są takie miejsca

Otworzyła drzwi drżącymi rękoma. Próbowała udawać…

Nie mogła. Makijaż poległ przy pierwszej łzie. I to spojrzenie, mówiące więcej niż niejeden ciąg ważnych zdań.

 

 

Nie, nie zawsze mam rację. Nie miałam jej pisząc, że  „nie ma miejsc, w których szczęście jest niemożliwe”.

Bo takie miejsca są. I w takich miejscach nie należy odszukiwać resztek piękna. Spoglądać na nie inaczej, pozytywniej i z nadzieją. Z takich miejsc należy uciekać jak najdalej. W takich miejscach, żadne z moich „mądrości” nie mają znaczenia i sensu.

 

Bo gdy otworzyła te drzwi drżącymi rękoma, stało się jasne, że są miejsca, w których siła walki i nadziei to za mało.

Miejsca, w których resztki człowieczeństwa przypominają ducha błądzącego po omacku.

W których nie ma się co zastanawiać…

 

Uciekaj.

Od poniżenia.

Od bicia.

Od maltretowania psychicznego.

Od tyrana.

Bandyty.

Złego człowieka.

Uciekaj ile sił w nogach i krzycz ile sił w płucach.

Nie oglądaj się na szczęście gdzieś może kiedyś czekające w jego ramionach.

Nie oglądaj się na to „że wszystko w nas samych”, i „że wystarczy tylko chcieć”.

Nie wahaj się nawet przez moment. Nawet przez ułamek sekundy.

Nie analizuj sakramentu małżeństwa, które wszystko przetrwa.

Siły psychoanalizy, która wszystko poukłada.

Nie. Nie. I nie. „Miłość wszystko przetrzyma…, nie unosi się pychą.. nie pamięta złego” NIE!

Z miłością tyran nie ma nic wspólnego.

Nie! nie zasługuje na szansę.

Bo są miejsca, w których szczęście jest niemożliwe. I jedyna droga to odcięcie się grubą kreską. A nie poszukiwanie w zakamarkach zrozumienia.

A ja biję się w pierś, że z lekkością balonika na wietrze, tak pochopnie wypowiedziałam te słowa cztery posty temu.

 

Są miejsca, w których jak nie uciekniemy nie czeka nas nic. I takie, w których czeka nas czarna rozpacz. Są kraje ogarnięte wojną. Są domy dziecka. Są…

Są takie miejsca.

I choć nadal uważam że najważniejsze w procesie szczęścia są nasze chęci, to zdecydowanie same chęci nie wystarczą.

 

 

 

 

 

 

 

 

27 komentarzy

  • pięknie teraz posiedzę i pomyślę o tym przeanalizuję żeby za szybko zbyt pochopnie nie wyciągnąć wniosków.
    Ślę moc dobrych myśli

  • Wiesława |

    Witaj Iwonko! Poważny post! Same chęci nie wystarczą. Na pewno. Trzeba działać. Trzeba uciekać. Tylko trzeba mieć dokąd. Trzeba ludzi, którzy zrozumieją, i wesprą, i pomogą. I narażą się. I zrezygnują ze swojego spokoju dzieląc z kimś potrzebującym jego niepokój.
    Patrząc na dzisiejszy świat coraz trudniej mi w to uwierzyć, niestety. I tak trudno odciąć się od tyrana, gdy „przypiąć” się nie ma do kogo. A ktoś będący w takim potrzasku bardzo pomocy potrzebuje. Pomocy wszelkiego rodzaju. Do czasu, aż sobie od nowa nie poukłada życia. To bardzo, bardzo trudne zadanie. To egzamin dla tych, którzy są obok cierpiących, poniżanych, bitych. Dopóki tacy są wśród nas, dopóty egzamin trwa i nie może być zaliczony.

    • To racja, że osoba taka pomocy potrzebuje, a dzisiejsze czasy są takie, że ludzie dookoła pozamykani w domach i boją się podać pomocną dłoń. Ktoś bity i katowany przede wszystkim ma brak wiary w siebie, w to, że można uciec. Dlatego krzyczeć trzeba głośno i wszędzie, jak Iwonka, że uciekać trzeba. Żeby właśnie takie poszkodowane osoby coraz bardziej miały świadomość, że da się, że należy i że trzeba uciekać. A sąsiedzi, że trzeba pomóc i zareagować.
      Pozdrawiam, Agata.

      • Tak, zdecydowanie potrzebna jest pomoc. Ale wiesz.. myślę sobie teraz, że czasem to oczekiwanie na „za chwilę” na „dobry moment” na pomoc, na drugiego człowieka, może stać się usprawiedliwieniem… Wiem, że w pojedynkę się pewnie nie da. A tak naprawdę to nie wiem przecież nic. Zupełnie nie wiem. Ale intuicja mi mówi, że trzeba uciekać, do przyjaciół, placówek… a dopiero potem myśleć co dalej. Bo jak taka kobieta zacznie myśleć co dalej za wcześnie …. to pewnie nie ucieknie nigdy.. bo perspektywa „innego życia” budzi przerażenie..
        Agata, też tak uważam. że trzeba o tym mówić, krzyczeć… dlatego napisałam ten post jak dostałam przerażającego maila… i przeniosłam na „papier” …

        • Zupełnie zmieniając temat, może trochę na bardziej błahy, w perspektywie poruszonego w poście tematu. Staramy się z mężem o dziecko. Ponad rok. Niby krótko, a niby na tyle długo, żeby dzisiaj rano, z dziką pewnością, że się udało, zobaczyć po raz kolejny jedną kreskę na teście. I może nietrafne porównanie, ale trochę analogiczne. Bo tutaj, w poście i komentarzu Twoim, tak samo: oczekiwanie na „dobry moment”, przeczekanie, że może „za chwilę” sytuacja się odmieni…. Tak samo my zwlekamy z pójściem do lekarza i przebadaniem się, bo przecież wtedy będzie trzeba już nazwać problem po imieniu. Będzie trzeba się do niego przyznać. Wpoić sobie do głowy, że ten problem jest, a nie że nam się tylko wydaje… Zmierzyć się z nim… A przecież można udawać, że jest wszystko w porządku. Boże, ale to wszystko jest analogiczne i podobne… Pomimo, że dwie różne tematy. Pozdrawiam, Agata.

    • Tak, zdecydowanie potrzebna jest pomoc. Ale wiesz.. myślę sobie teraz, że czasem to oczekiwanie na „za chwilę” na „dobry moment” na pomoc, na drugiego człowieka, może stać się usprawiedliwieniem… Wiem, że w pojedynkę się pewnie nie da. A tak naprawdę to nie wiem przecież nic. Zupełnie nie wiem. Ale intuicja mi mówi, że trzeba uciekać, do przyjaciół, placówek… a dopiero potem myśleć co dalej. Bo jak taka kobieta zacznie myśleć co dalej za wcześnie …. to pewnie nie ucieknie nigdy.. bo perspektywa „innego życia” budzi przerażenie..

  • Chyba z pięć razy zaczynałam pisać ten komentarz i jakoś za każdym razem kasowałam. Mam nadzieję, ze jakoś w miarę zrozumiale ubrałam myśli w słowa.
    Czasem nawet gdy się z takiego miejsca ucieknie, to ono zostaje w nas. Tkwi jak mała czarna, smolista kulka, gdzieś pod żebrami i tylko czasem uciska i sączy czarna maź do duszy. I nie da się być szczęśliwym. I dużo, dużo trzeba by wyplenić to i ruszyć przed siebie. Ale się da. Wiem, że się da i wiem, ze boli i nie jest łatwo. A mimo wygranej i tak czasem dopada mnie strach. Ze to wszystko wróci. Splącze, zamknie i oślepi.
    Życzę każdemu by w końcu dobre miejsce i szczęście odnalazł – choć może nie odnalazł – wyszarpał, wywalczył i był z siebie dumny. Bo się udało .

  • Dziękuję Iwonko,czekam od dziewięciu lat,aż zobaczy że mogę być jego szczęściem.Czekam i daję się poniżać.
    Bo boję się samotności.
    Bo boję się,że sobie nie poradzę.
    Śmieszne,bo tak naprawdę zawsze jestem sama z nim czy bez niego.
    I chcę podnieść głowę wysoko.
    I powiedzieć.
    Jestem wolna.
    Niezależna od ciebie.

    • Uciekaj,proszę Cię, dasz sobie radę….. Uwierz mi,zrobiłam tak 12 lat temu,żałuję kazdej chwili którą zmarnowalam na czekanie,tak jak Ty dzisiaj,to Cie niszczy,zabija radość życia,poniża….. Ja też słyszałam,ciągle,że nie dam sobie rady….

    • zgadzam się z Agą (tą drugą pod twoim komentarzem) Uważam, też że najpierw trzeba uciekać a potem myśleć dopiero, co dalej.. Bo od myślenia .. Zobacz Aga, myślisz i czekasz 9 lat.. Czekanie na odpowiedni moment może stać się w pewnym momencie usprawiedliwieniem. Można nie uciec nigdy. To normalne że człowiek się boi. Przerażony jest. Ale trzeba… Przesyłam moc uścisków i nie wiem co jeszcze mogłabym napisać 🙁

  • Wiesz, przeczytałam na fb zdanie, że racji nie miałaś, że „nie ma miejsc, w których szczęście jest niemożliwe” i chciałam Ci napisać Nie! Iwona nie! Jest możliwe zawsze i wszędzie, bo to nie miejsce i czas warunkuje nasze szczęście, skoro szczęście jest w nas. Chciałam powiedzieć, że szczęście jest, bo może być w porażce, smutku, biedzie i tragedii, bo mamy też coś i ponad to, gdy inaczej spojrzymy, docenimy i myślę, może naiwnie i głupio, ale tak jak czuję, że to szczęście jest możliwe nawet i w chorobie i w śmierci, bo życie było, bo tyle było nam dane. I są chwile i miejsca, gdzie ciężko i świat się wali i nie czuć nic poza bólem i smutkiem i niby gdzie szczęście. Chciałam wejść i napisać, że rację miałaś, a teraz nie wiem…Przed chwilą przeczytałam post u Juli, chyba nie muszę dodawać, że łzy płyną same.W tym tygodniu myślałam i czytałam kolejny raz o zagładach w obozach koncentracyjnych, czytałam o Tanzanii, gdzie morduje się i okalecza Albinosów tylko po to, żeby zrobić z nich amulety, oglądałam filmik z porwania jeńców na Ukrainie, gdzie podczas oglądania myśl jedna: Boże-nie! nie, niemożliwe, jak, jak można, Boże przecież to straszne, masakra, co się czuje, gdy cię pojmali, a tak naprawdę wiesz, że czeka cię niestety już tylko jedno. I te domu dziecka i matki tracące dziecko i dzieci bez matek. I oglądam i czytam i myślę i nie wiem. Wiem tylko, że cholernie dużo szczęścia mam, nawet w swoich trudach, bólach i tragediach, że powinnam docenić i staram się jak mogę i być szczęśliwa, bo szczęście jest we mnie, a ja jestem przecież w miejscu i czasie, gdzie szczęście to może żyć, nikt go nie tłumi i nie zabija, że ja mogę walczyć, walczyć każdego dnia. Tylko wiesz ta siła walki i nadzieja to jednak myślę, że to dużo, bo gdy „…nie ma się co zastanawiać…Uciekaj.” to chyba uciec można mając tę wiarę, nadzieję i siłę. Uciec, by szczęście było możliwe, by to szczęście w nas, które jest zawsze i wszędzie mogło żyć, by miejsce i sytuacja nie próbowały go stłamsić, by można być szczęśliwym tu i teraz. I chyba pisząc wtedy miałaś sporo racji i pisząc teraz masz rację. I myślę, że Ty i ja i inni Twoi czytelnicy wiedzą, o co chodzi. To wszystko jest tak złożone, tyle miejsc, chwil i sytuacji, tyle dobra i tyle zła…to wszystko…ja nie wiem…Wiem, że musimy doceniać,wiem, że muszę, że chcę być szczęśliwa tu i teraz…bo mogę. I ogromnie bym chciała by to szczęście było możliwe zawsze i wszędzie…by każdy mógł być szczęśliwy tu i teraz…

    • Lucy, tak wiara, nadzieja.. tak są potrzebne. Ale ja myślę, że w takich sytuacjach gdzie mąż z żony czyni sobie worek treningowy, uważam że trzeba uciekać bez zastanowienia, po omacku, niekoniecznie z wiarą i nadzieją. Uciekać byle gdzie, byle jak… a potem dopiero myśleć i zastanawiać się co dalej… bo przecież jakoś to będzie.. ktoś pomoże. Bo jak pisałam dziś chyba z 4 razy ( pod innymi komentarzami) że czekanie na odpowiedni moment, może nas oddalać od wolności tak naprawdę..
      Lucy pięknie, jak zawsze pięknie..
      CO do poprzedniego Twojego komentarza, o „wodzie” – tak zauważyłam :)) ale w bardzo pozytywnym sensie! Uściski 🙂

  • Szkoda, że takich słów o tyranii w domu nie mogłam pokazać kilkanaście lat temu mojej Mamie… Może spokój nadszedłby wcześniej, może na sercu było by mniej zadr…
    Ani na istnienie domów dziecka, ani na wojny nie ma wpływu jednostka i myślę sobie właśnie, że gdybyśmy od tego chcieli uzależnić własne poczucie szczęścia, nie zaprowadziło by to nas nigdzie, nie pozwoliło żyć. Jesteś wrażliwą Kobietą, świadczą o tym Twoje słowa, to że dostrzegasz tak wiele, rozumiesz, pochylasz się nad tematem trudnym, a jednocześnie dbasz o szczęście swoich bliskich, a tym samym o swoje. I nie ma w tym nic niestosownego. Nie wiem, czy opisałam to jak trzeba…
    Pozdrawiam ciepło!

  • Trudno pozbierać się po takim poście, a jeszcze trudniej coś napisać. Rzeczywiście są miejsca, czy raczej sytuacje w życiu, gdzie szczęście nie jest możliwe, czy to podczas wojny, czy w domu dziecka, gdzie właściwie nie mamy wpływu na to, co nas spotyka. Ale myślę sobie, że nawet wtedy zostaje nam jeszcze nadzieja na szczęście i chociaż nie możemy chwilowo uciec od danej sytuacji, to właśnie ta nadzieja pozwala nam przeżyć ciężki chwile. Natomiast w przypadku, który tu opisałaś sama nadzieja to za mało. Tu los sam się nie odmieni, a szczęście samo nie zapuka. Trzeba o nie mocno zawalczyć. I życzę bohaterce, aby nadzieja wzięła górę nad lękiem przed zmianami i aby to jej dało siłę do walki. O siebie. O szczęście.

    • Celowo napisałam że są takie „miejsca” a nie sytuacje. Bo sytuacja niesie w sobie takie poczucie zmienialności.. że można z niej wybrnąć.. a właśnie te miejsca jak dom pełen przemocy, dom dziecka… to są te najtrudniejsze miejsca. I choć człowiek nawet i może poczuje się wolny i ucieknie od cierpienia.. to ciągle ten dom. ten stół, sofa, balkon. To z miejsc trzeba uciekać najpierw, a potem zmieniać „sytuację”. Ale to tylko moje takie gdybanie. tak czuję, tak mi się wydaje…
      Dziękuję za tyle mądrych słów i pozdrawiam 🙂

  • Oczywiście, masz rację! W tym miejscu nie da się już nic zmienić, trzeba uciec, bo to jedyne wyjście. Chodziło mi tylko o to, że to jakaś konkretna sytucja sprawiła, że bohaterka musi uciekać z tego konkretnego miejsca. Zakładam, że w tym samym miejscu, ale w innej sytuacji ta osoba mogłaby być szczęśliwa. Mieć szczęśliwy dom i ukochaną w nim osobę. Wtedy ten stół, sofa, balkon kojarzyłyby jej się pozytywnie. Więc niejako miejsce wiąże się dla mnie z sytuacją, uciekając z miejsca, uciekamy też od sytuacji, która była przyczyną tej ucieczki. Przepraszam, może niejasno to opisałam, ale sama świadomość, że ktoś musi uciekać z domu, który powinien być oazą spokoju i azylem sprawia, że nie mogę pozbierać myśli.

    • Absolutnie napisałaś jasno! wszystko zrozumiałam. jednak w tym poście chciałam to miejsce podkreślić… ale to jasne że składa się na nie i sytuacja, i mąż tyran, i może też zła teściowa a może jeszcze 50 innych rzeczy… oczywiście że tak. Uściski 🙂

      • Ja również Cię mocno ściskam. I tak sobie myślę, że straszna jest taka bezradność osób stojących z boku. Bo człowiek chciałby pomóc, ale dopóki sama zainteresowana się nie zdecyduje, to nic nie możemy zrobić.

  • KasiaS |

    gdyby moja mama przeczytała ten tekst 20 lat temu….
    pewnie wszystko potoczyłoby się inaczej…

    • Kasia, myślę, że nie.. bo to decyzja na którą wpływu pewnie nie ma taki tekst. To decyzja, która musi wypłynąć z wewnętrznych chęci… tak mi się wydaje. Uściski przesyłam.. jakoś smutno się zrobiło 🙁

  • Wiesława |

    Tak sobie myślę teraz, że dopóki są ciemne miejsca, takie nierozjaśnione wiedzą i zrozumieniem w nasze głowie, dopóty trwamy w takiej sytuacji. Dlatego warto o tym pisać, mówić, żeby nam się w głowach rozjaśniło! 🙂
    Wtedy i w naszym życiu będzie jaśniej. I tego nam wszystkim życzę, bo każdy jakieś tam swoje ciemne zakamarki ma. I ma co robić! 🙂 Może po to jest życie ? 🙂 Pozdrawiam bardzo jaśniutko :).

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *