narzekanie

Wstałam dziś o drugiej nad ranem. Nie mogłam spać. Około czwartej zeszłam już na dół. Było tak ciepło na dole… bo ogrzewanie włącza nam się już od czwartej, i tak bardzo cicho.. tak niesamowicie inaczej niż zwykle. Ciemno jeszcze a tak już z powiewiem nowego dnia. Psy się do mnie przytuliły, kawa pachniała w kubku, poczytałam sobie, popisałam i poszłam owinięta kocem obejrzeć przepiękny wschód słońca. W tym czasie cały mój dom spał…

Oczywiście że nieprzespana noc to cięższy kolejny dzień, ale ja wtedy nie patrzyłam dniem, który miał się dopiero obudzić… ale chwilą, która trwała przy tej kawie i różowo – pomarańczowym wschodzie słońca.

Jestem wyznawcą zasady. Nie powiem że od zawsze, ale od wielu wielu lat. Zasada brzmi od tych wielu lat dokładnie tak samo “rzeczy są takie, jak na nie reagujemy”. Nie wiem kto dokładnie jest autorem tych słów, ale kiedy powiedziała mi je te lata temu przyjaciółka, od razu zagarnęłam je dla siebie.

A był to moment, w którym wcale nie było mi najlepiej. I nie taki, w którym wierzyłam w życie, świat i to że od nas zależy wszystko. Ale przy każdym niepowodzeniu, zająknięciu się i zwątpieniu powtarzałam  sobie te słowa w głowie – rzeczy są takie, jak na nie reagujemy.

I dziś wiem. Świat jest taki jak go widzimy. Życie jest takie, jak je żyjemy. A my jesteśmy tym, ile z siebie damy.

Chciałabym wam dzisiaj podarować piękny wpis z bloga Julii Rozumek. Ja podobnie jak Ona dostaję takie maile… I w podobny sposób jak Ona o nich myślę.

I gdy dziś ten jej wpis nad ranem przeczytałam, stwierdziłam że muszę wam go pokazać.

Bo to mądre, piękne i potrzebne słowa.  Wpis w całości skopiowany z bloga Julii 

 

Spotykam czasami starsze kobiety. Po sześćdziesiątce. Przed siedemdziesiątką.

Często opowiadają jak było Im ciężko.

Ile to było pracy z tymi pieluchami. Prania, gotowania, prasowania. Wieszanie i zbieranie. I tak codziennie.

Moja Mama opowiada jak podwórko pięknie bielało od tych pieluch porozwieszanych i jak wiatrem pachniały.

Opowiadają często jaka to bieda była. Jak się w ciuchach starych chodziło. Po starszych dzieciach zdzierało i nogawki były przykrótkie.

Moja Mama opowiada jaka zdolna była Babcia Adela. Jak umiała po nocy na maszynie ze starej kołdry przydartej spódnice uszyć. I jak rano wstawała do szkoły, to na stole w kuchni leżała i czekała na nią. Bo Babcia już poszła krowy oprzątać.

Opowiadają czasami te kobiety jak to ciężko się bez łazienki żyło. Jak trzeba było na mróz wychodzić.

Moja Mama opowiada jak w piecu kuchennym ogień skakał, gdy Ona Justynkę w misce przy tym piecu kąpała.

Mówią często te kobiety jak to w tamtych czasach chłop lubił wypić. I Ci Ich ojcowie wieczorami alkoholu nadużywali.

Moja Mama opowiada jak Babcia Ją rowerem wysyłała po Dziadka wieczorami. A gdy wchodziła po Niego to On kolegom mówił „patrzcie to moja córeczka Elusia”.

Opowiadają jak do szkół daleko trzeba było chodzić, dojeżdżać, o świcie wstawać. Ile to było trudu aby do tej nauki się dostać.

Moja Mama opowiada ile to się w tych pociągach o świcie z koleżankami uśmiały. Jak się po tych zaspach szło po kolana i w rowy pełne śniegu się wrzucali.

Opowiadają jak to było mieszkać z Teściami czy rodzicami okropnie, jaka to udręka i zmora. Jak ciasno było.

Moja Mama opowiada jak z Justynką się na niedziele szykowały bo Tatuś wtedy przyjeżdżał do nich.

Moja Mama pochodzi z bardzo skromnej rodziny. W małym zielonym, drewnianym domku nigdy nie było łazienki. Było dużo pracy w polu i w gospodarstwie. Przez pięć lat mieszkała daleko od męża, bo mąż budował dom, a Ona w tym czasie była z córką u swoich rodziców. Pracowała jako pielęgniarka.

Było dużo trosk i biednie było. Ale zawsze szczęśliwie. Bo Babcia była pracowita i niepotrzebnym się nie zamartwiała. Nie traciła czasu na narzekanie. Jak była siła do pracy to znaczyło, że jest wszystko.

Nasze życie nie zależy od tego co nam się przytrafia, tylko jak na to reagujemy…

 

Napisała kiedyś czytelniczka…

 

„Tak Julia. Tak. Uwielbiam jak piszesz. Uwielbiam Twoje zdjęcia. Na prawdę. Są cudowne. Ale wiesz…. Tak fajnie te wszystkie mądrości, te wszystkie złote rady, te ckliwosci nad którymi rozpływają się tłumy, wzruszają matki, zadumaja ojcowie, tak fajnie jest pisać o sobie która w życiu doznała zero trosk. Która ma kasy po kokardki, dom którego wszyscy zazdroszcza, zabawki dla dzieci na które mało kogo stać. Wtedy jest łatwo. Wtedy można usiąść zachwycić się pięknem nieba śpiewem ptaków. Żyć pełnia życia. I oczywiście Julia, nikomu nie ukradła , miałas po prostu w życiu fuxa którego wiele z nas nie miało. Ja miałam fajnie w życiu kochająca rodzinę kochanego męża mądrego synka, ale nie mam czasu na delektowanie się śpiewem ptaków czy liczenie chmur na niebie. Bo o 5:50 wstaje do pracy wracam o 17:30 ledwo żywa. O własnym domu mogę pomarzyć o kredycie mogę pomarzyć i tak mi minie życie na narzekanie Ale nic Julia nie mogę Zmienić. Nie trafili mi się bogaci rodzice bogaci tesciowie ani nawet bogaty maz. A więc owszem na początku te twoje teksty ma blogu dawały do myślenia Ale teraz są według mnie oderwane od rzeczywistości. niestety. Przeczytamy podumamy polewamy głową i pójdziemy dalej. Bo nie ma czasu na nic. To smutne i bardzo prawdziwe”

 

Mieszkaliśmy kiedyś na starej dzielnicy Śląska. Na pierwszym piętrze.
Znosiłam ten wózek i wnosiłam. Ale bardzo krótko, bo zawsze towarzyszył mi uśmiech na twarzy.
Zawsze zagadywałam do młodzieży na klatce. I bardzo szybko okazało się, że ja czasami nie zdążyłam otworzyć drzwi od auta, a już miałam zakupy wniesione pod drzwi. Wózek dźwigali.
Bo mnie lubili. Gdybym miała ponurą minę obrażoną, to może i by splunęli za mną.
Kiedy mój mąż wynajął to mieszkanie, było ruiną. Kompletną.
Przez rok, codziennie po pracy brał brata i Tatę i pracowali do późnej nocy. Kuli ściany, kładli prąd, ogrzewanie, robili łazienkę od podstaw, bo w tych kamienicach łazienek nie było.
To mieszkanie było piękne. Nie dzięki bogactwu, a ciężkiej pracy.

Kiedy mój mąż wynajął od miasta budynki, aby założyć firmę, to były resztki ścian. Bez okien, podłóg i dachów. Jak ja zobaczyłam to po latach na zdjęciach, to nie wierzyłam…

Razem z kolegami i Ich ojcami pracowali po 16 godzin na dobę. 

Nie mam bogatych rodziców, nie mam bogatych Teściów i nie mam bogatego męża.

Oni wszyscy są bardzo pracowici, dokładni, z wielką nadzieją, siłą i chęcią do życia..

Moja siostra często mawia, że Ona nie chciałaby mojej pracy za żadne pieniądze świata.

Bo będąc blisko widzi jak wygląda, na czym polega, jakie są jej minusy.

Ale wiesz, ja chce widzieć plusy.. Mnie to co złe nie interesuje. 

A jak mnie nie interesuje, nie skupiam tam swojej uwagi, nie roztrząsam, to wtedy jakby ich nie było.

Chyba, że chce je zmienić, to wtedy przystanę koło tych problemów. Inaczej szkoda czasu..

Ten dom jak piszesz, którego wszyscy zazdroszczą jest dzięki ciężkiej pracy mojego męża, Taty i Teścia.

Nie dzięki Ich pieniądzom, a dzięki pracy. Naszych pragnień i braku narzekania.

Ludzie tak często mam wrażenie są w jakiś sposób ograniczeni w swojej wyobraźni i ocenie sytuacji. Brakuje im już zdolności własnego myślenia.

Patrzą powierzchownie i myślą, że wiedzą…

Ludzie, którzy słuchają o młodości mojej Mamy myślą – raj…

A Ona dostała takie samo życie jak wszystkie kobiety wtedy, tylko inaczej na nie reagowała.

Czytam w tej wiadomości, że są kochający rodzice, kochający mąż i mądry syn. Myślę, Boże Drogi, tyle dostać, więcej niż większość ludzi na świecie i być nieszczęśliwym? Narzekać?

Mało tego, dostać zdrowie, aby móc jechać do pracy i narzekać?

Ludzie powariowali!!

„Fuxa” o jakim piszesz, w życiu się nie dostaje, na „fuxa” się samemu pracuje.

Jeżeli odłożymy na bok najważniejsze problemy takie jak choroby czy śmierć, to wszystko inne jest takie jakie chcemy aby było…

Jest taki bardzo znany dowcip.. Już kiedyś gdzieś o nim wspominałam..

„Jedzie chłop tramwajem i myśli – ta praca do dupy, szef skurwysyn, żona marudna, dzieci nieznośne..

Stoi za nim anioł stróż i myśli – dziwne te życzenia, ale skoro takie ma to mu spełnię…Zatem droga autorko wiadomości… 

Twoje słowa są skrajnie dalekie od prawdy. Nawet się o nią nie otarły.

Ale wiesz dlaczego moje życie jest rajem…?

Kiedy pracowałam wstając o 5:30 do pracy, zakładałam słuchawki z muzyką do uszu, plecak na plecy i uśmiechałam się do przechodniów w tramwaju, na przystanku, w kiosku z biletami…

Ten uśmiech zbudował mi to życie.

Każdy z nas ma takie życie jakie chce mieć…

Kiedy chodziłam do Liceum wynajęłam z koleżanką mieszkanie. O Boże, jakie ono było okropne.

Brak słów by je opisać. Koszmarne. Ale było tanie.

Miałam wtedy ogromną kolekcję komiksów Kaczora Donalda. Całą sobotę obklejałyśmy z Magdą albo Andzią te kuchnię tymi kartkami z komiksów. Ściany, szafki… Każdy Kto wchodził mówił „o rany!”..

Ani ja, ani nasi goście nie widzieli jaka ta kuchnia jest brzydka.

Bo wiesz, w życiu licealnym jak i dorosłym czasami wystarczą kartki z komiksów..

Ale tego trzeba chcieć.

Jakiś czas temu napisałam do bliskiej mi osoby, która pięknie pisze – napisz książkę, a ja Ci ją wydam.

Pisz codziennie po dwie strony, a do końca lipca oddasz mi 300 stron.

Cały zysk Ci oddam. Tylko błagam zrób coś w tym kierunku. Mija Ci życie, czas leci. Ciągle jest Ci żal, że niczego nie dokonałaś… Pisz. Jak dzieci pójdą spać. W pracy jak masz chwilę. W kolejce zapisuj w telefonie.

Jest koniec kwietnia, a ja dostałam pół strony.

Nie znam nikogo Kto pisze piękniej. Tylko każdy ma w życiu to co chce.

Gdyby chciała napisać książkę, to miałabym dziś na mailu 150 stron.

Dlatego narzekając nie szukajmy przyczyn w tym co od życia dostaliśmy bądź nie.

Nie szukajmy w braku czasu czy złym dniu.

Przyczyną naszego niezadowolenia z życia i miejsca w którym jesteśmy – jesteśmy tylko my sami.

Przez te 6 lat blogowania były setki nocy kiedy świat błogo spał a ja pisałam, przebierałam zdjęcia czy odpisywałam na maile. 

Jeżeli czytasz mojego bloga. A na nim świat jest piękny, ludzie niezwykli, mąż cudowny, dzieci mądre… to wcale nie znaczy, że nie spotykam złego świata, ludzi skurwysynów, mąż mnie nie doprowadza do szału, a dzieci nie są męczące… Wszystko to w moim życiu jest..

Problemy które otwarłyby niejednemu japę ze zdziwienia…

Tylko wyznaję zasadę, że życie jest takie jakie chcemy aby było…

Jeżeli Ktoś ma rodzinę, męża, syna, pracę i ciepły kąt, ale pragnie być nieszczęśliwy to musi wiedzieć, że on sam jest źródłem swojego nieszczęścia.. Nie kredyt którego nie dostanie na dom..

W ostatnim poście dodałam pewien cytat..

„o jak dobrze byłoby dla niektórych ludzi, gdyby mogli uciec od siebie samych! Cóż pomoże wyprawa zamorska czy przeprowadzka do innego miasta? Jeżeli chcesz umknąć przed tym co cię gnębi, trzeba ci być innym, nie gdzie indziej.”

Autorko słów  do mnie, zacznij pracować nad sobą, nad tym jak widzisz swój świat.

Nawet się nie obejrzysz gdy zaczną rosnąć mury Twego domu, który nazywasz marzeniem.

Jeszcze nigdy nie widziałam aby nieszczęśliwemu człowiekowi spełniły się marzenia..

A kiedy już nawet się spełniły, choć sporadycznie, to nie zauważył..

Czytam w tej wiadomości „i tak mi minie życie na narzekanie”…

Wiesz, czemu napisałaś do mnie taką wiadomość?
Nie dlatego, że mamy inne życia, bo podstawy mamy takie same.
Podstawą jest zdrowie i kochająca rodzina..
Napisałaś do mnie, bo ja nie narzekam, a Ty tak…
Muszę Cię zaskoczyć, choć mi pewnie nie uwierzysz… Różni nas tylko to.
I to co brak narzekania u mnie spowodował i pobudował, a co narzekanie właśnie powoduje u Ciebie.

Przez ostatnie prawie trzydzieści lat moja Mama wstawała o szóstej rano.

Chodziła spać grubo po północy. 

Pracowała siedem dni w tygodniu. Do pracy wychodziła po siódmej i wracała po osiemnastej.

Potem ogródek, dzieci, pranie, dom, weki…

Moja Mama nigdy nie była na zagranicznych wakacjach. Może w Bułgarii autokarem w kreszowej kurtce i niebieskim cieniem na oku trzydzieści pięć lat temu.

Moja Mama nie narzeka i jest najszczęśliwszym człowiekiem jakiego znam.

Moja Mama przeszła masę operacji, śmiertelną chorobę i dużo innych problemów ciężkiej codziennej natury…

Dlatego byście się wstydzili narzekać i diagnozować życie ludzi których nie znacie…

 

Jeden wstanie do roboty o 5:50 i łeb Mu będzie wisiał zatroskany, a inny wykorzysta tę najpiękniejszą porę dnia i głęboko wciągnie powietrze z rosą do płuc.

Ten drugi wygrał życie. I pobuduje dom. 

 

A Ci, którzy myślą, że może wszyscy inni w koło, może im się uda, ale gdzie tam MNIE… mylą się bardzo. Bo każdy z nas może. Ja jestem również tego przykładem. Z wiecznie narzekającej na swoje życie dziewuchy stałam się świadomym siebie i swoich możliwości człowiekiem. I moje życie naprawdę się zmieniło. Ale nie fizycznie.. ono zmieniło się w mojej głowie. Spojrzeniem własnym namalowałam je od nowa. Doceniłam. I zaśmiałam się w duchu… że tak niewiele potrzeba, by tak wiele mogło być inaczej.

 

Chęci kiedyś były dla mnie czymś, co się ma lub czego się nie ma. Dziś są podstawą mojego myślenia o życiu. Materiałem z którego w nieskończoność wycinam nowe kształty…

 

 

19 komentarzy

  • To prawda Iwonko. Tez czytałam u Julii i przełożyłam na własne życie. Ile razy doświadczyłam zazdrości i byłam zdziwiona dlaczego? Ano dlatego, że życie innych wydaje się łatwiejsze, kolorowe, bez problemów. Przecież wszyscy mamy swój tobolek, tylko zależy jak go poniesiemy 🙂

    • To Prawda Grażyna! Jak można być w życiu tak nieuważnym, żeby myśleć że ktoś ma zero problemów.. Nie istnieją ludzie bez problemów. Każdy je ma, tylko nie każdy je celebruje i czyni z nich sposób na życie.

  • Alicja Lopes |

    W niedziele miałam jakiś spadek formy … w poniedziałek rano sprawdziłam bloga Twojego i Julii, czy przypadkiem nie przeoczyłam czegoś nowego … bo obie tak na mnie działacie, ze jak coś u Was przeczytam to światopogląd mi się prostuje 🙂 tak zwyczajnie , wszystko staje się prostsze … a tu proszę , kilka chwil i obie w ten sam ton uderzylyscie 🙂 w dodatku, w mój ulubiony … ja się tego uczę, czasami mi wychodzi lepiej, czasami gorzej … ale staram się…
    jeszcze kiedyś zaglądałam do czarymarys, jak Ona pisała !!! Ty na pewno pamiętasz Iwonko ? Tak najpiękniej na świecie ubierała myśli w słowa … i Ola, teraz Home on the hill prowadzi 🙂 tyle lat z Wami w sieci … napisałam to Julii, napisze i Tobie. Dziękuje, ze jesteś

    • Ala, najważniejsze już z tej nauki swojej masz – wiesz w czym rzecz, wiesz, że od Ciebie tyle na tym świecie zależy… a że nie zawsze wychodzi.. mnie też nie zawsze wychodzi.. jesteśmy tylko ludźmi. Ważne żeby człowiek jednak widział szanse które ma obok, żeby doceniał i uczył się być sprawiedliwym wobec siebie. Nie patrzył co kto czego nie zrobił a co zrobił tylko siebie stawiał na wadze własnych powodzeń i niepowodzeń. Siebie oceniał względem życia które posiada… Też się cieszę że jesteś Alicjo Lopes 🙂 🙂

  • Troche z innej beczki ale wlasnie cos sobie przypomnialam.Chodzi o Twoje migreny. Wiem,ze lubisz swiece zapachowe,ktore dla mnie zawsze daja mi bol glowy I z ,ktorych ja musialam zrezygnowac. Sama z obserwacji zdalam sobie sprawe,ze po okolo 30 minutach od zapalenia dostawalam ataku bolu.W necie znajdziesz duzo informacji na ten temat. Sorry,ze tak nie na temat ale mnie tak natchnelo przy scieraniu kurzu2w domu I przesuwajac swieczke bezzapachowa bo tylko takie moge palic.Pozdrawiam z NJ.

    • Tak bardzo lubię. Ale nigdy mnie od nich głowa nie boli.. Moje migreny są chroniczne czyli nie bardzo pojedyncze rzeczy mają na nie wpływ, składa się na to wiele czynników. W okresach bólu nigdy świec jednak nie zapalam, mój organizm widocznie wie co robi. Czuję po prostu że nie mogę niczego intensywnego wąchać. 🙂 Dziękuję serdecznie za podpowiedź 🙂

  • To wszystko prawda! Życie zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Jeśli mamy rodzinę I zdrowie mamy wszystko. Reszta to kwestia ciężkiej pracy i walki o marzenia. Niestety ludziom najłatwiej jest narzekać, zazdrościć i obwiniać innych o swoje niepowodzenia. Częstym problemem też jest długofalowe planowanie. Trzeba cieszyć się życiem. Tu i teraz. Jutra może nie być. Życie jest piękne, tylko trzeba umieć to dostrzec. Trzeba chcieć to dostrzec.

    • Tak trzeba chcieć 🙂 choć i to nie jest proste przecież… każdy ma problemy i każdy zmaga się po swojemu ze swoim życiem. Jednak te chęci są pomocnikiem, którego do siebie dopuścimy lub nie… I nie chodzi o to by całe życie być w skowronkach.. zupełnie nie! to wszystko bardziej skomplikowane. Chyba opublikuję kolejny post zamiast tu pisać 😉

  • “Rzeczy są takie, jak na nie reagujemy”, ale dlaczego ragujemy tak, a nie inaczej? Reagujemy tak, jak się nauczyliśmy przez całe nasze życie, z naciskiem na początek, czyli dzieciństwo. Na to jakie wzorce przejęliśmy w domu rodzinnym, czy tam gdzie się wychowywaliśmy. Dzieci do 6 roku życia chłoną jak gąbka nie tylko to co słyszą i widzą, ale i emocje ludzi którzy je otaczają. Tak zaczynamy się kształtować. Możemy sobie wmawiać, że jest dobrze, że przecież mamy tak dużo. Bo często mamy, ale gdzieś w środku czujemy że coś jest nie tak, że jest tu jakaś sprzeczność. To uczucie które pojawia się i znika, zależnie od tego czy ktoś, coś poruszy nasze czułe punkty – nasze przekonania. Raz czujemy się wspaniale, bo przecież mamy wszystko, innym razem źle bo jakoś się w tym nie odnajdujemy, coś zgrzyta. Przecież nie chcemy narzekać, marudzić, nie chcemy krzyczeć na nasze dzieci! Chcemy się cieszyć a nie zamartwiać!
    A z tego zagubienia i sprzeczności biorą się choroby, w tym przewlekłe. Emocje odkładają się w ciele.
    Zagubionym polecam kanał na YT Magdaleny Szpilki, zagadnienia uwalniania emocji i wewnętrznego dziecka.
    Napisałam też u Julii.

    • Dorzucę jeszcze, w temacie emocje a migreny.
      http://psychoterapia-polna.warszawa.pl/migrena-stlumione-uczucia/
      Iwonko, nie chcę się przemądrzać, sama szukam drogi do siebie ;), ale zobacz czy to czasem nie pasuje.

      • Dziękuję Ci za ten ważny komentarz. Miałam odpisać wpisem blogowym bo sporo chciałam powiedzieć… ale niestety nie zdążyłam wczoraj a dziś to już trochę jak odgrzewane kotlety.. ale odpiszę jeszcze odpiszę w takiej czy innej formie. Rzeczywiście chyba pominęłam pewien aspekt we wpisie..

    • Myślę sobie o tym moim komentarzu, że to zabrzmiało tak pesymistycznie, że ten kto doświadczył jakichś problemów w dzieciństwie jest „skazany” żeby całe życie było mu trudniej i żeby chorować.
      Nic z tych rzeczy!
      Jednak to, co w nas siedzi głęboko, tak po prostu nie zniknie. Trzeba to nie wypierać, ale zaakceptować, poczuć, pochylić się nad tym przez jakiś czas, zrozumieć, przepracować, po to żeby można się było od tego uwolnić i zacząć żyć w zgodzie ze sobą i szczęśliwie. I w tym mogą pomóc właśnie wspomniany kanał na YT (np. o gniewie) i zagadnienia.
      Trudne może być też zaakceptowanie że skrzywdzili nas rodzice – ale przecież oni też nas kochali, najczęściej zrobili to nieświadomie lub nawet w dobrej wierze, i dlatego właśnie że takie wzorce przejęli od swoich rodziców. Pomyślcie jak naszym dziadkom (zakładając że jesteśmy w podobnym wieku:) ) było trudno, oni wojnę przeżyli – jaka to trauma.
      Podobno pozytywne myślenie i afirmacje bez zrozumienia problemu działa tylko na kilka % ludzi. Co innego gdy zrozumiemy naszą indywidualną sytuację. Polecam wpisanie w wyszukiwarkę hasła „pułapka afirmacji”.
      Znów się powymądrzałam, wybaczcie 😉 Chciałam w skrócie przekazać rzeczy których się w ostatnim czasie dowiedziałam, bo myślę że trzeba się dzielić tym, co wielu z nas może być bardzo pomocne w zrozumieniu siebie i poprawie jakości życia.

  • I to jest ta właśnie chwila kiedy moje serce się zwyczajnie cieszy, że są ludzie szczęśliwi z wyboru.
    Ja jestem osobą, która dużo myśli, czasem te myśli aż mnie pożerają i nie zawsze są to dobre myśli. Ale każdy mój dzień mimo tych myśli czy trudnych sytuacji jest dobrym dniem. Nie pamiętam kiedy ostatnio na pytanie „jak Ci minął dzień?” odpowiedziałam, że źle. Jest tyle dobrych rzeczy każdego dnia, że te złe przy nich blakną po porostu. Tylko wystarczy chcieć je zauważyć.
    Rzeczy są takie jak na nie reagujemy.- właśnie dołączy to do moich ulubionych cytatów.
    A podzielę się tym: „Bądź dobrej myśli, bo po co być złej?” S. Lem

  • Dlaczego usuwasz komentarze, które nie wychwalają szafyT?

    • wczoraj odpisałam Ci na komentarz na maila (ale chyba podałaś z błędem bo dwa razy przyszedł mi zwrot) tam wyjaśniłam. Nie mam do Ciebie kontaktu to jak mam Ci odpowiedzieć? Ten komeantrz jest moim 3 usuniętym w sześcioletniej historii bloga. Każdy z nich był o kimś (nie o mnie). Jeżeli chcesz wiedzieć dlaczego, podaj właściwego maila.

  • No niestety nie jest to logiczne, jeżeli cytujesz daną osobę i zamieszczasz przychylne komentarze to uznałam, że do mojego odniesiesz się publicznie. Takie wybiórcze traktowanie jest nie fair względem czytelnika, ale z tym się też pewnie nie zgodzisz. Mój komentarz nie był w żaden sposób obraźliwy, po prostu nie zgadzam się z pewnymi mechanizmami. Dziękuję za odpowiedź.

  • Wspaniały wpis! Dziękuję. Fajnie, że podlinkowałaś Julię. Nie znałam jej, ale od dziś też będę śledzić, bo obie macie to nad czym ja staram się teraz pracować – pracowitość, determinacja i docenianie tej chwili obecnej. W końcu „Otaczaj się ludźmi, którzy są tacy jaki Ty chciałbyś być” 🙂
    Zgadzam się – nie ma czegoś takiego jak „nie mam czasu”, są tylko priorytety. Jeden wybierze pierwsze 5 min dnia na oglądanie wschodu słońca pijąc kawę i doceniając dzień, a drugi na śledzenie feeda na fejsbuku czy instagramie kogoś kto to właśnie zrobił i narzekanie, że nie ma czasu na oglądanie wschodu słońca pijąc kawę. Takie czasy. Przeraża mnie ten wszechobecny hejt na blogach i mediach. Dlatego staram się nie czytać komentarzy pod żadnymi postami, na wszelki wypadek 😉 Mój wybór. Bo ja wolę przeczytać Twój wpis, który gwarantuje mi poprawę humoru i da kopa, bo lubię Twoje pisanie, które mnie przyciąga na ziemię i pozwala zobaczyć to, co zajęta swoimi myślami, martwieniem się, mi umyka, a co jest właśnie piękne i daje życiu ten czar, który inni tak zazdroszczą.
    Bardzo bym chciała przeczytać obie Twoje książki. Niestety pierwszą „zamówiłam” na urodziny od siostry i ona nigdzie jej nie mogła dostać.
    Pozdrawiam serdecznie i miłego dnia!

  • Iwonko, piekny tekst i tez zgadzam sie w 100% z Toba i z Julia, tak wiele od nas zalezy , naszego nastawienia do zycia, a potrafimy to zepsuc swoja negatywnosia. Ja jestem pozytywna osoba, nie widze wszystkiego w czarnych barwach, a nawet jak sa jakies niepowdzenia i problemy ( bo kto ich nie ma? ) to wiem, ze to minie. Jezdzac na wakacje w Polsce , spotykam sie ze znajoymi i mam takich znajomych, ktorzy maja piekna rodzine, dom, dobre prace , a jeszcze znajda powod do marudzenia…to taka chyba polska przypadlosc. Pozdrawiam i zycze cudnego tygodnia:)

  • Marta |

    …dziekuje…

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *