Nieważne

17 września 2017

Nieważne.

Na tym świecie tak wiele nieważnych rzeczy się zdarza. Nieważne, że jestem chora i boli mnie gardło. Nieważne, że nie zdążyłam pomalować paznokci. Że dzieci zjadły paczkę chipsów w ukryciu. Że psy zasikały znów cały dom. Nieważne, że nie wybrałam dziś lampek do sypialni choć już mijają chyba 2 lata jak to zaplanowałam. Że nie odesłałam szafki, która miała być kremowa a okazała się zielona.

Nawet to, że cała miska ciasta na naleśniki wypadła mi z rąk na świeżo umytą podłogę, że wycierając tą podłogę musiałam ją osłaniać całym ciałem żeby szczeniaki się tego ciasta nie najadły. Nieważne, że spadła mi na nogę zmywarka. Że szklanka pękła mi w ręku jak próbowałam tą zmywarkę złapać.

Że nie zdając sobie z tego sprawy zabiłam chronionego owada a dzieci oskarżyły mnie (płacząc na całą wieś!) o przestępstwo wagi państwowej. Nieważne że ktoś gdzieś się spóźnił. Że komuś nie odpalił samochód. Że straciliśmy pieniądze.

Że dziecko nie chce iść do polskiej szkoły kolejny raz. Że mąż do północy grał w tenisa a po przyjściu tłukł się tak, że jak się obudziłam to do 3 nad ranem nie zasnęłam.

Że mam czasem tak bardzo dość…

Nieważne.

Bo w momencie, gdy ja walczę o przetrwanie w zaciszu domowym, ktoś na świecie walczy o życie, o zdrowie, o kolejny dzień z pełnym żołądkiem.

 

Z problemów uczynić wyzwanie. Ktoś kiedyś tak o tym myślał?

Z pękniętej szklanki – chwila odpoczynku, oddech… i plaster.

Zmywarkę się naprawi.

Ciasto zrobi się przecież w 5 minut.

Psy dorosną.

Lampki do sypialni przecież kiedyś wybiorę.

A ja? Przyjdzie wieczór i odpocznę. Zmyję z siebie ten dzień pod prysznicem. Kilka postanowień przemknie mi przez głowę. Niektóre powtórzę na głos, na inne machnę ręką.

Z problemów uczynię wyzwanie!

A potem, gdy uda mi się przetrwać, powiem że to przecież nic takiego… dzień jak co dzień i problemy błahe. Nie pozwolę samej sobie na pochwałę. Nie nagrodzę. Będę pamiętać o huraganie Irma. O spustoszonej Florydzie. Będę lepszym człowiekiem. Mądrzejszym.

Aż…

 

…aż do jutra.

Obiecuję 🙂

 

Narzekanie motywuje – ale niestety do pogrążania się.

Walka w rezultacie czyni z nas lepszych ludzi. Nawet jak na drugi dzień zaczynamy tę walkę od nowa.

Koniec końców to, do czego teraz musimy się nieraz przymusić, wejdzie kiedyś w krew. Stanie się naturalne. Podobnie jest z notorycznym narzekaniem. Gdy staje się naturalne, człowiek nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Ale inni to widzą doskonale.

Idealnie byłoby zawsze wybierać świadome myślenie, postępowanie… tyle tylko, że ideały to tylko ideały. Ważne by nad sobą pracować. Każdego dnia ciut więcej, albo przynajmniej nie mniej niż poprzedniego. Z problemów czynić próbę sił. Pamiętać, że nie każdy, w tej właśnie chwili, ma tyle szczęścia…

choć nam wszystko dziś wydaje się nieszczęściem.

Nie wiem czy to pomaga. Chyba tak. Sama poszukuję ciągle w sobie tej mądrości bycia ponad…

Dziś mi się udało 🙂 co będzie jutro? Pewnie to samo co było dziś od rana 🙂

 

 

9 komentarzy

  • Tak właśnie jest. Im jestem starsza tym bardziej staram się nie wyolbrzymiac, nie snuć czarnych scenariuszy, pamiętać o tym, że nawet najdłuższy i najcięższy dzień musi się skończyć 🙂

  • Byłam w poniedziałek na wyrwaniu „ósemki”- masakra totalna wyszłam zapłakana i opuchnięta i tak siedzę pod gabinetem z zimną puszką coli przyłożoną do policzka i słyszę obok siedzi rodzeństwo i rozmawia,że ich tata, która siedział w gabinecie obok okazało się że ma raka i zostaje w szpitalu i ma 20%szans na przeżycie i wtedy mój ból stał się mniejszy. Chociaż bolało okropnie to na szczęście minie, a u nich …..

  • Takie same mam przemyślenia ostatnio… Pięknie napisane Iwonko. Dużo zdrowia 😚😚😚
    p.s. jak to jest z pisownia? Pisze sie nieważne czy nie ważne?

  • Agnieszka |

    Popraw jeszcze pisownię co dzień 🙂

  • Podobnie i u mnie. Kiedyś „płynęłam z prądem”, uczyłam się z książek, obserwowałam świat. Dzisiaj uczę się siebie i nad sobą pracuję. Ciągle od nowa. Od każdego ranka.
    Śmieję się, że codziennie mam dejavu, bo łóżka nieposcielone, herbata nie wypita, a ja do pracy lecę spóźniona… Ale wieczornym dejavu otulam się, jak nadzieją. Nieważne, że nieposcielone. Ważne, że ciągle cztery i że pachną Nimi.

  • Tak ,codziennie walcze ze swoimi słabosciami, problemami i tak jak Ty wiem ,ze inni walcza chocby o jeden posiłek dziennie, o to aby wyzdrowiec choc na miesiac……..kazdy z nas codziennie walczy o swoje szczescie.

  • suungirl |

    Tak, to prawda, że w chwili gdy zauważymy poważniejsze i dramatyczne rzeczy, te błahe, z dnia codziennego tracą kompletnie na wartości. W jednej chwili, wszystkie nasze narzekania milkną. Wtedy w nas zapada cisza a spuszczone oczy doceniają wszystko co mamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *