Majątek Howieny

Wstawałam zawsze późnym porankiem. Ludzie ze wsi mówili że ta pannica z miasta to leniwa. Powinna wstawać z kurami i pomagać w gospodarstwie. A ona do dziesiątej śpi i w dodatku się nie wstydzi. A do tego całe dnie nic nie robi. Z tym nicnierobieniem to trochę przesada, bo zarówno ja jak i moja kuzynka Aga pomagałyśmy babci w prostych rzeczach. Prostych. Bo prawdą było, że my miejskie panny, byłyśmy zupełnie nieprzyzwyczajone do wiejskiej pracy. 

Życie w tamtych czasach, a szczególnie na wsi, było takie inne od tego które znamy dziś. Nie było ipadów, telefonów, telewizor nie każdy miał. Ogrzewania nie było, klimatyzacji, świec odstraszających komary i kremów z filtrem. Za to było bardzo prawdziwie. 

Tak prawdziwie, że każda chwila gdy o tym myślę, jest najpiękniejszym wspomnieniem podszytym wielką tęsknotą. 

Furmanką jeździłyśmy po kamiennych drogach. Ziemniaki kopałyśmy. Biegałam w złotym zbożu przy zachodzie słońca. Gdybym wtedy miała instagram, możliwe że byłoby na nim tysiące metrów zbóż. Na drzewie siedziałam takim jednym ulubionym przy drodze i podsłuchiwałam o czym rozmawiają przechodzący ludzie. Nikt mnie nie asekurował, nie pytał czy dobrze siedzę i czy nie potrzebna mi pomoc przy zejściu. Spadłam z niego tylko raz w życiu. 

A na strychu, na który wchodziło się po potwornie stromej drabinie był okręt piracki z kołowrotkiem zamiast sterów i kuframi pełnymi skarbów. Nie chcę nawet myśleć o tych kufrach.. odkupiłabym je za każdą cenę. Niestety przyjechał Pan z Miasta i wykupił część skarbów a reszta poszła w zatracenie. 

Wspinałyśmy się z Agnieszką na wysokie pod niebo stogi siana. Chłop nie raz gonił nas z grabiami bo mu się stogi zapadały. Na skargę przychodził do babci a babcia zamiast krzyczeć chichotała z nami i mówiła “następnym razem dobrze się ukrywajcie, chyba sam nie pamięta jak dzieckiem był!”  Z wieczora czasem kto odważniejszy to na truskawki (nie swoje) szedł na pole oddalone pół wsi albo na jabłka. 

Z babcią zbierałam mlecze na miód, gotowałam ziemniaki dla świń. Odprowadzałam krowy na pastwisko a potem w ciągu dnia szłam z nią na ich “przepalowanie”. Wieczorem po krowy szłyśmy a one całą szerokością drogi paradowały, ciągnąc za sobą ciężkie łańcuchy. Próbowałam je doić ale chyba nigdy mi nie wyszło. Za to mleko piłam jako pierwsza. Przecedzone przez lśniąco białą pieluchę. Nikt nie pytał czy w tym mleku to nie ma bakterii, drobnoustrojów, czy jego czystość jest pierwszego czy dwudziestego stopnia. Nikt nie pytał czy umyłam ręce sięgając po kolejny kubek. 

Jeżeli zdążyłam się umyć wieczorem, to myłam się w balii pełnej nagrzanej na piecu wody. Jak nie zdążyłam, to się nie myłam. Nie umarłam od tego, nie popadłam w choroby. 

Spałam pod ciężką pierzyną. Na pierze nie miałam alergii (dziś mam). A stopy babcia owijała nam podgrzewaną na kafelkach onucą. 

Biegałam na bosaka całe dnie. Bawiłam się z kurami i zbłąkanymi kotami bez szczepień. Karmiłam potajemnie mysz, która chowała się za segmentem. Codziennie dostawała ode mnie  małe ciastko i kawałek chleba. Wieczorami po prostu na mnie czekała. Nurkowałam w piwnicy pełnej ziemniaków. Ten intensywny zapach, który wtedy uważałam za niesamowicie przyjemny, teraz myślę że był po prostu zapachem psujących się tu i ówdzie kartofli. 

 

Zahartowała mnie ta wieś na całe życie. Pranie lalkom robiłam podobno w przymarzającej wodzie, a gdy wygasło w piecu, to marzłam dopóki ktoś do niego drewna nie dołożył. Babcia miała lodówkę dopiero później. Początkowo obywała się bez. Kiełbasy wekowała, masło trzymała w jakiejś zalewie. W starej chacie miała wędzarnię.. Niewyobrażalne zapachy szły na pół wsi.

Tęsknię z tamtymi momentami. Tęsknię za beztroską. Za tym, że nie wszystko było na wyciągnięcie ręki. Za chlebem prosto z pieca i zapachem placków smażonych na smalcu. Za jedzeniem bez glutaminianu sodu. Za szukaniem przygód po obudzeniu każdego dnia. Za marzeniami prostymi z prostymi spełnieniami. Za miłością babci. Wiejską, prostą, zwykłą miłością bez naznaczania jej słowami “to dla twojego dobra”. 

 

Namiastkę tej wsi odnajduję w Polsce w Pomigaczach koło Białegostoku. Uwielbiamy całą rodziną spędzać tam czas. To piękne, a zarazem takie zwykłe miejsce. Wiejskie. Bez przepychu. Z przepysznym jedzeniem i niesamowitą atmosferą. Jest tam dużo zwierząt, niektóre na wolności pomiędzy ludźmi. Kiedyś daliśmy takim wolnym koniom i kozom marchewkę więc chodziły wciąż za nami. Gdy poszliśmy do restauracji, czekały na nas pod drzwiami (dosłownie, tak że nosy miały na drzwiach 🙂 ) Gdy wyszliśmy po godzinie one wciąż tam na nas czekały.  Moje dzieci były w niebo wzięte. W tym roku wszędzie za nami chodziły trzy szczeniaki. Dzieci znów zachwycone. Clara cały kolejny poranek przepłakała, że chce tam znów jechać…

Sami zobaczcie jakie to piękne miejsce. 

 

17 komentarzy

  • Kongoset_mp |

    Oooo Jezusicku! jak p i ę k n i e !

  • Karolina S. |

    Obudziłaś we mnie wspomnienia z wczesnego dzieciństwa.. drewniane płoty, strzelający ogień w kaflowym piecu i te wszystkie zapachy.. Ale ta dziecięca beztroska chyba najważniejsza, za nią tęskni się najbardziej..

    • a zapach muchozolu pamiętasz? Ja bardzo dobrze 😀 ale też zapach trawy koszonej kosą, zapach chleba, zapach wędzonej wędliny, kwitnących róż, stodoły… cudowne czasy..

      • Karolina S. |

        Oczywiście, że pamiętam 😊 Ale nam, dzieciom, nie wolno było się nawet zbliżać do tego aerozolu – każde z nas to wiedziało.. ja pamiętam jeszcze zapach porannej rosy na trawie a wieczorami unoszący się wokół aromat Maciejki

  • Moje wakacje u babci wyglądały tak samo… Dziecko z miasta ganiajace krowy 😉 Jeszcze tylko chleb ze śmietaną i cukrem bym dodała do listy wspomnień. To były bezcenne dni. Wiele bym dała żeby moje dzieci mogły zażyć takiej beztroski.

    • Chciałam ten chleb dodać ale pisałam o nim w poprzednim wpisie i stwierdziłam że za dużo śmietany mi się tu narobi 😉 Ja też ogromnie był chciała dać dizeciom tą wolność. Robię co mogę ale to nigdy nie będzie to samo..

  • O rany, miałam wrażenie jakbym za chwilę miała zobaczyć mojego dziadka w swojej białej koszuli w podwiniętymi rękawami i roboczych spodniach przytrzymywanych skórzanym paskiem. Pracował od świtu do nocy. Kojarzy mi się głównie z krótkimi chwilami, gdy zatrzymywał się idąc od jednego zajęcia do drugiego, opierał na płocie i przez chwilę patrzył na nas, gromadę swoich wnuków, dla których nigdy nie miał czasu. Choć dzieci nie oszczędzał i ciężko pracowały nam wnukom nie pozwalał, choć nawet chcieliśmy, bo do dla nas to atrakcja była.

    • Moja babcia też tyrała od świtu do nocy… Dziadek zmarł wcześnie i musiała sama ogarniać gospodarstwo. Z pomocą syna.. ale syn bardzo często był, że tak powiem „niedysponowany”. Ciężko było.. ale cudownie 🙂

  • I ja tez mam dokladnie takie wspomnienia!!!! I zal mi bardzo, ze moje coreczki nigdy tego nie doswiadcza…ale bardzo chetnie sluchaja moich opowiesci, ich miny sa nie do opisania. W glowieim sie nie miesci, ze ludzie nie mieli telefonow, komputerow, co niektorzy telewizorow, a jak juz byl to czarno bialy z jednym, no w najlepszym wypadku, dwoma kanalami a dla dzieci byla tylko dobranocka wieczorem na 15 minut. Dla nich to brzmi jak sredniowiecze. Ale one wychowuja sie w innym srodowisku i inne dziecinstwo sobie buduja, ja tylko co najwyzej moge sie strac by to ich dziecinstwo wygladalo beztrosko jak kiedys moje.
    Zdjecia cudne!!!!! Dokladnie tak pamietam tamte czasy.
    Jeszcze oprocz kromki ze smietana i cukrem…zajadalam sie kromka ze smalcem i ogorkiem kiszonym…mniam mniam.

    • ja smalcu nie lubiłam za to ze śmietaną i cukrem jadłam non stop. albo z kiszoną kapustą i cukrem! 🙂 Moje dzieci też nie dowierzają, że te czasy są całkiem bliskie… dla nich to brzmi jak 300 lat temu a nie 30.

  • Małgorzata |

    Kiedy czytam twoje wpisy, często widzę siebie,swoje dzieciństwo ,tamte wiejskie krajobrazy wracają wspomnienia ukochanych osób,które już odeszły…długie rozmowy z dziadkiem Michałem o jego majątku w okolicy Tarnopola o nowo wybudowanym domu ,który musieli zostawić itp…
    Wieczorami przychodzili sąsiedzi zmęczeni pracą …siadali z dziadkiem palili fajki i oglądali czarno-białe filmy 🙂 dziadek to był gość ;)miał jako pierwszy telewizor…te czasy są już tylko w naszych wspomnieniach,moje dzieci a tym bardziej wnuki,często nie rozumieją o czym mówię…technika wyparła piękno prostoty i kontakty między ludzkie..
    Dziękuję kochana za przywrócenie wspomnień 🙂

    • A my chodziliśmy na telewizor do sąsiadów! Potem już babcia miała ale jak jeszcze nie miała to zawsze do Pani Czerechowej chodziłyśmy z babcią. A u Pani Czerechowej kilka ławek nakrytych pledami ręcznie dzierganymi.. cudownie to wspominam!

      • Małgorzata |

        Albo wieczory czy niedziele,ludzie na wsi przed każdym z domów mieli ławki zrobione i tam przesiadywali aby tylko się widzieć i słyszeć,teraz odwrotnie zamykają się w domach ,stawiając wysokie płoty niby chroniąc swej prywatności..jakże często smutne jest takie życie i puste…
        Dlatego kiedy tylko mogę zapraszam znajomych i przyjaciół i znajomych moich dzieci i jest wiejsko i sielsko jest ognisko jest gitara i są śpiewy..a taka fajna atmosfera ,że nawet ci z za wysokich płotów zaglądają 🙂 i już nie którzy z nich dołączyli do nas i dziękują 🙂 teraz są najlepszymi nowymi sąsiadami…

  • Mam taki sam obraz mojego dzieciństwa u babci na wsi…czytam i czuję, że mam dejavu 🙂 cudnie wszystko ujęte w punkt, szczegół po szczególe 🙂 bezcenne wspomnienia 🙂 i jeszcze chleb podpieczony na kuchni opalanej drewnem ze śmietaną i cukrem pamiętam 🙂 albo proziaki pieczone na tejże kuchni 🙂 Ach… 🙂

  • Bozenka |

    Wspanialy tekst ktory przyniosl ze soba moje wspomnienia z podlaskiej wsi w ktorej spedzalam kazde wakacje..i moje najukochansze babcie ktorych juz nie ma..az lza wzruszenia poplynela a przeciez nie powinna, w pracy jestem 😉 Dziekuje za ten blog, bardzo sie ciesze ze go znalazlam..I pozdrawiam Ciebie i cala Twoja rodzinke bardzo serdecznie.

  • Nie wiem kochana, jak to zrobiłaś,ale swoje wspomnienia ze wsi napisałaś słowo w słowo dokładnie tak jakbym to ja z Tobą tam po tej wsi biegała…co do przecinka i kropki, raz przy razie… cech co ja bym dała za powrót do tamtych czasów:)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *