nie mam czasu na spokój

8 listopada 2017

Tyle czasu upłynęło. Tyle rzeczy się wydarzyło.

Staram się żeby życie było górą nad obowiązkami. Czasem mi wychodzi.

Czasem wsmarowując krem do stóp wieczorem mam poczucie dobrego dnia za sobą.

A czasem ufam sobie bezgranicznie. I bez namysłu wchodzę w zbyt szybki ton, zbyt obojętny uśmiech..

Nie lubię być obojętna wobec nikogo i wobec życia też. Ale czasem nie ma wyjścia.

A może właśnie jest? Może wyjście jest zawsze, tylko nam się wydaje że jest inaczej. Jak ze wszystkim w naszym istnieniu.

Bez moich pędzących jak wiatr myśli nie miałabym tyle na głowie przecież. Sami sobie stwarzamy sytuacje bez wyjścia. A potem ubolewamy, że czasu nam brakuje na wszystko.. że tracimy coś ze swojego życia.

Człowiek jest tak skonstruowany, mam wrażenie, że wszystko zaczyna i wszystko kończy w sobie. Tylko sobie z tego nie zdaje sprawy. Nic nie dzieje się bez niego. Oprócz tragedii za które odpowiedzialny nie może być.

Mój mąż zawsze mówi: ale po co? Po co Ci to do szczęścia? A ja odpowiadam zawsze coś w stylu: jak będę zimą otwierać dżem to chcę z namaszczeniem odwiązywać sznureczek z pięknie ozdobionego słoiczka…

A potem jest z reguły tak: – mamo chcę dżem. – Jest na półce. I wieczorem sprzątając bałagan znajduję te sznureczki na podłodze.

I podobnie jest ze wszystkim. Narzucam sobie setki niepotrzebnych zdarzeń.

Tylko nadal nie jestem pewna czy rzeczywiście niepotrzebnych.

W końcu dzień za dniem wciąż to robię. Wciąż biorę na siebie rzeczy niemożliwe. Które (tu ze zdziwieniem patrzy na mnie mąż) stają się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, możliwe. Czy zatem niepotrzebne?

Można by filozofować do jutra..

Jestem zmęczona, nie ogarniam (choć wciąż ogarniam), nie mam czasu na spokój.

Przyglądam się na porannym sedesie zdjęciom na instagramie i zadaję sobie pytanie: jak One to robią? Jak one znajdują czas? Jak im ładnie w tym nowym szaliku….i włosy mają takie umyte. A ich dzieci to istne anioły.

Ale wiem, głupia nie jestem, one wcale nie mają łatwiej niż ja. Codziennie mają tyle samo niemożliwego co i ja. My kobiety jesteśmy mistrzyniami w zaklinaniu codzienności.

A Instagram to tylko najpiękniejsza część naszego życia. Cząstka wyrwana z codzienności.

Czasem coś wygląda lub nie wygląda…ale pod każdym gestem kryje się inna historia.

Dlatego uczę się nie oceniać. Nigdy. I chyba zdobyłam przynajmniej brąz w rozumieniu drugiego człowieka. Nawet jak mocno zbłądzi. Życie pokazuje mi niejednokrotnie jak bardzo niesprawiedliwe jest ocenianie ludzi po wycinkach informacji które posiadamy. Bo nigdy nie widzimy pełnego obrazu drugiego człowieka. Ten obraz może zobaczyć tylko on sam.

 

W trakcie pisania tego krótkiego teksty wydarzyło się: córkę podbijało z 60 razy, pluła, ryczała, demonstrowała, druga zadzwoniła że koniecznie do szkoły muszę jej dowieść coś czego OCZYWIŚCIE JA zapomniałam jej do plecaka włożyć, Olek nasz biedny szczeniak po ciężkiej operacji przedwczorajszej wszedł po schodach na górę (ma zakaz schodów na pół roku!), rozlałam mleko, zrobiłam 5 tostów bo każdy był źle upieczony, wypiłam zimną kawę duszkiem, zebrałam kupy Stefana z góry, wytarłam siku na dole, zdjęłam z okna robaka który powodował większe konwulsje i wymioty u córki nr 1, podałam lek przeciwbólowy Olkowi który zaczął piszczeć z bólu po tych schodach, podałam lód na opuchniętą rękę tejże wciąż córki nr 1 bo podczas konwulsji przycięła sobie rękę drzwiami prysznicowymi (??), utuliłam do snu błagając w duchu żeby w końcu zasnęła i na głos sobie ulżyłam słowami: pieprzyć szkołę!! Nich siedzi w domu!

Oto kobieta, matka, z ładnym instagramem :))

Jeszcze coś wam napiszę. Nasza Nadia (zaraz 15 lat) zaniedbuje mnóstwo rzeczy. Całe wielkie mnóstwo. A jak ma pryszcz na policzku to na Snapchata wstawia drugi policzek tylko i wyłącznie. W pokoju nie ma gdzie nogi postawić taki bałagan, włosy oprószone dry shampoo bo czasu brakowało by je umyć, ale na snapchacie stoi piękna, wymalowana, na tle jednego odgruzowanego mebla…

 

I to by było na tyle 🙂

 

Na górze jakoś cicho, czyżby usnęło moje to małe licho? Idę sprawdzić 🙂 cudownego dnia kochani!

 

A jak daleko potrafią wyjść nieinstagramowe naczynia widać na załączonym obrazku 😉

 

 

 

20 komentarzy

  • ja mam dziś taki dzień, że wszystko nie tak, że wszystko z rąk leci, zapomniałam o ważnej rzeczy, Pani mi sprzedała zły suwak do bluzy a przecież prosiłam o dwustronny no bluza córci dwustronna ale dała zwykły, nie wiem po co mi ten zwykły a ja oczywiście w domu się zorientowałam, że zły jest ale już zwrotu nie chciała.. porażka… na szczęście jutro wstaje nowy dzień oby lepszy

  • O! Moja kuchnia! Szafki i podłoga inna, ale reszta się zgadza 😊 życie po prostu…
    Ja też czasem przyglądam się tym „dopiętym”, pięknym kobietom, gdy ja tymczasem z jednym tylko kolczykiem z domu wybiegam… Ale masz rację… Widzimy jedynie urywek ich dnia, dwa momenty, więc nie sposób powiedzieć, że coś się o nich wie… ze się ich zna…
    A IG piękny jest, o tak! Bo kreowany, misternie zaplanowany. Najczęściej nie jest prawdziwym zyciem, ale nie szkodzi, prawda?😊

    • Trochę prawdziwy jest pewnie.. Przynajmniej u mnie 🙂 Moje zdjęcia nie są idealne, wystylizowane… fotografuję codzienność.. raz gorszą raz lepszą.. ale oczywiste jest to, że jak zrobię 15 zdjęć kuchni to wybiorę to najładniejsze! To takie ludzkie i normalne i tak ma być! tak samo jak starannie malujemy usta przed wyjściem a nie byle jak.
      Ściskam Aniu 🙂

  • Iwonko takie życie i chyba każdy bez względu na miejsce świata w którym mieszka ma identycznie. I ja łapie się czasami na ich jak u tej pięknie, jakie dzieci zgodne i jaki piękny dom. Po czym podnoszę głowę z nad telefonu a tu Ben wyrywa włosy bratu Zuza maluje oczy ale włosów to już nie łaska rozczesac, Aśka robi jakąś histerię (szczerze już nienigarniam tematu jej wybuchów i modlę się by do czasu gdy osiągnie czas nastoletni jej to przeszło inaczej nie wiem szkole średnia w jakimś klasztorze jej znajde) w dodatku ten mój dom taki malutki taki niemodny.
    Gdy tak naprawdę to gdy wieczorem już wszyscy śpią to ogarnia mnie wdzięczność. Nie zazdrość nie frustracja a wdzięczność za to że mam dom mam rodzinę mam wszystko czego mi potrzeba.
    Sciskam cie najmocniej

    • Iza Ty jesteś naturalna, cudowna, masz piękny dom. Widać w nim uczucia na maxa!! widać piękno codzienności! widać przez żołądek do szczęścia :)) widać ciepło… bardzo mocno widać! Więc nie mów mi że niemodny i malutki.. ale ja wiem że Ty wiesz.. że doceniasz, jesteś spełniona i wdzięczna.. ściskam Cię mocno!

    • Iza, Iwona ma rację 🙂 p.s. ostatnio kupiłam sobie taką samą pościel granatową jak Wy macie, tak mi się Wasz domek podoba 🙂

  • Wiesz Iwonko, to co pokazałaś na tym zdjęciu jest daleeeeko lepsze od masy innych ugładzonych i odpicowanych instagramowych zdjęć których, nawiasem mówiąc, coraz bardziej mam dosyć. A to dlatego, że to zdjęcie tętni życiem, choć nie ma na nim żywej duszy, to zdjęcie woła (mamooo, gdzie moja szczotka??? nie wiem, gdzie ją położyłam!), to zdjecie pachnie tym, co ostatnio było u was jedzone. To normalne zdjęcie normalnej Kobiety, Żony, Mamy, nie Perfekcyjnej Pani Domu która przecież nie istnieje. To zdjęcie nie wpędza w poczucie winy i kompleksy, a przeciwnie, leczy z nich i dlatego bardzo Ci za to zdjęcie dziękuję.

    • Tak to prawda! Widzę to i wiem i czuję 🙂 Ja nie stylizuję zdjęć, nie upiększam na siłę.. ale bałagan nie często pokazuję bo to jednak bałagan.. A może powinnam częściej.. przecież to moja absolutna codzienność..
      Ściskam Cię :))

  • Małgorzata |

    Dziękuję,że właśnie widzę taki dom normalny a może wręcz nie normalny ..bo cudowny,w którym jest życie,miłość,radość,złość dzieci.. wasze humory ,radości,smutki…taka wspaniała nieudawana codzienność…
    Może jestem tu najstarsza dziś…ale to obraz mojego domu kochanego kiedy siadam wieczorem po wyjściu czwórki kochanych wnuków..patrzę na ten uriczy bałagan i dziękuję Bogu ,że mam wnuki ,że w marcu będzie już ich pięcioro i będzie jeszcze weselej,często za głośno,denerwująco wręcz momentami,ależ jak smutne byłoby życie bez tych momentów i dni…
    Kochajmy takie bałagany i nasze domy…
    To nasza cudowna codzienność nie bądźmy na siłę tylko piekne ,wystrojone,wymalowane jak do portretu damy ,bądźmy sobą…
    Pozdrawiam Iwonko i dziękuję za wpis…

    • Małgosiu to cudowne że umiesz docenić bałagan po czwórce wnucząt 🙂 🙂 wyobrażam to sobie! Uwielbiam kobiety które mają wnuki i zostawiają mi komentarze. Są takie mądre, dojrzałe, zastanawiające… CIeszę się że napisałaś i pozdrawiam Cię serdecznie!

      • Małgorzata |

        Dziękuję za przynoszącą pociechę odpowiedź…Dawniej tak miałam z czwórką swych dzieci…teraz ten czas zastępują wnuki…myślę,że będzie ich coraz wiecej…dom tętni życiem!!!! Mimo,że jest nas tylu razem…
        W tej chwili w moim rodzinnym domu jest nas już cztery pokolenia…Moja chora mama mieszka ze mną, u góry syn z żoną i dwoma córeczkami trzecia będzie w marcu 🙂 na dole ja z mężem i w tej chwili jeszcze 20-letnia córka Ismena,starsza córka Estera niedługo z rodzinką zamieszka nie daleko od nas…młodszy syn Jonatan pracuje za granicą ale weekendy jak tylko może wraca do nas….wnuki wiedzą,że trzeba wejść do prababci zapytać czy czegoś w danym momencie nie potrzebuje? Rozmawiają z nią,śpiewają…widzą jak trzeba opiekować się starszą osobą 🙂
        Napiszę tak…mimo,że jest nas dużo i często w salonie są porozrzucane zabawki ,trzeba zrobić ścieżkę żeby przejść…to chyba klimat tego domu i ciepło przyciąga do nas wielu znajomych…siedzimy,rozmawiamy,śpiewamy i gramy(pianino,gitara) myślę że o tym będą kiedyś wspominać moje wnuki…zapach upieczonego chleba ,dżem własnej roboty właśnie przyozdobiony i zawiązany sznureczkiem 🙂
        Kocham tą naszą codzienność…choć wciąż jeszcze pracuję kilka tygodni za granicą…wracam do Wrocławia jak na skrzydłach wiatru ….
        A będąc tu zaczytuję się twoimi wpisami…
        Dobrego dnia dla całej waszej kochanej rodziny 🙂

  • A moja teściowa powiedziałaby „ale masz rynek” hahaha są kobiety, które takich sytuacji nie mają w domu, ale ja do nich nie należę… Bardzo się tym stresuję ostatnio, ale widzę, że niepotrzebnie, bo nie jestem jedyna 🙂
    Iwonko mega dziękuję za ten post :*** Love you :**

  • Kochana Iwonko zdjęcie jest piękne jak ja Ci za nie dziękuję😊 Pokazuje mi ze to normalne ze tak jest w większości domów, pokazuje ze szkoda czasu na ciągle gderanie o bałaganie . Pozwala mi sobie odpuścić. Jest bardzo naturalne i prawdziwe zobaczylam swoje mieszkanie w twojej kuchni nic dodac nic ujac. Mnie to wzmacnia i podnosi do gory, pokazuje ze to nie tylko u mnie taka codzienność, choć często ona uwiera i chciałoby się aby zapanował lad i porzadek na dluzej. No ale jak skoro my tu zyjemy😊

    • Dokładnie tak Iwona! Ja uwielbiam porządek. Naprawdę lubię czuć tą świeżość w powietrzu i tak się wtedy lepiej czuję (wiem wiem że to spaczenie jakieś psychiczne 😉 ) no ale nauczyłam się żyć swoje życie a nie przesprzątać swoje życie. Nauczyłam się oddychać pełną piersią wśród tego bałaganu, hałasu… to będą kiedyś piękne wspomnienia, pełne normalności a nie wypolerowanych mebli. Choć tak jak powtarzam, lubię bardzo porządek i czystość. Ale jak to w życiu najczęściej mam „rynek” – słowo które podkradłam teściowej Juli z komentarza powyżej 😉

  • Dziękuję, że dla nas napisałaś, pomimo że w trakcie tego pisania tyyyyle się u Ciebie działo. Wyszło jak zwykle super ! Fajnie że jesteś 😉 Pozdrowiam z centralnej PL 😉

    • :)) Muszę pisać na raty bo najzwyczajniej w świecie nie mam innej możliwości. Czasem się zdarza że mam.. ale niezmiernie rzadko. Gdybym nie nauczyła się funkcjonować w chaosie to pewnie ten blog by nie istniał. Ściskam mocno z zachodniej Pennsylvanii 🙂 🙂

  • Dla mnie Iwonka zawsze bylas i jestes idealna! Pod kazdym wzgledem. A teraz z tym twoim rynkiem w roli glownej…jeszcze bardziej! I wlasnie dlatego jestes idealna!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *