dmuchawce

26 czerwca 2017

 

Jestem emocjonalna.

 

Oplatam się uczuciami. Wypełniam się nimi i trwam od początku do końca dnia. Roztrząsam je. Zdaję sobie sprawę z tego co ważne. Podkreślam w myślach jakie mam szczęście. Ściskam w pamięci swoje dni spędzone z babciami. Doceniam kromkę chleba. Tą ze śmietaną i cukrem.

I tak jest od zawsze. Oddaję się temu co we mnie trwa. Jak pracuję w wielkim żydowskim sklepie, to pakuję przy kasie skrupulatnie nabiał oddzielnie od mięsa i uśmiecham się pełnym uśmiechem pomimo bólu nóg od czternastu godzin. Jak wykręcam numer do mamy, to wysłuchuję całą sobą co u niej. Jak jadę na wycieczkę z dziećmi to telefon wyciągam tylko wtedy jak robię zdjęcia. Jak piszę to zapominam czasem zrobić obiad tego dnia. Albo świadomie go nie zrobię. Dzieci wtedy szczęśliwe, że zjedzą mac and cheese (amerykańskie szybkie danie: ugotowany, gorący makaron wymieszany z żółtym serem)

Jak czytam, to chodzę z tą historią cały kolejny dzień. Obecnie czytam „Małe eksperymenty ze szczęściem. Sekretny dziennik Hendrika Groena lat 83 i ¼”. Jestem z tymi staruszkami w domu pomocy gdzieś w Holandii. Śmieję się z nimi. Płaczę.

 

Emocje pomagają i przeszkadzają w życiu. Prawdopodobnie dzięki nim istnieje ten blog. Dzięki nim powstała moja książka. Dzięki nim jest mi w życiu pięknie.

Ale to przez nie, gubię się w rozmowach z ludźmi racjonalnymi. Albo to raczej oni gubią się w moim podejściu do życia. Ani ja im nie wytłumaczę siebie ani oni mi siebie.

Nie potrafię podejmować najmądrzejszych decyzji… częściej kieruję się sercem i intuicją niż rozumem. I pewnie dlatego mam mniej… mniej tego co dla mnie i tak mniej istotne. Za to więcej tego co dla mnie najważniejsze.

 

Moja babcia zawsze dawała nam łyżeczkę gorącej posłodzonej kawy bez mleka. Uwielbiała ciemny chleb z białym serem, bez masła.

Moja mama pisała wiersze, słuchała Niemena i przed każdymi świętami krzątała się w kuchni do upadłego.

 

Czasem jak robię kawę bez mleka to nabieram łyżeczkę, posypuję cukrem i wypijam z namaszczeniem. Ser biały jem tylko z jasnym pieczywem z dużą ilością masła. Piszę wiersze, słucham tego co akurat leci i przed każdymi świętami krzątam się w kuchni do upadłego.

 

Żyję po swojemu. Ale z pamięcią. Mocno zarysowaną pamięcią, nie o tym co wielkie ale o tym co najmniejsze.. jak ten ser z ciemnym chlebem. To takie śmieszne, ktoś by pomyślał…

Ale najważniejsze i najpiękniejsze rzeczy przydarzają mi się nie na wielkich przyjęciach, wypasionych wakacjach czy rozmowach o notowaniach na giełdzie, ale na piaszczystych drogach Białosukni – małej wsi gdzie podskakując z bukietem świeżo zerwanych kaczeńców śpiewałam pieśni o cyganach,

w świeżej wykrochmalonej pościeli u babci gdzieś w Ełku gdy przytulona do niej słuchałam opowieści o wojnie,

w małej klatce w bloku, jeżdżąc na odkurzaczu, robiąc namiot z koca,

biegając na bosaka po nieskoszonej trawie… i rozdmuchując setki dmuchawców a potem układając te setki marzeń w plany na przyszłość,

zwisając głową w dół na trzepaku i żłobiąc włosami w piachu podłużny rowek…

 

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego mamy różne wspomnienia? No oczywiście że każdy z nas miał inne dzieciństwo i inne życie, ale również dlatego, że pamiętamy inaczej. Ja pamiętam miliony tych zwykłych szczegółów, które teraz przemycam do swojego życia i życia swoich dzieci. Drobiazgi takie jak picie skoczku z takich jednych czerwonych kwiatków, podskakiwanie w rytm na piaszczystej drodze, robienie wianków z mleczy, kisiel własnej roboty, dżemy w słoiczkach obwiązane lnianym sznurkiem, gra w wojnę, podchody, pierwszy zapach konwalii… lebioda lebioda deszcz czy pogoda…

I bardzo dobrze mi ze sobą. Z podejściem do życia takim emocjonalnym, staroświeckim, gdzie znaczenie mają te drobne chwile.

 

Minusem tej sytuacji może być najwyżej to, że ludzie prorokują często co by też oni nie zrobili na moim miejscu – i stawianie temu czoła. Bo człowiek który myśli sercem nie zawsze wychodzi na tym najlepiej. I ciężko wytłumaczyć czym się kieruje i dlaczego to takie dla niego ważne. Bo człowiek któremu leci łza na widok siana ułożonego w ten charakterystyczny sposób, jest dziwny.

 

Teraz może zrozumiesz mnie mężu dlaczego nie chcę by dwa razy w miesiącu przychodził pan i opryskiwał naszą trawę.. by była idealna, zielona, bez chwastów.. bez tych setek marzeń…

 

A gdy kiedyś będę babcią to nie zapomnę o krochmaleniu pościeli. Nauczę się.

I te piosenki o cyganach będę im śpiewać. Bo pamiętam.

I czas zawsze znajdę. I nigdy nie usłyszą ode mnie, że jestem zmęczona. Bo nawet jak będę to wymyślę zabawę na siedząco. I rozdmuchiwać będziemy wszystkie marzenia świata…

 

To co pamiętam i pielęgnuję zawdzięczam emocjom. Ja to wiem. I to jak żyję i to co mam.

To czego nie mam być może też. A raczej napewno też.

 

Wolę jednak żyć tak, by na starość nie wypominać sobie,

że nie miałam odwagi spróbować być sobą.

 

 

Bez łez, krzyku, bez goryczy, żalu,

miłości, śmiechu, ekscytacji,

bez strachu, wstydu, poczucia winy,

pretensji, uwielbienia, zachwytu…

 

wyobrażacie sobie? Bo ja nie.

 

 

IMG_7248 IMG_7260

 

 

27 komentarzy

  • Rzadko zaglądam ostatnio do blogów, mniej czytam, mniej oglądam, mniej zapraszam Innych do siebie. Ale Twoje słowa są jak ten szal jedwabny, niepostrzeżenie otulają, dając ciepło zanim w ogóle zacznę się za tym szalem rozglądać. Może dlatego, że trafiasz w wiele moich emocji. I że mało jestem racjonalna…:-)
    Pięknie.
    Serdecznie Cię pozdrawiam:-)

    • Ja też teraz rzadko zaglądam, rzadziej piszę… ale tyle lat już ten blog istnieje że przychodzi taki moment że cokolwiek chcę napisać, to zdaję sobie sprawę, że to już było. Nie chcę zarzucać ludzi smęceniem o tym samym.
      Dziękuję za miłe słowa :)

      • Nawet, jeśli masz wrażenie, że o tym samym, że o tym już było, to Ty jesteś w nowym momencie, emocje są nieco inne, perspektywa podparta nowymi doświadczeniami, mimo, że ciągle z tą samą tęsknotą. Pisz, pisz. Ja będę czytać, bo Ciebie się czyta, a nie tylko przegląda:)

  • Pięknie i poetycko napisałaś o tym co czuję, ale czasami to trudno samemu wyartukołować. Piękny tekst i trafił prosto w moje serducho 😊 pozdrawiam

  • Kasia N |

    Iwonko dziękuję :) KN

  • Piękne te słowa. I zgadzam się z nimi, bo życie byłoby smutne bez emocji,marzeń, wspomnień, bez odwagi i wiary, że każdą przeszkodę można pokonać, że tyle ile dajemy innym, tyle otrzymujemy wzamian, że choćby inni od nas nie wymagali zawsze trzeba wymagać od siebie. Stawiać swoją własną poprzeczkę. Trzeba dostrzegać radość w tych najmniejszych rzeczach, doceniać to co mamy, bo inni mogą mieć znacznie mniej. I to nie tylko w sferze materialnej. Cieszyć się chwilą ulotną, pielęgnować to co ze wspomnień zostało, żyć tu i teraz. Bo co będzie jutro… się dopiero okaże :-)
    Pozdrawiam!
    I jeszcze… miło Cię znowu…czytać :-)

  • Uwielbiam „Cię” czytywać!

    Pozdrowienia z Opola! 😉

  • Karolina S. |

    „Bo jak kierujesz się sercem to nie zawsze wychodzisz na tym najlepiej.. ” znam to aż za dobrze. Bo zawsze znajdzie się ktoś, kto te Twoje uczucia wygniecie, zdepta i wyrzuci do śmieci. A Ty, łzy wylewając obiecujesz sobie, że już nigdy więcej..
    Ale na nic to. Taka już przecież jesteś. Wrażliwa i emocjonalna do granic. Ale za to bogata w te emocje, wspomnienia i przeżycia. Mądrzejsza. I spełniona. Bo jesteś sobą i nikogo nie udajesz.
    Ach, Iwonko! Ile my byśmy miały wspólnych tematów do rozmów.. Niewyobrażalnie dużo! I cieszę się, że napisałaś. Brakowało mi tego. Bardzo.

  • Ach, jak ja za Tobą tesknilam❤️

  • kongoset |

    Emocjonalna jestem i ja.
    Ooo! Jak płaczę to tak, że usmarczę się od ściągacza przy szyi aż po ściągacz przy swetrowym pasie.
    A ja się śmieję, to prawie widać mi ósemki , których pewnie nawet nie mam i brak dolnej piątki bo przez potwornie bolącą zgorzel kiedyś kazałam ją wyrwać , a teraz by się jednak przydała :)
    Mam w głowie tysiące obrazków i sytuacji z dzieciństwa. Wielodzietna rodzina, każdy z nas inny. Osiedlowe życie i sezonowe , krótkoterminowe wyjazdy do babć.
    Widywałam je tylko w wakacje z racji odległości jaka nas od nich dzieliła .
    Jedna z nich kroiła zamyszytymi ruchami olbrzymi okrągły chleb na swej wątłej piersi i zawsze drżałam o jej życie.
    A potem doiła krowy i nalewala nam mleko przez gazę prosto spod ich wymion.
    A propos -kiedyś nawet koleżanka powiedziala mi, jak wisiałyśmy na wspomnianym przez Ciebie trzepaku głowami w dól , że ona jest prawie kobietką i ma piesi, a ja to mam wymiona , bo jestem rok od niej młodsza, a to prawie jak cielak 😂
    Natomiast druga z babć (góralka) witała swoją córkę (naszą mamę ) słowami :”hohoho, witaj Ty kur*o swiatówko” i zawsze dziwiło mnie , dlaczego mamę to śmieszy, bo mnie jako dziecku było przykro ,że tak do niej mówiła na dzień dobry 😂
    Dopiero po latach zrozumiałam, jak bardzo to powitanie było wygłaszane z miłości i tęsknoty 😂
    Pewnie i kiedyś moja mama mnie tak przywita , jak zacznę ją odwiedzać tylko raz w roku 😂
    W końcu płynie w niej góralska krew.

    Iwonko, piszesz pięknie i pięknym człowiekiem jesteś. Masz piękne wspomnienia i przepiękną historię swoim życiem piszesz.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Marzena.

  • Przebieranie się w babcine halki (dziadek zawsze jej kupował na bazarku) i udawanie damy, bo przecież była długa, z wycięciem na biust :) ech…wakacje beztroskie…a babcia nigdy się nie złościła, że w szafie bałagan…Czy to nie jest też trochę tak, że jak jesteśmy daleko od najbliższych, od to jescze bardziej pielęgnujemy w sobie te wszystkie emocje, chcemy się wzruszać, by pamiętać jak najdłużej i najwięcej? Serdecznie pozdrawiam 😉

    • tak to jest jak najbardziej tak! jestem tu w Ameryce i wiem że to moje miejsce na ziemi. Mój dom, mój świat.. ale wszystkie wspomnienia dzieciństwo i młodości mam polskie.. i mocniej je pielęgnuję pewnie niż będąc w Polsce bo są daleko. Mniej dostępne, mniej realne..
      Ja też w babci halkach chodziłam i sukniach i kapeluszach :) Miała wielką drewnianą szafę z dużym lustrem. Z kuzynką wiecznie chodziłyśmy wystrojone :)

  • Dzień dobry, Pani Iwono ten wpis ukazał się dzisiaj na naszym portalu PatiCafe.pl. To pierwszy Pani wpis u nas :)
    Przesyłam serdeczne pozdrowienia zza oceanu :) – Patrycja

  • Iwonko mnie Ciebie zwyczajnie brakuje :( i takie paro miesieczne przerwy martwią. Jesteś jak bliska mi osoba ❤ Babci juz nie mam, ale zwsze w sercu żyje. I tez robię jej ciasto drożdżowe i placki ze śmietaną…. I pamietam przytulania do fartucha w groszki i warkocze które mi plotla… Pisz proszę, pozdrawiam ☺

    • Mi też brakuje bycia tu… Ale wiesz co, powiem Ci szczerze.. brak czasu to jedno, poczucie że o wszystkim już napisałam to drugie, ale najzwyczajniej w świecie trochę mi już opadł zapał.. Kiedyś każdy moment wykorzystywałam na pisanie, teraz już rzadziej piszę. Ale wciąż gdzieś w środku mi tego bardzo brakuje… Nie chcę się do niczego zmuszać. Wtedy blog byłby nieprawdziwy.. a tego bardzo nie chcę. Dziękuje Ci za to że jesteś tu. Że nie uciekłaś pomimo że mnie tak ostatnio mało :)

  • Wspomnienia to cudowna rzecz, a wraca się do nich częściej niż kiedyś. A nasze dzieci jak będą wspominać? Wakacyjny okres, chłopcy mi się rozjechali po świecie, a mi tak dobrze potesknić, powspominać, poczytać ciebie. Dobrze, że jesteś z daleka – tak bliska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *