kilka słów

30 grudnia 2017

Niewiele mam czasu, żeby wam napisać choć kilka słów. Wyjaśnić moją dłuższą nieobecność. Niewiele chęci mam żeby zrobić coś w domu, np. przygotować święta czy zorganizować Sylwestra, czy ugotować obiad, uprać pościel, myć podłogę, pojechać do ortodonty… bo żyć trzeba.

Choć wali się świat, żyć trzeba. Zaszyłam się na długich wiele dni nie robiąc prawie nic. Żyłam rozpaczą. Wypłakałam morze łez.. Przemyślałam na 400 sposobów życie. Wróciłam do domu i nagle się okazało, że muszę z dnia na dzień, tak raptownie, zwyczajnie żyć. Robić to co robiło się zawsze. Uśmiechać się do listonosza. Wyjeżdżać po zakupy… Choć mój świat się zmienił, w zwykłym świecie nie zmieniło się nic.

To taki wstrząs. Że nikt z Tobą nie płacze. Ani ta pani w telewizji z uśmiechem śpiewająca kolędę, ani pan przy kasie, ani dawno nie widziana koleżanka.. Świat tak po prostu trwa. Z obiadami i kawą.

Ciężko wycedzić mi te słowa. Ci, którzy obserwują mój Instagram czy Facebooka dawno już wiedzą, że mój młodszy brat… bardzo bardzo młody brat… nie żyje.

Może kiedyś o tym napiszę. W tej chwili chciałam się tylko trochę wytłumaczyć, dlaczego ani życzeń ani zdjęć świątecznych…niczego nie publikuję.

 

 

Niech wam wszystkim spełnią się marzenia i niech zdrowia wam nie zabraknie.

I niech w świecie pełnym niepokoju ogarnie was czasem błogi spokój.

Niech będzie ciepło i rodzinnie.

I niech nigdy nie zabraknie obok drugiego człowieka jeżeli będzie taka potrzeba, ale też i chwil samotności, bo to też w życiu potrzebne.

Niech świecą jasno gwiazdy nocą a słońce za dnia.

Niech te porozrzucane zabawki i lego wbite w stopę setny raz was rozśmieszą czasem a nie tylko zezłoszczą.

Niech życie wasze będzie piękne na wasz indywidualny sposób. Bo każdy z nas to piękno widzi gdzie indziej. I czyta je inaczej. Niech każdemu będzie jak lubi w tym 2018 roku kochani! 🙂

4 komentarze

  • Mogę Ci tylko napisać, tylko napisać mogę, że myślami byłam z Tobą nie raz, nie dwa w ten ostatni czas. I nie próbowałam sobie wtedy wyobrażać, co czujesz, bo tego nie sposób sobie wyobrazić… Ale pochodziłam do męża i dzieci i po prostu ich przytulałam. I uśmiechałam się ciepło, i to lego pod stopą bolal… Niech boli. Niech będzie.
    Gdyby było coś, co przyniosłoby Ci za dzień, miesiąc, dwa odrobinę uśmiechu, to chciałabym właśnie to już dzisiaj Ci przesłać…

  • Ja w tym roku przeżyłam śmierć ojca. Najpierw odrętwienie, potem pełna mobilizacja, ponieważ caly pogrzeb był tylko i wyłącznie na mojej głowie. Kilkanaście lat temu zmarła moja mama. Przez tydzień nie wiedziałam co się dzieje. Potem sama chciałam wrócić do pracy. I tak jak Ty przeżyłam szok. Bo okazało się, że świat wcale ze mną nie płacze. Że wiele się zmieniło przez ten tydzień. Że świat się kręci. Po prostu. A z drugiej strony to dobry sposób na powrót do rzeczywistości. Powinien być czas na żałobę, ale czasu nie da się cofnąć. Bez względu na okoliczności czyjejś śmierci – po prostu trzeba się z tym pogodzić. Trzeba mieć czas na żałobę i dać sobie do tego prawo. Ale trzeba też znowu zacząć żyć, bo najgorsze, co sobie możemy zrobić to obwiniać się albo zadręczać myślami o tym, co niezależne od nas. Trzymaj się Iwonko! Może teraz to niewyobrażalne, ale czas naprawdę leczy rany. Ściskam! :*

  • Iwonka, 3 lata temu, niedługo przed świętami odszedł mój tata, nagle, 2h wcześniej rozmawialam z nim przez telefon, czując, że coś się dzieje, nie chciał na mnie poczekać przed domem, uparł się, że wraca do siebie…poźniej już tylko telefon, jego, który po 20 nieudanych próbach odebrala lekarka z OIOMu i kazała jak najszybciej przyjechać…Mama zdążyla, ja, mając wówczas 2 m-cznego synka nie…Świat mi się zawalilł. Nie chciałam żyć, wiele razy prosiłam go w modlitwach, żeby mnie zabral do siebie…po chwili trzeźwiałam, że przecież mam dzieci, muszę dla nich się podnieść…Dużo czasu minęło, zanim przestałam wpadać w spazmatyczny płacz myśląc o Nim. Dalej płaczę, tęsknota jest przeogromna, nie do przeskoczenia, boli, ściska i dusi.
    Czy czas leczy rany? Absolutnie nie. Mi nie wyleczyl…czy nauczyłam się żyć bez Niego? NIE. Dalej lapię się na tym, że chcę do Niego zadzwonić, pochwalić się czymś…myślę o tym, jak on by zareagował na dane wydarzenie w moim życiu. Czuję jego zapach i obecność.

    Bądź silna Iwona! Płacz jeśli masz potrzebę. Wypłacz jeszcze niejeden ocean łez.
    Ściskam!

  • Marzena |

    Na wszystko potrzebny jest czas. Na płacz , na śmiech , na zabawę , na modlitwę , na zadumę …
    I też z czasem okazuje się, ile było nam go potrzeba , by poczuć się lepiej…
    wrócić do codzienności …
    Ludzie odchodzą i odchodzić będą , dlatego nauczmy się tym czasem gospodarować najmądrzej , jak się tylko da bo może nam go zabraknąć w najmniej spodziewanym momencie.
    Spokoju życzę i czasu tylko i wyłącznie dobrego dla Ciebie i Twoich najbliższych .
    Marzena

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *