remont.

8 marca 2016

Napisałam dzisiaj kolejny post. Wiecie że ja piszę te posty nałogowo? Piszę i odkładam do folderu „próbne posty”. Ale tak naprawdę one nie są próbne, tylko niedokończone.

Mam chwilę, zaczynam pisać a potem brakuje mi czasu by je dokończyć. Napisałam wczoraj na facebooku, że ja w zasadzie cały czas piszę, tylko Wam nie dane jest czytać 😉

Takie rozpoczęte posty niosą pewną emocjonalną dawkę, której nie potrafię potem odtworzyć. Lądują więc w tym folderze w oczekiwaniu na nie wiadomo co.

Dziś napisałam dłuuuugi post. Przeczytałam, poprawiłam kilka zdań, poszłam coś zjeść, wróciłam, przeczytałam ponownie i stwierdziłam: beznadzieja!!!

Tak też mi się zdarza bardzo często.

Jestem (niestety) perfekcjonistką. Wszystko co robię, musi być zrobione na 100%. I nie umiem udawać emocji… więc takiego postu sprzed tygodnia nie dokończę ot tak po prostu, bo nie mam już w sobie tamtego stanu duszy. I nie opublikuję też wpisu którego nie czuję.. no nie i koniec.

Pokręcone.

 

Pokręcona jest u nas też sytuacja domowa. Ten dłużący się remont, o którym myślę, że się chyba nigdy nie skończy, za chwilę staję się remontem upragnionym. Nadaję mu wymiaru spełniających się marzeń.

Mój Marcin, który wraca do domu po dziesięciu godzinach pracy i nawet nie usiądzie zjeść tylko staje do tego remontu – raz jest kochanym, ciężko pracującym człowiekiem,  a raz mężem który tylko chodzi i narzeka i mam go szczerze dość! I w ogóle to mógłby się z tym kamieniem pośpieszyć.

Pokręcona sytuacja w wydawnictwie.

Pokręcona w sprawie ubezpieczenia zdrowotnego i firmowego.

Pokręcone plany na marzec. Na kwiecień i na maj.

Pokręcone dzieci. Tylko kłócą się ciągle, bez przerwy, bez ograniczeń i zastanowienia nad sobą. I ciągle tylko żądają! Ale żeby tak zmywarkę rozpakowała jedna czy druga bez wykręcania oczu i ględzenia pod nosem, to już wyczyn godny nagrody.

Pokręcone okno znów się zacina!

Pokręcona sytuacja z chodzeniem Clary do szkoły.

Pokręciło się też w kilku innych sprawach…

Pokręciło mi plecy i kolano i ząb ( haha )

 

Kręcę się więc kręcę wokół własnej osi. Remontuję, przytakuję, dopilnowuję, zamawiam, poganiam, wypełniam setki papierków, latam po lekarzach, nie wyrabiam na zakrętach … i przeżywam że czasu na prawdziwe życie brak. Tęsknię za spokojem. Za naszym sposobem na życie.

 

Ale wrócę. Szalone ściganie się ze światem zamknę na trzy spusty. I będzie znów po mojemu.

Świat nabierze spokoju. Ja nabiorę dystansu.

Wyhamują ambicje. I słońce zaświeci jaśniej 🙂

 

A kolano, plecy i ząb odpuszczą i przestaną straszyć zbliżającą się czterdziestką 😉

 

Na dole zdjęcia. Powiało na nich już ciepłym domem. A te uśmiechy dzieci.. jakby były Aniołkami a remont bułką z masłem.  I pewnie kiedyś po latach tak powiem.. bo przecież wszystko zależy od tego jak się na to coś patrzy. „Rzeczy są takie, jak na nie reagujemy”.

No przecież.

 

Proste. A trzeba przypominać sobie całe życie.

 

 

xOtJq

qfpsZ

1 1l 1c 1h

1e

1b 2 1g 1fCpGti

BeA6E 48PtI 5a1Xg CNjYu ETYLV HLKQS F63fa FQoJz Onmkd RI1DW1m

ebxEz IbuHg j8jB2 Mrafc

TqQzMWXSjVthumb_IMG_2275_1024 thumb_IMG_2279_1024 thumb_IMG_2282_1024 thumb_IMG_2296_1024 thumb_IMG_2302_1024 thumb_IMG_2309_1024 thumb_IMG_2321_1024 thumb_IMG_2338_1024 thumb_IMG_2377_1024 TwfTG

thumb_IMG_2362_1024

42 komentarze

  • Oj życzę ci żeby wszystko sie ładnie odkręciło, wyprostowało i uspokoiło. Żebyś mogła usiąść w tej nowej, cudnej kuchni, na spokojnie z kawa i w koncu cieszyć nia oczy:) bo cudna jest!

    • Codziennie siadam rano w niej i mam 5 minut na spokojną kawę 🙂 a potem wieczorem późnym przed tv mam z godzinę – dwie i na czytanie wieczorem 30-60 minut.. więc w sumie nie jest źle! no wiesz „rzeczy są takie jak na nie reagujemy” 😉

      • A to nie jest tak źle 🙂 moja poranna kawa ostatnio to koszmar – staram się nikogo nie obudzić, a i tak zaraz wszyscy wstają. I potem pije te kawę, cała rodzina biega mi nad głowa i powieka mi niebezpiecznie drga 😉 cudnego dnia Iwono 🙂

      • lazurowa76 |

        zostajesz moim idolem…..tak oszalalam , dostalam małpiego rozumu jak nastolatka na punkcie Twojej Rodziny…Ciebie….Twojego Meza , Twoich Dzieciakow …..pewnie jakbys załozyla sekte tez bym sie zapisała do niej …narazie puki co czekam z niecierliwoscia maniaka na ksiazke….dziekuje ze jestes…bo jestes Wielka

  • Wszystkie zdjęcia piękne ale ten stół … Ja juz go na fb mężowi pokazywałam ! Bo on jest taki jaki powinien byc ! I w miejscu odpowiednim ! I ta kanapa … Pamiętasz kiedyś modne narożnik w kuchni ? Ile ja sie tam nasiedzialam … Po nocach gdy gotowaliśmy z Mamą na swieta i w niedzielne przedpołudnia, taka niewyspana po sobotniej nocy, paznokcie robiłam przed wyjazdem do akademika a Mama gotowała rosół 😉 i pudełeczka mi pakowała 😉 i ta Twoja kanapa od razu mi sie z takim miejscem skojarzyła… Miejsce dla Teoich dziewczyn gdy Ty przy garach 😉 cudne …

    • Ala dokładnie tak samo mi się ta kanapa kojarzy!! dlatego ją kupiliśmy bo chodząc po sklepie stanęliśmy przy niej i od razu w oczach stanęły nam rogówki z dzieciństwa 🙂 a stół stał przy tej kanapie.. nie mogliśmy się oprzeć! tym bardziej że ten sklep jest niesamowity… wszystko robią z odzyskanych materiałów ze starego drewna ze stodoły itd itp. nawet materiał na sofie jest z odzysku.. Uwielbiam mieć poczucie że oprócz piękna mebli posiadam w moim domu coś więcej 🙂 a ten stół nam nawet pękł i to mocno wzdłuż i wiesz co? nawet lepiej! właśnie dlatego lubię takie rzeczy, bo jak coś się obdrapie, przyniszczy, pęknie – to staje się to naszym osobistym wkładem w historię starej stodoły 😀

  • Kurczę.. tak czytam.. tak myślę.. tak analizuję.. i tak się nastawiam.. i tak dochodzę do wniosku, że jednak się da. Że to się da tak kupić dom. Tak się wprowadzić. I tak żyć z tym remontem pod rękę. W zgodzie. Tak ten remont wszczepić sobie pod skórę, że ledwo co się go zauważa. A to dobrze. To dobry wniosek. W Prima Aprilis odbieramy klucze od naszego własnego holenderskiego domu ! I chyba boje się ciut mniej, a cieszę ciutkę bardziej. <3

    • Powodzenia!! Wiesz, wprowadziliśmy się w czerwcu i remontujemy od tamtego czasu cały czas… i dziś jak zaświeciło pierwszy raz po zimie pierwsze słońce, to wyszłam przed dom, zostawiłam wszystkie obowiązki.. usiadłam na trawie i pomyślałam sobie, że jestem taką szczęściarą, taką niesamowitą szczęściarą.. i że ten remont to ja uwielbiam przecież.. bo on daje mi to o czym marzyłam, to na co czekałam.. a że nogi można na co dzień połamać przez te drabiny, zaprawy i takie tam? no nic nie ma za darmo 😉 Jeszcze raz powodzenia i gratulacje!

  • Mariola |

    Kuchnia bajecznie piękna! Jeszcze trochę i usiadziesz na kanapie, odsapniesz i powiesz… „Warto było!!!”

  • przepiękna kuchnia, uwielbiam takie klimaty:)

  • Pięknie, pięknie! Wpraszam się znowu na wirtualny kubek z kawą, ale uprzejmie proszę o jakąś pachnącą orzechami, jeśli masz. Taką świeżo mieloną:)
    A dziewczynki jakoś tak urosły bardzo! no.. w sumie na co miałyby czekać… 🙂
    Super kuchnia, przestrzeń, dodatki, minki… pozdrawiam i wszystkiego naj z okazji Dnia Kobiet:)

    • Mam świeżo mieloną orzechową :)) a dziewczyny urosły potężnie! Nadia już jest ode mnie wyższa, ma większą stopę i ubrania w moim rozmiarze.. i jeansy mi podbiera! 🙂

  • hanna |

    Kizia uwielbiam Cie i Twoje pisanie, ale dzisiaj mam wrażenie że…. marudzisz. Tyle masz, cos cę pokreciło i sie tłumaczysz sama tu, że cię pokreciło i że masz prawo. Masz prawo, jasne, tylko ty tyle masz pieknego, ze aż zatyka jak marudzisz. Całuj męża po nogach i bierz się w garść.

    • marielle |

      Kazdy moze sie zmeczyc i potrzebowac spokoju,ci co maja DUZO tez.
      Jedni pobeda z tym w ciszy, inni opowiedza calemu swiatu, albo chociaz …blogowemu.
      Kazdy jest inny.
      Nie sadze, by Iwona nie cenila, tego co ma ( poczytaj dokladniej), ale ma tez prawo do zmeczenia i opowiedzenia o tym, jesli potrzebuje.
      Cenisz to, co TY MASZ ?

      • hanna |

        widzisz ja nie mam na mysli dóbr materialnych jedynie te ważniejsze. i mało mam tych własnie rzeczy, bardzo mało. Kamienie mam podobne i dom duzy i wiele innych fajnych rzeczy, ylko nie mam- na przykład tak dobrego męza ani tylu dzieci, ani czau na to aby im sie przyjrzec. tego nie mam. mam za to codziennie umierających ludzi w mojej pracy którzy uczą mnie zajebiście szerokiego spojrzenia na świat. wiem i przeczytałam ze zrozumieniem Iwonę, napisałam kometarz pod wpływem impulsu i pierwszego wrażenia- widocznie nie powinnam.

    • Haniu, po pierwsze wolę jak mi mówisz po imieniu, po drugie TAK MARUDZĘ!! i nie wstydzę się tego. i TAK MAM PRAWO. Bo „tyle masz” nie oznacza że nie mam prawa do strachu, bólu, paniki, nerwów. Jestem ciekawa co masz na myśli pisząc „tyle masz” Że mam wypasiony dom czy zdrową kochającą się rodzinę czy może coś jeszcze innego? W moim pojęciu „tyle mieć” oznacza przede wszystkim rodzinę (zdrową i kochającą się). Jestem w pełni świadoma tego ile mam. Doceniam to i jestem wdzięczna … tylko że nie losowi ale sobie i swojemu mężowi przede wszystkim. Bo na to co mamy ciężko pracujemy oboje. Ale to że mamy nie oznacza że nigdy nie usłyszymy diagnozy, że nigdy nikt nam nie umrze, że huragan nie rozwali nam domu, że nie mamy prawa płakać nad sytuacją ubezpieczeniową… i tak dalej. Żyjemy na tym samym świecie co Ty i wszyscy inni.
      Wczoraj marudziłam a dziś mam inne nastawienie, jest słonecznie, pięknie i pozytywnie. Jestem człowiekiem a nie robotem.

  • Joanna |

    Prześwietne są te Wasze córki- w którymś momencie zaczęłam się już nawet zastanawiać czy na czarno – białym zdjęciu w goglach to Ty czy córcia?
    A kuchnia naprawdę przepiękna, już widzę jaki to długi i mozolny proces choćby z tymi kamieniami. My od 3 lat mieszkamy i ciągle coś robimy bo wiele jeszcze trzeba pokończyć. Ale Twoja kuchnia cud, miód i … półeczki, słoiczki, witrynki, stół i kanapa 🙂 wszystko zagospodarowane do granic- Rewelacja!!!
    A najbardziej urzekła mnie ściana z wieszakami na zioła. Przecież to cudo będzie takie świeże, zielone, pachnące
    Nie wiem kto to wszystko wymyślił ale gratuluję 😀

    • Dziękuję Ci bardzo :)) WIeszaczki na zioła to oczywiście mój pomysł ale wykonanie męża. Wyprowadzając się z domu w którym wcześniej mieszkaliśmy 11 lat mieliśmy pewne rzeczy nie dokończone. Myślę że u takich ludzi jak np. ja, zawsze znajdzie się coś co można poprawić, dokończyć, zmienić.. taki charakter 🙂

  • aga43 |

    „..i przeżywam że czasu na prawdziwe życie brak..” 🙂 myślisz.?:) a mi się wydaje, że właśnie TO jest prawdziwym życiem.:) mam wrażenie, że brakuje Tobie czasu na odpoczynek, taki bierny.:), na spokój właśnie.:) a życie to te wszystkie „pokręcenia”.:) i fajnie, że się „kręci”.:) kiedy przestanie, myślę, zaczniesz za tym tęsknic..:) pozdrawiam Ciebie Iwonko.:) i cieszę się, że tyle masz tych „pokręceń”.:) świadomość, że nie tylko u mnie jest „pokręcenie”, podnosi na duchu.:)

    • Wiesz co? ten bierny odpoczynek to w teorii brzmi bosko 🙂 ale niestety nie umiem biernie odpoczywać! nawet jadąc na Florydę, będziemy odpoczywać czynnie a nie biernie.. I ja myślę, że gdyby mi zabrać to moje pokręcone życie to byłoby ze mną dużo gorzej! I niby to wiem a i tak czasem nie wyrabiam psychicznie.

  • Agnieszka |

    Iwona a lubisz Fixer Upper na HGTV? Jedno z moich ulubionych wspomnien z usa 🙂 Niby można obejrzec na YouTube ale to już nie to samo 🙂

  • Dorota |

    A ja nie odniosę się do słów ani do zdjęć (ileż razy można słuchać „trafnie określiłaś to życie”, „piękna kuchnia”, „fajne córki” :P). Tylko do całości.
    Twój blog czytam od niedawna – w porównaniu z czasem jego istnienia 😉 Trafiłam przez przypadek i zostałam. Zdziwiłam tym kilka osób, którym odważyłam się powiedzieć, bo ja to taki dinozaur, uparty w nie korzystaniu ze współczesnych dóbr i narzędzi. Żadne facebooki i tego typu rzeczy. Gdy przeczytałam jeden z aktualniejszych wpisów, postanowiłam „poznać Cię” i zaczęłam czytać od początku, wpis po wpisie. Nie na raz, po dwa, góra trzy dziennie. O jak mnie korciło, gdy coś nowego się pojawiało, a ja „nie mogłam”!, bo jeszcze kilka zostało.
    Teraz jestem na bieżąco, choć dziś właśnie prawie bym nie była, bo powiadomienie poszło do spamów! Ale ja i tak odruchowo, codziennie zaglądam 🙂 Bo czekam, czasem nawet się… martwię. Bo tak długo nic i myślę wtedy „oby to zamęt a nie problemy”… Nie znam Cię prawie, tylko tą część co nam pokazujesz, ale tą własnie część lubię, cenię, czerpię inspiracje i choćby pozostała część była inna (wątpię), to znaczenia by nie miało to w ogóle. To, co nam dajesz… Nawet nie wiem, jak to opisać, żeby to wyszło górnolotnie.
    Twój blog (a ja ciągle nie lubię tego słowa, a przecież tyle dobrego mi już dał! kolejne wyzwanie dla mnie – zaakceptować współczesność), Twoje słowa, Twoja postawa, po prostu Twoje życie (nie zawsze idealne przecież, bo i Ty masz bóle i bolączki, sytuacje ścinające z nóg i „tylko” gorsze dni, dzieci, a każdy kto je ma, wie o co chodzi) udowadniają nam, że da się. Da się żyć lepiej, mądrzej, piękniej. Że to, co mamy gdzieś w głowie, w sercu, na dnie duszy, nie tylko można nazwać, ale też wprowadzić w życie.
    Ja na razie powolutku wprowadzam. Głównie w swojej głowie. czasem uda mi się i w postępowaniu, zwłaszcza w stosunku do moich córeczek. Nie wiem, czy widzą różnicę, ja widzę. W sobie. W zadowoleniu, że „później córciu” się stało, a nie rozpłynęło się w uciekających sekundach. Że budzę je słowami „wstajemy, mamy nowy dzień” z uśmiechem. Że w bury, deszczowy dzień zauważyłam w odbiciu okna szarego opuszczonego domu z naprzeciwka skrawek błękitnego nieba, którego w żaden inny sposób bym nie mogła zobaczyć, bo wokół mnie są domy i dachy ten błękit mi zasłaniają. I że aż zrobiłam temu zdjęcie, żeby to zatrzymać. Co prawda telefonem. Widzę w ciut mniejszych pretensjach do siebie o krzyk, o przerywanie dzieciom, bo na 10 słowotoków na głowę (czyli 20) wysłuchałam 4 a nie pół albo wcale… W próbach zrozumienia teściowej. W docenieniu kwiatka kupionego bez okazji przy kasie w Biedronce przez męża. Co z tego, że kolor taki sobie? I że kupił, bo długo stał i mu się w oczy rzuciły?
    I dużo by jeszcze takich małych kroczków (dla mnie to osobiste sukcesy), które mnie zmieniają i prowadzą w kierunku, w którym chcę iść, ale brakowało mi potwierdzenia, że się da, że potknięcie a nawet upadek nie przekreślają szans. Że mimo przeciwności da się. I że warto (ja to wiem w głębi serca, ale tu mam namacalne dowody 😛 ) Brakowało mi takiego przewodnictwa.
    O, i znowu wielkie słowa, które może śmiesznie brzmią w przydługim komentarzu. Ale tak jest! A komentarz zmieniałam już trzeci raz, by był krótszy i bardziej na temat. Średnio się to udało…
    Na zakończenie chcę tylko dodać, że każdy Twój wpis coś wnosi. Nawet taki typu „jestem, żyję, myślę o was, ale nie udało mi się napisać tego, co chcę wam przekazać, w zadowalający sposób” (bo to znaczy, że jesteś nie tylko autorką mądrych słów, ale Iwoną zza oceanu, która pisze DLA NAS, choć niby przecież dla siebie 😛 ). Swoją drogą podejrzewam, że niedokończone posty dałyby nam więcej niż sądzisz, że zakończenie, którego nie dopiszesz, bo emocje opadły, wyczytałybyśmy między wierszami. I nie są to tylko słowa czytelniczki głodnej kolejnych wpisów i inspiracji. Sama jesteś inspiracją 🙂 I pewnie więcej się nie odezwę (podzielony komentarz wystarczyłby na 10 :P), ale czytać Cię będę dopóki będziesz pisać. A nawet dłużej, bo książkę też posiadam 😛
    Pozdrawiam Cię serdecznie! I dziękuję, że jesteś!

    • Dorota |

      Miało być „nie wyszło górnolotnie” 😛

      • Oooo matko Dorota 🙂 dziękuję za ten długi i wzruszający komentarz :)) Nie musiałaś skracać i tak bym przeczytała cały. Rekordu najdłuższego komentarza i tak nie pobiłaś 😀 Uściski i pozdrowienia! Bardzo bardzo mi miło ♥️

  • alicja |

    Piekne to takie wszystko…i nic przypadkiem, wszystko dokladnie z glowa i sercem ma swoje miejsce

  • Agnieszka |

    Pięknie tam u Ciebie, nie, nie pięknie cudownie!!!! Od początku obserwuję drogę waszej przeprowadzki i remontu nowego domu.. I dzięki temu sił nabieram na swoją. Los tak nami pokierował, że budujemy się… Kocham moje teraźniejsze życie moje mieszkanko blisko centrum, a jednak zaciszne. Wokół same przyjazne osoby, blisko szkoła, sklepy, przyjaciele dzieci..A będziemy się przeprowadzać na wieś. Prawie 30 km od tego naszego centrum… Nie powiem początki tej decyzji o przeprowadzce były trudne, a nawet burzliwe, bo decyzję praktycznie podjął mój mąż. To on od samego początku w 100% pewien jest że to dobra dla nas droga i ni razu się nie zawahał, nie to co ja…. Ile nocy nie przespałam to moje. Jak się pożegnać z dotychczasowym życiem? Jaka rozdwojona jestem, bo z jednej strony kocham miasto, to że wszędzie jest blisko, kocham ludzi którzy są wokół, tę energię wokół. A z drugiej strony kocham wieś tu odpoczywam najlepiej jestem spokojniejsza. Uwielbiam te proste, wolniejsze życie i pragnę własnego domu tej przestrzeni, lasu za oknem.Dla dzieci osobnych pokoi, miejsca żeby w końcu wszystko się zmieściło, poukładać wszystko tak, żeby w końsu nie upychać wszystkiego byle jak, byle się zmieściło. Nie chcemy zrywać ze szkołą dla dzieci, z zajęciami w mieście. Planujemy to zostawić, mimo że bliżej naszej działki jak też szkoła. Chyba jestem przewrażliwiona panikara i nie umiem docenić tego co los mi daje. Mąż budowlaniec aż się „jara” całą tą budową….Pracowity jak mało kto, a ja??? Pierdołka chyba jestem taka. A na szczęście jesteś ty Iwona 🙂 Czytam i otwieram oczy i staram się docenić i uwierzyć że wszystko będzie dobrze. Musi być dobrze!!! Już widzę moją nową kuchnie, taką piękną jak twoja. Te pokoje dla dziewczyn… Tylko szkoda, że sąsiadów ludzkich nie będzie (zające za to a i owszem ) , nie no jeszcze moja kochana siostra za płowem mieszkać będzie…

    • Jeżeli będzie siostra i to kochana to już wielkie coś! Wiesz jak piszesz mi że 30 km od miasta będziesz to mnie to zupełnie nie przeraża! to mniej więcej 13 mil.. i jak pomyślę że ja wszędzie mam 13-18 mil (do lekarza, sklepów- tylko oprócz spożywczaka wszystkie inne mam 15 mil od domu- , do dentysty, pediatry, szpitala itd itp..) to nic takiego 🙂 to nadal blisko! A przyjaciół przecież możesz odwiedzać. Do mojej ZOsi przyjeżdża jej dawna przyjaciółka cały czas a mamy teraz do siebie 18 mil… wszystko się ułoży i wiesz co powiem jeszcze Agnieszka? Że po paru miesiącach usiądziesz sobie pod tym lasem, wciągniesz głęboko powietrze i powiesz: Boże jak było warto!
      Ja chciałam się przeprowadzić bardzo mój mąż miał mieszane odczucia, niby chciał ale się bał wielu rzeczy.. a potem jak tylko się przeprowadziliśmy to po paru dniach ucałował mnie i powiedział patrząc na to nasze wzgórze: matko na co ja tyle czasu czekałam? można było ten dom kupić wcześniej.
      Bardzo często nasze wyobrażenia są straszniejsze niż rzeczywistość :)) Uściski przesyłam i trzymam kciuki za przeprowadzkę! 🙂

  • Agnieszka |

    Jesteś kochana, dziękuję Ci za te słowa, otworzyły mi oczy! W Ameryce te odległości są normalne, więc cóż będziemy tu na podlasiu żyć po amerykańsku 🙂 . Ściskam mocno

  • Heh, ja chyba w swojej głowie mam taki folder „próbne komentarze” 😉 Chociaż to chyba nie próbne, nie niedokończone, a bardziej chyba stworzone z miliona myśli, ale nigdy nienapisane i nigdy niewysłane z różnych względów. Mam nadzieję, że w tej mojej głowie są jeszcze jakieś puste szufladki, bo mi się tam te zwoje poprzepalają od tych myśli nieprzelanych, a tylko w głowie zachowanych 😀 Chociaż z tymi komentarzami to pewnie mi łatwiej niż z Twoimi „próbnymi postami”, bo ja mogę wrócić do Twoich postów, przeczytać ponownie i pewnie w jakiś sposób te myśli i emocje odtworzą. Jednak, no nie, tak już jakoś to nie to samo, no nie, może te zwoje powoli tam się gdzieś przegrzewają i już nie odtworzyłabym tego miliona, tego wszystkiego w stu procentach, może w dziewięćdziesięciu dziewięciu, a ja tak nie lubię i już 🙂 Emocje i myśli muszą być w stu procentach, więc niech już siedzą w tej głowie niż by miał świat je ujrzeć takie „niedorobione” 😀 Co oczywiście nie zmienia faktu, że do Twoich postów wracam po kilka razy i dodać do miliona myśli, setkę kolejnych jak najbardziej mogę zawsze 😀 A Twoja książka, choć zamówiona oczywiście od razu przy pierwszej możliwości i dawno przeczytana, jakoś do dziś nieschowana. Tak jakoś, no nie mogę jej odłożyć na regał, schować do szafy, włożyć do szuflady. Tak na wierzchu jest. To zerknę, to dotknę, to pomyślę. To choćby z tytułu siłę na moment zaczerpnę 🙂
    W tym całym pokręceniu życzę perfekcyjnych piruetów i pisz tu nam w miarę możliwości jak najczęściej, bo blog perfekcję osiąga z każdym Twoim nowym wpisem. (oczywiście on już jest perfekcyjny i dom masz piękny i rodzinę najpiękniejszą 😉 )
    Pozdrawiam :*

  • Kochana Iwonko,
    u mnie podobnie, Komunia przede mna , dom w remoncie od roku czasu, wszedzie obskubany tynk , zaprawy, na korytarzu itd.
    Wypelniam codziennie stosy dokumentow, zamawiam koejne rzeczy do domu, po oknach, przyszedl czas na drzwi, bramy garazowe itd.
    Czasem jest ciezko i siedze i narzekam i pytam czesto dlaczego doba nie ma 28 albo 30 h zamiast 24?
    A tu jeszcze 3 dzieci czeka , rzeczy cos z nimi zrobic, ciastka upiec, pograc w szachy…
    Ale jak wychodzi slonce, to znowu mam sile, ochote aby robic cos w naszym domu. I tak sobie mysle , ze jak codziennie spotykamy sie przy naszym stole i razem posilki jemy i gadamy ( bo nam sie buzie nie zamykaja ) to jest dobrze, bo najwazniejsze to miec te nasze skarby przy sobie, cieszyc sie z kazdego dnia, bo nigdy nie wiemy ile ich mamy..
    Pozdrawiam serdecznie… Dom piekny,az oddechu zabiera….

  • Piękna kuchnia i zdjęcia!

    • Woot, I will cetniarly put this to good use!

    • While I agree with Jeff's comments, I also think it is pretty clear the only reason this story has been given precedence it has is due to the concerted push by Labour to give the SNP a kicking in Glasgow ahead of the general election.

    •  |   |   |   |   |  J’hésite à mettre quelque-chose sous le mot « commentaire » tellement ce billet est beau, simple: il est nécessaire que ce soit dit par un « observateur » objectif(?). Je sais que tout ceci non seulement sonne juste, mais sonne juste. On pourrait dire encore beaucoup sur la simplicité des « Ã©minences ». Merci beaucoup

  • Mała Mi |

    Piękna, bardzo ciepła, rodzinna kuchnia! Aż chciałoby się wprosić, choć na małe ciasteczko przy herbatce ;). Dziewczyny cudowne! I jak szybko rosną! Co do pędu i pokręcenia… nie będę chyba nic pisać. Sama jestem w tak wielkim ciągle, że pytam się samej siebie- Czy naprawdę Tak ma już zawsze wyglądać moje życie? Czy może będę czekać na inne, lepsze, następne 10-15 lat, a w międzyczasie stuknie mi 40stka, potem 50tka, a potem… to już mnie realnie tak pokręci, że ani ręką ani nogą ;). Tfu, tfu! Mam w głowie, żeby się przeorganizować. Koniecznie! Bo takie życie, w takim moim pędzie, obecnym… jest niebezpieczne. Zwyczajnie, nawet dla tych, którzy goniącą mnie między szkołą, domem, przedszkolem, pracą, a sklepem, gdzieś na drodze spotkają. Dla mnie samej. Dla dzieci mych. Żeby czuły, że radość można czerpać, a nie tylko Musimy i Gonić. Stałe słowa naszej codzienności. Brrrr! Do jutra! Spokojniejszego! Czego nam obu i nie tylko, życzę :).

  • Boze dziekuje Ci,ze tutaj trafiłam i dziekuje Ci Iwonko ,ze jestes a Wam dziewczyny za takie cudne komentarze ,pod ktorymi podpisuje sie obiema rekami ocierając łzy . Pozdrawiam wszystkie serdecznie ,a w szczególności Ciebie Iwonko kierowniczkę całego zamieszania ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *