cudów nie ma.

13 marca 2017

Zbieraj momenty. Jak najwięcej. Wszystko co ważne układaj w głowie i w najszczelniejszym kuferku.

Gromadź te najpiękniejsze wydarzenia z życia, by kiedyś, no wiesz… by kiedyś łzę uronić i doznać tego cudownego uczucia pod skórą.

 

Zbieram jak głupia. Jak szalona. Na blogu, w folderach „moje szczęście” „moje cytaty” „ważne zapiski”, w notesach, na kartkach, w ramkach na ścianie. Napisałam nawet książkę żeby nic mi nie umknęło.

Najważniejsze ważności mojego życia.

Zdjęcia robię. Czytam piękne blogi. Czytam książki, przy których przeżywam i płaczę.

Kolekcjonuję wyrywki zdarzeń. Wszystko co ma znaczenie. Znaczenie w moim sensie.

Stare bilety, nowe pomysły, pierścionek od Taty na zakończenie liceum, ważne słowa oprawione w ramkę, mój pierwszy wiersz. Ząbki, włoski i ubranka moich dzieci. Pierwsze rysunki, figurki a potem wypracowania…

Przybrudzone, przetarte przepisy babci oprawiam i wieszam w kuchni na ścianie.

Zapisuję kolorowym długopisem nasze marzenia w albumie „Nasze Marzenia”.

Żeby nic nie uciekło. Nie zgasło pod ciężarem codzienności.

Odgrzebuję stare zdjęcia. Angażuję rodzinę w poszukiwania zdjęć ludzi, o których ledwie już pamiętam.

 

Żyję pełnią życia codziennego z rosołami i brudnymi naczyniami. Ale z tym sentymentalnym sznytem wspomnień i tęsknot.

Jestem wypełniona po brzegi wszystkim co ważne. Ocalam. W domu brakuje mi już ścian. W kufrach w piwnicy miejsca.

 

Pod wpływem dotyku rozpływam się. Stary bilet skądś dokądś… Pamiętam. To nie tylko bilet, to kawałek mojej historii. Dotykam go z ukłuciem w sercu. Mam przed oczami Mrągowo i paczkę przyjaciół. Moje pierwsze tanie wino i zgubiony plecak (niektórzy twierdzili że mi go ukradli). Mam przed oczami krótką sukienkę z dużymi guzikami z przodu. Czarne glany z białymi sznurówkami. Długie włosy związane w kucyk i te loki niesforne wystające spod gładkiej fryzury. Byłam tylko trochę starsza od mojej córki. Tylko trochę bardziej odpowiedzialna. Tylko trochę mniej naiwna.

Byłam pełna wiary w życie, w człowieka, w „no rules”.

Jeden mały bilet zachowany jakimś cudem. Z Grajewa do Mrągowa.

 

Czy jest sens w zagracaniu życia? Zbieraniu momentów, do których się tak rzadko wraca, albo w ogóle nie wraca.

Pozwolić na zmarnowanie? Przegapić? Ocalić? Upychać w ciasnych kontach na „chwilę czasu”, na „może kiedyś”, na „sprzątanie w piwnicy/ życiu”?

 

Moje córki żyją w kolorowych czasach monitorów. Stukania palcami w klawiaturę. Czy one kiedyś choć raz zajrzą? Czy oprawią w ramkę przepis na najpyszniejsze gofry? Na wigilijną kutię? Czy mają sentyment we krwi?

Czy spokój który ja odnajduję w tym chaosie, będzie kiedyś ich spokojem?

Codzienność, którą zbieram i układam równo w rządkach, będzie wspomnieniem po które sięgną?

Dotyk. Czy opowie im historie?

Czy w zbiorowisku tego wszystkiego odnajdą to co ja? … jakimś cudem.

 

Tyle pytań. Tyle chcenia.

Zbieram. Dla siebie. Dla potomności. Moja mama, moje babcie, ciocie i panie sąsiadki nigdy by się nie domyśliły, że ze mnie taka wyrośnie. Jakby tu ją nazwać? Taka sentymentalna dziewczyna z pojemną duszą.

Może ja też się nie domyślam komu przyda się moja dzisiejsza codzienność. Może tej Nadii, która najmniej mi na to wygląda.

A nawet jak nie…

Bycia sobą nie uzależnia się od przydatności. Jestem jaka jestem. Czasem poważna. Czasem do nieprzytomności wariatka. Zbieram. Kolejkcjonuję. Kocham. Czasem jestem egoistką. Czasem oddam ostatni grosz. Na wakacje wyjeżdżam tylko z dziećmi. Lubię się tych dzieci czasem pozbyć. Maluję paznokcie i nakładam drogie cienie na powieki. Albo chodzę całe dnie w dresie, z przybrudzonymi włosami. Piszę. Albo jak nie mam chęci – nie piszę. Jestem matką przede wszystkim a czasem przede wszystkim pisarką, a czasem businesswoman, żoną, ogrodniczką…

Mam sentyment we krwi. W genach wrażliwość.

 

Nikt mi nie wmówi, że wszystko się musi na coś przydać.

Że żyjemy by kiedyś to wszystko było po coś. Owszem każdy by chciał. Bo mamy skłonność do życia tym co było albo tym co będzie. Lubimy coś po sobie zostawić. Nie tylko te kufry pełne wspomnień ale coś „ważnego”. Coś co spowoduje, że się przydamy mocniej niż wspomnienia.

Życie tu i teraz staje się pędzącą przyczyną przystanku „kiedyś”. Mamy skłonność taką.

Tylko po co?

Rób jak uważasz. Bądź sobą. A jak się jakiś cudem przydasz.. to się po prostu przydasz.

Czy kiedyś to będzie miało znaczenie? Znaczenie ma to, co czujesz teraz odkładając list od córki do ładnego pudełeczka w złote gwiazdki. Pudełeczko układasz w tym kuferku na ważne listy. A kuferek w dużym kufrze. Może otworzysz go pięć razy, może pięćdziesiąt a może raz. Ale czy teraz, w tej chwili mogą mieć znaczenie te razy? Teraz w tej chwili gdy gładzisz dłonią te gwiazdki i ocierasz łzy. Gdy uczucia z tego listu i te rozkoszne błędy ortograficzne prześwitują przez wszystkie kufrowe warstwy. Jakie może mieć teraz znaczenie przydatność?

 

Układam równiutko. Zamykam. Gaszę światło i wracam do kuchni. Dziś na obiad kurczak ze szparagami a na deser bananowiec. Trzeci raz w tym tygodniu. Pewnie pięćdziesiąty w tym roku.

 

Może kiedyś, zawiśnie na jakiejś ścianie przepis na niego. Może kiedyś. Jakimś cudem.

 

17

15 komentarzy

  • Wow. Przepiękna treść. Dziękuję.

  • Karolina S. |

    ❤❤❤ Bratnia duszo moja 😘

  • Niektórych wspomnień, skrawków, odruchów nie da się po prostu wyrzucić, pozbyć, zapomnieć. Są częścią nas i chowając je do kufra zachowujemy właśnie część siebie. Z tego dnia, z tą emocją, akuratnością chwili. Bo my cali z takich skrawków jesteśmy. Całym kufrem skrawków.

  • Sandra |

    Pięknie napisane…

  • Wspomnienia to do siebie mają, że choćbyś chciał czy nie chciał wracają….

    • ‚…Wiatr wieje i serce sie kruszy, a w glowie jus iny swiat’ 🙂 gdyby nie Te wspomnienia, to czlowiek bylby takie samotny…

  • Jak pięknie napisane… Ja też, ja też…. tak mam. Nie potrafię wyrzucać moich „skarbów” typu pamiętnik z wpisami koleżanek z podstawówki… a dom mam o wiele, wiele mniejszy od Twojego :)) ale taki to już typ człowieka 🙂
    Pozdrawiam ciepło i cieszę się, że piszesz…

  • KAMILLA |

    Cudowna jestes, serdecznosci posylam:)

  • Witaj, po ogromnej dawce duchowej strawy w słowach.. Mogę prosić o przepis na Bananowiec?

  • Mariola |

    Wrocilas… Bo długo Cię nie było, ale warto było czekać na ten wpis… Dziękuję Ci 💕

  • Uwielbiam stary zeszyt na przepisy mojej mamy i album, w ktorych mama nastoletnia jest taka piekna na zdjeciu I gdzie mlodziutka babcia obejmuje siostre. Moje dzieciaki zawsze te albumy wertuja jak jestesmy w Polsce, a ja tez nasze zdjecia wywoluje i wcisam w albumy. Rok temu podczas przeprowadzki siedzialam w pud lach i rozczulalam sie nad zdjeciami usg I przedszkolnymi rysunkami 🙂

  • A po całej tej ‚pysznej’ treści, cytat patrzący ze ściany to taki do wzruszenia pociągający… Taka esencja. Czy autorem jego jesteś bo i na swojej powiesić marzę…? :*:*

    • myślałam, że to słowa mojej znajomej.. więc nie zrobiłam cytatu a potem ktoś mi napisał że to podobno słowa Kasi Nosowskiej. Ja nie jestem autorką (nad czym boleję bo prosty i piękny 🙂 )

  • Mam to szczęście, że pamiętam Twoje glany 🙂 Zaskoczyłaś zapewne bliskich swoją metamorfozą – mnie na pewno. Tak samo Twoje córki dojrzeją i zrozumieją, że wspomnienia to jedyna rzecz, którą człowiek posiada naprawdę. Ściskam 🙂

  • jagoda |

    Czytam ten post juz chyba setny raz i ciągle oczy mi się pocą Pięknie napisalas o gromadzeniu swoich ważności Czytam to jak biblie przed snem przy śniadaniu i dziękuję ci bardzo ze jestes

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *