiście w mniejszych społecznościach ona jest, ba… Bywa nieraz dokuczliwa, ale jak potrzebna. Taki dobry kontakt, takie jak piszesz „HI” potrafi podnieść skrzydła w chmurny dzień! Ale wiesz… Napisz kiedyś więcej o Pensylwanii, tak bardzo i szczerze ciekawam jak dokonałaś tego wyboru, co Cię ku niemu skłoniło, czemu tam… Co przyciąga, co Ci bliskie, czy np nie brakuje Ci „polskiej kiełbasy” hahaha
    (ostatnio jak mój syn jechał do polaków mieszkających na stałe w holandii wypchałam mu pół plecaka kiełbasami, bo im TAK BYŁO TĘSKNO…)
    I wiesz… Dziękuję CI za tego bloga Twojego :)*

    • Och Marysiu jak zwykle tak pięknie piszesz i długo :-)) i tak mnie te Twoje słowa uskrzydlają zawsze 🙂 i dodają mi odwagi 🙂 CO do zdjęć to ja zawsze myślę, że ich za dużo ;-)) Mam więcej i za dzień lub dwa opublikuję je w zakładce „kobieca strona życia”, którą ostatnio baaaardzo zaniedbuję ;-)) Ale mam remont w domu i to jest moje najsprytniejsze usprawiedliwienie 😉
      Kiełbasy bardzo brakowało .. no i dnia pewnego.. mój mąż z Julitki mężem postanowili sami zrobić kiełbasę :-)))) i szynki i takie tam :-)) z pomocą Julity teściowej, która się na tym zna 🙂 Pyszne wszystko wyszło 🙂 Ale mamy też sklepy polskie gdzie mogę kupić krakowska suchą moja ukochaną i różne inne kiełbasy i sery 🙂 Ja jestem nabiałowcem.. bez mięsa mogę żyć.. bez serów nie dam rady!! 🙂 na szczęście mój ulubiony Edam Rycki mają w naszej Philadelphi 🙂
      Dziękuję za pomysł na nowy post :-)) co mnie skłoniło żeby tu .. żeby do Pennsylvianii.. nawet nie wiesz jak prosta jest odpowiedź!! :-)) Julitka moja kochana tu mieszkała 🙂 to i NY już był mniej piękny jak ona daleko 🙂 Dziękuję Marysiu za odwiedziny 🙂 Jak kiedyś się do nas wybierzesz .. może .. wiesz różnie to życie się toczy 😉 to oczekuję plecaka kiełbasy :-))))))

    • Wiedziałam, że na pohybel te słowa piszę!!! O tej kiełbasie, bo nie wiem, czy mi walizki by na lotnisku nie zatrzymali za szmuglowanie mięs hahaha 🙂
      Ale tak, tak napisz o tym początku. Że Julitka… No to tak, ale to byłby taki nostalgiczny troszke temat i wzruszny pewnie (a ja nie umiem tak mniej, bo wiesz ja bym i więcej napisała, a się poskramiam – w dodatku to mnie zawsze poruszają te wpisy i ja je przeżywam!)
      Potem mi te zapłakane łoczy bledną! hihihi :))))))))

    • A spróbuj Maryśka lecieć beze mnie to Cie znajdę w tej stolicy i uduszę! Wiesz, razem to i do plecaka więcej kiełbasy i żuru zmieścimy 🙂 Mi też mało tych zdjęć. Buty nude.Tak, nude. Pięknie z tą spódnicą się komponują. Ja to tak łykam te ich Amerykańckie posty, że szok. Choc tylko krótką notkę zostawiam to zawsze po kilka razy czytam i patrze i zerkam..

    • Jak ja sobie taki nasz lot wyobrażam… to się może źle skończyć hahaha
      Masz rację co dwie walizki – to nie jedna! I obiecuję, że nawet nie pomyślę bez Ciebie. Słowo Maryśka ♥
      I chociaż Ameryka mnie nigdy nie „ciągła” nigdy nigdy nawet nie była na mojej liście podróży, to ONE mnie ciągną… Przyznaję…

    • NO to widzisz Maryś.. zapisz sobie w swoim pięknym notesiku, że do listy krajów do odwiedzenia dołączasz USA :-)) A mięs nie wolno w ogóle przewozić!! ale obiecałaś wiec rozumiesz ;-)) ja będę czekać wiesz .. a ty tam się martw co z tym fantem począć ;-)) Już widzę jak wraz z Julią motacie się z Rzeszowską w ręku i wymachujecie Panu z kontroli… no tą Rzeszowską wymachujecie ;-)) Oj już to widzę, widzę okiem wyobraźni 🙂

    • Julka dziękuję 🙂 Za to że jesteś 🙂 i że łykasz posty Amerykańskie ;-))

  • Warto warto zdjecia swietne Ty i tuty Piekna,mala Boska:* a Ja coraz bardziej boje sie czytac Twego bloga,tego ze znow tak jak 7 lat temuspakuje walizke i bede u Was, Ameryka moje marzenie,pamietam jak prosilam mame i babcie by do wuja Stasia napisali o ta wize,a teraz wizy miec nie musze…ale teraz dziecko mam,meza mam,psa mam i ta moja Ameryka pozostaje moim marzeniem…takim chyba juz nie do spelnienia choc kto wie…Pisze wczoraj ja swoj post,ktory znow nie na temat schodzi, lzy mi leca,a maz mowi nie placz jak nie Polska to gdzies indziej odbijemy,usmiecham sie i mowie teraz nie za Polska,teraz tak ze szczescia…i wiesz co chcialabym o tej mej Irlandii pisac tak ja Ty o swojej Ameryce,ale zle mi tu cholernie dusze sie….a dusza ma krzyczy do domu, i choc dom moj tu…zle mi coraz bardziej…Za chlebem tu jestem i lepszym zyciem dla mojej Marcysi…ale czyz nie mozna miec tego lepszego zycia,gdzie indziej niz w tej wiecznie zapyzialej i placzacej Irlandii?!Slonca mi dajcie i blekitnego niebia !a i tu bede z geba usmiechnieta chodzic;) miej sie na bacznosci Aneryko bo nadlece dnia jednego;)

    • Paulinko kochana fajna dziewczyno 🙂 serce i rozum nie zawsze idą w parze. Rozum mówi: Irlandia, serce: może co innego, oby nie Irlandia. A ty w całości jako Paulina musisz podjąć decyzję.. no i jesteście w Irlandii … po lepsze życie dla was i waszej pięknej Marcysi.. Ale wiesz mi się wydaje, że lepsze życie często czeka nas tam, gdzie nie domyślamy się że czeka.. a może któregoś dnia jednak pokochasz swoją Irlandię, a może wyjedziesz do Niemiec, Włoch, Ameryki.. wszystko w Twoich (i męża) rękach. O wszystkim decydujesz Ty. I ja jestem pewna, że jak poczujesz mocno, że to ta chwila, to zrobisz jakiś krok 🙂 Do niczego jednak ja bym siebie samej nie zmuszała.. czasem nadchodzi chwila.. i czujesz wtedy, że czas na zmiany. I wtedy w jednej chwili niemożliwe, bo dziecko, bo pies, bo dom.. staje się możliwe. W jednej krótkiej chwili. A może pokochasz Irlandię, tak jak ja Amerykę.. Ja Ameryki nienawidziłam przez 2 lata, potem lubiłam mało, potem tak już prawie ok.. aż w końcu.. mówi się, że jedyne granice są w nas samych. Może to i ma sens :-)) Życzę Ci szczęścia Paulinko 🙂 I jeszcze CI powiem (choć nie lubię tak brzmieć doradczo), że jak Ci tak baaardzo źle.. rzucaj to w.. i przybywaj do Ameryki :-))

    • czyli tak jak ja i mój mąż…z Irlandii, z przystankiem w Polsce – będe niedługo w Kanadzie…. ale czy na dobrze, czy to właśnie to? nigdy nie wiemy…
      Zdjęcia piękne, a NY to będą moje pierwsze wakacje, jak już wrócę do pracy i na wakacje zasłuże:)

    • OOO to super :-)) NO nigdy nie wiemy.. ale gdybyśmy wiedzieli, to nie moglibyśmy uczyć się sami od siebie. a to już by była wielka strata 🙂 Życzę wam spełnienia 🙂

  • lubię takie drobne gesty,uśmiechy….ale bardzo n ie lubię dużych miast…kocham ciszę…. Iwonko..jakie wy jesteście piękne…no napatrzeć się nie mogę:)))))

  • Jakie Wy piękne jesteście! Ten wiatr… ten most… zdjęcia fajne!
    Podziwiam Cię że tak pięknie potrafisz opisywać rzeczy zwykłe ale niezwykłe. I te decyzje życiowe, które podjęłaś… ja jestem chyba bardzo młoda emocjonalnie, tak mi się wydaje:)
    W takim dużym mieście to ja w ogóle nie potrafiłabym się odnaleźć. Ale chyba fajnie tak od czasu do czasu poczuć ten klimat i zobaczyć tych wszystkich ludzi, śmiejących się i pędzących… Tak pięknie opisałaś dlaczego wyjechaliście! Aż mi dech zaparło!

    • Dziękuję Ci Iza za komentarz i komplementy ;-)) A ja myślę, że ty mało w siebie wierzysz!! I że potrafiłabyś o wiele więcej niż Ci się wydaje 🙂 Masz chęć w sobie, bo ja to dostrzegam, a to już wielka część sukcesu 🙂 Życzę Ci powodzenia w zdobywaniu kolejnych szczytów 🙂 I uwierz w siebie!! 🙂

  • Sesja piękna, ale nie ma co się dziwić, jak takie urocze modelki pozują. 😉 A NY jest niesamowitym miatem. Po 2 latach życia tam, tęsknię za nim bardzo. Czasami oglądam zdjęcia i przypominam sobie moje ścieżki, które tam wydeptywałam. :)))

  • Piękne zdjęcia, a ten most marzy mi się zobaczyć:)
    Moja mama tam była i opowiadała mo dużo jak tam jest, miałam wtedy 10 lat.
    Teraz w NY mieszka moja kuzynka i może uda mi się ją odwiedzić.
    Córki urocze, jak słodko wyglądacie!

  • Ale pięknie… Jak ja marzę by poczuć ten klimat, tą wolność, ten zapach i tych ludzi wszystkich… Aż już przenoszę się tam w wyobraźni i chodzę sobie powoli tymi ulicami, chłonąc to wszystko całą sobą… Dziękuję Ci za te zdjęcia i ten spacer choć wirtualny to jakże prawdziwy. I teraz powoli wracam do swojego domu, do Sopotu, do swojego miejsca na ziemi bo przecież właśnie te powroty są najważniejsze ale kto wie, może kiedyś spotkamy się na którejś z dudniących życiem ulic NY:)

    • No kto wie.. kto wie 😉 Tylko wstaw może więcej swoich zdjęć bym Cię mogła poznać w tym tłumie 😉 Sopot to też cudowne miasto. Jedno z piękniejszych w Polsce.. może kiedyś potkamy się na jednej z ulic 😉 kto wie 🙂

    • Zawsze jak coś to ja będę Cię w tym tłumie wypatrywać z uwagą, zdjęć kilka widziałam więc myślę, że poznam. Jak ktoś będzie szaleńczo do Ciebie machał i w ramiona Ci się rzucał to nie uciekaj, to mogę być ja:D

    • hahahaha no czyli że od dziś poddaję się uściskom obcych na ulicy ;-)) Ciekawe co na to mój mąż? 😉

  • O jak ja Ci zazdroszczę tej Ameryki. Nie wiem czy chciałabym mieszkać tam na stałe, ale na pewno chciałabym ją zwiedzić. Choć pewnie gdybym ją zwiedziła to chciałabym tam zostać.. Buty do Tutu masz boskie. Pasjują idealnie. I ten wiatr, dodaje dużo charakteru. śliczna jesteś dziewczynka moja Iwonko!

    • Och dziękuję Julka 🙂 A butów to się naszukałam ooo matko.. i byłam średnio zadowolona ale teraz już mi się podobają 😉 Zobaczysz kiedyś Amerykę.. zobaczysz .. ja w to nie wątpię :-))

  • Urocze z Was dziewczyny 🙂 W wielkich miastach coś jest ale lubię je tylko na chwilę. Pewnie, gdybym była sama, mieszkałabym w dużym mieście. Dla życia rodzinnego to nie są fajne warunki… Często tęsknię za stolicą ale jednocześnie bardzo cenię swoją wieś 🙂

    • Oj tak .. ja wieś cenię też niezmiernie 🙂 Na wsi miałam babcie i każde wakacje tam spędzałam.. i jak mi się podobało.. inne życie.. wolniejsze.. spokojniejsze.. mniej stresujące 😉 A dla rodziny to już zupełnie raj :-)) Dziękuję Joasiu, że zawsze jesteś 🙂

  • Chciałabym tam pojechać dla zdjęć choć na chwile:)a że jest to nie możliwe popatrzę sobie tu u Ciebie.Pięknie.
    Spódnice i Ja mam ale w kolorze szarym:)

    • ooo naprawdę? Ja też bym z chęcią jeszcze szarą sobie zamówiła 🙂 NO ty Iga to byś z aparatem miała gdzie tu szaleć 🙂 Takie zawsze zdjęcia cudowne robisz 🙂 Dziękuję za odwiedziny 🙂

  • Oj Ty wiesz jak nam się marzy Ameryka 😉 Mój mąż jak tylko słyszy New York to ma iskierki w oczach 😉 Dzięki Twoim zdjęciom nie wiem czemu ale czuję, że ta Ameryka jest jakaś inna, taka bardziej dostępna 😉 Kiedyś Cię tam odwiedzę!! 😉

    • Och tak Karolino 🙂 Będę czekać wtedy na Ciebie pod statuą Wolności ;-)) Albo na lotnisku 🙂 Oj jak ja was tu widzę.. oj widzę widzę :-)) Pozdrawiam całą waszą trójkę 🙂

  • Nawet sobie nie wyobrazasz jak mi serce zaczelo walic!!! Bo sie zdenerwowalam,ze moze zamiescilas posta iles tam dni temu a ja tego nie zauwazylam :):):)!!!!! No ale 19 godzin temu to jeszcze nie jest zle:):):)
    Dwa zdjecia uwazam, za wyjatkowo cudowne… Ty na wietrze bokiem i Klarka bokiem wpatrzona w cos..Przesliczne.
    NYC i dla mnie za glosny, za duzy, za meczacy. Ale wiesz to zapewne… Pamietam, ze jak przyjezdzalismy do was ale nawet jak bylam tam jakis czas temu i chodzilismy po Manchattanie i po Central Parku to niby chlonelam wszystko zadowolona, bo tez tam lubie zajrzec czasami i zachodzilam do sklepow kupowac kiczowate portfeliki I love New York ale jak mi bardzo ulzylo jak juz znalazlam sie na autostradzie do domu….!!! :):)
    Jakos tam na bezdechu jestem i jak juz widze jego panorame to zaczynam dopiero oddychac :)Lece Adke kapac sliczna Ty moja przyjaciolko:) Ciesze sie ogromnie, ze nie mieszkasz w NY wiesz to prawda? To moje szczescie takie male.

  • hahaha naprawdę zabiło Ci serce mocniej.. znaczy walić zaczęło nawet ;-)) że nie zauważyłaś mojego posta? ;-)) NO to zdjęcie Clarki jest piękne 🙂 Ja je robiłam 🙂 Więcej zdjęć wstawię z NY do zakładki „kobieca strona życia” więc nie przegap ;-)) Mnie też dusi ten NY Julitko … ale z dwa razy w roku bardzo lubię tam pojechać 🙂 Ale cieszę się bardzo że tam nie mieszkam bo mogę dzięki temu wpaść do Ciebie na kawkę niezapowiedziana – jak dzisiaj 🙂 Ty wiesz, że ja za Tobą tu przyjechałam.. Ty wiesz.. 🙂 Buziaki 🙂

  • Anonymous |

    Czesc 🙂 po raz kolejny Ciebie czytam i zastanawiam sie czy Ty przypadkiem o mnie samej nie piszesz ! to samo czuje do NYC 😀 a poprzedni wpis powalil mnie na kolana haha Dezerter to byla moja ulubiona kapela z mlodzienczych lat , glany na codzien , tatulaz tez mam na brzuchu … kolczyki nosilam w uszach …. kilka …. a taraz od lat, dluzej niz TY w USA sobie zyje ….
    i jeszcze jedno tez mam na imie Iwona :))))))))) i tez z malego miasteczka w Polsce , tez z blokowiska xD
    i patrz w zyciu bym nie pomyslala, ze bloga bede pisac 🙂 nie pisze tak o zyciu jak TY , bo nie potrafie tak mysli w slowa ubierac , ale za to mam blog budowlany 🙂 , dasz wiare ! ja i blog 😉 i to w dodatku na polskiej stronie :))))))
    http://www.colonial.mojabudowa.pl/
    pozdrawiam goraco …..

    • No to rzeczywiście niezły zbieg wydarzeń ;-)) A wiesz, że masę Iwon do mnie pisze?? a ja w swoim życiu dziecięcym i licealnym znałam jedną jedyną Iwonę.. a teraz.. oo matko 🙂 Miło mi bardzo, że zaglądasz do mnie 🙂 Zaraz i ja zajrzę do Ciebie zobaczyć twoją budowę ;-))

  • Piękny post i piękne zdjęcia:) Pozdrawiam cieplutko:)

  • Miło tu 🙂
    Jest co poczytać i popatrzeć na piękne Kobietki.
    :)Pozdrawiam.

  • Tak tak przyłaczam się do komplimentów… urodziłas się by chodzić w tutu:) Przepięknie wyglądasz:) Muszę wejść kilka razy, napatrzeć się, naczytać, dopiero mogę pisać:) Ja miałam już jedno podejście do Ameryki. Dawno dawno temu, na piątym roku studiów. Tak byłam zdesperowana i gotowa rzucić wszystko:) Do przyjaciółki mnie ciągnęło. Do tego świata, gdzie wszyscy są uśmiechnięci. Nieznajomi się witaja na ulicy. Miałam zorganizowane mieszkanie i pracę. Ale jakoś źle to wszystko rozegrałam, za szybko chciałam lecieć. Wyczuli mój niecny plan, wizy nie dali:( Złość, bunt… ścięłam wówczas włosy (z takich do pasa na do szyi). haha Zrozumiałam wówczas jak to czlowiek może szybciutko się pogrązyć:)) Za to studia skończyłam. Z krótkimi włosami, więc tablo zeszpeciłam. Nic to obiecałam sobie, że pojade tam kiedyś. Wciąż moje marzenie.
    Iwonko to zdjęcie na wietrze jest powalające!:)

    • Niekoniecznie Ty coś źle rozegrałaś.. wiz bardzo często odmawiali wtedy.. nadal tak jest, ale już chyba na mniejszą skalę.. Cudownie jest mieć marzenia 🙂 Bo jest na co czekać i o co zabiegać .. życzę Ci aby Twoje spełniło się kiedyś :-)) Daj znać jak się to stanie 🙂 Dziękuję Ci za obecność i za miłe słowa 🙂

  • Przepiękne zdjęcia, jakie Wy jesteście piękne, jak jakieś nimfy się wyłaniacie, takie zwiewne.

    No i po co ja zaczęłam czytać ten wpis z mężem za ramieniem? ;)…. znowu temat Ameryki powróci na wokandę ;). Ja się go pytam.. ile razy można zaczynać od nowa?… a co złego w zaczynaniu od nowa?
    Teraz jest trudniej, dzieci ich przyjaciele, szkoła. Ja przywiązuję się do miejsc i chwilowo dobrze mi tu gdzie jestem…ale nigdy nie mów nigdy. Moze kiedyś i to marzenie mojego męża się spełni.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Piszę ja o tej swojej Ameryce.. raz mniej, raz więcej.. a taki mam odzew od ludzi, że marzenie, jak nie jej to jego. Że kiedyś może a nawet na pewno.. Ja wam wszystkim życzę, i Tobie Iza, żeby się te marzenia spełniły :-))
      Przeżywając swoje życie, wyciągam wnioski .. raczej zawsze.. ze wszystkiego.. jeden z moich życiowych wniosków brzmi: nigdy na nic nie jest za późno 🙂 i zawsze można zacząć od nowa 🙂 Szczęścia i spełnienia wam życzę 🙂 Tobie i mężowi za ramieniem :-))

  • Oj pisz jak najwięcej, podpisuję się pod słowami Maryś 🙂 I zdjęć nigdy za wiele 😉
    Ja uwielbiam Londyn, byłam kilka razy, ale mogłabym tam jeździć i jeździć, zachwyca mnie ta różnorodność 🙂 Kiedyś marzyłam żeby mieszkać w Gdańsku, ale z wiekiem wyrosłam z tego marzenia i jak sobie pomyślę o tych tłumach, o tych korkach… Nie wyobrażam sobie spędzania kilku godzin w samochodzie, taka straszna strata czasu 🙂
    Pozdrawiam serdecznie

  • NO ja też tak uważam! Nie cierpię stać w korkach! Nie lubię czasu cennego tracić 🙂 NIe lubię hałasu .. może dlatego, że sama jestem dość hałaśliwa i dużo mówię zawsze ;-)) A może bo dojrzałam do mieszkania na obrzeżach 🙂 Sówka w Londynie .. i to osowiała .. no niezły widok byłby :-)))

  • Warto było dla tego wiatru bo efekt zdjęć jest śliczny 😉

  • ale fajnie Iwonko, że dzięki Tobie Kochana mogę zobaczyć takie miejsca …
    Sesja super …
    Jakie z Was lalećki – jak to mawia moja koleżanka ;)))
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Fajna kiecka i buty :),ale najfajniejszy tytuł bloga, zastanawiam się jak trafiłaś na mojego bloga moja imienniczko, dziękuję za ciepły komentarz.

  • Dziękuję bardzo 🙂 że zajrzałaś i że pochwaliłaś 🙂 Do usłyszenia na blogu Twoim lub moim 🙂

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *