pewnego popołudnia

3 sierpnia 2017

Dziś zagadnęłam do męża.

Wiesz, mam takie marzenie, chciałabym odwiedzać każde miejsce o którym czytam książkę. Teraz czytam „Katedra w Barcelonie”. Boże jak ja chciałabym tam pojechać! Zobaczyć! Iść śladem Arnaua…

Tyle cudownych miejsc się przeżywa czytając książki! Dlaczego by ich nie zobaczyć. Aż mam ciarki, patrz!

Mąż wyjmując patelnię z szafki odpowiada: Tak, dobrze kochanie.

Czar prysł.

Marzenie zderzyło się z rzeczywistością.

Nagle doszedł do mnie znowu krzyk dzieci. Oliwia zapytała coś o warzywa…

Myśli poszły w stronę realizmu – no tak nie stać nas na 10 wycieczek zagranicznych w roku.

Uśmiechnęłam się. Mąż odwzajemnił uśmiech.

Odgrzał sobie obiad. Ja poszłam wyjąć pranie.

Nie powiedział: może kiedyś, fajne marzenie, fajny pomysł. Nie dał buziaka mówiącego: akceptuję, bardzo nawet, ale przecież nie teraz..

Wyjął patelnię i odsmażył kaszankę (słowo daję że była to kaszanka!) O ironio.

Roześmiałam się w końcu. Do życia czasem potrzeba tylko marzeń. Nie muszą się spełniać. Nie muszą być oczekiwaniem. Ani nawet motywacją. Nie potrzebują wsparcia męża ani kogokolwiek innego.

Najzwyczajniej wystarczy że przenoszą nas do zupełnie innego świata.

Jak kiedyś stanę u podnóża katedry w Barcelonie spłonę ze szczęścia. Jak nie stanę, wszystko będzie tak jak jest, jak ma być. Nie zatrzyma się wędrówka słońca nad horyzontem. Nie zniknie i nie przybędzie niczego.

 

Nauczyłam się bardziej rozumieć życie niż je roztrząsać i obarczać pretensjami. I marzenia nauczyłam się mieć bezpretensjonalnie. Lżej je posiadać. Bez oczekiwań. W ogóle w momencie kiedy mniej zaczęłam oczekiwać od życia, od innych, zrobiło mi się lżej.

Kiedyś gdzieś usłyszałam, że najważniejsze w życiu są pieniądze. One są niesamowicie ważne, zgadzam się. Ale nigdy nie spełnią marzeń których w sobie nie zbudujemy. Zachcianki i marzenia to dwie zupełnie inne rzeczy…

Z pieniędzmi czy bez możemy być tak samo szczęśliwi i mieć dokładnie te same marzenia. A czasem to się nawet może zdarzyć tak, że ten co szybko sobie kupi za pieniądze, nie zdąży przygotować się na niezwykłość tego co ma nastąpić.

 

Marcin jak już najadł się kaszanki z cebulą to zamarzył mu się nowy samochód. Hahaha może moja Barcelona z której się śmiał natchnęła go.. Kto wie, a może to sama kaszanka :) :)

 

13 komentarzy

  • Życzę Ci spełnienia tego marzenia, i kolejnych:-) Bo już samo marzenie i czekanie i ta niepewność dodaje życiu smaku i skrzydeł…
    Jestem w trakcie czytania książki o Prowansji…i ja w tej Prowansji całe lato już jestem! Czuję zapachy z rozdziału o letnich lunch’ach, suszę lawendę i to nic, że może nigdy nie kupię tam domu. Marzenie o tym, i o pokoju z widokiem na świat, przy którym napiszę własną książkę, dodaje mi niesamowitej energii. Jakbym w połowie już je spełniała…
    A o milczącego Męża bym się nie martwiła. Takie rzucone ziarenko w końcu zakiełkuje:-)

  • Tez marzymy sobie nieraz, ja przeważnie o egzotycznych podróżach, albo domu z ogródkiem ( to pierwsze szybciej, bo skąd ja milion euro na dom wezmę? Tak w Monachium to normalka ). Mąż o jakimś nowym audi. A potem dzieci się tluka, rachunki trzeba popłacic i z westchnienie odchodzimy do zajęć :)

  • Jusandre |

    Kurcze, napisalas cos bardzo waznego, nad czym nigdy sie nie zastanawialam. Ze zachcianki i marzenia to dwie zupelnie inne rzeczy. Zawsze rzeczy dla mnie tymczasowo nieosiagalne byly marzeniami. A teraz siedze i dumam, co w moim zyciu jest zachcianka, a co marzeniem i.. to smutne, ale wychodzi na to ze wiecej mam zachcianek, a marzen niewiele :((

  • Zgadzam się z wszystkim w tym poście i też staram się tak żyć :) Już nie jestem taka niecierpliwa jak parę lat temu…
    p.s. Prosimy o więcej zdjęć!!!!!!!!!!!!!
    Jak patrzę na te fotki z IG rozpływam się!! :**** Jak dobrze zobaczyć wnętrza inne niż białe i szare, w Polsce jest na to szał… a ja jednak wolę coś innego :)

  • Spełnienia marzeń Iwonko, ja też jak czytałam ostatnio „Tysiąc dni w Toskanii’ zamarzyłam sobie o odwiedzeniu tego pięknego zakątka Włoch, poczuć zapach cyprysów i spróbować wina prosto z winnicy, ach… Ale moim największym marzeniem jest aby zwiedzić Amerykę, nie całą oczywiście ale może chociaż Nowy York. Ja wierzę że marzenia się spełniają, one nas uskrzydlają, człowiek bez marzeń jest „biedny” Miłego dnia :-) Pozdrawiam Basia.

  • marielle |

    Mysle,ze to wazne odrozniac plany, marzenia, zachcianki.
    Mysle, ze stabilizacja, poczucie bezpieczenstwa pozwola je odrozniac i realizowac, badz nie.
    Czytam czasem Pani reflesje zawsze mam takie same odczuciu.
    Ma Pani wszystko i sa to slowa nie z braku, ale z nadmiaru.
    Moze dlatego, ze nigdy nie bylam w zyciu w takiej sytuacji, trudno mi zrozumiec?
    Marzymy, gdy chcemy sie oddalic od rzeczywistosci.
    Chce by moja rzeczywistosc byla piekniejsza od marzen.
    Tak chce zyc i o to sie troszczyc.
    m.

    • Zgadzam się w pełni z tym że marzenia są dużo łatwiejsze gdy ma się poczucie bezpieczeństwa. Gdy wszystko jest na swoim miejscu i gdy mamy w sobie miejsce na coś innego poza zmartwieniami. Ale..
      Nie zgadzam się zupełnie że moje myśli i sposób na życie wypływają z nadmiaru. Są ludzie którzy mają „wszystko” i umierają nieszczęśliwi albo odbierają sobie życie..
      Szczęście człowieka nie zależy od tego jak to nazwałaś „wszystkiego” Oczywiście że łatwiej jest cieszyć się życiem gdy nie brakuje na chleb, tego nie podważam. Ale nie determinuje to osiągnięcia szczęścia..
      Sama pewnie widzisz życie wkoło i wiesz że bogaty czasem płacze a biedny się cieszy… Jeżeli człowiek, bez względu na to czy ma to wszystko czy nie, nie poukłada swojego wnętrza to bardzo ciężko będzie mu być szczęśliwym. Bo ja mocno wierzę że wszystko na tym świecie zaczyna się w nas samych.. bez względu na to co w koło..
      Dlatego uważam że niesprawiedliwe jest to że oceniasz mnie jako człowieka poprzez pryzmat „nadmiaru”.
      I kto powiedział poza tym że marzenia mają wypływać z braku? Marzenia dotyczą każdego z nas bez względu na stan portfela i tego gdzie jesteśmy.. ważniejszy jest stan naszej świadomości życia.
      Marielle, piękne są Twoje dwa ostatnie zdania komentarza. Mocno Ci tego życzę. Mam nadzieję że choć trochę mnie rozumiesz.. trudno odpisać w krótkim komentarzu. Pozdrawiam :)

      • Ale fajnie jest gdy czasem się spełniają… a w dużej mierze zależy to od finansów…
        Bo jeżeli

        • Bo jeżeli nie spełniają się żadne… to i marzyc się odechciewa…bo tylko żal i frustracja…

      • marielle |

        Dziekuje za odpowiedz.
        Mam mozliwosc poznawania Pani, poprzez wpisy na blogu, czy instagram.
        Nie tylko przez odpowiedz na moj komentarz.
        Dlatego uwazam, ze Pani marzenia, którymi sie Pani dzieli, sa z „nadmiaru”.
        „Z braku” sa zupelnie inne.
        Chyba, to wlasnie sprawilo, ze zostawilam komentarz i pisze znowu.
        Nie by Pania krytykowac, ale z troski.
        Marzac „z nadmiaru” wchodzi sie na bardzo niebezpieczne drogi.
        Wtedy nawet czytajac ksiazke, chce sie MIEC , czyli tam byc…
        Nie wystarczy spotkanie w slowie, wyobrazni, refleksji…

        To sa moje reflesje po przeczytaniu Pani wpisu.
        Pozdrawiam
        m.

        • Nie mogę się zgodzić z tym komentarzem. Jako biedna studentka, wiele razy czytałam książki i marzyłam o podróżach… i innych takich. Stan portfela nigdy nie miał wpływu na moje małe i wielkie, nieosiągalne chciejstwa. Może dzięki temu osiągnęłam tyle, że zaskoczyłam siebie i innych…. Bo wszystko zaczyna się w naszych głowach :)

          • Jula, też tak myślę :) A co do słów Marty.. to nie do końca tak jest że jak się marzenia nie spełniają to tylko żal i frustracja. Marzenia to cały mechanizm w których my odgrywamy znaczącą rolę. I choć bardzo ciężko to może zrozumieć, ale dużo zależy od nas, bardzo dużo, również to spełnienie… Każda podjęta przez nas decyzja zbliża nas do jednych rzeczy, oddala od innych…i mocno wpływa na to co się w życiu naszym dzieje. Ale dziewczyny (wszystkie!) oby nam się spełniało! obyśmy byli silni i zdrowi i zadowoleni z życia. Po co roztrząsać marzenia.. lepiej iść i sobie pomarzyć 😉

  • Szczerze mówiąc, w życiu nie podzieliłabym marzeń na kategorie. Marzenie to marzenie, zarówno to o wolnym dzisiaj popołudniu z książką, jak i o podróży na bezludną wyspę. Gdy byłam nastolatką, w niepełnej rodzinie, gdzie mama była nauczycielką, liczyliśmy każdy grosz. A ja marzyłam o locie samolotem i Nowym Jorku. Raczej nie z – cytuję – nadmiaru:) Spełniło się po dziesięciu latach:)
    Czy marzenie o Barcelonie może sprowadzić nas na złą drogę? Nie sądzę. No, chyba, że w celu spełnienia jakiejkolwiek tęsknoty zaczynamy kraść, zazdrościć, dążyć do tego „po trupach”, ale przecież nie o tym napisała Iwona, prawda?
    Pozdrawiam wszystkich marzycieli:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *