małe historie

18 marca 2017

 

Na dworze tak pachnie wiosną że zapiera dech. W Pennsylvanii mamy takie niesamowite zjawisko, że pogoda potrafi przeskoczyć z mrozu do ciepła w przeciągu jednej nocy. Podobnie jest z deszczem – rano pada a o dwunastej pełne słońce.

Wiosna to zdecydowanie moja ulubiona pora roku. A w dodatku w tym roku w końcu zajmiemy się ogrodem. Już widzę własne  rozbiegane oczy, myśli co gdzie posadzić i jak upiększyć. Uczucie, które uwielbiam.

Ostatnie troski, wylane łzy (płakałam nad wszystkim i o wszystko) i nieprzychylne prądy przestały mieć znaczenie wraz z pierwszym wdechem dzisiejszego powietrza.

Wiosna budzi nie tylko przyrodę ale też rozsądek – świat jest piękny, ciepły i kolorowy a łzy bez sensu.

 

Ostatnio córka opowiedziała mi historię. Zaczęła od wstępu, że jest taki chłopak. Przydzielony do grupy zaawansowanego nauczania, zdobywa najlepsze oceny. Do tego ma tak niebieskie oczy, jakich nigdzie nie spotkałam nigdy. Podobno. Odpowiadam że przecież go znam. Że przecież raz był u nas. Że fajny chłopak.

A potem słyszę, że po długiej walce z rakiem, parę dni temu umarła jego mama. Nogi mi się ugięły.

– Mamo ale on nie był w szkole tylko pierwszego dnia. Kolejnego przyszedł do szkoły zupełnie zwyczajny…

 

Jestem pewna że długo ćwiczył przed lustrem tę zwyczajność. Że te niebieskie oczy wypłakały tyle łez, że moja córka nawet sobie tego nie wyobraża. Ale skąd tyle siły i odwagi by udawać już na drugi dzień?

Łzy mi poleciały bezwiednie. Zawsze płaczę jak ktoś kogoś traci. Zawsze mój dzień wypełnia to nieszczęście. Czasem na chwilę, czasem na bardzo długo.

Wtedy przychodzi otrzeźwienie i przypomnienie. Jak na wiosnę. Potwierdzenie, że moje życie to raj. To bajka. To kawał dobra, który mi się przytrafił.

W takie dni zaparzam sobie herbatę albo nalewam wino czy robię kakao… siadam i postanawiam. Nic nowego, to co zawsze.

 

Że szczęście będzie ważniejsze niż nieszczęście.

Że przytulenie będzie cenniejsze niż zaciśnięte zęby i słowa „bo Ty to zawsze…”

Że nauka tańca czy tenisa nie będzie nigdy stawiana wyżej niż bieganie na bosaka po zimnej marcowej trawie.

Że przyjrzę się swoim wygórowanym pragnieniom i poszukam rozsądku w codziennych przykładach ludzkich historii.

Że cierpliwość zacznę pielęgnować. Przyrzekam że zacznę.

Że więcej będzie u mnie kwiatów niż bransoletek.

Że zaśmieję się w najmniej odpowiednim momencie. I nie będę się tego wstydzić. Bóg mi świadkiem że nie będę!

I że.. będę pamiętać, że zdrowe nogi i ręce moich dzieci, zdrowe mostki, nerki, łękotki, rwy kulszowe.. to początek ich dobrego życia. Początek mojego dobrego życia. I że to będzie zawsze najważniejsze. Nie stopnie. Nie wysprzątane pokoje.

 

Z tego bloga pewnie wynika że jestem szczęśliwa, spełniona, mam na pęczki siły, motywacji, uporu. Że zdobywam, idę do przodu, nie oglądam się za siebie. Ale nie wyobrażacie sobie jak często muszę bić się w pierś i ustawiać do pionu. Przypominać sobie swoje własne słowa dotyczące szczęścia. Budować własną wiarę od nowa i od nowa.

Głośno powtarzać, że nic nie ma znaczenia większego niż zdrowa, kochająca się rodzina.

Nie wiecie jak często wstyd mi przed samą sobą, że znów powaliła mnie na łopatki jakaś nieznacząca błahostka, że znów poddałam się swoim słabościom.

To, że wiele lat temu dotarło do mnie co jest w życiu najważniejsze, nie oznacza, że zawsze według tego żyję. Wciąż i wciąż i na okrągło muszę nad tym pracować.

 

Dostałam ostatnio komentarz na instagramie od dziewczyny, która nas czasem odwiedza w domu i od podszewki widzi to nasze życie. Napisała ” Nie znam drugiej kobiety tak kochającej swoją rodzinę, dom i piękne codzienne życie. Podziwiać można”

 

Wzruszyłam się. W takich momentach zdaję sobie sprawę, że to nie moje wyobrażenia, to nie moje zdajemisię. To prawdziwe życie. Uważne życie. Moje życie.

I wtedy przy kolejnym ciężkim dniu, kolejnych ciężkich decyzjach, mówię do siebie: Tylko trochę. Tylko trochę popłaczę, walnę pięścią o stół tylko raz i włosów nie będę rwać. Wezmę się w garść.

Bo moje wszystko jest gdzie indziej.

Ten koniec świata nie jest moim. Nie dziś.

 

– Mamo – z płaczem mówi za parę dni Nadia – ośmioletnia siostrzyczka mojego kolegi ma raka, właśnie się dowiedzieli. Dlaczego kurwa (!!!) w tej mojej klasie tyle tego raka!

 

Mam dziś na sobie obszerny, zbyt luźny sweter i obcisłe leginsy. Nie mam makijażu, za to na twarzy mam wklepany tani krem a na nosie okulary od Diora z porysowanymi szkłami. Zaczynam dzień. Kolejny dzień bez tego całego raka.

Słońce świeci mocno.

Zbieram przebiśniegi do małego wazonu.

 

 

 

…………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Ten post napisałam pod koniec lutego. Zrobiłam też wtedy parę zdjęć. Ostatnio tak rzadko je robię! Muszę się zmobilizować. Wstawiam te kilka zdjęć naszego domu. Może nie pasują do postu. Ale ten dom dla mnie to nie wydane pieniądze na remont, ale to to co kochamy. Nie najnowsze trendy, nie najmodniejsze meble. To to, jak czujemy i jak chcemy żyć. Ostatnio kupiłam starodawne słoiki do weków. Moja córka widząc gumki pod pokrywkami słoików mówi: Mama, Ty powinnaś urodzić się wtedy co Twoja babcia, wszystko takie kochasz. Tak, kocham i nie zakopuję tej miłości głęboko pod tym co modne… Żyję w domu który tworzę z miłości do szczęścia.

 

thumb_IMG_7079_1024 thumb_IMG_7088_1024 thumb_IMG_7093_1024 thumb_IMG_7099_1024 thumb_IMG_7104_1024 thumb_IMG_7112_1024 thumb_IMG_7118_1024 thumb_IMG_7122_1024 thumb_IMG_7137_1024 thumb_IMG_7142_1024 thumb_IMG_7150_1024 thumb_IMG_7157_1024 thumb_IMG_7161_1024 thumb_IMG_7146_1024 thumb_IMG_7169_1024 thumb_IMG_7170_1024

 

„Słowik” (ze zdjęcia) to jedna z najpiękniejszych książek jaką ostatnio czytałam.

 

25 komentarzy

  • k4tiee |

    Piękny ten Twój dom, zawsze o takim marzyłam, ale raczej się już nie spełni, bo małżeństwo mi się sypie i pewnie się posypie po tym co słyszę od męża i tak próbuję myśleć pozytywnie, że się poukłada to życie, że dzieci to nie dotknie tak bardzo ale wwiem że dotknie i wiem, że ciężko będzie, a może życie mnie zaskoczy nie wiem. Wiem za to co to znaczy łzy wylewać nad rzeczami błahymi i niebłahymi. Na szczęście dzieci zdrowe poza przeziębieniami, które nas dotykają w każdym miesiącu.
    Wszystkiego dobrego Iwonko….

    • Rozstanie jest chyba niemożliwe by było bezbolesne. Dotknie dzieci z pewnością, nie wyobrażam sobie że przejdą to bezboleśnie… ale jeżeli nie da się żyć razem to nie ma wyjścia. I być może na to co się dzieje nie masz wpływu, jednak ja wierzę że masz wielki wpływ na to co będzie dalej. Na to jak to przeżyjecie z dziećmi.. Na to co zrobisz z całą tą rozpaczą. Bo nieszczęścia są nam dane bez naszej zgody.. ale to, co z nimi zrobimy to już nasz wybór… Życzę Ci dużo siły, wytrwałości i nie poddawania się w szukaniu słońca w każdym dniu…

      • Dorota |

        „Bo nieszczęścia są nam dane bez naszej zgody.. ale to, co z nimi zrobimy to już nasz wybór… ”
        Iwonko, to najbardziej trafne słowa, jakie do mnie ostatnio dotarły. Czy mogę je zacytować (ze źródłem itd.), by innym też mogły pomóc?

  • Podobnie u mnie ostatnio. Z emocjami i z pisaniem i z postanowieniami tez. Gdy pieknie swieci slonce, to sadze kwiatki na balkonie, krzatam sie i widzieczna jestem za zdrowie.
    Pieknie u Ciebie, jak zwykle.

  • Marzena |

    It’s beautiful!

  • Myślałam, że tylko ja tak mam ostatnio, z tym płaczem bez powodu i w najmniej spodziewanym momencie. Ale już wiem, że nie jestem sama, że to minie z pierwszymi promieniami słońca i śpiewem niecierpliwych ptaków.
    Też muszę sobie ciągle powtarzać, że nie mam na co narzekać, że dzieci zdrowe, całe, mąż, dom, praca, zgoda, miłość są. Czego więcej? Ale niepokój się wdziera, to chyba naturalne, gdy jest się mamą. Chwytam się więc takich postów, takich Osób, jak i Ty. Pocieszam, że moje uczucia, rozterki, emocje, słabości, są normalne, nie muszę z nimi walczyć. Nie muszę walczyć ze sobą. Wiosna w końcu przyjdzie i do mnie:-)

    • Wiosna już nadeszła tylko coś pogoda za nią nie chce podążać 😉 Z Twoich komentarzy zawsze odczytuję, że dobrze siebie znasz.. Czy Ty zdajesz sobie sprawę jak to jest ważna i cenna cecha? Jak dzięki temu, można osiągnąć naprawdę wiele? Uwielbiam samoświadome kobiety 🙂 🙂

  • oczy niebieskie, mam do nich slabosc. Pewnie z racji mojego syna bo ma takie jakich nigdzie nie widzialam. Przeczytalam Twoj tekst, poogladalam piekne zdjecia i mysle. Nad tym niebieskookim. To zycie nas wystawia na takie przetrzymanie. I rozumiem, ze smierc przybywa. Ale kiedys. Te choroby. Ale kiedys. Nie teraz. Nie tak szybko !

    • Zawsze zastanawiałam się nad tym, że ludzie pytają dlaczego ja? dlaczego teraz? I że się dziwią że ktoś umarł skoro palił jak smok, pił, nie dbał… albo że był chory…
      A potem mojej teściowej w szpitalu dali dwa tygodnie życia, maksymalnie 4. Asiu… ona umarła dokładnie po dwóch tygodniach a ja byłam tak zaskoczona że teraz jak pomyślę to aż nie mogę. Krzyczałam do telefonu do męża że no jak? ale jak dzisiaj ale jak, przecież wczoraj makijaż drżącą dłonią jeszcze sobie robiła, zjadła coś wczoraj nawet, jak dzisiaj? a potem zabrało mnie pogotowie bo straciłam przytomność… miałam czas by się przygotować, wiedziałam że ta śmierć idzie, że dojdzie przecież kiedyś, że moja teściowa nie ma szans na życie, a jak umarła to trafiło to we mnie jakby było zupełnie nieprzewidziane.. Człowiek nigdy nie jest gotowy. Może to i dobrze. Myślimy sobie że nie teraz. nie tak szybko. kiedyś. i może dzięki temu jakoś nam się żyje normalnie.

      • dokładnie tak jak napisałaś. Może lepiej żebyśmy nie wiedzieli ? Bo może byśmy za bardzo żałowali, że nie wszystko zrobiliśmy, nie wszystko zdążyliśmy. A najgorzej to żałować. Tak myślę. Może to mylne, sama nie wiem. Bo śmierć dla nas, tych tu na ziemi jest przerażająca.

  • Twoje przemyślenia jak zawsze w punkt… Jakby o mnie.
    Zdjęcia przepiękne. Dom cudowny!!!!!!!!

  • cudowna kobieta z Ciebie ..dziewczynko :)! super fajnie piszesz,fajne zdjecia robisz i ..super fajni jestescie-tacy normalni.przytulam mocno!blogo mi sie zrobilo,ide na specer 🙂

  • Piękne to okno wykuszowe w kuchni! Oczami wyobraźni widzę, jak, mając taki dom, gotowałabym, a moja córka siedziałaby w nim i opowiadała dzień…. Piękny dom. Zazdroszczę – w pozytywnym sensie. Dużo dobrego życzę!

    • Wzajemnie Zuzia 🙂 Jak weszłam do tego domu po raz pierwszy to najpierw zobaczyłam tą ziemię w koło zieloną, spokojną, ten widok ze wzgórza a potem kuchnia… zrobiliśmy ją od nowa.. ale czułam że będzie nam tu cudownie się gotowało i żyło 🙂 kuchnia to jedno z najważniejszych pomieszczeń w naszym domu!

  • Kasia J |

    Iwonko z Zielonego Wzgorza, jak zwykle w sedno, do celu, pieknie, madrze, wspaniale!!! Normalnie kobieto dodajesz skrzydel! Dzieki ktorym potrafie uniesc sie tak wysoko…ponad moje wszystkie problemy, ktore tak naprawde to nie sa problemami, bo majac zdrowe dzieci, kochajacego meza….coz innego mozna od zycia chciec, ale kazdy z nas ma te gorsze dni… z gory latwiej na wszystko spojrzec, przemyslec I podjac wlasciwa decyzje/rozwiazanie.

  • A rób jak najwięcej zdjęć tego domu, bo naprawdę miło popatrzeć!
    Każdy dzień bez „tego raka” to szczęśliwy dzień… Choćby wszystko inne się waliło na głowę, to można wszystko kiedyś naprostować…

  • Iwonko, tak uwielbiam Twoje blogi, pokazuja sie wtedy, kiedy ich najbardziej ptzrebuje. A dom masz cudowny, piekny, cieply i rodzinny.

  • Iwonka!
    Od dawna czytam Twojego bloga, pierwszy raz zostawiam komentarz. Twoja umiejętność cieszenia się z małych

    momentów życia, wewnętrzna kobieca siła pomimo wszelkich targających nią słabości, radość z bycia Mamą i Żoną- to wartości i dla mnie szczególne bliskie stąd mój podziw i nieustanna wierność w byciu Twoją czytelniczką 🙂 Będę zaszczycona jeśli zajrzysz do mnie pastelovemotyle.pl 🙂

  • Czas leczy rany , musimy nauczyc sie z tym zyc co dal nam los. Latwo nie jest ale jeszcze nikt nie powiedzial ze latwo bedzie…??

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *