banalne wyznania żony.

Kręcę się kręcę. Wypełniam tony dokumentów. Wypisuję czeki. Odgrzewam obiad. Zamiatam. Robię okłady na podbite oko córki. Umawiam wizytę do lekarza bo oko wygląda coraz gorzej. Piję dużo wody bo po badaniu coś tam muszę z organizmu wypłukać. Boli mnie strasznie głowa. Włączam bajkę. Klikam chwilę na Instagramie…. I raptem pomysł… kolejny…i to duży pomysł… mąż mierzy mnie wzrokiem. Widzę w jego oczach strach… i miłość.

Za chwilę ma przyjść ekspert „od pomysłu”. Ale jeszcze przed tym wyjazd do lekarza i 4 szczepionki dzieciom.. płacz..ból.. i żeby tylko wody nie zapomnieć ze sobą, bo muszę wciąż wypłukiwać. A w głowie dudnią mi myśli. Grzeją od środka.

Pomysły i marzenia powodują, że podskakuję w drodze na te cztery szczepienia.

Nikt mi nie każe przestać i się opanować. Nikt mi nie mówi, że to niepotrzebne. Nikt nie odbiera mi złudzeń.

Nie traktuje rozsądku priorytetowo w stosunku do zapierającego dech w piersiach marzenia.

I tak sobie myślę, że chciałabym być taka jak mój mąż. Nie oceniać. Nie podcinać skrzydeł. Rozumieć i przykrywać kocem jak ktoś zaśnie w dzień, a nie smęcić: wstawaj bo życie prześpisz…

I znosić z klasą te szalone marzenia, plany, i nagłe zwroty akcji…

 

Pamiętasz jak pokłóciliśmy się tydzień temu? Ja pamiętam. A pamiętasz o co? Ja zupełnie nie. Próbowałam sobie dziś przypomnieć ale nie mogę.

A wczoraj? Pamiętasz? Ty latałeś po domu jak torpeda bo się spóźnisz na tego swojego tenisa a ja z tysiącem spraw za Tobą…

„a to za rzadko.. a to za często…. a kiedy Ty ostatnio… nie może tak być…i w ogóle wszystko ciągle muszę mówić w pośpiechu bo nie mam kiedy z Tobą porozmawiać!!!”

Trzasnęłam drzwiami z impetem, zagotowałam się wewnętrznie, obiecałam sobie, że będę teraz wiedźmą przez 100 dni! I 100 nocy!

Wróciłeś tuż przed północą. Uśmiechnąłeś się do mnie widząc naszą najstarszą (prawie równą wzrostem ze mną) córkę w naszym łóżku bo się biedactwo bało same zasnąć. Potem przeniosłeś najmłodszą z sofy do łóżka, bo przecież teraz zasypia na dole, bo na górze jakieś monsters w szafie, jakieś latające stwory za oknem.

A potem powiedziałeś sobie pod nosem układając się w łożu małżeńskim: boże, jak wygodnie, każdego centa jest wart ten materac.

Ja oka znad gazety nie uniosłam. Pufnęłam sobie ze trzy razy może.. I po chwili spokojnie zgasiłam światło. Bo już byłeś.

Dziś pamiętam o co była ta wczorajsza kłótnia. Ale założę się że za tydzień pamiętać nie będę.

 

A pamiętasz 15 lat temu? Jak do sukni ślubnej założyłam buty na chyba 20 cm koturnie? Boże, jak ja beznadziejnie wyglądałam jak teraz zdjęcia przeglądam…

A nasze mamy! Pamiętasz jak płakały na ślubie? Obie! Jakbyśmy szli na ścięcie a nie wchodzili w najpiękniejszy okres życia. Stały i wyły całą mszę. A potem moja mnie dusiła pół wieczoru  (bo trudno to nazwać przytulaniem) A jak Tomek R. zatańczył ze mną na środku sali tak, że pół wesela brawo biło! I grał nam najlepszy zespół w Grajewie, robiący w tamtych czasach telewizyjną karierę.

 

A jak jeździliśmy do Warszawy naszym granatowym Cinquecento na wielkomiejskie zakupy? Kupowałam wtedy najnowsze krzyki mody i paradowałam wystrojona po Tumskiej w Płocku.

A jak na dziecko się zdecydowaliśmy?….

Ooo a oczy Anki ze sklepu z biżuterią pamiętasz? Zielone, wielkie, najpiękniejsze jakie widziałam w życiu.

A decyzję o Ameryce?… pakowanie walizek, radość, smutek, zostawianie za sobą. Pamiętasz?

 

A kryzys… pamiętasz nasz kryzys?

Prawie nam się wszystko rozsypało.

Wyobrażasz sobie, że to co mamy obecnie, mogłoby by się nie wydarzyć? Że o mały włos… Że gdybyśmy oboje tak bardzo nie próbowali…

 

A jak Zosia grała w sztuce w przedszkolu rolę życia? Była sosem do ziemniaków. Pamiętasz jak opowiadała co będzie robić na scenie taka podekscytowana, a my sini i spuchnięci powstrzymując się od śmiechu, przytakiwaliśmy poważnie. Ale jak już zagrała ten sos.. płakaliśmy oboje.

 

Wakacje cudowne. Problemy nie do zniesienia. Choroby przyprawiające o załamanie nerwowe.

Miliony otartych łez naszych dzieci.

I jak wkopywałeś pierwszą Magnolię pod naszym domem. Pamiętasz?

 

Wciąż za sobą nadążamy…

… zdajesz sobie z tego sprawę?

 

Ale pewnie nie zastanawiasz się dlaczego. Znam Cię, więc wiem, że się nie zastanawiasz. To ja Ci powiem (znasz też mnie więc wiesz, że czy chcesz czy nie, to i tak Ci powiem).

Chodzi o to, że robienie z miłości wielkiej rzeczy, nie ma sensu. Bo miłość to nie jest wielka rzecz. To tysiące małych rzeczy, przytrafiających się nam każdego dnia. I to te setki milionów maleńkich drobiazgów… no wiesz…

 

I to dlatego.

 

 

IMG_1866 IMG_1886 IMG_1933 IMG_1952 IMG_1957 IMG_1964 IMG_1988 IMG_1973 k10 k11 k12 k21 k22 k25 k26

 

 

 

60 komentarzy

  • Jak pięknie napisane. Jak czuć w tym miłość i szacunek. Często na codzień zapominamy o tej miłości. Dobrze jest cos takiego napisać i pokazać drugiej osobie żeby wiedziała jak mocno nam zależy.

  • Emilia S |

    tak to napisalas, ze ciary mam!! Uwielbiam Cię wiesz?!!?? :*

  • Magdalena |

    Przepiękny wpis, aż łezka się w oku zakręciła, bo tak sobie pomyślałam o moim ukochanym o naszej małej wielkiej miłości. Jak czasem bywa ciężko a czasem tak pięknie że chciałoby się tą chwilę przeżywać jeszcze raz i jeszcze. Aj i sobie przypominałam jaką ja czasem jestem zołzą niewiarygodne że On ze mną wytrzymuje ze potrafi jednym uśmiechem ukoić moje nerwy a jednym pocałunkiem rozpalić zmysły. Niewiarygodne jakie to wszystko jest proste.

  • Świetnie napisane bardzo wzruszający post. Życie pisze piękne historie. Życie w którym jest miejsce na wrażliwość i wdzieczność, które nadają czasem tylko z pozoru szaro wyglądającym wydarzeniom blasku, który bije przez długie lata. My z mężem w tym roku mamy dopiero 5 a nie 15 rocznicę ślubu. Jednak oboje mamy poczucie jakbyśmy się znali wieki. Jestem szczęśliwa, jestem wdzięczna. Wam również wszystkiego co najlepsze na dalsze lata. Jesteście piękną rodziną.

  • Iwona! jesteśmy takie same:D! jak się sfochuję o coś na mojego męża i nie chcę o tym zapomnieć (a wiem że zapomnę na bank i potem będę obrażona sama nie pamiętam o co) – to sobie zapisuję notatkę w telefonie… Uwielbiam czytać Wasze posty ( Twoje i Julity) – są to dwa blogi które śledzę regularnie:) Pamiętam jak trafiłam na Twój blog – przez Julitę właśnie – i stwierdziłam, że muszę przeczytać wszystkie posty od początku bloga. Zawaliłam wtedy noc – chociaż to niewłaściwe słowo – bo to była super noc – noc w którą odkryłam że istnieją ludzie mądrzy, piszący z głębi serca o rzeczach prostych ale jak bardzo ważnych. Uwielbiam Twój blog, uwielbiam Twój styl wypowiedzi, czytając Twoje wpisy czuje się, że ty po prostu masz potrzebę – siadasz i piszesz, a nie poprawiasz tysiące razy ze słownikiem żeby wstawić mądrzejsze wyrazy, nie zastanawiasz się. Niby prosto, ale jak głęboko. Z takim talentem trzeba się urodzić. Ściskam bardzo mocno i dziękuję za to że jesteś ( że jesteście)!:):*

    • hahahahahaha padłam!!! no padłam na nieumytą podłogę z resztkami ziemniaków i soku pomarańczowego 😀
      No z tym zapisywaniem!!! 🙂 🙂
      Bardzo Ci dziękuję. Jestem w szoku że pod tym wpisem tyle słów pięknych dostaję. Ja go miałam nie publikować! wydawał mi się mocno taki sobie. przeciętny a wręcz beznadziejny! napisałam nawet do Julity sms-a że taki dziś beznadziejny post opublikuję haha a tu tyle ciepła płynie. Dziękuję! I przesyłam moc uścisków! ♥️

  • Przepięknie 🙂

  • Napisałabym coś więcej ale dziś jakoś nie mogę. Tak dokładnie i ładnie to ujęłaś. Tak zwyczajnie. Po prostu. Teraz idę do kuchni i będę udawać, ze kroję cebulę. Żeby nie było. Bo jakaś łza mi popłynęła po policzku.

  • kolejny piękny post, te wielkie ,zielone oczy o Was zawsze pamiętają.:)

  • „Bo miłość to nie jest wielka rzecz. To tysiące małych rzeczy…” – dziękuję za to zdanie. I już nic więcej nie jestem w stanie napisać. Idę łzy poocierać. Ściskam.

  • Tak pięknie napisane, że ach….. Brak mi słów normalnie

  • Czytam kilka blogów. Fajnych, wartościowych, w moim odczuciu po prostu dobrych. Autorki mądre, dające się lubić. I jedyna „dziura” jaką widzę to to, że najczęściej zapominają o tym, że są nie tylko matkami, ale (może przede wszystkim) żonami… Bo dziecię wyfrunie w końcu z gniazda. I zostanie mąż. I to mężom a nie dzieciom przysięgamy „i że Cię nie opuszczę”. Dziękuję za ten wpis, za świadectwo miłości po 15 latach, tej prawdziwej – „małej”.

    Płock pozdrawia!

  • Pięknie napisane:) Bez żadnych górnolotnych słów i wzniosłych wyznań a jednak tak zapadające w pamięć:)

  • Iwona, nawet nie wiesz jaka mam teraz ochotę przytulić mojego męża, dobrze, że dziś jest w domu, bo po takim poście nie wyobrażam sobie niczego innego 🙂
    Dzięki Mądra Kobieto
    Buziaki!

  • I ta rola życia !!!! Sos do ziemniaków;) i wiesz? Ty to wszystko wspominasz a on pamieta … Na pewno! Bo jak inaczej wytrzymać z taka zrzędą?;) tak wg. siebie oceniam oczywiście …. Choć któryś komentarz z góry mnie powalił na łopatki 🙂 zapisywanie o co mam focha w telefonie !!!! Tego jeszcze nie słyszałam 😉
    A na poważnie to właśnie młodszej siostrze próbuje wytłumaczyć, ze mIlośc to nie bezustanne patrzenie sobie w oczy i noszenie na rękach … Ze miłość to codzienność, ta raz lepsza lub gorsza … I te spojrzenia nad głowa dziecka w międzyczasie …ze tyle nam sie razem udało, nawet stworzyć cud …:)

  • Kongoset_mp |

    Iwonuś, tego postu Twój mąż z pewnością nigdy nie zapomni…
    Niech ta miłość trwa wiecznie!

  • Tak to jest prawda szczera prawda o Was.Zaniemówiłam tak pięknie to opisałaś.

    • Dziękuję Marta 🙂 🙂 Serio tak nas widzisz? To znaczy że prawdziwy post napisałam 😉 czasem boję się, czy nie zakrzywiam rzeczywistości.. nie lubię tego uczucia. Buziaki i czekam na was mocno!! 12 czerwca już będziemy na nowym!

  • Dawno tu nie zaglądałam i się stęskniłam, bo jak zawsze cudowny tekst i zdjęcia!!!

  • Ania z Osobiedlamnie |

    Lubię Cię czytać:)
    U nas harmonia, nie kłócimy się, nie fukamy, nie mamy cichych dni. Owszem, czasem ja sobie wybuchnę, wykrzyczę, usłyszę potem „masz rację”, emocje wyrzucone, przekazane, uff….i jedziemy znowu razem, na tym samym wózku. Albo wzrokiem, przytuleniem dajemy sobie znak: dobrze, że jesteś, a to wtedy, gdy żywiołowość dzieci przekracza próg naszej wytrzymałości. Długo czekałam na ten rodzaj spokoju…szukałam potykając się o iluzje i nadzieje. Ale odnaleźliśmy się. To najważniejsze. Pozdrawiam bardzo ciepło1

    • Tak to najważniejsze. I nie wiem jaki wy macie „staż” ale jak na nasze 15 lat małżeństwa to czuję, że jest bosko do kwadratu 🙂 🙂 choć krzyczymy czasem (ja) i milczymy i kłócimy się i ja się obrażam hahaha. ale ja jestem ogień a mój mąż woda. Dobraliśmy się idealnie 🙂

      • Ania z Osobiedlamnie |

        Tym bardziej wielkie gratulacje:) My mamy krótszy staż, znamy się 8 lat, jesteśmy 7 po ślubie. Taka miłość od drugiego wejrzenia, ale od tego drugiego czuliśmy, że to jest TO. Nie wspomnę jaką drogę przeszłam, zanim się odnaleźliśmy. I strach pomyśleć, co by było, gdybyśmy się minęli….

  • Eliza Zosia |

    Hej kochana 🙂 bo nie sztuką jest zdobyć ukochana osobę lecz sztuka jest sprawić by przy Tobie została. Miłość trzeba pielęgnować, ale co tam…nie będę się wymądrzać. Napisałaś całą prawdę o Was. Hmmmm pomyśleć, że kiedyś byłam kroplą w morzu waszego życia :). Również pamiętam oczy Ani i granatowe Cinquecento, które swego czasu podbijało ulice Węgier :):):). Pozdrawiam Was i całą waszą rodzinę :-*

  • Po wczorajszej kłótni…której nie będę pewnie za tydzień pamiętać….pokażę dziś Twój wpis Mojemu….i pójdziemy razem kwiatki sadzić, te co u dziadka już czekają, żeby je do tej ziemi naszej wspólnej na szczycie domu przesadzić….takie piękne, fioletowe….i niech to będzie ten jeden z setek milionów drobiazgów, z których złoży się w obraz naszego wspólnego życia…Dziękuję Ci Iwonko, lekarzu mojej duszy 🙂 A jutrzejszy spacer po Tumach płockich zadedykuję Tobie i do do widoku pięknej Wisły w dole westchnę od Ciebie, buziaki z Płocka 🙂

  • agnieszka g. |

    Przeszły mnie ciary ,łezka się w oku pojawiła, jak ja bym chciała ,żeby mój S był teraz przy mnie ,a nie tak daleko (za oceanem ) a ja w Pl sama z dziećmi z tysiącem pytań w głowie czy tutaj czy tam …..cudne fotki,każda chwila przepełniona miłością….POZDRAWIAM GORĄCO…. agnieszka g.

    • To musi być strasznie trudne… nie wyobrażam sobie bycia tak daleko od siebie.. ale pewnie człowiek się po czasie przyzwyczaja.. trzymam kciuki za decyzje! i też pozdrawiam gorąco z bardzo zimnej dzisiaj Pennsylvanii 🙂

  • Karolina |

    Codziennie z nadzieją zaglądam czy jest nowy post. Uwielbiam cię czytać, oglądać wasze zdjęcia – wszystko mi się podoba. Post przepiękny, wzruszający… Warto sobie przypomnieć od czasu do czasu co w życiu jest najważniejsze. Najpiękniejsze są te trzy ostatnie zdania podsumowujące, już wiem co dziś wieczorem powiem mężowi…
    pozdrawiam gorąco!
    p.s. a swoją drogą ciekawe co to za pomysł???

  • Uwielbiam… Piszesz tak prosto i tak pięknie o tak ważnych rzeczach. Nic w tym banalnego.
    Po raz kolejny zatrzymałam się, by pomyśleć i wziąć przykład. Bo ja też mam taką miłość, tylko za mało ją doceniam. A raczej te wszystkie drobiazgi, z których się składa. Dziękuję!
    Wam życzę kolejnych, tak pięknych lat. W zdrowiu, zrozumieniu, szacunku i szczęściu.

  • Ehhh ale za serce chwyciło i nie chce puścić. Tak to Tylko Ty kochana… twój mąż to widział, czytał?

  • Jak zwykle i pięknie i mądrze i w sedno:-)
    i tak mi sie przypomniało:
    „Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
    To też nie diabeł rogaty.
    Ani miłość kiedy jedno płacze
    a drugie po nim skacze.
    Miłość to żaden film w żadnym kinie
    ani róże ani całusy małe, duże.
    Ale miłość – kiedy jedno spada w dół,
    drugie ciągnie je ku górze. „…

  • Jak pięknie Iwonko, bo ta miłość w tych okruszkach na kanapie, w tych „ja ciebie tez”.
    Ja to takie tornado jestem i w trzy sekundy do setki sie rozpędzam w tej mojej złości. I ja tak szaleje a wiory lecą a ten moj to jak bunkier jakiś i nic go nie rusza. I po latach wiem ze to moj taki fundament, oparcie na którym można budować.
    Uściski kochana 🙂

  • monia_maruda |

    Niestety, nauczyć się doceniać małe chwile radości wcale nie jest łatwo. Ja wciąż nie potrafię, bo ciągle szukam czegoś wielkiego i nieosiągalnego. I ciągle mi za mało, za krótko, za wolno, za szybko…. Mam nadzieję, że kiedyś w końcu zrozumiem jak należy kochać. Dziękuję za post. Udowadnia, że można tak po prostu.

  • No i ryczę….. Pozdrawiam Cie cudowna kobieto 🙂 Monika

  • Ania |

    Dzięki Iwonko, że znowu nam przypomniałaś jak jest naprawdę, o czym w codziennej rutynie zapominamy. Zapominamy jak bardzo kochamy tych naszych facetów, a przede wszystkim, jak oni bardzo kochają nas. Na co dzień, od święta, przy praniu i oglądaniu, przy krzykach i całowaniu. W każdej króciutkiej sekundzie, w drobiazgu spraw codziennych i ważnej niezwykle sprawie wagi rodzinnej. Dziękuję za przywrócenie właściwej perspektywy.

  • No i beczę i dobrze mi tak bo prawie zapomniałam że był jest nawet gdy krzyczę ze nie chcę że już nie dam rady że….I tak to miliony tych malutkich prawie nie dostrzegalnych chwil codzienność DZIĘKUJĘ

  • Strasznie mnie wzruszasz…..
    Wzruszasz mnie do łez!
    Piękne 🙂

    Pozdrawiam
    Ewelina

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *