Być obok.

Jak to jest powiedzcie mi, że jak wchodzę do szpitala i widzę człowieka którego prawie nie ma, który znika, który cierpi niewyobrażalnie, to chcę przykleić się do jej łóżka i nie wychodzić przez 3 dni i trzy noce. Tylko tam być. Wspierać. Ocierać pot. Podawać do ust zieloną gąbkę nasączoną wodą. Otulać kołdrą. Być obok. Na dobre i na złe. W zdrowiu i chorobie. W każdym momencie .. niezależnie.

A potem jak wychodzę w końcu ze szpitala … to po pierwszych 5 minutach mam odczucie, że nie chcę tam już wracać. W ogóle nie chcę. Bronię się. Uciekam. Wymyślam powody… Nie chcę tam jechać i tego widzieć. Nie chcę podawać gąbki. Nie chcę być obok.

Czy to jest tak jak w „Zorkowni” Agnieszki Kalugi, gdzie chorzy koniec końców pozostają sami.. że odwiedza się ich najpierw codziennie, potem co 2 dni, potem co 3 a potem raz w miesiącu… albo wcale?

Czy to tak jest?? Czy to tylko ja? Która miałam być obok na zawsze, a tymczasem już przy wyjściu ze szpitala lecę przed siebie jak strzała wystrzelona z łuku. I oby jak najdalej..

Co jest ze mną nie tak??

Mam wyrzuty sumienia. Ale mam też dość wszystkiego. Mam 39 lat i każdy mój wyjazd, weekend, święta.. muszę dostosowywać, dopasowywać, planować parę miesięcy do przodu. I tak już od 2 lat… i nie wiadomo przez ile jeszcze.

Czy to tylko ja…? Czy to tylko ja mam tak dość, że wolę uciec niż być? I dlaczego myślałam że będzie inaczej? Dlaczego ufałam że nie odstąpię od łóżka… że do końca życia… że nigdy nie zawiodę…

A teraz… gdzie pieprz rośnie, za horyzont, za siedem gór i rzek.

 

Sama sobie odpowiem. Z bardzo prostego powodu – żeby utrzymać się na powierzchni bezpieczeństwa.

W zamyśleniu i oślepiającym słońcu niedzieli, popijając kawę, żeby poudawać, że wszystko jest w porządku.

Poudawać, że nikt nie znika w oczach.

Że wszystko jest przenormalnie normalne.

Mój mąż ma mamę.

Dzieci mają babcię.

Dziadek ma żonę.

A ja mam najlepszą teściową pod słońcem. Kobietę która dała naszej rodzinie tak wiele.

Uśmiechniętą, rudowłosą, zawsze wystrojoną, w pełnym makijażu, zdrową kobietę.

Która uwielbiała robić bigos w wielkim garnku.

Oglądać polskie seriale.

I być nagrywaną kamerą. Ciągle pozowała z uśmiechem na twarzy… „i jeszcze tu mnie nagraj, ooo i jeszcze tu … a teraz mi zdjęcie zrób…”

Żeby poudawać, że wszystko jest jak dawniej tej niedzieli.

 

A uciekam dlatego … by wbrew logice – być bliżej.

 

O ironio.

 

A potem znów tam jadę. I nie chcę jej zostawiać. Nie chcę wychodzić ze szpitala. Nie chcę by czas płynął tak szybko. Nie chcę musieć już iść … czuć, że wychodząc kolejny raz ją zawodzę.

I tak ciągle.

 

Powiedzcie mi, czy to tylko ja?

 

Chcę usłyszeć, że nie tylko. Że to przecież już ponad dwa lata. Że mam prawo być zmęczona. Że przecież przez pierwszy rok nie odstępowałam, ale muszę żyć dalej. Że przecież mam dzieci, obowiązków tysiące. Że życie mam.

Chcę usłyszeć, że nie jestem złą synową. Że każdy miałby po dwóch ciężkich latach dość. Że każdy chciałby się oderwać. Że przecież moja teściowa ma tylko jedno dziecko i wszystko na naszej biednej głowie. Chcę usłyszeć wiele wiele słów…

które tak naprawdę niczego nie zmienią.

 

Niedziela trwa. Taka normalna. Wdycham chłodne powietrze na spacerze, po powrocie do domu zapalam świecę, nie ogarniam nawet stołu. Siedzę i myślę o tej rudowłosej kobiecie, która zawsze była obok gdy jej potrzebowaliśmy….

 

 

thumb_IMG_0732_1024 thumb_IMG_0737_1024 thumb_IMG_0728_1024 1mn thumb_IMG_0740_1024 thumb_IMG_0748_1024 thumb_IMG_0746_1024 thumb_IMG_0778_1024 thumb_IMG_0772_1024 thumb_IMG_0755_1024 thumb_IMG_0757_1024 thumb_IMG_0759_1024

thumb_IMG_0764_1024thumb_IMG_0790_1024 thumb_IMG_0797_1024 thumb_IMG_0802_1024 thumb_IMG_0817_1024 thumb_IMG_0819_1024 thumb_IMG_0808_1024 thumb_IMG_0810_1024 2mn thumb_IMG_0829_1024 thumb_IMG_0824_1024 thumb_IMG_0727_1024 thumb_IMG_0840_1024 thumb_IMG_0856_1024 thumb_IMG_0831_1024

 

69 komentarzy

  • …zatęsknić, by później znowu być bliżej…
    Nie wiem jak jest…, jak powinno być.. dziadek na tego raka zmarł za szybko i nie zdążyłam o tyle zapytać…

    Iwonka, sił..!
    Przytulam mocno!

  • Nie Iwono- nie tylko ty. Jak dobrze cie rozumiem- ostatnie 5 lat życia mojego dziadka to jedno słowo właściwie- alzheimer. Gdzie z jednej strony chciało sie z nim być, rozmawiać i śmiać…a z drugiej tak bardzo bałam sie wracać…wiedziałam, ze nadejdzie ten dzien, gdy wejdę z Ala, a on nas nie pozna. Nie pozna swojej pierwszej wnuczki i pierwszej prawnuczki. Które tak kochał. Nie tylko ty tak masz.
    Smutno tak jakoś. Jakaś łza sie w oku zakręciła. Dużo ciepła i siły posyłam. Trzymaj sie i cała rodzine bardzo mocno.

  • i ja Cie rozumiem, moja tesciowa odeszla za szybko, za krotka trwala ta choroba, niespodziewanie, ale gdyby chorowala dluzej??? Pewnie tez bylaby zlosc, wyrzuty sumienia, placz….. Bo z jednej strony ktos bliski cierpi i nas potrzebuje, a zdrugiej nasza rodzina, dzieci, praca itd. Ciezkie takie zycie bardzo i nie ma na nie rozwiazania… tym bardziej ze tysiace kilometrow tesc choruje, najbardziej na samotnosc……

  • sandraTaBezSily |

    Moj tata umarl 4 lata temu na raka, mieszkal w niemczech, to bylo lato, ja 7 miesiac ciazy, nagle telefon od przyjaciolki taty ze tata trafil do szpitala i ze podejrzewaja raka, po paru dniach diagnoza, rak zoladka, objal juz pluca i rozszerza sie dalej, jeśli dadza mu chemie to albo rak odrzuci Leczenie albo w najlepszym razie do bozego narodzenia dotrwa. Dzwonilam,plakalam prosilam zeby sie nie poddawal az wkoncu sama trafiłam do szpitala, na szcEscie to nie bylo grozne ale wyjazd do niemiec odpadal, w ciagu 2 tyg moj Tato zmarl, sciagnelismy z rodzina go do Pl i tu zorganizowalismy pogrzeb, nie zdazylam się pozegnac, nie moglam go Zobaczyć bo metalowa trumna zamknieta juz na stale z zagranicy, do dzis nie moge uwierzyć ze go juz nie ma, nie mialam z nim Najlepszego kontaktu bo wiele lat temu rozwiedli sie z moja mama. Ale tesknie za nim, przykro mi ze moj syn go nie poznal, Chodzę tu w Niemczech tymi samymi sciezkami co kiedyś z Nim, tęsknię, czasami myle kogos obcego takiego podobnego a jednak obcego bo przeciez Taty juz nie ma;( 1,5 roku pozniej zdiagnozowano u mojej babci raka, wychowala mnie, to bylo cos strasznego, pół roku jezdzulismy 50 km do szpitala prawie codziennie, rzucalam wszystko i jechalam;( kiedy u niej siedzialam nie chcialam wychodZic, chcialam ja przytulac, opiekowac sie nia, kiedy wychodzilam tlumaczylam sobie ze tak juz jest,ze to choroba a ja nie moge jej pomoc,ze tyle ile moge jestem dla niej ale w domu maz i synek czekaja na mnie.. Z babcia juz bylo tak Zle ze poscili ja do domu, lezala, nie kontaktowala z nikim, wzdrygala się tylko na glos prawnuka czyli mojego synka, pewnego dnia tak plakala z bolu ze wezwalismy pogotowie, zabrali ja, w szpitalu tydzien lezala w agonii, siedzielismy u niej codziennie, 15 sierpnia bylo swieto, poprosilam mohego meza zebysmy zabrali mojego synka do babci żeby sie pozegnal, bylo to kolo 12. Poprosilam Malego zeby przytulil babcie i powiedzial jej ze ja kocha, wrocilismy do domu, o 17 telefon ze babci juz nie ma z nami, smutek do dzis;( czasami mam wrażenie ze bqbcia cZekala caly tydzien na mojego synka bo jak tata cZyli jej syn umarl to sie bardzo podlamala,ale kiedy urodzilam Malego to bylo jej oczko w glowie.. Eh takie zycie;(

  • kamalach.pl |

    Nie. Nie tylko Ty tak masz…

  • Smutno tak jakoś, sił brak czasami, a przecież dźwigamy wiele, bardzo wiele. też moje sumienie zyć mi nie daje, bo przecież powinnam codziennie być, a nie wyrabiam. tak po prostu. i przyjdę, posprzątam, pomogę, okna umyję, książki odkurzę, porozmawiamy, bo te rozmowy teraz najważniejsze. czas ucieka zabierając czątska po cząstkę moją mamę, babcię moich córeczek, najwspanialszą…i pomagasz ile sił w Tobie, i plujesz sobie w brodę, ze dzisiaj nawet nie zadzwoniłaś, a przecież ile takich chwil jeszcze pozostało? tak ciężko patrzeć jak ukochana osoba powolutku odchodzi, w cierpieniu wielkim, silna ponad wszystko i wszystkich. ta siła niezwykła, skąd ona ją czerpie, muszę znleźć źródło…i wczoraj nie byłam, ale dzisiaj i okna pomyłam, i naczynia, i Młodsza wołała „pomagę, pomagę”, bo ona do pomocy chetna, dom roznąsząc w pył. może właśnie to te chwile..to one nadają sens zyciu, że nieważne ile zrobisz, zawsze będzie za mało…a może wystarczy być, wspierać, kochać najmocniej…bo każdy odejdzie w swoim czasie, ale i w głowie tak zawsze pozostanie żal, że za mało, że mogłam więcej…przytulam mocno

    • Wiesz Kasiu wczoraj zdałam sobie sprawę z tego, że masz rację.. że zawsze będzie w mojej głowie za mało. Choćbym nie wiem ile tam była, i jak wspierała i jak kochała i myślała.. zawsze będę myśleć że to za mało. Bo moja głowa uspokoiłaby się, gdybym mogła więcej – czyli gdybym mogła dać jej życie… a tego nie mogę.. i dlatego wciąż się siebie czepiam. Bo te moje wysiłki, owszem są ważne może ale niczego w jej sytuacji nie zmienią. Nie mogę nic. A do takich sytuacji człowiek nie ma dystansu… Jak to ja nie mogę nic zmienić? Przecież głoszę wszem i wobec, że jak nie TY SAMA TO NIKT INNY NIE ZMIENI TWOJEGO ŻYCIA.. i że WSZYSTKO JEST MOŻLIWE.. a tymczasem możliwe jest jedno wielkie nic.
      Dziękuję Ci za te słowa komentarza, są dla mnie ważne. Uściski.

  • Iwonko jesteś aniołem w życiu wielu ludzi. Jesteś wspaniała.Trzymajcie się razem a ja przesyłam wielkie uściski i wielką wiarę w lepsze jutro. Pozdrawiam

  • Nie tylko Ty tak masz. Moja babcia, najukochańsza, odeszła pozostając. Półtora roku leżała ciałem po udarze i nikt z nas nie wiedział, ile w niej serca i myśli zostało. Patrzyliśmy jak robi się jej mniej, jak oddala się, jakbyśmy wypuszczali ją z rąk. Nic nie mogliśmy zrobić. Trzymałam ją za rękę, a w środku ryczałam. Gładziłam lekkość jej włosów i miałam wrażenie, że świat się kończy, że to niemożliwe! Moja pierwsza najbliższa Osoba, moje dzieciństwo. A potem śmialiśmy się przy Niej, spotykaliśmy przy Jej łóżku, opowiadając, co słychać, dzieci przynosiły laurki, których nie mogła zobaczyć. Teraz gładzę ziemię na Jej grobie, znowu ryczę, łkam, tęsknię okrutnie, a potem wracam do domu, gotuję pomidorową, robię zakupy. Codzienność pcha dalej, do następnego dnia. Mnie męczy właśnie to, niemożność prawdziwej ucieczki. Pogrążenia się w żałobie, cierpienia, płakania, rozpaczania. A tu trzeba obok tego żyć, oddychać jakby nigdy nic.
    Nie tylko Ty tak masz, że te wyrzuty sumienia się pojawiają. I poczucie, że można by jeszcze więcej zrobić, z siebie dać. Dajesz, nieświadomie przekazując swoim dzieciom to, czego nauczyłaś się od Niej, wspominając Jej gesty, słowa, przy codziennych czynnościach, czując Ją tak mocno, jak o tym piszesz….

  • Iwonko … Tak! Myśle, ze tak …. Masz prawo ! Daj sobie prawo do bycia człowiekiem …. A pózniej znowu pojedziesz do szpitala i nie bedziesz chciała wyjsć

  • Iwonko kochana myślę , że każdy z nas przeszedł podobną drogę, której towarzyszyły podobne rozterki, rozważania , duże czy też małe dylematy . Jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo do słabości, lęków , braku siły , chęci . Wiem , że tak i tak będziesz stawiać czoła tak wielkiemu wyzwaniu . Nie jest rzeczą łatwą być z kimś kochanym, bliskim nam bardzo i patrzeć jak gaśnie w nim życie, że iskierka jest coraz słabsza. Wielkie zaś jest to, że widzimy w tej osobie całe swoje życie, miłość i oddanie. Będziesz kochana jeździła choćby brakowało sił, choćby był dzień ten nie właściwy, słabszy.A wiesz dlaczego bo w tej kruchej istocie , która gaśnie jest cząstka Twojego życia, życia Twojej rodziny , cząstka Ciebie. Powiem Ci jedno Iwonko chciałabym być taką teściową jak była Twoja dla samej czułości, miłości, życzliwości i oddania. Bo ty ją teraz obdarzasz , tak właśnie tym. W jakiś sposób spłacasz może dług wobec niej. I jeszcze jedno chciałabym , żebym mogła powiedzieć o moich synowych to co mówię do Ciebie, Iwonko jesteś najukochańszą, najlepszą synową o jakiej może zamarzyć każda teściowa. Trzymaj się kochana moja tulę Cię do serducha i pamiętaj myślami jestem bardzo blisko Ciebie .

  • Nie jesteś zła synową.
    Nie tylko Ty tak masz.
    Ja towarzyszyłam przez rok mojej ukochanej Mamie i miałam podobne stany. Chciałabym wrócić do każdej chwili, kiedy uciekalam i to zmienić. Bo z perspektywy Jej śmierci, moje zniechęcenie nie miało znaczenia.
    Ale się nie da. Bo jestem człowiekiem.
    Bo byłam człowiekiem wtedy. Żywym, zmęczonym, przerażonym. Ale byłam przy niej częściej, niż uciekalam. O wiele częściej. Bo byłam człowiekiem. Żywym, kochającym i wspierającym.

    • Ja też jestem częściej niż mnie nie ma. Wczoraj pomyślałam po napisaniu postu że jestem niesprawiedliwa wobec siebie samej. Że z tego bólu i przerażenia napisałam szybko co czuję. Ale tak naprawdę ile bym z siebie nie dała, w moich myślach zawsze będzie to za mało… bo najbardziej w świecie chciałabym dać jej życie a niestety nie mogę. Wszystko inne więc, każdy wysiłek rozmywa się w jej obecnych potrzebach. Nic czym ją obdarzamy nie jest wystarczające by ją przy sobie zatrzymać..

  • Trzymaj się dzielnie kobieto!…pozdrowienia dla rudowlosej…

  • Podobne stany przechodziłam 14 lat temu ..
    Jesteśmy żywymi istotami które mają prawo do zmęczenia ,pomimo miłości do osoby chorej. Nie ma co sobie wyrzucać , najważniejsze że się wraca , myśli , kocha .
    Siły życzę :*

  • Też tak mam ale to już Iwonko wiesz nie raz pisałam mój Tata spędził 3 tyg na oiomie to były nasze ostatnie chwile czego mu nie zdążyłam powiedzieć to napisałam mu w liście mając nadzieję ze go po drugiej stronie przeczyta i już nic nie napiszę bo obraz mi się rozkazał …

  • Rozmazal miało być ech ten slownik

  • Iwonka tak maja wszyscy , którzy mają rodzinę,przyjaciół , bliskich znajomych.Jestem już osoba w średnim wieku ,mam córkę w twoim wieku i drugą młodszą, wiesz mi nie przy jednym siedziałam łóżku w szpitalu cierpiącej osoby..Jesteśmy tylko ludźmi
    przychodzą zwątpienia ,opadają siły ,nadchodzi smutek i jest ciężko Ale życie pisze nam takie scenariusze a nie inne,lepiej żeby było więcej tych dobrych niż tych złych.Jestes silna ,o mocnej psychice osoba , dasz sobie radę.Ja miałam podobny dylemat naście lat temu.Tata mój zachorował i żył tylko tydzień .Rak Ja miałam wtedy 21 lat a mój tata 45 .To był szok,miałam tydzień do mojego ślubu, wesela a 2 dni przed tym weselem umiera mi tata.Trudno było odwołać już ślub,gości i w jednym dniu w sobotę miałam pogrzeb taty i swój ślub. Było cierpienie i to duże jest do dziś chociaż to było 42 lata temu .To w człowieku zostaje .Jesteś wspaniała ,cierpliwa i swojej teściowej okazujesz dużo miłości,ona tego potrzebuje, bliskich jej osób.
    Trochę się rozpisałam .Ale każda z nas mogłaby napisać książkę o swoim życiu,chorobach bliskich osób którym nie mogliśmy już pomóc.Dziewczyno patrzysz wspaniale na świat, ludzi i żyj tak dalej. .Nie można uciekać od ludzi, którzy nas potrzebują.trzeba ich bardzo wspierać.Serdecznie Cię pozdrawiam

  • https://www.youtube.com/watch?v=SO9LDxoTFQc
    ________________________________________

    Prawie dwa lata temu wysyłałam Ci te linki, byście mogły pomóc tej kobiecie.
    Nie skorzystaliście z tego. Wysyłałam z innej strony i na pewno pamiętasz.
    Chciałam pomóc wtedy tej kobiecie.
    Pozdrawiam Ciebie i Twoją Teściową.

  • Ja na szczęście nie mam takich doświadczeń. I obym nigdy… Ale czytam Cię, wzruszam się i myślę: anioł, nie kobieta. Nie miej wyrzutów. Myślę, że Ona też tak to postrzega.

  • Iwonko, z pewnością nie tylko Ty tak masz.
    Z pewnością nie jesteś złą synową, wręcz przeciwnie…
    Odpocznij, kiedy możesz, by dalej tam być.
    Na wiele pytań brak odpowiedzi. Ale Ty robisz tak wiele że chyba więcej nie można.
    Ściskam i spokoju wewnętrznego życzę.
    I jak zwykle pięknie piszesz.

  • Jetes najlepsza synowa….i nigdy nie odstapisz….nawet na chwile, bo gdy oczy sie przymukaja serce zawsze pamieta.

    Duzo sily zycze dla Waszej calej rodziny <3

  • Najważniejsze jest to, aby zdążyć się pożegnać. Niestety.

  • Nie tylko Ty, Iwono
    Nie tylko tylko.
    Walczysz, każdego dnia, od dwóch lat, z Nią,
    Mocno ściskam

  • To ciężki temat Iwonka …. strasznie trudno trwać przy Bliskim, który cierpi, i tak naprawdę niewiele możemy zrobić żeby ulżyć mu w cierpieniu, z jeden strony brak słów, wszystko wydaje się banalne, z drugiej strony chcesz zagadać to cierpienie aby on nie myślał, żebyś ty nie musiała myśleć, ciągła walka w głowie, w sercu, wiesz, że musisz, wiesz że nie chcesz, masz nadzieję, że się za chwile obudzisz ….. nie wyłączysz odczuwania i współodczuwania też , chyba właśnie w tym momencie najbardziej czujesz, że tylko Najwyższy cię słucha, wierzy w ciebie i nie daje ci skapitulować … ja też to znam
    Ściskam Cię mocno

    • ciągła walka w głowie.. ale tak się u nas potoczyło ostatnio że wszystkie dylematy rozwiały się w jednej sekundzie.. Jesteśmy, współodczuwamy, nie kapitulujemy i nie poddajemy się! Dziękuję za ciepłe słowa!

  • Wróciłam po kilku dniach… Nie wiedziałam co napisać… Jak Cię pocieszyć… I tak naprawdę się nie da… Nie da się ukoić bólu… Mój tato nie żyje sześć lat, dziadziu cztery… Boli…

    Są chwile zwątpienia. Każdy je ma. Jesteś obobą ciepłą, radosną, przepełnioną mnóstwem uczuć. Dlatego ONA MA SIŁE…

    Pozdrawiam z jesiennych Bieszczad…

  • Tak mają wszyscy, którzy doświadczają podobnego… Jesteśmy z Tobą. Jesteśmy razem. Jesteśmy w tym sami. Znów płaczę, gdy Cię czytam. Tym razem ze smutku. Wielkiego…

  • człowiek został stworzony by żyć. By cieszyć się tym słońcem na niebie lub księżycem w pełni. Ale kiedy na drodze spotykamy osobę chorą czujemy, że musimy jej pomoc. I chcemy to robić. Ale też tak jak napisałaś uciekać chcemy. Od tego co złe od tego co inne, Nie chcemy aby nas do dotyczyło, aby nas to dotknęło. Chcemy uciec aby nie patrzeć, nie cierpieć. Bo chcemy być tylko szczęśliwi… Zawsze myślałam, że z wiekiem twardszy tyłek mieć będę. Guzik, Nic się takiego nie stało. W podobnym wieku jesteśmy, podobnie odrobine na świat patrzymy. I pochylamy się nad tymi co chorzy, ale uciekać tez pragniemy … Mam babcię moja ukochana , czasem już mnie nie poznaje. A chcę ją pamiętać taką roześmianą, rozgadaną, a nie taką jaką jest teraz. I mimo, że doskonale rozumiem, że to wiek.. że tak być musi, pytam – Dlaczego

  • Iwonko, przeczytałam i wzięłam głęboki oddech i poczułam, że właśnie tak chcę powiedzieć – życie to zbiór oddechów – wdechy i wydechy, zróżnicowane choć wydawałoby się podobne czynności, jakże od nas niezależne. Śpisz i oddychasz, czuwasz i oddychasz, aktywnie spędzasz czas i oddychasz… Jedynie miarowość oddechu się zmienia.
    Takie jest życie jak ten nasz oddech. Nabierasz powietrza do płuc i walczysz.
    Wypuszczasz oddech i uwalniasz ciało i umysł z napiec dnia całego.
    Bogu dzięki, że tak jest.
    Całe życie na pełnych obrotach się nie da.
    Współodczuwasz i odpoczywasz.
    Odpoczywasz, po czym na nowo współodczuwasz.
    Jesteś taka jak większość (oby większość).
    Kochasz.

    Dobrego wszystkiego Iwonko.
    Pozdrawiam serdecznie.

  • Witam, doskonale Cię rozumiem. Moja Mama miała raka, nie ma Jej już tu. Nie zawsze tak szczerze mi się chciało jechać do szpitale, tam gdzie tyle chorych, tyle cierpienia. U nas to trwało tylko pół roku. Może lepiej, że tak szybko. Nie cierpi.
    Pozdrawiam ciepło z Małopolski :). Joanna

  • Normalny instynkt samozachowawczy. Kazdy chcialby byc idealem, ale tez moc zyc swoim zyciem, musi tak byc, bo inaczej przyszedlby dzien, w ktorym to Ty nie mialabys sily wstac z lozka.
    Pamietam, ze gdy moja mama miala ciezka depresje, a ja bylam daleko, to tez targaly mna sprzeczne emocje.
    Chcialam byc przy niej, ale jednoczesnie cieszylam sie, ze nie jestem. Codziennie do niej dzwonilam, ale balam sie kazdego dzwieku telefonu, gdy pisala ona lub jej znajomi…
    Sily Iwonko i nie rob sobie wyrzutow, bo jestes cudowna synowa i kobieta.

  • Witaj Iwonko
    Często czytam bo pięknie piszesz. Jesteś dobrą i mądrą kobietą, troskliwą i zapracowaną..Nasze życie kołem sie toczy,. Jest radość
    i smutek, cierpienie i ból. I nie da się tego obejść, przeskoczyć tylko trzeba to przeżyć. Później. … zostaje blizna….
    Przeżyłam kilka bolesnych strat w mojej rodzinie. W ciągu 5 lat odszedł brat -chorował jakiś czas a siostra zginęła w wypadku
    zostaly kilkuletnie dzieci. Mama dostała udaru i leżała cierpiąc 4 lata! Opiekowałam się nią. Była tylko praca i dom na okrągło.
    Bywałam bardzo zmęczona, miałam dość ale musiałam. Miałam wyrzuty sumienia że za mało, że inaczej może. Minęło.
    Dziś jestem babcią. Czasem zastanawiam się co mnie czeka. Gdyby można wybierać to na pewno nie chciałabym nikogo
    obciążać ostatkiem swoich dni. Ale póki co cieszę się zdrowiem, dziećmi, wnukami i jesienną pogodą. Bo czasem słońce a
    czasem deszcz…. Pozdrawiam Cię ciepło, życzę siły i radości bo masz z kogo i czego się cieszyć mimo wszystko.

    • Bardzo dziękuję i też Cię pozdrawiam.. wszystko to takie smutne.. ale najważniejsze że masz siłę do radości, masz wnuki, dzieci.. powody by być szczęśliwym człowiekiem mimo wszystko. ściskam Cię mocno 🙂

  • Pięknie to napisane i tak od serca, po ludzku. Tak, że się popłakałam. Boję się jak ognia odchodzenia moich najbliższych. Jak ognia. Babcie odeszły już dawno, gdy byłam jeszcze mała, wiele pamiętam, przy umieraniu jednej prawie byłam (obok w pokoju, gdy zaczął się krwotok i pękły dreny w brzuchu, a mama próbowała ratować ile miała sił), ale mama, tata moi- wciąż żyją. Choć słabi już, starzy. Całe życie, od dziecka boję się. Tego. Zawsze dużo chorowali oboje, zawsze, nawet mając lat 5, bałam się, czy któreś nie umrze i co ze mną, jeśli. Sama teraz najbardziej ze wszystkiego obawiam się śmierci swojej (bo dzieci małe i chcę je do dorosłości wychować, a potem też miło byłoby wnuki zobaczyć :)), a już niewyobrażalnie wprost, żeby któreś z nich nie odeszło przede mną. Odchodzenie, umieranie, zarówno to nagłe, walące obuchem w łeb, jak i długotrwałe, pełne cierpienia jest związane z moim największym lękiem. Pogodzić się ze śmiercią nie umiem i nie chcę. Przesyłam Ci same dobre myśli, byś przetrwała ten trudny czas. Raz lepiej, raz gorzej. Myślę, że bardzo naturalne jest to, co przeżywasz. My, względnie zdrowi, pełni energii, mający ochotę na to, by jeszcze czegoś chcieć, a tam, za murami drugi świat. Świat powoli ginący. Choć wciąż żywy.To strasznie trudne.

    • Mnie też przerażają takie myśli.. o dzieciach, mężu, mamie, przyjaciołach… w nieskończoność mogłabym wymieniać. Przeraża mnie śmierć, ale jednocześnie wiem że jest na porządku dziennym życia. Nieunikniona. Nie da się przeskoczyć, nie da zatrzymać, trzeba się pogodzić.. ciężkie, niewyobrażalnie ciężkie tematy.

  • Moj tata umarl w lutym tego roku, nikt sie tego nie spodziewal.Zabolal go brzuch i zyl potem 3 miesiace.Bardzo duzo w tym winy lekarzy.Tatulku brakuje mi Ciebie!!!
    Lubie Twojego bloga i dziekuje Ci za niego.

  • Iwonko I Marcinie. Teraz jestem po telefonie z Polski . Z Polski, przez USA do Wielkie Brytanii. Ja, ktora sobie zawsze mowi , ze brak wiadomosci to dobra wiadomosc… Nasz dziadek, moj I Marcina lezal w szpitalu, bardzo chory. Mialam 15 lat, przez 3 tygodniu stalam pod tym szpitalem sparalizowana, nie dalam rady wejscia I pozegnac sie z moim dziadkiem, bohatrem mojego dziecinstwa I wzorem mezczyzny.Nasz dziadek juz nie wyszedl z tego szpitala…A teraz mysle o was, ze znow mnie nie ma, choc ocean nas dzieli, moze byc powinnam. Dla Rudej Cioci, z ktora mam tyle wspomien. Dla Marcina I Andzrzeja.Dla Ciebie I dla dziewczynki. Niech wydarzy sie cud, niech bedzie dobrze, zebysmy razem byli wszyscy jeszcze raz…

  • Jestem nowa…
    czytam…
    podziwiam…

    • Witaj Ola 🙂 u mnie zazwyczaj nie jest tak smutno… ostatnio tylko pozwalam sobie na totalne użalanie się nad sobą. Ale przejdzie mi. Przejdzie!

      • Tak wiem
        dzisiaj w nocy przeczytałam cały rok…
        podoba mi się Twój styl pisania przez co mam wrażenie że mówisz właśnie do mnie…
        „Ona ma siłe” i lada dzień za chmur wyjdzie słońce …

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *