słowa to za mało

2 lutego 2018

Taki piątek na przykład. Wstaję rano i nie wiem za co się zabrać. Krzątam się w rytm lecącego programu w telewizji, czasem przystanę bo coś ważniejszego mówią. Kawa leje się strumieniami. Ulubione cukierki (Michałki) w nadmiernej ilości znikają z ozdobnego talerzyka. To jedno z moich uzależnień. Dzwoni telefon. Tak. Rozumiem. Będę za 10 minut.

Zatrzymuję blender z koktajlem i biegnę po psa. Mroźne powietrze z zewnątrz dławi mnie aż zaczynam kaszleć. Pies uciekł. Akurat teraz!

Wciąż jest za mały i przedostaje się przez ogrodzenie. Zawsze wraca sam po krótkiej czy dłuższej chwili. Tym razem jednak chwila jest zbyt krótka by się nad tym rozwodzić. Krzyczę ile powietrza w płucach. Stefaaaan, Steeefan, Steeefaaaneeek.  Nie przychodzi. Myśli przebiegają mi przez głowę… Zostawić mam Stefana na pastwę losu? Zostawić otwarty na oścież dom na pastwę losu? Wsiadać w samochód i szukać?

Nie, na to czasu nie ma. Zakładam kurtkę, pierwsze lepsze buty i wylatuję jak strzała. Trudno, jak wróci posiedzi sobie przed domem. Chyba nie pójdzie w siną dal? Za dobrze mu chyba z nami.

Jadę. Ręce mi się trzęsą. Docieram pod szkołę. Dzień dobry, ja tu na ważne spotkanie.

Córka rzuca mi się w ramiona. Mama, jesteś. Zaczyna płakać.

Mrs. Lajla pierwsze co do mnie mówi, to to, że to niesamowite, że moje dziecko chciało akurat mnie tutaj w takiej chwili. Większość dzieci w tym wieku robi wszystko żeby tylko nie dzwonić do rozdziców. Moje z płaczem prosiło o matkę. A to dużo mówi.

Na dumę jednak nie mam nastroju. Ocieram łzy mojej córeczki.

Ktoś próbował ją skrzywdzić. Ktoś… nie ważne. Ktoś próbował ją skrzywdzić.

Zabieram zapłakaną do domu. W drodze nie milczy jak zwykle, tylko opowiada. Ze szczegółami. I dziękuje, że z nią jestem. Nawet pyta o radę…

Teraz kiedy mam ją blisko siebie powoli zaczynam czuć ulgę. Pomimo tego, że nie jest bez winy, dla mnie jest największym skarbem. I podczas tych dziesięciu minut w samochodzie jest tylko moja. Otwarta, szczera, z miłością w głosie.

Spuszczam nogę z gazu. Wiem że jak dojedziemy, zamknie się w pokoju i wszystko wróci do normy. Telefon, znajomi, czego się czepiam wciąż, milczenie i wywracanie oczami. Drzwi od pokoju jak mur Berliński.

Kiedy dojeżdżamy, Stefan gryzie coś wtulony w porąbane do kominka drewno. Wyskakuje szczęśliwy na powitanie, jak gdyby nic się nie stało. Jak gdyby zapomniał że zniknął i że nikt mu drzwi przez godzinę nie otworzył. Podskakuje jakby nie widział nas przez tydzień.

 

Taki piątek. Zaczął się jak zwykle a skończył nauczką dla Nadii i samej mnie. Nic nie uczy nas tak dobrze, jak życie. Nie przeczyta taka nastolatka, czy rodzic w poradniku i w internecie. Nie wysłucha z ust przyjaciółki czy przełożonego. Nie usłyszy w radiu, telewizji i kościele. Bo prawdę o życiu można pojąć jedynie jej doświadczając. Ważny punkt dla mnie i Nadii. Jesteśmy mądrzejsze. Odhaczamy w głowach doświadczenie. Ja zbyt późno być może, ona zdecydowanie zbyt wcześnie. Czeka nas jeszcze wiele spotkań… Życie nas obydwu toczyć się będzie teraz trochę inną drogą. Ja obiecuję  być zawsze dla niej. Ona obiecuje być ostrożniejsza. Teorię w głowie nastolatki wyryła praktyka. Niestety i stety zarazem.

 

Mrs Lajla dzwoni na drugi dzień. Wysłuchując jej wzbierają mi łzy. Nic mnie nie powstrzyma dzisiaj by być dumną.

 

 

 

5 komentarzy

  • Marlena1 |

    A mój piątek zawodowo tragedia a tak się starałam. Pisze tu i tam pocieszają że to wypadek losowy że każdemu się przytrafia. Ok, ale dlaczego mi??? Robię zakupy w biedronce, pomału wybieram, Krzyś dostanie mięcho, dzieciom coś słodkiego, łep mi pulsuje wciąż robota w głowie. Wchodzę uginam się od toreb, bo jeszcze chleb w piekarni wzięłam. Dzieci są z babcią, Krzyś w pracy. Wchodzę do kuchni a na stole róża i dwoje małych stworków zbiegając po schodach mówią że mnie kochają, jestem oszołomiona, bo jak to przecież przed chwilą miałam ochotę z dwa wina sama wypić, bo jak taka bidna, bo mi się takie rzeczy przytrafiają. A oni z Tatą wymyślili dla mnie niespodziankę i co??? I nie ma się żadnych szans, ubiec przechytrzyć….. życie

  • suungirl |

    Racja Iwona, nic nie uczy nas tak jak samo życie. Tak jak i Ty wciąż doświadczam tego we własnym życiu, nawet jeśli wielokrotnie brakuje mi siły na walkę z problemami i życiowymi sytuacjami dnia codziennego. I czasem stwierdzam, że nie mam siły na więcej, i więcej nie zniosę, a następnego dnia okazuje się, że jakoś daje radę i idę do przodu.
    Pozdrawiam ciepło. 🙂

  • Ale trafiłas z tymi michałkami w ozdobnym talerzu, tez je uwielbiam ,tez wysypuje na talerz, ktory przez kilka minut wybieram , i tez szybko znikają. Pozdrawiam.

  • P.s. A jeszcze napisz Iwona czy z Twoim okiem ok ,co piesek Ci tam napsocił.

  • Od dawna śledzę bloga. Nie zabieram głosu … Ale ten był właśnie dla mnie .
    Też jestem mamą nastolatka , jeżeli 20 -latek jest nastolatkiem.Podobno granice wiekowe nastolatków się przesuwają.
    Tak to jest bardzo trudne wychować zdrowe dziecko. Co robić jak ciągle słyszymy o samobójstwach nastolatków.
    Jak zareagować , co powiedzieć?
    Pozdrawiam wszystkich rodziców

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *