Dom

 

Mój dom w sobotę dostał najpiękniejszy komplement jaki dostać mógł. Od rana… no dobra w weekendy rano ma inną definicję, moje rano w weekendy to jedenasta. 

Od rana uwijałam się bo nie dość, że w domu pojawić się miało 5 dodatkowych dziewczynek i zostać na noc, to jeszcze miałam tysiąc kilogramów truskawek do przerobienia na dżemy i kompoty. Do tego bardzo chciałam się opalać, pływać i jeszcze poczytać w dzień marzyłam.. Nie da się wszystkiego. Wiem. Szczególnie gdy planuje się wstać o ósmej a wstaje się jak zwykle o jedenastej. 

Składając pranie dostałam sms-a że wpadnie do nas koleżanka z dziećmi na basen.

Wpadła i taka kochana była, że siedząc na słońcu i opalając się oderwała chyba z 200 szypułek od truskawek. Usprawniła mi pracę ogromnie. Ja co chwilę, jak gotował mi się dżem wychodziłam do nich popatrzeć… Uwielbiam do nieprzytomności takie weekendy pełne dziecięcego szaleństwa, śmiechu, dziesiątki stóp wpadających do toalety albo po wodę z kranu. Uwielbiam jak u moich dzieci są koleżanki, koledzy. Wtedy jest jeszcze pełniej i bardziej domowo. 

Kiedyś koleżanka Zosi powiedziała, że nie wie jak jest w Polsce, ale jeżeli są tam takie wesołe domy to ona zazdrości wszystkim Polakom. Wesoły dom. A dokładnie house full of fun. Ten komplement rozjaśnił moją twarz. Cudownie mieć dom full of fun.  “Gdzie można tyle rzeczy” – jak potem jeszcze dodała koleżanka. Bo w tym domu pozwalam na dużo…

Nie zabraniam biegać im na bosaka, wspinać się po drzewach, brać w ręce żaby, dżdżownice i zdechłe myszy za ogon. Nie zabraniam wbiegać do domu z piachem na stopach… Nie zabraniam pożyczać z kuchni naczyń i koców na namioty. Pranie i zmywanie jest u nas non stop. Mogą chodzić cały weekend brudne. Mogą pływać w basenie w deszczu, ślizgać się na brzuchu ze wzgórza gdy tak leje że nic nie widać. Albo jak ostatnio, brać prysznic w deszczu zamiast w wannie. Oczywiście bez mydła. Nawet jak jest zimno to mogą. Mogą na dach szopy wchodzić i malować kwiaty na trawie złotym sprejem. Jeść agrest prosto z krzaka i truskawki niedoczyszczone z piachu. Spać na trampolinie, w namiocie, w samochodzie. Robimy zazwyczaj jakieś ciasto, lody albo jak tym razem dżemy. Wszyscy mogą pomagać. Próbować z garnka. Na obiad czasem mogą być ciastka a na kolację arbuz. Od tego nikt jeszcze nigdy nie umarł. Od tego jest dzieciństwo by było cudownie, pięknie i po dziecięcemu… A dla mnie to najcudowniejsza radość patrzeć na to wszystko pod moim dachem. 

Co roku siejemy pietruszkę i koperek żeby w czerwcu mieć do zupy a w lipcu już mają gąsienice. Clara czeka codziennie aż pojawią się małe czarne kropeczki z których potem rośnie gąsienica. Nie zdejmujemy ich, nie pryskamy roślinek. Siedzą sobie gąsienice i jedzą. A potem mamy motyle. I dziewczyny zawsze patrząc na motyle zgadują – a może ten jest mój? A może tamten bo duży a jedna z gąsienic była taka gruba… 

Clara chce kury mieć bardzo a Zosia małą świnkę. Do tego jeszcze nie dojrzałam 🙂 🙂 Ale kto wie co nas czeka w przyszłości.

Obierała Marta te truskawki na słońcu i raptem mówi do mnie – wiesz jak tak słucham odgłosów Twojego domu, jak tam szczękasz tymi garnkami i ten gwar na około… to mi się kojarzy dom mojej babci na wsi… 

To najcudowniejszy komplement jaki dostał mój dom. Wyszłam do niej w tym czerwonym fartuchu całym w truskawkach i mówię jej ,że ten komplement… że aż nie mogę. A ona zaśmiała się tylko i dalej truskawki rozprawiała przymykając oczy przed rażącym słońcem. 

Dom pełen życia stworzyłam. I zdaję sobie z tego sprawę. I kocham ten dom taki. 

Tego posta piszę w poczekalni u ortodonty. Jechałyśmy z Nadią na wizytę a ja mówię do niej – Nadia zaproś przyjaciół na basen. Nikt u Ciebie w tym roku jeszcze nie był. Pierwsze co moja córka zrobiła to wysłała wiadomość na snapchacie, że robi imprezę na basenie (tak zrozumiała moje “zaproś przyjaciół” 😀 ) a druga rzecz to mówi do mnie – mama Ty dziwna jesteś. Każdy prosi rodziców żeby coś zrobić a Ty sama namawiasz. 

Miałam na myśli może trochę późniejszy termin bo teraz za tydzień do Polski lecimy i milion rzeczy do załatwienia ale jakoś się poradzi… Znów będzie dużo radości w weekend. Może tym razem uda mi się jakieś zdjęcia zrobić. Żałuję że w tą ostatnią sobotę nie zrobiłam żadnych.. no może z 5 telefonem. 

Ja się tym domem tak chwalę. Przechwalam się, że pełen życia, że piękny, zachwycam się nim na insta stories… to takie mało popularne i próżne być może. 

Ale pracowałam na niego całą sobą a teraz jestem dumna. Że stworzyłam zakątek na tym świeci gdzie wszyscy czujemy się dobrze i gdzie nasi znajomi czują się dobrze i dzieci z okolicy.. Gdzie drzwi są otwarte dla każdego kto ma problem.. w każdym wieku. Gdzie zawsze przytulimy, pomożemy i coś poradzimy. 

A najbardziej cieszy mnie to, że swoim podejściem do spraw nauczyłam własne dzieci empatii i radości życia. Na codzień to widzę, jak one przejęły moje spojrzenie na świat i życie. Jak nauczyły się pomagać i zauważać… Jak opowiadają, że dżemy też będą robić. I nie ważne nawet czy będą je rzeczywiście robić. Chodzi o to, że takie sprawy stają się dla nich ważne. Że zaczynają widzieć piękno w rzeczach małych. Nie tylko w nowych butach czy nowym telefonie. Ale też w słoiku zakręconym w czerwcowe popołudnie. 

Udało mi się. Udał mi się Dom. 

W życiu trzeba się czasem chwalić. My Polacy jesteśmy za skromni. O innych potrafimy mówić pięknie, o sobie nie. Moja mama na przykład do dzisiaj jak coś ugotuje to zanim poda to trzy razy conajmniej powie że niezbyt wyszło, że może za słone czy mało słone, że się chyba trochę rozgotowało… Gotuje przepysznie, ale z nawyku tak mówi… bo tak od zawsze. 

Skromność, którą wielu z nas wyniosła z domów jest bardzo pozytywną cechą. Ale w tej skromności można też przepaść. Do tego stopnia, że człowiek sam dla siebie wydaje się mniej wartym niż jest w rzeczywistości. Nie wierzy w siebie. Nie wierzy że jego dzieci mają cudownego rodzica, cudowny dom. Bo cudowny nie znaczy perfekcyjny, broń Boże! Cudowny, to wystarczająco dobry dom. Bezpieczny. Ukochany. Gdzie czujemy się dobrze. 

 

Ja wierzę w siebie. Wierzę w swój dom. Wierzę że podążam w dobrym kierunku. I jestem cholernie z tego dumna. Udał mi się dom. Udało mi się życie. Chwalę się, bo choć czasem jestem skromna to potrafię być też bardzo nieskromna. Chwalę się, bo jestem dumna i zadowolona z życia.  Bo naprawdę mam dom, w którym chce się żyć.

 

Warto było tak bardzo o to się starać.

 

 

 

 

Zdjęć kilka tego naszego domu. A raczej sprzed domu. Jaka szkoda że nie zrobiłam jak ta gromada dzieci tu była. No cóż w dżemach siedziałam po uszy 🙂

 

 

Umarła mrówka i te inne mrówki gdzieś ją przenoszą. Obserwacja trwała z godzinę. Trzeba też było mrówki nakarmić jabłkami, chlebem tostowym i miodem. Wyobraźcie sobie że te wszystkie jabłka zniknęły sprzed domu! Psy jabłek nie jedzą. Zjadły za to chleb tostowy wraz z częścią mrówkowej rodziny (tylko ci…. bo dziewczyny nie wiedzą).

 

Pamiętajcie, że już jutro nowy odcinek podcastu na blogu.  Zapraszam wszystkich którzy chcą posłuchać jak mówię. Choć jeszcze nie bardzo wiem o czym mówić będę 🙂

 

10 komentarzy

  • wiem, to przypadek, ale zawsze trafiasz wpisem kiedy zaczynam się chwiać , kiedy życie daje po głowie, albo człowiek sam sobie smutek na tą głowę wkłada…człowiek czyli Ja ;). I znowu myślę inaczej, że można , że trzeba cieszyć się z tego co w około, ze mną , przy mnie , gdzieś tam …, że życie jest piękne dzięki takim dżemom z truskawek, kwitnącym lipom, I masz rację że jesteśmy za skromni, i ja tez pokazując swoje rękodzieło ubieram to w „przedmowę” : że krzywo , że skromnie, że nie tak …a przecież lubię to co robię , lubię kiedy inni podziwiają pracę w którą wkładam całe serce.Ale ja właśnie w tej skromności przepadłam i tak , do tego stopnia, że sama dla siebie wydaję się mniej warta niż faktycznie jestem. I wciąż w siebie wątpię ….i wtedy znajduje Twój nowy wpis, i gdzieś tam w głębi serca budzi się to moje nieskromne JA , i na krótszą lub dłuższą chwilę znów jestem prawdziwą sobą , tworzę, przetwarzam, przestawiam i jest pięknie…po prostu.

    • Gosiu. Mamy wielce zakorzenione cechy charakteru, przyzwyczajenia, wydarzenia które czynią nas jakimiś… Ale dostaliśmy (niektórzy powiedzą że od Boga inni że Allaha czy z samego faktu urodzenia się człowiekiem) wolną wolę. I to, co zrobimy z naszym życiem/otoczeniem/pokojem gościnnym/truskawkami zależy tylko od nas.. U jednych powstanie dżem u innych ciasto truskawkowe. Jedni pójdą w narzekanie inni w szczęście… Świadomość posiadania woli jest wielce budująca i dodaje sił myślę… mam nadzieję że przypomniałam Ci o Twojej wielkie woli i skorzystasz z tego i rozwiniesz skrzydła 🙂 🙂 ściskam Cię!

      • Z radością przyjmuje twoje uściski i chociaż dziś znowu wszystko jakby przeciwko nam biorę się w garść 🙂 i próbuję nie narzekać

  • Wspaniały ten Twój dom, a Ty jesteś jego dobrym duchem, ożywiasz go, sens jego istnieniu nadajesz. Napakowany swojskością jest dzięki Tobie.
    Iwonko, jeśli to nie tajemnica możesz napisać jakiej wielkości macie działkę? I jeszcze ciekawi mnie czy byłaś kiedyś w starym domu lub obok i co czułaś, pamiętam jak ciężko było go opuszczać.

    • Działkę mamy 1,7 akra (czy jakoś tak) ale dużo jej przypada na przód domu. Obok starego domu przejeżdżam czasem. Ale, Boże aż mi trochę wstyd.. bo nic nie czuję.. nawet małej tęsknoty.. być może dlatego że tak bardzo bardzo mocno pokochałam ten obecny dom. A może jeszcze nie czas. Może zatęsknię jak będę mieć 80 lat 😉 Dzieci za to tęsknią bardzo i często pytają..

  • Wszystko masz piękne i masz się czym chwalić dziewczyno!!! A basenu to Ci strasznie zazdroszczę!!!! :-*

    • Z tym basenem to jest tak że pływam w nim 2 razy w roku 😉 Dzieci intensywnie pływają w czerwcu a potem w lipcu/ sierpniu taki pusty często stoi.. chce się basenów i bóg wie czego a potem okazuje się że wcale to nie takie wielkie COŚ i się nudzi..

  • Pieknie tam u Was i naprawdę nie mogę sie napatrzeć…jesteś taką fajna mamą i fajna babeczką i odkąd do Ciebie wpadam. i czytam i chlone te słowa to sama stałam sie bardziej wyrozumiała i pozwalam na więcej…dzieciństwo musi byc brudne, mokre, szalone, szybkie, beztroskie…ja tez lubie kolezanki i kolegów Oliwki zaprasza ich czesto a w wakacje po sąsiedzku ma swojwgo przyjaciela Kacpra i oni razem właśnie tak krążą to do.nich to do nas to basen to domek to trampolina to ognisko spontaniczne albo nad rzekę… wymyślają zabawy np. zbieranie kamieni albo zabawa w zbożu, które udaje piasek na plaży hihihi jak tak patrzymy z Gosią na nich to aż sie czlowiek uśmiecha…co z tego ze są brudni, że naniosa piachu, zrobią sajgon my tak malo chwil w życiu ze trzeba sie cieszyć tym co tu i teraz…uwielbiamy rowerowe wycieczki…

  • Siedzę właśnie na tarasie w moim ogrodzie i chlone każde Twoje słowo i każde zdjęcie. Jestem po zabiegu, z rana na brzuchu… Ale tak mi się żyć zachciało, że nie masz pojęcia. Jak dojdę do siebie zabieram się za dzemy 😘 Jak mi brakowało takich postów. Uwielbiam Was i ten cudowny dom. ❤️❤️❤️

  • I cudnie! I bardzo sie ciesze! wszystkiego co najlepsze!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *