duże dzieci

12 stycznia 2017

Czasem mam ochotę trzasnąć (nie, nie drzwiami) czymkolwiek co mam pod ręką. Roztrzaskać na podłodze nowy wazon z Bolesławca czy coś jeszcze cenniejszego! Krzyczeć, ryczeć i włosy rwać (nie, nie swoje)!

 

Kiedy miałam małe dzieci byłam seksowną (tak mi się przynajmniej wtedy wydawało) dziewczyną z fajną fryzurą, pomalowanymi paznokciami (tipsy) i z głową w chmurach. Nie było lekko.. co to, to nie. Szczególnie przy pierwszej córce, która spała najdłużej 20 minut 2 razy w ciągu dnia. Wciąż płakała, wciąż miała kolki, zaparcia, refluxy. Ja wciąż jadłam mniej i mniej by dziecka nie uczulić, by nie spowodować wzdęć.. po odstawieniu od piersi (własna intuicja) moje dziecko zaczęło spać. Co z tym pokarmem było? Nie wiem. Mniejsza o to. Po około miesiącu sielanki zaczęły iść zęby… niestety od zębów nie da się odstawić. Trzeba było na chwiejnych nogach wstawać po 50 razy w ciągu jednej nocy albo potajemnie przed mężem i teściową podawać silniejszy lek przeciwbólowy by przespać choć z godzinę.

Potem jak była starsza, nie powiem spała, za to histerii dostawała na zawołanie (nie przeszło jej do dziś w sumie).

Zosia jak się urodziła spała jak aniołek, jadła jak smok, płakała jak miała prawdziwy powód. Z nią wszystko było łatwiejsze. Ale przecież dwoje dzieci to nie jedno.. ręce były pełne roboty, głowa pełna kaszek, zupek i pieluszek, ale człowiek żył dalej marzeniami, za szkołami językowymi się oglądał, za sukienkami w kwiaty.. kasy nie żałował na drogą torebkę…

Trzecia Clara była pomieszaniem pierwszej i drugiej. Takie normalne dziecko, płaczące i uradowane. Były kolki, były zęby ale było też wesoło. Dwie starsze organizowały jej zabawy i często wszyscy śmieliśmy się do rozpuku jak Pani nauczycielka- Nadia uczyła, w zorganizowanej na dywanie szkole, dodawać roczną, żującą w buzi klapkę od telefonu dziewczynkę.

Clara miała rok, Zosia 3, a Nadia 7.. Wrzeszczały, krzyczały, kłóciły się, wyrywały sobie włosy, nabijały guzy, wspinały się na telewizor… Miały wysypki, gorączki, grypy żołądkowe, tiki nerwowe.. Łzy lały się litrami… Ale były moimi maluszkami nad którym potrafiłam dość szybko zapanować. Wystarczyło dobrze się zorganizować, przestrzegać ustalonych zasad, nie poddawać się i być konsekwentnym. I kochać.

 

Dziś mam wrażenie że mnie osaczają. Jedna przez drugą. Jedna za drugą. Jedna obok drugiej! Wszędzie ich nadal pełno – a przecież są duże! Wszędzie te kłótnie, których często przekrzyczeć nie mogę. Łzy już nie takie jak kiedyś… bardziej bolesne są, dotkliwe. Parskanie, przewracanie oczami. Kocham Cię mamo, ale….

Argumentacja siedmiolatki roztrzaskuje moje pojęcie o życiu w pół sekundy. Listy które piszą do mnie (jedna na drugą) zbolałe takie, pełne żalu, krzywdy i niesprawiedliwości..

Dziś mi tak dały popalić, że usiadłam i myślę sobie, że albo zacznę krzyczeć pomocy do męża, który przechodzi bardzo silne zapalenie płuc, albo upadnę tu z bezsilności a one mnie zadepczą i zakrzyczą.

Marcin!!! pomocy!!! drę się jak nienormalna! Paweł (nasz przyszywany tymczasowy współlokator) przemknął jak cień i szybko zniknął z horyzontu (może nie powinnam cyrku robić przy ludziach?) Pierniczę to!!! Marcin!!! pomocy!!

Ale Marcina ożywiło raptem (tkwił bez ruchu w bólach i konwulsjach przez 4 dni) a akurat TERAZ bierze prysznic. Prysznic spod którego nic nie słychać. Przecież ja mu nawet nie opowiem jak one mnie osaczyły! Tego nie da się opowiedzieć! Przecież on spojrzy i powie : Wiem, że ci ciężko tyle dni i dzieci i ja do obsługiwania, ale jutro już będzie ze mną lepiej. I co ja wtedy powiem? Że to nie to? że ja nie ze zmęczenia? że one naprawdę potrafią dobić króla cierpliwości!

Popatrzy, przytaknie, ziewnie i pójdzie się położyć bo jeszcze na tyle się nie czuje…

Wiem jak będzie.

Wstaję więc, robię minę grozy, nadymam płuca i krzyczę: TERAZ LICZĘ DO TRZECH!  JEŻELI SIĘ NIE USPOKOICIE WSZYSTKIE, TO WYMYŚLĘ TAKIE KARY ŻE KAŻDA Z WAS BĘDZIE RYCZEĆ DO NIEDZIELI! I BŁAGAĆ MNIE ŻEBYM BYŁA ŁASKAWA. TERAZ WIĘC JESTEM ŁASKAWA I DAJĘ WAM SZANSĘ. TERAZ JEST TA SZANSA KTÓRĄ MOŻECIE (JAK BĘDZIECIE ROZSĄDNE) WYKORZYSTAĆ! TEEERAZ!

I nagle cisza… bez liczenia do trzech…

Mama… mama… już na spokojnie zaczynają tłumaczyć…

– Bo ona śpiewa a ja nie nawidzę jak ona śpiewa bo ma głos jak kura.

– Ale mama ja nie mam jak kura głosu to ona ma jak świnia! jak nie chce słyszeć to niech idzie do innego pokoju.

– Ale ja pierwsza byłam w tym pokoju!

– A nie bo ja byłam pierwsza. Poza tym jakie znaczenie ma że ktoś był pierwszy jak to jest wolny kraj i każdy może być gdzie chce! i śpiewać też może gdzie chce. NAWET GŁOSEM KURY!!!

– Mama ……… mama…… a bo… a co … a kiedyś….

Zatykam uszy bo nie mogę. Nadia. No Zosia i Clara rozumiem o kurę i śpiewanie… ale przecież co Nadia w tej kłótni robi?

Okazuje się że ona (najstarsza -14 lat) pociągnęła za włosy na żarty Zosię to tamta ją walnęła w brzuch to ta jej oddała z trzykrotną siłą.. A że wplątała się przy okazji w kłótnię tych dwóch to i Clarę walnęła tak przy okazji.. ale przecież tylko na żarty.

 

Potem Zosia zaczyna drążyć. Boże jak ona potrafi! Tak potrafi człowieka do bólu umęczyć gadaniem, gderaniem i napastliwym tonem. O wszystko się czepia, argumentuje, przytakuje sama sobie. Nie daje się odezwać nikomu bo teraz jej kolej i ona mówi. Chyba ze dwie godziny za mną tak łaziła. Przyczepiona jak rzep! Próbowałam skupić się na naczyniach, blatach, rachunkach.. ni cholery! Nawet do łazienki jak poszłam to pod łazienką stała i dalej drążyła. Marcin na chwilę wyzdrowiał i zapytał o co ona się czepia…

– Jezu, nie nie nie Marcin – walę go w bok i przez zęby cedzę – błagam nie. nie pytaj jej! błagam…

za późno…. Zosia usłyszała i już tłumaczy dlaczego i o co, już tłumaczy… od nowa.

 

A przecież one już takie duże. Żadne z takimi dziećmi kłopoty. Same się już sobą zajmą… – słyszę to często.

Tylko dlaczego ja mam wrażenie że im starsze to ich w tym domu więcej, intensywniej, głośniej…

Najśmieszniejsze w tej historii jest jednak to, że pewnie nikt mi nie uwierzy. Przecież jak zostają z opiekunką to są cudowne, kochane, a jakie mądre! a zaradne! same sobie kanapki zrobią i jeszcze opiekunce… Jak z dziadkiem to samo – grzeczne jak aniołki, wykąpane, w łóżeczkach… u znajomych, przyjaciół – dzieci nie ma… duże takie już pozazdrościć…

Kiedy ja w końcu będę mogła spokojnie przeżyć dzień?

Hmm…

Nadejdzie ten dzień nadejdzie. Szybciej niż się spodziewam. Wtedy otworzę bloga, przeczytam ten post i zapłaczę… pozazdroszczę szczerze i boleśnie tej Iwonie z 2017 roku. Ładnej, fajnej, zadbanej, z cudownym domem i najcudowniejszymi dziećmi, Iwonie, w której domu gwar i szum i życie… czyli to, co tworzy najprawdziwszą rodzinę… Oj tak.

 

Ale to jeszcze nie dziś. Jeszcze nie teraz! Bo dziś jestem nadal wściekła! Idę po herbatę! Przecież lepsze to niż tłuc Bolesławiec. Oooo już schodzi znów z góry!… już idzie do mnie! Zosia! (drżę na samą myśl) Idzie…

…z uśmiechem takim najpiękniejszym jaki świat widział.. z cudownym przejęciem w głosie tłumaczy jak bardzo czeka na książkę, którą jutro mam jej kupić…

Duże te moje dzieci. Pełne emocji, pretensji i zamieszania. Pełne uśmiechu tego takiego jak ten obok mnie teraz (mama przestań pisać, posłuchaj haha hi hi, mama mama) ….Chwilo trwaj.

 

Tylko dzieci umiemy tak kochać. Tylko im tak wybaczać. Tylko one potrafią w przeciągu minuty nasze serce przewrócić do góry nogami…

Cieszę się, że je mam. Tak bardzo. Bolesławiec stoi jak stał, cały i zdrowy. Ja całuję to moje szczęście czekające na książkę.. i wszystko jest jak powinno być. Spokój, sielanka… tylko pozazdrościć tej Iwonie z 2017 roku… 😉

 

 

12

59 komentarzy

  • Kongoset_mp |

    Nie wierzę, będę pierwsza? No chyba,że ktoś już skończył posta pisać przede mną.
    Jesteś p r z e z a b a w n a ! Wiesz? Jeśli nie , to już wiesz 😉
    A dziewczyny dojrzewające są, no, jakby to po krótce powiedzieć, co najmniej absorbujące

    Od razu przypomniało mi się moje dzieciństwo…
    Bliżniaczka i ja.
    Potem trzy lata młodsza siostra,
    8 lat młodszy brat i 10 lat młodsze k o l e j n e bliżniaki (parka)
    O Jezusie, , to był dopiero „jazgot” na lata dłuuugie rozłożony 😉

    Pozdrawiam tę szczęśliwą Iwonę z 2o17r .;)

    • O matko kochana! To rodzice mieli wesoły dom :) :)

      • Kongoset_mp |

        Ooo tak, to była prawdziwie „pełna chata” , czasem bardzo wesoła, a czasem mniej 😉
        Prawdziwymi bohaterami byli/są moi rodzice, by tę gromadkę okiełznać 😉
        My nawet teraz, na rodzinnych zjazdach ,potrafimy bardzo emocjonalnie wspominać niektóre historie z dzieciństwa
        i , co ciekawe, każde z nas pamięta je zgoła inaczej ,a najciekawsze,że każde z nas czuło się wtedy niesprawiedliwie pokrzywdzone /potraktowane przez rodzica, który znając 6 „prawd” (ilość dzieci) musiało rozstrzygać, które z nich jest właściwe 😉
        Pozdrawiam serdecznie!
        Marzena

  • O matko! A myślałam że tylko moje takie :) jak to dobrze poczytać ze inni też tak mają z dziećmi 😉

  • Aga802001 |

    Lol 😂 Samo zycie :)) sie usmialam z tej kury :)) ps. Ja mam jednego synka i psa i tez zawsze muszę wysłuchiwać narzekań synka , a to ze pies oddycha na jego jedzenie, a to ze siedzi w aucie zbyt blisko niego , … a przecież widze pózniej jak martwi sie o psa gdy ten sam na dłużej zostanie gdzieś to stad wiem ze sie o niego troszczy i kocha:))

  • Cieszę się bardzo. Bardzo cieszy mnie to, że nie jestem sama, że wykrzykiwana nieraz ” nienormalnosc” naszych dzieci jest jak najbardziej normalna. Choć od jakiegoś czasu podejrzewamy z moim Bartkiem, że nam ktoś dzieci podmienił. Po kim są, jakie są… jeszcze nie doszliśmy. Mają 8 i 5 lat i w sumie nie są tak zupełnie niegrzeczne, raczej…żywe:-D Śpiewają non stop, mruczą, pytają, znowu śpiewają, nawet podczas mycia zębów. Swoich. Kochamy je całym sercem. Bezgranicznie i bezwarunkowo. I „obiecują” mi wszyscy wkoło, że dzieci w końcu dorosną i zamkną się w swoich pokojach i będziemy za nimi tęsknić. A ja już nie mogę się tego doczekać!:-) Z tego powodu zaczęłam pisać blog, o sobie i dla mnie. Żebym miała coś swojego. A jest, jak jest. Dzieci są zawsze gdzieś między wierszami. Albo w puencie. Bo ja jestem cała z nich przecież.
    I całe szczęście. :-)

    • To takie dziwne, że doczekać się nie możemy spokoju a potem jak ten spokój nadchodzi to przy każdym wspomnieniu, filmiku, zdjęciu… lecą nam łzy. Dlatego tak ważne jest by zdawać sobie sprawę z tego, jak cudownie jest :) Choć czasem nie czujemy nóg, mózgu i świata.. padamy ze zmęczenia, wyczerpania.. płaczemy nad życiem.. to wszystko to jest błahe w porównaniu z tym wielkim cudem jakim jest nasza rodzina :)

  • Mój maz tak trzaska tymi drzwiami i zamyka sie w sypialni… i tylko słyszę jak mamrocze pod nosem, ze dwie nastolatki ma w domu… to nic, ze jedna ma lat 7, a druga dobija do trzydziestki…ale i ona i ja sie powstrzymać nie możemy, krzyczymy na siebie, ja tłumacze, ona zawodzi, ja znów tłumacze, a ona ze swoimi kontrargumentami, na to ja głos podnoszę i staram sie użyć swojego matczynego autorytetu…autorytet sie najwyraźniej gdzieś zapodział bo ona mi wychodzi z pokoju i bezczelnie oznajmia, ze z ojcem to załatwi bo ze mną sie nie da. Ojciec stara sie zabarykadować w sypialni, ja znowu swoje, on przez te drzwi krzczyczy żebym z nią nie dyskutowała, na co zaczynam dyskutować z nim, a ona se idzie i robi swoje. Kończymy dyskusje zmęczeni i jacyś tacy mało rodzicielscy. Maz z panika w oczach patrzy na mnie i pyta ci bedzie gdy ona bedzie miała lat 15…może do tego czasu ja dojrzeje, on osiwieje i spokoju zazna wewnętrznego…ale pewnie nie. Tylko jak juz sie wyprowadzi to pewnie za cicho nam bedzie…

    • będzie cicho, będzie pusto… wielkość stołu przytłaczać będzie, porządek wszędzie.. oby tylko nie zwariować! Jakby coś, to możemy założyć klub samotnych staruszek :) albo ja bloga przeprofiluję na „ona ma siłę po sześćdziesiątce” i będziemy sobie tu zrzędzić :)

  • Rozumiem nerwy – choć mam młodsze pociechy ,czytając opis Zosi jakbym o swojej starszej córce czytała… A młodsza znowu to aniołek wszędzie poza domem. Po przekroczeniu progu wyrastają jej rogi i ogon i mam złośnika jakich mało. Chyba że ma dobry dzień, to wtedy jest naprawdę fajnie – gdy obie się bawią i rechoczą jak żaby ze śmiechu.
    I rozumiem końcowe przemyślenia, choć jeszcze nie do końca je „czuję”. I rzadko o tej prawdzie pamiętam. Dobrze, że o niej przypominasz. Sobie i nam.
    I tak zupełnie po ludzku, co już wyżej dziewczyny pisały, pocieszające jest to, że nie tylko u mniej (u nich) w domu takie emocje latają w powietrzu jak pociski… Nie, że „ha ha ha, dobrze jej”, tylko „o Boże, a ja myślałam, że tylko u mnie tak jest”.
    P.S. U mnie też jest „mamo, bo ona znowu śpiewa…” 😉

  • Magadalena88 |

    Ha ha ha przecież wszyscy wiemy, że nie zamieniła byś tego za nic w świecie 😉 i wiesz to my, matki tak działamy na swoje dzieci. Jak tylko mama pokaże się na horyzoncie to dzieci dostają małpiego rozumku :) ja mam tylko jednego aniołka, ale jak ten aniołek spotka się z kuzynami to zaczyna nieźle dokazywać 😉
    A jak już będziesz wspominać tę Iwonę z 2017r to Twoje dziewczyny na pewno wpadną z wizytą do rodziców. I wiesz co się będzie działo? To samo co dzisiaj :) tylko juz bez kłótni i popychania. Mam trzy siostry. Jakby nie było to lubię jak przyjeżdżają 😉
    Pozdrawiam z zasypanych Bieszczad :*

    • Po pierwsze zazdroszczę Bieszczad!! a po drugie.. jak ja sobie wyobraziłam te moje dziewczyny dorosłe jak przyjeżdżają a ja otwieram ten post.. a potem czytam im Twój komentarz i moją odpowiedź :) Będzie cudownie! Ściskam!

  • Skąd ja to znam, u mnie od 3 dni moja kochana 2,5 latka jak wychodzimy rano do przedszkola takie cyrki urządza z płaczem, krzykiem, histerią bo jej niedobra mamusia każe siku zrobić skoro na 1,5 godz wychodzimy a nie robiła po spaniu to raczej trzeba, bo tłumaczę jej że nie będzie na tym śniegu i mrozie jak ten piesek roobiła i sniegu na żółto zabarwiała, ale nic i nerwy mi puszczają bo syn ubrany już się grzeje i tak codziennie. Dom wariatów, a 10 min później jak już siedzi w wózku i na dworze jesteśmy to uśmiechnięta od ucha do ucha i w siódmym niebie i weź tu zrozum dzieci. :):)

    • i co własnie z tym jest, że jak z ciociami, babciami, wujkami itd. siedzą to super dzieci a tylko mama się pojawi i diabełek wstepuję????

      • haha to właśnie w dzieciach jest cudowne! Dzisiaj moja Zosia płakała tak strasznie że pół osiedla ją słyszało (bo na dworzu) Pokłóciły się z Clarą. A dosłownie za 5 minut już uśmiechnięta od ucha do ucha (jeszcze ze łzami na policzkach) robi sztuczki pyta: lubisz mama? lubisz? 😀 chciałabym tak szybko otrząsać się z „tragedii” codzienności 😉

  • Jak ja ci dziękuję, że to napisałaś! Ja mam 3 chłopców (5, 8 i 12 lat). Ile razy zastanawiałam się, co inne matki robią że ich dzieci są takie idealne, albo co ja robię źle, że moje takie nie są… Poza domem są cudowne, wszyscy chwalą je i gratulują mi, a w domu potrafią zrobić piekło o którym nikt nie wie. Nawet przy mężu są zupełnie inne: grzeczne i zgodne. Przy mnie nin stop kłótnie, afery, bijatyki, robienie min, przedrzeźnianie. Ile razy myślałam: niech już dorosną, niech się wyprowadzą i wpadają tylko na niedzielne obiadki! Ale wiem, że i ta cisza kiedyś nam się przeje, że zatęsknimy za ich jazgotem, wszechobecnym bajzlem i utarczkami, ale wtedy będzie za późno, bo „to se ne wrati”… Tak czy siak – dziękuję ci

    • Wiesz AgaWa, ja myślę że każda matka trójki czy dwójki (czy więcej) dzieci doznaje całej gamy emocji. Od ochoty by zostawić, trzasnąć drzwiami i wyjść na 5h i niech się dzieje wola nieba! – aż po uczucia miłości, szczęścia, spełnienia… I każda taka matka doznaje tych wszystkich awantur, wrzasków, bitew.. tylko może nie każda o tym mówi… Wszystkim nam mniej więcej tak samo ciężko i tak samo radośnie :) Nie ma dzieci idealnych!!! a jeżeli są to są z pewnością nieszczęśliwe i wytresowane (a nie wychowane) przez rodziców.

  • Heheheh no jak czytam to Zosia jakby wypisz wymaluj moja Olisia hihihi…ona jak się uczepi tematu to ja normalnie wychodze z siebie i staję obok i na nic tłumaczenie, proszenie, błaganie, krzyczenie ech…ale u cioci, babci, znajomych anioł i nikt mi nie wiery, że jak to Oliwka niegrzeczna coś wymyślam, zmyślam :p
    jak pomyslę, że mój pyskol jutro kończy 8 lat to się pytam kiedy to zleciało :/

  • Karolina S. |

    A ja, Iwonka, śmiałam się czytając.. i czułam przez chwilę jakbym byla w samym środku wydarzeń :) Wspaniale to opisałaś. Ja nawet w jednej dziesiątej procenta nie potrafiłabym tak barwnie przedstawić sytuacji.. a śmieję się bo mój, już prawie, sześciolatek i czteroletni synek siostry „rozwalają mi system” codziennie . A ja nawet nie mam wystarczająco silnego gardła żeby ich przekrzyczeć, a co dopiero do nich dotrzeć.. i momentami mam wrażenie jakbym stała w środku samego wyjącego tornada i nie potrafiła się wyzwolić.
    Jak ja Cię rozumiem…
    I kocham i wściekam się – by za chwilę rozkoszować się ponownie tą miłością.. Raz ba wyżynach i szczytach, a za chwilę w przepastnych dolinach..

    • idealnie to napisałaś!!! „Raz na wyżynach i szczytach, a za chwilę w przepastnych dolinach..” Karolina, ja też często czuję się jak w środku cyklonu i powiem Ci że kiedyś ukrywałam a teraz jasno pokazuję swoje emocje i łzy.. Jak dziewczyny widzą że jestem bliska łez to trochę się litują hahaha 😉

  • Cecylia lat 14. Gabrysia lat 13. Marysia lat 8. Moje córki. Melduję się na stanowisku tym samym, co Twoje. Tylko imiona inne. i u nas śpiewa się głosem nie kury, lecz Hogaty! Kimkolwiek jest Hogata…Z miejsca Cię kocham Iwonko za to sprawozdanie z pola bitwy. U nas też już pokój. Pozostańmy w pełnej gotowości do miłości! Z uwielbieniem! Asia. Odmeldowuję się tymczasem…

  • No patrz wypisz wymaluj ja i moje dwie siostry ….z 30 lat temu:) Moja mama nie raz przez nas nabawiła się kolejnego siwego włosa ale teraz gdy nas już nie ma w domu to z rozczuleniem wspomina nasze dzieciństwo:) I chociaż w dawnych czasach kłociłyśmy się zajadle, czasami też tłukłyśmy to teraz jesteśmy sobie bardzo bliskie. Każda z nas wie , że może liczyć na tę drugą i trzecią:) I myślę ze w przypadku Twoich dziewczyn też tak będzie:) Bo rodzeństwo to niezła szkoła życia, obóz przetrwania ale też coś najwspanialszego na świecie:) Pozdrawiam

    • Tak!! zgadzam się. I wiesz, że ja bardzo często mówię do nich że nie zawsze muszą mamie wypaplać wszystko na siostrę… że czasem warto mieć wspólne tajemnice.. Jak ja bym chciała by one kiedyś odnalazły do siebie drogę pomimo tego że są tak bardzo bardzo różne. Mam nadzieję, że im się uda tak jak Tobie i siostrom :) Pozdrawiam Cię Elu :)

      • Iwonko dadzą radę. Moja jedna siostra jest ode mnie starsza o 5 lat a druga młodsza o rok. Razem z młodszą nieźle dałyśmy w kość tej starszej. Biedna nie raz się popłakała przez nas:(. Za to teraz sztama równa. A z tego paplania o wszystkim z czasem wyrosną, zobaczysz. Moje dzieciaki 10 i 6 lat też na siebie ciągle skarżą- i ja też im powtarzam Twoje słowa. Myślę, że taki wiek. Jeszcze trochę i nic już się nie dowiemy:) Pozdrawiam
        PS. Zdjęcia jak zwykle cudne:))

  • Pani Iwono !
    To cudowne ,ze pani docenia chwile – te dobre i te złe ….Moja 23 letni córka , leży teraz w pokoju na górze , wiem że nie śpi ,moze
    że nie śpi , pewnie płacze , właśnie zakończył się jej pięcioletni związek . Robię co mogę , ale nie wiele mogę , jestem ,przytulam …Pozdrawiam

    • To mnie jeszcze czeka… aż serce pęka na myśl Twojej córki, a co dopiero jak własne dziecko przyjdzie mi pocieszać w takich momentach… dreszcze mam na samą myśl. Uściski dla was obu!!

  • Pisz mi tak jeszcze…Mamy dwie córki (5 lat i 11 miesięcy) i staramy się o trzecie dziecko, a tu taki tekst! Już jest momentami taki cyrk, że oszaleć można i widzę, że będzie jeszcze bardziej kolorowo :) Pozdrawiam !

    • Ja miałam córkę 4 letnią jak urodziła się kolejna (to chyba tak jak u ciebie) a jak ta druga miała rok staraliśmy się o trzecią (to chyba też jak u Ciebie) :) Będą u was pewnie podobne emocje jak u nas! Pozdrawiam!

  • ale się ubawiłam, siedzę w pracy przy biurku i uśmiecham się do monitora, przezabawnie to napisałaś…to takie prawdziwe, codzienne. Jestem mamą dwójki dzieci chłopca i dziewczynki i znam to z autopsji…
    pozdrawiam Cie gorąco z zasypanej śniegiem Warszawy,

    • Tak cała prawda o dzieciach :) U was Warszawa zasypana a u nas śnieg był jeszcze przedwczoraj a wczoraj mieliśmy prawie 20 stopni. Ta nasza Ameryka tak właśnie nam robi często! Pozdrawiam! (z 10 stopni dziś) :)

  • Nie dotyczą mnie awantury między trójką. Bo mam jedno, co niestety ma swoje wady, otóż szczególnie w postaci osaczania pretensjami do świata i koniecznością przedstawienia własnej wersji wydarzeń. Więc po prostu nie wyobrażam sobie tego razy trzy 😉 Zastanawiające też jak te zależne od nas,,nie tak dawno co dwie minuty wołające „mamo!” bobasy, nagle z taką łatwością potrafią nas znielubić czy wręcz nienawidzić. Dobrze, że to są krótkie chwile, bo nawet zdając sobie sprawę z szalejących hormonów i mając w pamięci męki własnego dorastania to i tak ból przez ten moment rozdziera matczyne serce:(

    • Nie wiem w jakim wieku jest Twoje dziecko, ale z czasem ja się przyzwyczaiłam do słów „nienawidzę Cię!” „głupi dom!” głupie zasady i najgorsi rodzice pod słońcem.. Teraz boli mniej :) Bo wiem że to ich emocje które jeszcze nie do końca umieją wyrażać a tym bardziej wyrażać w cywilizowany sposób. Przyjdzie na to czas. Choć tłumaczę im zawsze że wypowiedziane słowa nie wylatują otwartym oknem w przestrzeń tylko pozostają w czyimś sercu. Ściskam was! :)

  • A ja i tak zazdroszczę Tobie 😊…u mnie piątka w domu. Kacper 13 całą noc wymiotował a ja.mu herbatki donoszę, młodszy 7 słuchawki na uszach i komputer tylko a co raz krzyki …jestem głodny, Julka 6 wymioty i ból brzucha całą noc, Maja 3 dała pospać, i Franio 2 całe lóżko ożygał w nocy a teraz ciągnie mnie pól dnia za rękaw i płacze bez powodu, Julka na głowie mi siedzi i w kółko te same pytania….a ja…no co ja!!! Mi nie wolno chorować przecież. A tata wróci wieczorem burknie pod nosem pójdzie spać. Ufff….kurde nie umiem medytować 😉 …ps. A lokator Paweł też ma córki więc wie jak to jest 😁..pozdrawiam

    • Hhahaha Kasiu kim Ty jesteś?? Skoro lokatora Pawła identyfikujesz? :) :) To masz 5 dzieci??? Matko podziwiam Cię! U nas też grypy żołądkowe były ciężkie.. jedną taką pamiętam jak leżałam z mężem na podłodze i czołgałam się do córki która albo trafiała w miskę z wymiotami albo nie 😉 Kolejne gdzieś w kuchni leżały na podłodze też bo sił na dojście do łóżka nie było… Raz jeszcze podziwiam i pozdrawiam! :)

      • Haha lokatora Pawła 😁…tak znamy się wszyscy z podstawówki Iwonko choć przyznam się nie mogę Cię sobie jakos skojarzyć z tamtych czasów 😏…a ja byłam i nadal jestem koleżanką Marty 😊…Świat jest mały 😊…a co do mojej gromadki to sama nie wiem skąd biorę na to wszystko siłę bo podejrzewam że wiesz jak to czasem jest że chciało by się uciec i móc choć przez chwilkę odpocząć 😖

  • wiesz jakbym przeczytala co u mnie w domu dnia kazdego, kazdusienkiego. Mimo ze to maluchy – prawie 6 prawie 2 i pol i 4 m-ce. Tez mnie osaczaja, tez sa kolki wespol z dziaslami, tez jest spiewanie tez sa awantury. I rak glosne ze mozg przestaje czasem dzialac. Mimo ze plcie przeciwne u tych starszych. Ale …jak to pisze kloca sie o klocki domino biegaja w kolko a ta trzecia z gola wietrzaca pupa lezy obok…i jak tu sie skupic i madrze cos napisac…

    • Ja to przynajmniej do szkoły wyślę i choć popracować mogę w spokoju i kawy ze dwie wypić! największa zadyma u nas trwa od 4 po południu do 10 wieczorem. Ale tak około 6 jest zawsze zawsze zawsze kulminacja :)

  • Oj jakie to ukojenie dla mej duszy wiedzac, ze tak wiele z nas ma do czynienia z upadkami i wzlotami miedzy rodzenstwem. Ja mam dwie corki, o i 6 lat, ktore jak bardzo sie kochaja tak bardzo sobie dokuczaja, obecnie bardziej niz kiedykolwiek, ze czasami to sie zastanawiam czyzbym ja gdzies blad popelnila, zle je wychowywala….milosci mej maja bez liku, kocham je bez opamietania, bardzo duzo czasu spedzamy razem…a jednak potrafia sobie dopiec. Starsza na mlodsza reki nie podniesie, bo gdziez ona moglaby wlasna siostre uderzyc, mala za to sie nie kwapi i dwa razy nie zastanawia, tylko czasem chlasnie starsza gdzie popadnie. Starsza slownie, mlodsza czynami i potrafia doprowadzic do szalu. Ciagle skargi, jedna na druga. Ludze sie i tlumacze, ze sie docieraja 😜. Mam ogromna nadzieje, jak ty Iwonko, ze kiedys bedac starsze, tez znajda wspolna droge, bo tez sa bardzo rozne. Chociaz kiedy jednej krzywda sie dzieje, druga za nia w ogien by skoczylo…i to chyba normalne :).
    Zycze nam wszystkim duzo wytrwania, cierpliwosci bo kiedys wszystkie z bolem zatesknimy za tym „piekielkiem”:). Mnie juz przeraza jak szybko czas ucieka, jak one szybko rosna….one w gore…my w dol hihi.

    • haha moja babcia zawsze mówiła że my wnuki w górę a ona w dół :) Kasiu, to że te dzieci takie to tylko dlatego że budują swoją odrębność, uczą się walki o to co swoje.. te emocje są bardzo ważne w ich życiu. Uczą ich właśnie walki o siebie.. co bardzo przyda im się w dorosłym życiu. A my rodzice mamy być cierpliwi hahaha trudne to ale warte zachodu! będziemy mieć kiedyś szczęśliwe dzieci :)

  • 9 i 6 mialo byc…nie wiem skad to o ni sie wzielo 😀

  • Jusandre |

    Iwonko zlota, alez utrafilas z tym wpisem!! Wlasnie padlam na fotel, zeby troche odsapnac, bo mam zwyczajnie powyzej uszu. Jak tylko moje dwie corki otworzyly rano oczy, momentalnie zaczely klotnie. I tak przez caly dzien. I lataja w kolko po schodach, zeby naskarzyc jedna na druga.. A ja zawali dostane, bo rumor przy tym taki, jakby z tych schodow spadaly na leb i szyje. Tluka sie co chwila, kloca, a za chwile placza: „mamo, zrob cos, bo ona mnie nie slucha; mamo, a ona nie chce sie bawic”. I tak sobie siedze i mysle, ze maja tylko 8 i 6 lat, wiec jeszcze jakies 12-15 lat przede mna tych klotni. Zalamka! To ewidentnie kara za to, ze ja z sostra zachowywalysmy sie identycznie, a przeszlo nam dopiero jak bylysmy pelnoletnie :(
    No nic, zeby zacisnac i przetrzymac. Poczekac az beda mogly legalnie same zostawac w domu i wyjsc – gdziekolwiek – odreagowac, uspokoic sie i wyciszyc :)

    • a potem jak zasną wieczorem to idziesz do pokoju i mówisz sama do siebie, że kochasz nad życie te małpy małe.. słodko tak śpiące :) :) to chyba wszyscy rodzice tak mają i nasi też mieli podobnie! to nie kara, to życie haha :)

      • Jusandre |

        Oj tak, gdy patrze jak spia, to moje serce rozplywa sie z milosci. A mozg topnieje z ulgi, ze W KONCU jest cicho i sie nie kloca 😉

  • Iwonko, ja tez z moja trojka mam taki Meksyk w domu:)))) To jest pocieszjace, ze wszyscy przez to przechodzimy i obuy to n=yly nasze najwieksze problemy. Pozdrowienia z NJ:)

  • Mam w domu tylko jedną 3,5-latkę, a czasem wydaje mi się, jakby był ich legion. Kiedy była niemowlakiem, myślałam: Jak już skończy 2-3 lata, będzie łatwiej, bo będzie można się z nią już jakoś dogadać, będzie bardziej samodzielna itd. Akurat! Z rozrzewnieniem wspominam czas, gdy leżała sobie spokojnie w wózku i obgryzała stópki, a ja mogłam obiad ugotować i dom ogarnąć.
    Ja sama miałam trzy młodsze siostry. Różnica wieku między nami była 2 lata, rok i 3 lata. Moja mama musiała być święta, że wytrzymała to piekło, które potrafiłyśmy jej zgotować. A dzieliłyśmy jeden pokój, więc non stop była wojna. Chłopcy chyba nie potrafią być tak zażarci we wzajemnej „nienawiści”. Myśmy wzajemnie rwały sobie włosy z głowy, gryzłyśmy się do krwi i inne dantejskie sceny się działy. Raz jedna siostra tak drugą machnęła, że wybiła nią szybę w drzwiach łazienki. Chwała Bogu nic się tej rzuconej nie stało. Tak więc doskonale wiem, o czym piszesz. Matki powinny z automatu zostawać świętymi. Duuuużo siły i cierpliwości, Iwonko. Ten trudny czas minie tak szybko, że ani się spostrzeżemy. I masz rację – kiedyś jeszcze się nam zatęskni do tego jazgotu w domu. Pozdrawiam z zimowego Mazowsza!

    • :) U nas też szyby leciały (było nas troje), mieszkanie prawie spaliliśmy, malutkiego braciszka (3 tygodnie miał może) nakarmiłam lizakiem i wody chciałam z kubka dać popić…
      ALe wiesz co ja tego okresu z moimi dziećmi nie uważam za trudny! tylko te chwile są trudne.. ale całość rodzicielstwa i dzieciństwa moich dzieci nie jest trudna ogólnie mówiąc. Jest intensywna i strasznie fajna.. trudne są tylko momenty. Ściskam Cię! :)

  • Ja dwojke tylko mam, ale jakze podobnie to wyglada! Ines caly czas gada, az mi sie mozg lasuje, a uszy nie przyjmuja juz jej glosu do wiadomosci. Tluka sie z Adamem, o miejsce, o bajke, o kuzwa wszystko. Nie wyrabiam czasem, a przeciez pracuje z dziecmi i te obce mi tak nie daja w kosc. Coz za lat 20 zatesknie :)

  • Heheh jak to czytam przypomina sie moje dziecinstwo z moja siostra. My tez sie tak darlysmy, klocilysmy sie o byle co. Jak nasza matka to wytrzymala ja nie wiem 😉 Sama jeszcze dzieci nie mam, moja siostra ma male, ale wiesz co? Jak napisalas na koncu: „w której domu gwar i szum i życie… czyli to, co tworzy najprawdziwszą rodzinę” czuje ze dokladnie tak jest! Pozdrawiam!

  • Gosiaskrajna |

    Jesssuu mam to samo. Starsze a emocji jakby więcej. Cierpliwości mniej…masakra

  • Skąd ja to znam:-) U mnie tylko dwójka, ale czasami kłótniom i dyskusjom nie ma końca, i też z wielką chęcią bym coś roztrzaskała, czasami coś palnę i potem żałuję np to że super że idę do pracy bo już nie mogę z nimi wytrzymać:-) takie Uśicki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *