oszukana na święta

31 października 2016

Dostałam takiego maila. Postanowiłam go wam pokazać…

 

Dokładnie rok temu zaczęłam się obawiać, że zostanę oszukana „na święta”.

Ponieważ grudzień już niebawem wyzwoli cieplejsze uczucia-uważajmy! Można być oszukanym „na wnuka”, „na akwizytora”, ale też „na święta”… Odgrzebałam dziś swoje stare zapiski i stary lęk. Zobacz, czego się boję…

W grudniu jakoś łatwiej się cieszyć, łatwiej przepraszać, łatwiej zamieniać żale w prawdziwy pył. I dumę łatwiej odrzucić i upór łatwiej schować. I może dlatego, że „jakoś” i przez to, że „łatwiej” -wszystko takie krótkie i ulotne.
Zaczynamy być sterowani Grudniem, który nabiera walorów metafizycznych. Myślimy,że w grudniu uda się skleić nawet rozbity wazon…Uśmiechamy się do tych, którzy na codzień nas denerwują. Kupujemy biednemu bułkę, jakby tylko w grudniu był głodny, organizujemy zbiórki pieniędzy, jakby tylko w grudniu były wydatki. Choinki, które przez 11 miesięcy nikogo nie obchodzą, to tego 12 miesiąca każdy chce je mieć. Gwiazdy tylko w grudniu rozświetlają mrok.

Zewsząd bodźce, które programują nas na święta. Idziemy tam, skąd słychać „All I want for Christmas is you”, kupujemy mydło o zapachu pieczonej szarlotki, choć tak mocno wysusza ręce. Kupujemy, całujemy, obdarowujemy przyrzekamy, a wszystko i tak topi się potem jak śnieg. Święta pozbawiają nas jasności myślenia, porywa nas konsumpcjonizm, presja reklam. A potem nadchodzi szary, zwykły dzień…
I choć żarty słyszane po raz kolejny nie śmieszą, to ja prawie 30x nabieram się „na święta”. Ale nie o to chodzi, by nie ulec i tez nie o to , by znienawidzić , tylko o to, by pamiętać, że możemy pomóc w lipcu, przeprosić w sierpniu, wybaczyć we wrześniu. Grudzień ma nam pomóc zrozumieć, a nie pomóc zrozumieć tylko na chwilę. Czekajmy zatem na magię Świąt, bo warto…

 

I ja tak czekałam cały Boży rok i nic…

 

Ale zacznę moją historię od początku…

Urodziłam Córkę zaraz po studiach. Byłam nie za młoda, nie za stara. Urodziłam Ją mężczyźnie, który nie był ideałem, nie był przebojowy, ani zaradny, ale czułam, że mnie kocha, obroni przed złem, które nie raz mnie dotknęło. Choć mamę mam  wykształconą, to dla Niej ciąża przed ślubem nie wchodziła w grę. W ogóle ciąża, gdy nie mam idealnego ojca dla tego dziecka , ciąża, gdy na koncie brak zer, no i ciąża, gdy oprócz dobrej pracy mam tytuł magistra w kieszeni, to nie szczęście, tylko pech. W każdym razie nie szczędziła mi niemiłych słów, każdy dzień stawał się piekłem, czułam się upodlona, brzydziłam się własnego ciała, wielokrotnie słyszałam, że jestem zwykłą kurwą, skoro zaszłam w ciążę. Słowa „spójrz na siebie-jesteś nikim” stały się codziennością. Mariusz trwał przy mnie. Nic nie robił, trwał w bierności i przekonaniu, że w końcu się uda wszystko poukładać. Zaczął mi niesamowicie ciążyć, kłótnie z mamą o Niego, przez Niego, niebawem Jego rodzinę. O to, ze Ona pomaga, a ONI nie. Ale jak zmusić kogoś do czynów, motywować, krzyczeć, prosić? No przecież tak się nie da. Kłótnie, cisza, która nie zwiastowała niczego dobrego i znowu kłótnia. I tak po kolejnej zostałam sama z Dzieckiem. Sms: jestem w Anglii, kontaktuj się poprzez skąpe, maila. Poczułam uścisk gdzieś przy sercu. Bo jak można uciec od tych problemów, zostawić w środku piekła i patrzeć, czy dam radę. Z dnia na dzień słuchałam mamy, płakałam, słuchałam, jaka to jestem beznadziejna i błagałam, by mnie zabrał. Zabrał po pół roku. Zabrał mnie, osobę z połamaną duszą, nie potrafiącą nawet ugotować zupy, bo w głowie myśl, że nic nie potrafię. Nie pomagał skupiony na swoim zmęczeniu, na uczuciach, których ja nie potrafiłam dać. Szukałam rozmowy, zrozumienia, wytłumaczenia i obrońcy. Nie znalazłam. 

 

Zaczęliśmy mieć problemy z Córką. Odezwały się jej problemy z refluksem, alergia. W Anglii jedyne chyba znane lekarstwo, to paracetamol. Wiadomo-nie pomogło. Dom stał się jednym wielkim grzybem, wszędzie pleśń-uroki Anglii. Postanowiliśmy, że polecę do Polski, aby spotkać się z lekarzem i, co najważniejsze, by mąż mógł szybko zmienić dom. Pocałowałam w usta, wsiadłam do samolotu i poleciałam. Tak bardzo się bałam wrócić do paszczy lwa, bo choć moja mama kochała Oliwię, to dla Niej byłam nic nie wartą dziewą, a przecież dziecko nie jest niczemu winny, ze ma taką głupią matkę. 

Nie rozpakowałam walizek. Telefon. „Chcę się rozwieść”. 

Amen….

 

Błagałam, płakałam, prosiłam. Prosiłam, że nie dam rady, prosiłam, że przecież dziecko. NIE!

Zostałam z 20 zł, bez pracy, bez ubezpieczenia, w mieszkaniu rodziców. Żale mamy ze zdwojoną siła kaleczyły moje serce. Wyzwiska przybrały na sile. Słowa „a nie mówiłam” przybijały do ziemi. „Głupia, naiwna”. Szukałam pomocy, choć nie zawsze tam, gdzie trzeba. „Okaleczona”, podatna na manipulacje, wpływy innych-tych co niby mieli mi niebo położyć u stóp.

Płakałam i szukałam pracy. Płakałam, bo mała chora, a ja przecież nie mam pieniędzy. Płakałam, bo rozwód „nie kocham-nienawidzę” mówiłam sobie. Zaczęłam pracę w centrum kultury, pieniądze, które choć szczęścia może i nie dają, dają stabilizację i siłę. Wyrwałam się od ludzi, którzy stwarzali wokół pozory szczęścia. Choć z mamą miewam sporadyczny kontakt, po którym jestem chora, to czuję, że daleka droga przede mną. 

 

Dziś mam zajęcia teatralne z dziećmi. To jest moja terapia i siła. To mnie jeszcze trzyma. Być dla kogoś ważnym. Siła…

 

W grudniu będę starać się o promesę wizową. Jeśli się uda- polecę do przyjaciółki do USA, choć na chwilę. By nie widzieć twarzy znajomych nieznajomych, nie spacerować ulicami, które przecież moimi i Mariusza były. Doradź mi proszę, co z ubezpieczeniem? Gdybym leciała, to co, gdybym się rozchorowała? Gdyby mnie ząb zabolał? Wizja mej przyjaciółki, wychowywanej większość swojego życia w USA, różni się  od mojej. U niej wszystko „OKEJ, damy radę, czym się martwisz, nic się nie stanie. Przeciez lecisz do mnie, będąc w USA spróbujesz stanąć o wizę pracowniczą” Ale ja nie chcę lecieć, by być problemem, to raz, dwa, gdyby wizę pracowniczą byłoby tak łatwo dostać, to chyba nie mielibyśmy Polaków w kraju 😉

Pozdrawiam Cię,

Ewelina 

 

Odpisałam:

 

Ewelinko,

Czasem zastanawiam się skąd ludzie biorą siłę. I aż mi głupio czasem gdy pomyślę, jaki ze mnie słaby przykład silnej kobiety. Silna bo wychowałam troje dzieci? Bo odrzuciłam kilka propozycji dzięki którym mogłam mieć dużo więcej materialnych rzeczy niż mam? Silna bo przetrwałam kryzys w małżeństwie (lata temu), bo pokonałam przeszkody jakieś tam?

Nie. Silna, prawdziwie silna kobieta to ta, która wychowała jedno dziecko ale samotnie. Ta która usłyszała „chcę rozwodu” i pomimo braku wyobrażenia swojej przyszłości – nie zwariowała. Ta której wmawiano że się nie nadaje, a która po wypowiedzeniu „Amen”, zakasała rękawy i wzięła się do zbierania cząstek tego co zostało. Postanowiła przeżyć.

To ta, która prowadzi zajęcia teatralne z dziećmi… i pokazuje nam, że życie jest w naszych rękach.

Mogła się załamać, poddać, zostać przy matce, wrócić do Anglii i pociąć wszystkie ubrania mężowi..

A teraz do tego myśli by przylecieć do USA… by jeszcze więcej wycisnąć z życia.

Ewelina jesteś przykładem kobiety, której życie gra w sercu i którą można poniżyć i porzucić i ranić słowem a ona wstanie i trzęsącymi się dłońmi zacznie odbudowywać to co jej. Nie da się temu wszystkiemu co jej na drodze staje!

Jesteś bohaterką, która powinna być z siebie dumna. Dla siebie i swojej córki postanowiłaś nie poddać się na pierwszym, drugim i czterdziestym zakręcie…

I to jest przykład tego, o czym piszę na moim blogu. Ludzie czasem zarzucają mi że idealizuję, że nie do końca życie od nas samych zależy. Że przecież nie jest takie proste być szczęśliwym. Że nie każdy daje radę..

Twoja historia to prawdziwy przykład, że można żyć na różne sposoby…i że dokonuje się wyboru na każdym kroku, a na koniec dnia ma się to, o co postanowiło się zawalczyć.

Gdyby życie było proste, my byśmy byli okaleczeni. Nie podejmowalibyśmy walki, nie umielibyśmy rozwiązywać problemów. Nie bylibyśmy zaradni. Życie uczy nas tego wszystkiego dlatego, że proste nie jest. Narzekamy i płaczemy bo często nas sprawdza bardzo boleśnie. Odbiera nam ludzi których kochamy, rzeczy które zdobyliśmy ciężką pracą… Odbiera złudzenia. Ale, choć brzmi to może okrutnie, to wszystko to jest nam potrzebne. Nic nie przygotuje nas lepiej do bycia odpowiedzialnym, dobrym, zaradnym człowiekiem jak życiowe zawirowania.

Ewelinko, jesteś silną kobietą. Poradziłaś sobie. Stałaś się odporniejsza. Masz teraz w sobie mądrość przetrwania.

Zamknij oczy i wyobraź sobie gdzie mogłabyś być gdyby nie twoja siła i wytrwałość… A teraz spójrz gdzie jesteś. Jest dobrze. A będzie jeszcze lepiej.

Trzymam mocno za was kciuki 🙂

 

Co do ubezpieczenia, to możesz dowiedzieć się w Polsce czy mają takie, które będą respektowane w USA, ale nie jest to prosta sprawa. Tutaj ubezpieczenia wyglądają nieco inaczej niż w Polsce. Myślę, że zaraz po przylocie powinnaś pójść do jakiejś agencji polskiej i dowiedzieć się jakie ubezpiecznie mogłabyś wykupić.

Żeby dostać pozwolenie na pracę musiałabyś mieć social security number. Żeby dostać social security number musiałabyś mieć status stałego pobytu w USA (lub tym podobne). Niestety to jest cholernie trudne. Bez podstaw takiego pobytu nie dostaniesz. Musiałabyś mieć tutaj bliską rodzinę (a i tak wtedy czeka się na to długo bardzo) lub zostać zatrudniona jako specjalistka, której pracodawca nie może znaleść na rynku amerykańskim. Być może są inne możliwości. Najlepiej znajdź dobrą agencję doradczą na miejscu jak tutaj będziesz. Oni powinni pomóc Ci we wszystkim.

 

Jeszce tylko o tym grudniu i świętach na koniec muszę … Można być oszukanym na „wnuka”, „akwizytora”, na „święta”. Mogą inni o nas powiedzieć, że naiwna, głupia, to było do przewidzenia. Można zapłakać się nad swoim nieszczęściem, a można kupić sobie świecę o zapachu zmrożonej choinki, ubrać drzewko, kupić lub wykonać prezenty i powiedzieć sobie, że żaden rozwód, mama, i żadna inna moc nie odbierze mi tej magii, która mi się należy. Magii świąt… Że nie muszę wykupić sklepów, wystarczysz mi Ty i ja i nasza mała, ale szczęśliwa, rodzina. Wystarczą mi pierogi wspólnie zrobione i grzyby w cieście. Wystarczy mi to z czym przyszło mi w tym roku być.

Bo Ewelinko marzenia każdy z nas ma i wielu z nach chciałoby spędzać nie tylko święta ale i życie inaczej… ale nie możemy pozwolić marzeniom odbierać nam codzienności. Bo czasem gdy chcemy za dużo, możemy przekonać się że to wszystko nie było warte zachodu..

Ty masz komu zaśpiewać… możesz patrzeć na swoją córeczkę i śpiewać na całe gardło ” all I want for Christmas is youuuu”.

I czuję, że wtedy to Ty kochana oszukasz ten cały grudzień…♥️

 

 

Dziś kilka zdjęć z aparatu, który w końcu odzyskałam. Jutro wstawię zdjęcia z Halloween.

 

 

4 1 2 3 5 7 6 8 9

10 komentarzy

  • Podziwiam Ewelinę…i zazdroszczę Jej tej siły. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży i będzie jeszcze w życiu bardzo szczęśliwa. Mam też nadzieję, że ja odnajdę w sobie taką siłę. Piękne zdjęcia, a dom cudowny, taki ciepły. Pozdrawiam, Basia – nowa czytelniczka bloga 🙂

  • Ewelina, oszukaj nie tylko grudzień, ale każdą złą chwilę – zamień na coś dobrego.
    Trzymam kciuki :*

    Iwonka, dzięki za ten list i Twoje, jak zawsze, słowa w sedno.

  • My kobiety potrafimy być bardzo silne, bez względu na to co myślą niektórzy politycy, potrafimy dokonywać wyborów i mierzyć się z ich konsekwencjami
    Pozdrawiam cieplutko 🙂

  • Po pierwsze
    To było bardzo mocne. Łzy same cisnęły się do oczu…
    Gratulacje Siły Pani Ewelino, jest Pani przykładem dla wielu kobiet.
    Po drugie
    Jestem wdzięczna za ten tekst bo jest on niewiarygodnie uświadamiający.
    a po trzecie
    Będę powtarzała do znudzenia, tak jak zaczęłam na instagramie, ten dom jest OBŁĘDNY, NAJPIĘKNIEJSZY, NAJCIEPLEJSZY!
    ACH

  • że też najwięcej przykrości potrafią nam sprawić najbliższe osoby .. 🙁

  • Ewelina głową do góry i heja do przodu!!! Jesteś wspaniała!!!

  • podziwiam Was kobitki obydwie!!!:). Ze mnie jest mięczak ale staram się to zmieniać. W takich sytuacjach przypominają mi się słowa Hemingwaya, że ,,człowieka można zniszczyć ale nie pokonać!!
    Zyczę Ci Ewelino siły i WIEM, że życie jeszcze zaskoczy Cię pozytywnie. Odzyskasz spokój i szczęście bo na to zasługujesz, bo dałaś radę, bo kochasz swoje dziecko, bo idziesz do przodu, bo jest dużo ludzi, którzy Ci kibicują!! pzdr Kamila

    • Ewelina |

      Tak Kamilo! Życie zaskoczyło szybko i zdecydowanie.Zapomniana woń szczęścia.Tak,czuję , że żyję 🙂

  • Jak ulał pasuje tu przysłowie : Każdy jest kowalem swojego losu. A Ewelinie życzę wytrwałości w realizacji swoich planów oraz siły, która pcha ją do przodu. Powodzenia dziewczyno! Pozdrawiam Elka

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *