czasem zdarza się wtorek

 

Żeby w chlebie było czuć śmietanę z cukrem. 

A w zimnej wodzie w stawie zwiewność sukienki. 

Żeby w mleczach widzieć upleciony wianek albo najsłodszy miód. 

Żeby dom porośnięty bluszczem nosił w naszych myślach tajemnicę. 

I żebyśmy mieli na to czas.  

Zatrzymać się i nie dostać nieskończonymi sprawami po głowie. 

Żeby znajdować momenty na najprostsze rzeczy. I najprostsze wspomnienia. 

Ale dziś zwykło się czasu nie posiadać. Zwykło się pędzić i ścigać koniec tęczy. 

 

Na wczoraj. Na już. Nie mogę. Nie dam rady. Przepraszam. 

 

Żeby moment z dzieckiem był ważny dwukrotnie więcej niż godzina w pogoni za życiem. 

A własny dom, żeby był zawsze tym, co kochamy a nie tym co w modzie nowego. 

Żebyśmy umieli smażyć pączki na smalcu i grać z dziećmi w wojnę.

I mówili częściej o tym co nam się udało. I walczyli o szczęście.

Żebyśmy z piachu na dywanie nie robili wojny.

A z rozlanego mleka lamentu. 

Doceniali życie. Za najprostsze sprawy.

Nie dręczyli samych siebie narzekaniem.

 

Bo czasem zdarzyć się może, że piękny poniedziałek… słoneczny i zapowiadający lato, zakończy nasz czas na to wszystko. 

A życie obudzi nas wtorkiem bez odrobiny pamięci i z wyzwaniem w postaci tragedii. 

Kiedyś dawno temu napisałam w jakimś wpisie, że należy uważać z narzekaniem, bo całkiem możliwe, że los zechce się któregoś dnia odmienić. Tylko, że nigdy nie wiemy, w którą stronę pójdą zmiany.

 

W poniedziałek poczuła się gorzej. Tak po prostu jak wielu z nas może poczuć się czasem. A we wtorek siedziała na łóżku szpitalnym, nie pamiętając że ma czworo dzieci, rodzinę, gdzie mieszka, ile ma lat… za to dobrze zapamiętała, że ma raka mózgu.

To siostra mojej bratowej. Historia tak wstrząsająca, że moje serce nie nadąża by ją pojąć. Kobieta lat 32… młoda, zaradna, pracowita, ładna. 

Ma czwórkę dzieci. Ma męża. Ma mieszkanie. Dwie siostry. Mamę. Życie. Nie pamięta niczego.

Nie pamięta czym jest lodówka. Siostra musi jej wytłumaczyć. Pokazuje jej również pralkę w internecie i tłumaczy jak się pierze. 

– Jak wrócisz do domu będziesz prała. 

–  Ale ja nie umiem tego robić.

–  To się nauczysz.

Podobnie nie umie gotować, odkurzać, opiekować się dziećmi. Jest przerażona.

Patrzy na te dzieci i mówi, że takie śliczne i tak ładnie ubrane… ale na pytanie – co czujesz jak trzymasz synka na kolanach? Szczerze odpowiada – ciężar. 

Musi uwierzyć że je kocha. Że się kiedyś nimi zajmowała. Że ten kolor ściany w pokoju, który tak się jej teraz nie podoba, wybrała sama. 

Że to jej życie. Musi na słowo uwierzyć, że tu gdzie ją wcisnęli nie pytając o zdanie, to jej dom.

 

Sytuacja przerażająca. Odesłali ją do domu bo na operację trzeba czekać. Choć powinna być zrobiona natychmiast. Guz zaczął już krwawić. W konsekwencji sparaliżowało jej połowę ciała. Lekarz współczuje ale to nie jego wina, to wina systemu. 

A ona leży w pokoju z brzydką ścianą i zastanawia się kim jest. 

Tragedia przerwała jej historię… urwała niedokończone sprawy, odebrała dzieci i wszystko co było dla niej do tej pory ważne. Lekarz mówi, że to nawet nie tyle guz, co psychika odebrała jej pamięć. Tak głębokie załamanie spowodowało, że nie pamięta.  

Ogląda widelec w dłoniach i zastanawia się jak go użyć. Poznaje na nowo najprostsze przedmioty. I każdego dnia przygląda się obcym, którzy podobno są jej najbliższymi.

 

Skąd mamy wiedzieć co nas czeka? Nikt tego nie wie. 

Czy takie historie dają nam do myślenia? Tak, na krótką chwilę.

Czy wyciągamy wnioski? Tak, niejeden. Ale często nie pamiętamy o nich już kolejnego dnia. 

 

Żeby w chlebie było czuć śmietanę z cukrem.

A w zimnej wodzie w stawie zwiewność sukienki…

 

Żebyśmy pamiętali o swoich dzieciach w milionie codziennych spraw. A trzymając je na kolanach żebyśmy zdawali sobie sprawę jak bardzo mocno kochamy ten ciężar. 

Żebyśmy żyli spokojniej. Śmiejąc się głośniej. I płacząc krócej. 

Wybierali śliczną sukienkę na zwykły dzień. 

Kroili chleb własnego wypieku. I podlewali kwiaty. 

Byli uśmiechnięci i świadomi, częściej. 

I nie zapominali o tym, że to co dane dziś, może nie być dane jutro. 

 

25 komentarzy

  • Alicja Lopes |

    Iwonko… tak bardzo za serce ściska … i choć rozumiem przekaz wpisu to jedyne co przychodzi mi do głowy to, ze tak bardzo mi przykro … i głupio mi tez , i się boje … bo życie czasami jest tak bardzo do dupy …

    • Też w takich sytuacjach zawsze się boję. I zadaję sobie pytanie, bo niby dlaczego nie ja? Dlaczego miałabym być pominięta akurat ja? potem przechodzę do porządku dziennego i nie myślę, ale za jakiś czas znów się coś tragicznego dzieje a ja znów uwierzyć nie mogę.. Trzeba mocniej pielęgnować życie, bo nigdy nie wiadomo.

  • I tak szybko o tym zapominamy w codzienności ….Iwonko nie uwierzysz , właśnie robiłam wpis na Instagramie , a w tym samym momencie pokazała mi się wiadomość o Twoim wpisie na blogu ….magia 🖤 …szkoda mi, mi że nie mogę być w Krakowie 30 …może jeszcze kiedyś uda mi się Ciebie uścisnąć z całych sił 🙂 Wszystkiego dobrego Kochana 😙

  • Piękne słowa …i takie prawdziwe❤️

  • ❤️duzo siły dla Was wszystkich …

  • U mnie tez sie zdarzyl taki wtorek…. Poniedzialek byl piekny, chociaz ekstremalnie deszczowy ale byl wspolny, z czasem tylko dla nas, smiechem dziecka i nowym zyciem we mnie…
    Wtorek…wtorek zmienil mnie, nas i nasza cala przyszlosc…nasze baby ma syndrom Edwardsa…..
    Potem byla jeszcze sroda….baby nie mozna uratowac…
    A tydzien pozniej byl czwartek….najgorszy dzien naszego zycia….
    Nasze baby urodzilo sie w ciszy…powitanie stalo sie pozegnaniem….
    Nie narzekajmy…cieszmy sie chwila, doceniajmy to co mamy….bo jutro moze zmienic wszystko.
    Duzo zdrowia i wytrwalosci dla siostry bratowej i calej rodziny.

    • Tak niewyobrażalnie mi przykro Ewa…
      Ludzie przywykli do narzekania na drobiazgi. Na rzeczy bez znaczenia. I tracą na tym narzekaniu życie.. A to życie trzeba żyć. Tak jak kochamy żyć. Bezwarunkowo. Jest nasze i jest jedyne, które mamy. A kolejny dzień nie wiadomo co może przynieść. Ściskam Cię Ewa najmocniej.

  • Masz rację, że często takie usłyszane czy obserwowane historie dają nam do myślenia tak na krótko, że zapominamy. Pewnie tak jest bo staramy się za wszelką cenę wypierać ze świadomości ból, cierpienie i strach. Odsuwamy od siebie jakby nie istniały. A one są , przypominają o sobie i nigdy nie jest ,,odpowiedni moment,, na ich ujawnienie. Fajnie że poruszasz takie tematy. Ktoś może o tym zapomni ale z tyłu głowy będzie to siedziało i dzięki temu bardziej i mocniej doceni swoją rzeczywistość. Wspaniale piszesz:)

    • Wiesz Kamila, ja jestem tego pewna że nie zapominamy do końca. Zapominamy bo nasz organizm broni się przed tym by nie oszaleć. I może to i dobrze… Spokojniej nam przynajmniej. Ale świadomość życia jest tak ogromnie ważna, że czasem się wściekam na samą siebie że tak szybko zapomniałam, że trzeba żyć pełnią życia, że doceniać do ostatniej kropli trzeba, nie przejmować się pierdołami… Wściekam się, ale ta wściekłość buduje we mnie kolejną cegiełkę świadomości. Utrwala to co ważne. Dokładnie tak jak mówisz – z tyłu głowy wciąż mam te historie i te moje chęci na piękniejsze, pełniejsze życie..

  • Nie umiem napisać nic…, że współczuję ? to nic nie znaczy w ogromie tej tragedii.Iwonko, dziękuję za ten post,jest jak ogromny znak STOP na tej naszej rozpędzonej drodze życia.I , chociaż to niemodne w tych nowoczesnych czasach , pomodlę się o jej powrót do zdrowia, dzieci i rodziny …

    • Gosiu, bo będę zaraz płakać… Wiesz ja w Boga nie wierzę, ale jeżeli ktoś pisze mi że się pomodli to tak bardzo mnie to wzrusza. Dla osoby wierzącej modlitwa jest bardzo ważna, a on/ona chce oddać jej kawałek w moim imieniu (czy jak w tym przypadku w imieniu chorej osoby) .. Bardzo jestem wdzięczna.

  • Chciałam napisać coś mądrego o tym , że to życie kruche i delikatne i że ja o tym wiem, pamiętam, bo coś tam już przeżyłam… ale co ja tam wiem, sama też się rozpędzam w tym ,żeby mieć, żeby gnać. A teraz dzięki twoim przemyśleniom, podobnym do moich, ale napisanym tak wprost, zatrzymam się choć na chwilę, by nacieszyć się tym co mam… Każdy chyba się zgodzi, że piękne to życie, ale tak cholernie trudne…

    • Piękne, trudne, czasem byle jakie a czasem jak w raju… Ale z tej całej mieszanki musimy ulepić jakąś całość… a ta całość to wszystko co mamy. Nie będziemy mieć mniej ani więcej. Dlatego tak ważne jest żeby doceniać to życie. Czasem piękne i czasem trudne.

  • co napisac …nie wiem tak bardzo przykro

  • .. tak bardzo przykro…

  • Karolina S. |

    Takich historii jest mnóstwo wokół.. ale zaczynają być zauważalne, gdy dzieją się tuż obok.. w domu sąsiadów, u koleżanki albo na własnym podwórku, w rodzinie.. Przerażają okrucieństwem i niesprawiedliwością. Obezwładniają niespodziewanym atakiem i paraliżują następstwami.. Historie, których częścią możemy być my sami. I tylko świadomość zaskakującego losu świadczy o mądrości człowieka, bo o bezradności nawet nie ma co dyskutować.. Dlatego żyjmy! Cieszmy się każdym dniem! Czerpmy z niego jak najwięcej! Szanujmy zdrowie! I dbajmy o drugiego człowieka! Bo cóż w życiu jest ważniejszego niż drugi człowiek..

  • My świeżo po odejściu tescia i nawet wczoraj mówiłam, że chciałabym żyć przynajmniej tyle, żeby dzieci z gniazda wypuścić. Dlatego robie chociaż tyle, że regularnie się badamy. W piątek idę na przegląd.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *