Migrena cd.

Po ostatnim wpisie (o migrenie), który opublikowałam dostałam od was mnóstwo wiadomości prywatnych. Jestem ogromnie wdzięczna za każdą podpowiedź i poradę.

Dziękuję, że poświęciliście mi czas i opowiedzieliście o sobie, swoich problemach migrenowych i drogach ich rozwiązania.

W czasie wakacji miałam mnóstwo czasu na myślenie. Przeanalizowałam każdego maila, komentarz i poradę.

Wnioski? Tak jest ich wiele.

Dlaczego my ludzie jesteśmy w stanie tak niewiele zrobić dla samych siebie? Dlaczego ważniejsze są dla nas te wszystkie rzeczy nie mające tak naprawdę znaczenia? Dlaczego dla własnego zdrowia często mówimy zdecydowane NIE a dla wykańczającego stresu TAK. I to wcale nie podświadomie, ale bardzo świadomie.

Tak, stres.

Całe życie byłam dość nerwowa. To znaczy potrafiłam reagować spokojem, mieć cierpliwość… ale wystarczyła iskra żebym zapaliła się w przeciągu pół sekundy. Mój mąż posiadał niezwykłą umiejętność doprowadzania mnie do szału z prędkością światła. Dzieci podobnie… Ale to były momenty. Ogólnie wciąż byłam w miarę spokojna.

Kochałam życie. Odkryłam szczęście, jego prostotę i szybko posiadłam umiejętność jego celebrowania. Założyłam bloga, pisałam o życiu, o cudzie codzienności jakiego każdy z nas doświadcza. Byłam szczęśliwa, spełniona i zadowolona z własnej egzystencji. Wtedy pojawiły się migreny. Nie ze stresu. Nie z zamartwiania się na każdym kroku. Nie.

U neurologa, psychologa i familijnego mówiłam: NIE NIE, nie mam stresów. Jestem szczęśliwa i spokojna. Nie mam stresów jak inni z korporacji czy walczący o przetrwanie. Nie, nie mam. Wiodę spokojne życie.

Naurolog mi wtedy powiedziała: Masz troje dzieci, jesteś emigrantką, masz własną firmę, jesteś wrażliwa – nie możliwe jest żebyś nie odczuwała stresu.

Stres, którego zupełnie się nie spodziewałam, tkwił we mniej jak najsprytniej ukryty pasożyt.

Nie do końca wierzyłam, że on naprawdę we mnie jest, a w dodatku że mnie wykańcza. Dowodem jednak na jego istnienie był fakt całkowitego odpuszczenia migreny po podaniu leków odstresowujących i tym samym działających prewencyjnie na migreny.

Jak pisałam wcześniej potem te leki przestały pomagać i powstał cały ciąg zdarzeń…

Ale dziś nie o tym.

Większość z was w mailach podawała jako przyczynę migreny właśnie stres i złą dietę.

Zrezygnować miałabym z przenicy, nabiału, cukru, mięsa … Wielokrotnie też usłyszałam o diecie Dr. Dąbrowskiej.

Ale jestem tak bardzo uparta. Nie umiem zrezygnować z cukru, z tego nabiału z którego w 90% składa się moje żywienie, z przenicy…

Nie jestem w stanie zmusić się do ćwiczeń, do jogi… ale od życia wymagam, by płynęło mi bez bólu.

 

Nic z siebie nie dając, nic nie otrzymasz. Nic nie zmieniając w swoim życiu, nic się samo nie zmieni.

 

To tak proste jak dwa plus dwa. Trzeba coś zmienić, żeby było inaczej niż dotychczas.

Ale widocznie dla mnie niewystarczająco proste… Ja nadal swoje…

Może inny lek, może więcej leku.. może kolejne szybkie sposoby, jak botox…

Nic z siebie ale wszystko dla siebie.

 

W dzisiejszym świecie nauczyliśmy się żyć na przełaj. Od razu widząc horyzont bez patrzenia pod własne stopy. Chcemy robić to co robimy, korzystać z dobrodziejstw życia. Chcemy być zdrowi i ładni. Bierzemy tabletkę na chorobę. Operację na wygląd. Wybielacz na zęby. Wybieramy najszybsze drogi.

W dzisiejszym świecie wymagamy zbyt wiele zarówno od życia jak i od samych siebie. Zobowiązań bierzemy na siebie tysiące, próbując podołać… a życie w tych podoływaniach nam ucieka.

Wychodzi potem, że całe nasze życie było jednym wielkim staraniem się by nie upaść na drodze priorytetów.

Nasz organizm próbuje przebić się przez te wszystkie codzienne ważności i dać nam znać, że zaczyna dziać się coś niepokojącego. Mówi do nas  poprzez takie właśnie migreny, lęki, rozmaite bóle i dolegliwości. Mówi do nas: zatrzymaj się. Przyjrzyj. Co robisz? Napewno Ci to potrzebne?

 

Jestem alergikiem. Na co jestem uczulona? Między innymi na pszenicę, której jedzenie odradzaliście mi przy migrenach, na czekoladę, na barwniki, na kawę, ogórka, fasolkę szparagową… i wiele innych rzeczy.

I co lekarz na to? Weź tabletkę, żyj normalnie. Jedz co chcesz, a tabletka zrobi swoje.

Łatwe, szybie i bezbolesne. Mogę objadać się świeżym ogórkiem z ogródka i nie patrzeć na nic.

Ale od dziesięciu lat każdego dnia katuję organizm tabletkami przeciwalergicznymi.

Jestem też uczulona na pyłki, kurz, pleśń, sierść psa. Więc proste nie jest odstawienie takiego leku bo nie chodzi tylko o jedzenie. Ale pisząc o tym, chciałam wam pokazać jak beztrosko nauczyliśmy się podchodzić do własnego organizmu.

Najprościej jak się da, bez odmawiania sobie.

Z jednej strony to nawet fajnie. Wszystko dla człowieka. Nie muszę stresować się w restauracjach, na przyjęciach, gotując obiady… Za to mój organizm stresuje się ciągle, jak wynika z moich doświadczeń.

Masz astmę? Bierz sterydy. Po co masz próbować iść do sauny, kriokomory czy gdzie tam można astmę wspomóc… weź inhalator, który jest dla ludzi takich jak ty. Poprawia Ci jakość życia. Pozwala nie myśleć. Weź inhalator, nie stresuj się. Twój organizm to zrobi za ciebie. Przeżywać będzie stres chemiczny.

A jeszcze traf chciał że nie masz połowy tarczycy, więc leki na uzupełnienie hormonów musisz brać.

Co tam jeszcze masz? Aaa no tak. Refluks! Tabletki są dostępne nawet poza receptą. Kup, weź, po co ograniczyć czekoladę, kawę, i środki przeciwbólowe… A jak ci wątroba wysiądzie od tych leków to też przecież znajdzie się na to lek.

NIe idź na dietę, nie oczyszczaj się, nie idź na jogę, to zbyt trudne. W tych czasach nie masz na to czasu.

Nie masz czasu na własne zdrowie.

Niestety.

Czy mi się kiedyś w głowie ułoży? Naprawdę tego nie wiem.

Tak wiele tych waszych maili dotyczyło diety.. i tak bardzo mi przykro, że jestem taka niepokonana. I że od razu mówię NIE, to nie dla mnie.

Ale kiełkuje we mnie myśl. Bardzo niewinnie kiełkuje myśl, żeby jednak zmienić swoje nastawienie… żeby spróbować czegoś.. żeby może małymi kroczkami.. Żeby posłuchać samej siebie i zrobić coś by zmienić się mogło coś.

 

Dziś rozmawiałam z Tatą. Zadzwonił nakrzyczeć. Powiedział że głowa mnie boli na własne życzenie. Że nie ćwicząc, nie oddychając świeżym powietrzem będę całe życie chora. On od wielu lat intensywnie ćwiczy. Ma 62 lata a jest sprawniejszy niż wielu dwudziestolatków. Codziennie chodzi kilka/kilkanaście kilometrów, robi pompki, przysiady… a jak jest na wyjeździe i brak mu czasu to tak go nosi że macha nogami chociaż – dziś mi o tym powiedział a ja wybuchnęłam śmiechem bo sobie to raptem wyobraziłam. Oczywiście dostałam reprymendę na miarę.  Ale wiem, że on ma rację. I że wy macie rację. I liczę na to że pokonam samą siebie. Że zrobię pierwszy krok. I że zacznę od teraz a nie od za chwilę… aż skończy się ból,  po komunii Clary,  po podróży do Polski, po świętach, sylwestrze itd itp…

Pisząc to mam w sobie energię do zmian. Mam nadzieję zmądrzeć.

 

Pisaliście też o soli himalajskiej, o propolisie, ziołach.

Jedna dziewczyna napisała mi o pewnym urządzeniu, które stymuluje mózg podczas bólu, powodując jego znieczulanie. Momentalnie znalazłam go w internecie. Może ulży choć trochę.

Raz jeszcze bardzo dziękuję i spróbuję wszystkiego czego jeszcze nie próbowałam. Tylko tej diety to na końcu.. bo tak bardzo uwielbiam to wszystko czego bym nie mogła… tak bardzo jestem słaba jeżeli chodzi o jedzenie.

 

12 komentarzy

  • Bo to jest naprawdę bardzo, bardzo trudne tak na te swoje stopy popatrzeć. Wszystko by się chciało, i marzenia i gwiazdy i dzieci i czas. A od siebie trzeba zacząć.
    Trzymam kciuki mocno, żeby ból mijał, slabł, minął.
    No i tego Taty posłuchać warto… Tak, jak mojej Mamy, która też mi ciągle przypomina o najważniejszych sprawach…

  • suungirl |

    Iwona, jak Ci pisałam ostatnio komentarz, też o moich migrenach, nie pisałam, że jestem jak Ty alergikiem w dodatku z niedoczynnością tarczycy i Hashimoto. Zmagam się z tym od kilku lat (alergia na drzewa od 25 lat, tarczyca od ponad 10 lat) a jestem w Twoim wieku, i też walczę z różnymi przeciwnościami w tym temacie. Np. żaden lekarz endokrynolog nigdy mi nie powiedział, że chorując na Hashimoto, jest zakaz jedzenia produktów zawierających gluten, mleko, jaja. Nikt mi tego nie powiedział przedtem a ja chodziłam jak balon z brzuchem jakbym była w 4 miesiącu ciąży, dziwiąc się skąd go mam a przy tym nie cierpiąc go, chowając go wiecznie pod luźnymi bluzkami. I dopiero od roku gdzieś usłyszałam, że odstawić gluten, mleko, i będzie lepiej. Nie będę senna, zniknie sztuczna „ciąża” i że zacznę się lepiej czuć. I powiem szczerze, że jak na początku miewałam boleści na samą myśl porzucenia pszennego chleba, batonów, wypieków i całej tej „jedzeniowej krainy szczęścia” to teraz będąc na niej od długiego czasu, czując się pełną energii, lekką a przy tym bez wielkiego brzucha, to uważam że to była bardzo dobra decyzja. Przyjdzie czas, że i Ty może spróbujesz wyeliminować produkty, których Twój organizm nie cierpi i ulżysz jemu i sobie. Trzymam kciuki! 😘

  • Alicja Lopes |

    Iwonko, jakiś lekarz z holistycznym podejściem by się przydał … ja z dietami tez nie umiem, ale złotego środka szukam ( co nie znaczy, ze stosuje ) mam dni lepsze, dni gorsze … czasami całe okresy , jak ostatnio 😉 tylko nie próbuj tego wszystkiego odstawić na raz , ze skoro podjęłas decyzje to już od dzisiaj nigdy i na zawsze … bo to smutne i z reguły od początku skazane na niepowodzenie , powolutku, małymi krokami i wszystko się uda 😉

  • Ostatnio będąc z koleżanką w sklepie oglądałyśmy gorsety wyszczuplające , i zamiast sobie schudnąć 5 kilo to szukałam gorsetu, a schudniecie by było korzystniejsze. Iwona masz w domu przykład, Marcin zmienił nastawienie i jedzenie to i Tobie sie uda, a jak juz kiełkuje w głowie to w którymś momencie bedziesz realizowac, pozdrawiam u mnie juz ciepło w lubuskim, sadze bratki,pije kawe na tarasie,pozdrawiam.

  • marielle |

    To wciaz czas…”opowiesci ” a nie ZMIANY.
    Opowiadania jak boli, pytania, szukania, ale oczekuje sie, by bylo inaczej, zdrowo, bez bolu-magicznie, przyjmujac uzdrawiajaca tabletke.
    Gdy jest sie naprawde gotowym na zmiany, to bedzie decyzja i dzialanie.
    Bez opowiesci, poradnictwa.
    Wciaz woli Pani bardziej bol glowy, niz bol zmian.

  • Moj kolega ma na to prosta odpowiedz: jedni maja wymowki, inni maja wyniki…
    Warto! Warto walczyc o siebie i o swoje zdrowie. I warto udowodnic sobie, ze jest sie silniejszym niz sie myslalo…Napisze niedlugo ciut wiecej. Pozdrowienia!

  • każdy musi znaleźć swoją drogę, dla jednego lepiej będzie postanowić i już zacząć działać, zacząć zmiany, inny musi to przemyśleć, oswoić się ze zmianami różnie bywa..
    mam koleżankę, doznała kontuzji nogi i postanowiła wziąć się za siebie, schudnąć,żeby podobna kontuzja nie powtórzyła się za jakiś czas, odstawiła słodycze, zaczęła zdrowiej się odżywiać i taka dumna z niej jestem, a ona z siebie taka zadowolona, bo czuje się lepiej, lżej i każdy jej mówi, że schudła.. każdy swoją drogę znaleźć musi, bo choćby wszyscy wokół mówili to ten konkretny człowiek musi podjąć tą decyzję… powodzenia Iwonko

  • Cześć, Twój Tata ma rację. Ja jak zaczęłam biegać to przestałam mieć migreny tylko mam czasami objawy migreny tz. mdłości, wymioty, światłowstręt itp. a jak głowa boli to tylko pobolewa nie tak jak dawniej. Jest to dziwne ale widocznie mój organizm przez ruch się dotlenił i teraz nawet jak już mniej biegam a czasami wcale, to basen lub taniec od czasu do czasu. Moje migreny były najczęściej z powodu pogody zwłaszcza że teraz mieszkam w UK lub nieregularnego snu a to bardzo ważne żeby w dni wolne od pracy, starać się chodzić spać i wstawać o tej samej porze jak w dni pracujące. Pozdrawiam

  • Ktoś mądry powiedział kiedyś, że zmiana zaczyna się wtedy, kiedy bardziej zaczyna doskwierać nam brak zmiany, niż wysiłek, który trzeba podjąć, żeby coś się jednak zmieniło..
    I to jest święta prawda.
    Dopóki migreny i towarzyszący im ból nie staną się silniejsze niż to pragnienie, żeby nie musieć sobie odmawiać, niewiele może się zmieni.
    I ja Cię doskonale rozumiem. Też powinnam radykalnie zmienić dietę, ale ciągle znajduję wymówkę.
    Jeśli chodzi o wpływ diety na alergię to napiszę tylko tyle, że wystarczą dwa tygodnie diety dr Dąbrowskiej żebym pozbyła się nie tylko alergii na większość owoców, ale w sezonie wiosennym nie ‚umieram’ podczas pylenia brzozy i traw.
    Przemyśl, poczytaj, przygotuj się, inspiruj się.. szczególnie, jeśli piszesz, że na pszenicę masz stwierdzoną alergię.. moim bardzo skromnym zdaniem, to może być jednak jedna z głównych przyczyn twojej migreny.
    Kochana, dużo siły ci życzę.
    To nie jest łatwe.. ale nie jesteś sama!
    Zacznij myśleć o pięknych efektach i życiu bez bólu. To cudowna perspektywa.
    Przecież masz siłę 😉

  • Opowiem Ci cos. Migreny zaczely mi sie tak porzadnie jakies 5 lat temu a od 3ch zaczely dokuczac okropnie. Zawsze w jakis sposob wiazalam je z problemami z trawieniem, bo najczesciej pojawialy sie na skutek jedzenia okreslonych potraw. Najpierw byly to pomidory, potem doszly ogorki az w koncu ku mojemu przerazeniu takze owoce (jablka, pomarancze a nawet banany!). Potem jeszcze ostre przyprawy, migdaly… A czasem juz tracilam rachube co mi moglo zaszkodzic. Rezultatem jednak zawsze byl lekki bol brzucha a potem migrena. Zaczynalo sie okropnym zmeczeniem (tak jakby moje cialo pomalu sie poddawalo) a na drugi dzien budzilam sie z ogromna migrena, ktora potrafila trzymac nawet dwa dni. Koszmar. Chodzilam do lekarzy upierajac sie, ze cos w jedzeniu mi szkodzi a oni upierali sie ze jesli to migreny mi przeszkadzaja to wlasnie na nich bedziemy sie skupiac. Chcieli nawet profilaktycznie faszerowac mnie lekami. Nigdy nie zrobiono mi zadnych dokladnych badan. Nie chcialam lekow i jeszcze bardziej rozwalac sobie zoladek. Zaczelam czytac, szukac sama.

    Stres. Tak, przezylam ogromne stresy przez ostatnie dwa lata zwiazane ze staraniem sie o dziecko. W jednym roku mialam dwie nieudane proby in vitro. Do tego stres w pracy (nauczyciel). I te migreny. Bledne kolo. Rzucilam prace. Pojechalam na dlugie wakacje. We wrzesniu we Francji przeszlam ponad 200km w 10 dni. Poukladalo mi to bardzo w glowie. Gdy wrocilam zajelam sie dieta. Znowu poczytalam i postanowilam wyprobowac tzw Low FODMAP diet dla ludzi cierpiacych na IBS (zespol wrazliwego jelita). Odrzucilam czosnek i cebule i odkrylam ze moje cialo ciezko toleruje fruktoze. Zaczelam jesc suplementy.
    I… zaczely sie cuda! Diete testuje od stycznia i migrene mialam tylko dwa razy! (raz dlatego ze naprawde objadlam sie na wieczor a raz najadlam sie orzeszkow przed snem). I do tego… naturalnie zaszlam w ciaze! (Niestety poronilam w 7 tygodniu ale i tak uwazam to za cud i daje mi to dalszego kopa do zmian!)
    A! Nie napisalam jeszcze ze od listopada mam nowa, spokojniejsza prace gdzie 6 godzin spedzam na powietrzu i to jest dodatkowy plus – nie wiem czy kiedykolwiek mialam taka dawke witaminy D!
    Moj kolejny krok to ograniczyc cukier co jest koszmarnie trudne jako ze jest to moj jedyny nawyk. Ale probuje, staram sie. Sama pieke w weekendy zeby zawsze miec cos do kawy a jednoczesnie moc kontrolowac ta ilosc cukru. Wyrzeklam sie wszelkich mega slodkich zelkow i tego typu slodyczy.

    Moja historia dziele sie tylko zeby Cie zainspirowac. Ja jestem na 100% przekonana (i mam dowody!), ze stres, niewlasciwa dieta i brak ruchu to glowne powody migren. Takie proste a jednak tak trudne, wiem… Ale sprobuj. Malymi kroczkami. Zaznaczaj kazdy sukces w kalendarzu i jak uzbiera Ci sie tych „gwiazdek” czy innch serduszek cale mnostwo pod koniec miesiaca to zobaczysz jak Cie to zmotywuje zeby dzialac dalej i nie przerywac pasma sukcesow. Ja tak mialam gdy zaczelam joge. Najpierw bardzo musialam sie zmuszac zeby robic te moje obiecane 3/4 razyw tyg , ale gdy juz mi sie udalo to nie chcialam zepsuc tego co osiagnelam. A potem tak wyszlo ze bardzo to polubilam.

    A potem? Mala zmiana czesto powoduje kolejna mala zmiane i ani sie obejrzysz a Twoje zycie jest lepsze. Czasem wystarczy ten maly kroczek.
    Jestes madra kobieta i wierze, ze w koncu go zrobisz…
    Moc usciskow!

  • Kongoset_mp |

    Iwonuś,
    Tatuś ma rację. Bierz z niego przykład.
    Ruch to zdrowie.
    Mój tata też całe życie ćwiczył, pamiętam nawet,że podczas towarzyskich spotkań w plenerze, potrafił stanąć przy ‚winklu” tudzież drzewie i machnąć pompki dla poprawy krążenia , po czym wrócić do biesiadujących przy stole:)
    Dziś już tak aktywny niestety nie jest i cała aktywność ogranicza się do oklepywania swoich stóp drewnianym drążkiem słusznych gabarytów 🙂
    Ale ruch w nas zaszczepił, i cieszy go widok naszych niespokojnych nóg za stołem 🙂

    Iwonuś
    Spróbuj i Ty , wiem ,że sama się kiedyś na tym złapiesz 😉

    Pozdrawiam
    Marzena

  • spróbuj jeszcze kilka seansów wziąć w komorze hiperbarycznej, to tez jest anty migrenowe.
    🙂

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *