taki jeden człowiek.

Jest taki jeden blog. Weszłam na niego kiedyś, gdy stawiałam swoje pierwsze kroki w blogowaniu. Zakochałam się …

Od pierwszego przeczytanego zdania. Od pierwszego obejrzanego zdjęcia. To blog, który czytam bez względu na to czy mam czas, czy jestem zdrowa, czy wydarzyła się u nas tragedia, czy od rana świeci ciepłe słońce..

Tylko ten jeden czytam regularnie. Niektóre wpisy przeczytam i pójdę grabić liście przed domem. Inne przejrzę tylko, bo o przedmiotach są dla małych dzieci, a moje już większe… Inne, i jest ich najwięcej, pozostają we mnie głęboko.

Ostatnio przyjaciółka powiedziała mi, że jak wybiera film do obejrzenia to zawsze musi coś z tego filmu mieć. I ja też. Nie oglądam filmów, które niczego mi nie tłumaczą lub nie przypominają o ważnych wartościach. Nie pozostawiają czegoś co można kiedyś w życiu wykorzystać. Świadomie lub podświadomie.

Z książkami mam tak samo. Z blogami również.

Gdy czytam, chcę zagarnąć coś dla siebie. Czasem czytam o czymś, o czym wiem od dawna, kiwam głową dodając pod nosem „no tak no tak”, ale bardzo często w życiu potrzebne jest przypomnienie.. Bo czasem w swoim własnym życiu przyświeca nam zasada, która się gdzieś wykrusza… albo pokryta kurzem nie wyłania na światło dzienne. Ten blog przypomina o tym, co ważne. O tym by żyć. Próbować. O tym, co nam czasem umyka w pędzie codzienności.

 

Jest taki jeden dom. Taki jeden drewniany dom. W którym dzieciństwo jest dzieciństwem z marzeń. Podłoga, podłogą z marzeń. A ludzie normalni.. z piegami, w przytartych skarpetach. Dziecko w pieluszce biega po piaszczystej trawie. Umorusane, zadowolone. W lokach piach, woda z butelki, resztki traw i szczęście..

Dziewczynka przykleja coś w książeczce i układa puzzle, które dostała w prezencie. Dużo mówi. Przy tym patrzy prosto w oczy. Jest piękna, mądra i wzrusza swoją poważną miną którą robi jak coś tłumaczy.

Ten dom ma zapach najpiękniejszej bajki. Atmosferę, której nie da się wystylizować pod oko sąsiadów…

 

Jest taka jedna kobieta. Drobna, zwykła.. Leży na kanapie przed domem wystawiając twarz ku słońcu i zbierając piegi… Ja popijam kawę.

Mężowie zabrali dzieci na lody. Siedzimy i gadamy… Dzwoni do niej siostra.. Padam ze śmiechu. To musi być cudowne mieć siostrę. Jak one ze sobą rozmawiają.. jak żartują (na mój temat też), jak fajnie odkłada telefon i mówi coś w stylu „głupek mój jeden”.

Ona chichocze zasłaniając usta dłonią, gdy z poważną miną podniesionym tonem robię wykład mojej najstarszej córce…

Są tacy ludzie przy których nie poczujesz się swobodnie nigdy. Przy niej czuję się swobodnie od pierwszego zdania. Wchodzę do domu, szukam widelca po szufladach, pakuję zmywarkę, wycieram stół. Idę do szafy obejrzeć ciuchy (ona chyba o tym do dziś nie wie 🙂 ) Siadam jak we własnym domu, nie przejmując się czy mi sukienka się za mocno zagięła..

 

Jest taki jeden mężczyzna. Który ją rozumie. I tworzy z nią dom.

Który z moim mężem znajduje tematy po 10 minutach znajomości. Siedzą i gadają jak starzy znajomi a my się śmiejemy. Planują coś, przeliczają, oglądają zdjęcia, filmy z rajdów…

 

Gdzieś na świecie pojawia się magia. W drodze z Krakowa do Grajewa w ciasnym wypożyczonym samochodzie wracając czuję, że to była magia. Że takich ludzi powinno być więcej na świecie. By czytając co mają do powiedzenia uczyć się być lepszym. By kradnąc coś dla siebie z każdego wpisu na blogu i każdego rozdziału jej książki, czuć że szukanie szczęścia jest w zasadzie proste.. i że każdy z nas może zacząć choćby od dziś.

 

Tym czytelnikom, którzy nie znają bloga Julii, pokażę dziś jej ostatni, piękny wpis:

 

naklejka.

Czasami mi się użali, że drzew wielkich i starych na podwórku nie mamy.

Ażeby korony cień dawały, huśtawkę na gałęzi powiesić. Z drzewami jest zupełnie inaczej. Bez nich opustoszale tak i zimno. Jakby obco.

Choć moja Mama mawia, że kiedy koło domostwa wielkie, stare, piękne zagajniki to znaczy, że i starzy ludzie tam mieszkają. 

Myślę, że wielka to prawda, choć teraz już czasy się zmieniają i domy sędziwe młodzi ludzie z umiłowaniem kupują..

 

Zupełnie nie wiem kiedy się to stało. Gdzie akurat wyjechałam lub pomiędzy którymi powrotami się zdarzyło..

Czy może gdy byłam jeszcze panienką, a może już dzieci kołysałam..

Choć na ludzki rozum biorąc, rosło każdego dnia… nawet wtedy, gdy jeszcze tam mieszkałam..

Ale wtedy się nie widzi…

Czasami trzeba czasu, czasami dorosłości by pewne rzeczy zauważyć…

Aby je dostrzec muszą stać się dla nas istotne, fundamentalne.. Musimy gdzieś w tej swojej głowie przy nich przystanąć. Z myślą, analizą. 

Młody człowiek żyje pełnią życia i nie przystaje przy rosnących drzewach.

Bardzo to dobra kolej rzeczy. Kiedy jest czas na młodość trzeba być młodym.. Bo na obserwacje przemijania w przyrodzie przyjdzie czas..

Można w rozmaity sposób określać jak dobrze przeżyć życie..

Jedną z moich obserwacji jest pozwolenie na bycie dzieckiem kiedy jest się dzieckiem, bycie nastolatkiem kiedy ma się naście lat, bycie mamą gdy rodzi się dziecko…. aż do bycia starcem gdy nadchodzi starość.

Kiedy mając 5 lat możemy popołudniami rysować patykiem po piachu, z bandą dzieciaków szaleć po ściernisku. Nigdzie się nie spieszyć. 

Potem spać do południa po powrotach z dyskoteki…Zakochiwać się co rusz i tracić serce i rozum.

By potem mieć siłę i cierpliwość do nocnych kolek…

Choć znam i takich, którym nikt nie pozwolił być dzieckiem, zamyślonym nastolatkiem… a szczęście odnaleźli..

Może jak zwykle mierzę swoją miarą, może mierzę tym czego pragnę dla swoich dzieci..

Gdyż ja nie pragnę dla nich niczego wielkiego.. Chcę by byli zwykłymi dziećmi a potem nastolatkami.

Rysowali tym patykiem a potem chodzili na dyskoteki..

 

Nie wiem zatem kiedy tak urosły te drzewa przed domem moich rodziców…

Czy kiedy byłam kilkulatkiem, panienką czy już mamą..

Piękne są. Nie mogę się na nie napatrzeć gdy idę z wózkiem usypiając Benia.

I kiedy zamykam oczy, widzę jak wracam z wycieczki szkolnej i na skróty biegnę w ramiona Mamy.

Mijam wtedy takie małe zaledwie sadzonki. Widzę to jakby stało się dziś przed południem.

Bluszcz, winorośla, zielenie wszelkie dawno już wyszły ze swoich przydzielonych grządek..

Spróchniała balustrada od północnej strony. I furtka dość mocno. Stolik pośród tui spróchniał całkowicie.

Bo tak to już na tym świecie jest, że nic nie trwa wiecznie. Choć są rzeczy, które pomimo upływającego czasu mają większy sens..

Kiedy wchodzisz do mojego rodzinnego domu, widać parkiet cały porysowany (choć ostatnio wycyklinowali). W niektórych miejscach aż dziury na centymetr głębokie. 

Wtedy widzę każdy obraz mojego i mojej siostry dzieciństwa. Jazdę rowerem po domu. Wigry 3. Bo dostałam przed komunią i mogłam do dnia komunii jeździć tylko po domu.

I ciągnięcie różnych wózków bez kół i te stelaże wbijające się w podłogę..

Rysunki we framudze drzwi, koło których wisiał kiedyś telefon. Ja miałam numer 19 a Aga 15.

Podczas tych pogawędek zawsze tam coś rysowałam.

Stół w salonie pod obrusem ma setki kropek na swoim błyszczącym lakierze. Nabiłam tłuczkiem do mięs. 

Nasz pokoik miał w sobie grubą warstwę taśm klejących od plakatów naszych idoli, dziur w meblach od gwoździ na torebki.

I choć wielkiego szacunku nauczył mnie Tato do pracy ludzkich rąk i do tego co daje nam natura i świat, to dom jest po prostu domem. Albo aż domem. Jednak dla mnie staje się on “aż” domem, tylko wtedy gdy niesie wraz z sobą historię lub właśnie ją tam tworzy.

 

Dodałam ostatnio na instagramie takie zdjęcie…

drewniany słup w naszym domu, cały poobklejany obrazkami, wycinankami, pociętą taśmą, naklejkami..

Ktoś zapytał czy wszędzie mogą tak kleić? Ktoś inny, że z drewna łatwiej schodzi…

Powiem tak… nie wiem jak schodzi, bo dopóki samo nie odpadnie to nie odklejamy.

Tak, mogą kleić wszędzie. 

I nie wiem gdzie zaczyna się, a gdzie kończy granica szacunku do przedmiotów.

Nie wiem też czy taki sposób wychowywania jest dobry..

Ale wiem, że tak czuję, że tak nam się żyje lepiej.

Wiem, że ten dom nie jest dla nas lub dla pokoleń.. My moglibyśmy nadal mieszkać w kamienicy w centrum miasta, a pokolenia nie wiadomo czy nadejdą.

Ten dom jest dla moich dzieci. I jaki sens miałyby pobielone ściany, pięknie wyszlifowane belki jeżeli nie byłoby tam na nich galerii Tosi, na kanapie pod poduszkami ukrytych naklejek, rys na podłodze od ciągle przesuwanej sofy, pobazgranych kredkami słupów..

I choć każdy jest Panem we własnym domu i nie nam mówić jak każdy ma swe życie tworzyć.. to ja widzę swój świat codzienny właśnie tak.

U nas można jeść na pufach, i w wannie. Można pić gdzie się chce. 

Bo rozlane się zwyczajnie pościera, umyje.

Kiedy jesteśmy w obcym domu żyjemy wobec obcych zasad. Nie nam tam o nich decydować.

Lecz nasz dom jest domem moich dzieci. 

I chyba tak to już jest, że powielamy pewne schematy..

Ja powielam w moim domu to, jaki dom żyje we mnie… tam, ten stojący pośród starych drzew.

 

Jeżeli przyjdzie taki czas, że będziemy ten dom malować na nowo. Bielić ściany. To pomalowany kredkami słup zawsze nim pozostanie. 

Dbamy o nasz dom każdego dnia. Póki mamy siłę myjemy tarasy, sprzątamy pod wiatą, przycinamy trawę i w pustych miejscach rozsiewamy nową. Oczywiście. Dbamy i pielęgnujemy.

Ale przede wszystkim dbamy i pielęgnujemy indywidualność naszych dzieci.

Czy dziecko nie przez pryzmat codziennego dekorowania naszego domu, kształtuje w sobie poczucie estetyki..

Kiedy byłam małą dziewczynką budowałam codziennie domy. Z cegieł. Z pustaków. Tato nie mógł się nadziwić, że mam siłę to nosić.. Nigdy nie było tak, że jakieś miejsce na naszym podwórku nie było dobre pod moje pomysły.. Choć więdła w tamtym miejscu trawa, choć przekopywałam tam ziemię..

Można wiele po sobie w życiu zostawić. Wielkie majątki, kolekcje, inwestycje, nieruchomości..

Wypielęgnowany dom z idealnie podciętą trawą..

Lecz kiedy przyjdzie nasza starość.. Trawa będzie dość nierówna, bo nie zawsze zdrowie pozwoli na koszenie, czas nadszarpnie drewnianą balustradę, a podgnitą furtkę przysłoni cień drzew.

Tak to będzie…

I nie wiem w jakim stanie uda mi się zostawić po nas dom… który może kiedyś zostanie pusty…

Ale wiem, że będę się starać z całych sił, zostawić w moich dzieciach uczucie jakie zostawili we mnie moi rodzice…

Dlatego nasz dom jest udekorowany milionem naklejek, rysunków i ściennych kredkowych malowideł.

Dziś mogę powiedzieć, że to nasz dom. Wcześniej to były tylko ściany.

 

O wiele ważniejsze jest w życiu zostawiać po sobie wartości w ludziach. Nie w przedmiotach.”

Julia Rozumek

 

Książkę Julki możecie kupić na jej blogu.

 

20161024_103358

 

47 komentarzy

  • i jest taka bajka w której Wy obie tak inne a tak podobne

  • Karolina S. |

    Podpinam się pod Marlena1!!!
    Dodam tylko tyle, że obie Was uwielbiam i szanuję niezmiernie. I marzę o spotkaniu z Wami..
    może kiedyś..

  • Dziękuję za ten adres, zajrzałam…..przepadłam , tak jak u Ciebie……

  • Jak ja się cieszę, że wtedy do Warszawy gnałam …..cudownie jest poznawać takie osoby jak Wy …. czytam Obie, zamyślę się, czasem łezka poleci, czasem refleksja przyjdzie, nie zawsze czas na komentarze jest …. książki w domku mam – fan ;)) jak mi to powiedział Artur Rojek ;))) ….. wszystkiego dobrego Iwonko 🙂

  • Też tak mam…wpisy Julii są dla mnie niczym życiodajna woda, ale i bez Twoich Iwonko byłoby ciężko… Szkoda, że Twoja przyjaciółka Julita ostatnio tak rzadko pisze…Jesteście moją Najukochańszą Trójką Blogerek !!! Wasze teksty są o czymś, uczą ,jak żyć -prosto, zwyczajnie, bez zadęcia To od Was nauczyłam się odnajdować szczęście w geście najprostszym…Dobrze, że jesteście, dziękuję…

    • Ja też, czytam całą trójkę i mam podobne odczucia

      • Dziękuję dziewczyny 🙂 A Julita jak w końcu ostatnie dziecko do szkoły wyprawi we wrześniu 2017 to może wtedy nie będzie miała co robić z czasem i zacznie pisać bo uwielbiam do nieprzytomności jej styl i spokój blogowy.

        • Świetnie ,w takim razie jest nadzieja , że dane mi będzie zachwycać się przemyśleniami całej Waszej Trójki !!! Przekaż proszę Julicie ,że tęsknię bardzo za Jej refleksjami i zadumą nad codziennością. Raz jeszcze powtórzę…dobrze, że jesteście… Serdeczności moc…jesiennych ,złotych, najpiękniejszych…

  • Agata -mama dwójki |

    Iwonko piękniej nie mogłaś o Nich napisać <3
    Gdyby i w Tobie nie było "tej magii" to inaczej bloga byś moze odbierała.
    Fajnie że na świecie są tacy ludzie jak Ty,Julia…
    Buziaki 🙂

  • znam, czytuję, chłonę atmosferę tego jej drewnianego domu

  • O blogu twoim i Julii powiedziala mi moja przyjaciolka 3 lata temu, kiedy dopadly mnie ciezkie chwile, na szczescie tymczasowo…wierze, ze w duzej mierze tymczasowo dzieki wam obu, poniewaz dzieki wam obu potrafilam sie podniesc, zrozumiec i popatrzec na wszystko w zupelnie inny sposob. Pomoglyscie mi zrozumiec, ze to co w zyciu sie dziej to tylko nasza kolejna lekcja, kolejne doswiadczenie, ktore nas charakteryzuje i buc moze nadaje naszemu zyciu sens w nieco inny sposob anizeli dotychczas. Nie potrafie bez was obu zyc :). Dzieki wam obu pokonalam swoja niepewnosc i strach przed niewiadomo czym, przed zyciem, przyszloscia, przed wielka niewiadoma. Wasze blogi sa moja najwieksza terapia zyciowa! Dzieki nim potrafie byc znowu szczesliwa, kochac moich bliskich na maksa, jestem opanowana i spokojna jak nigdy przedtem. Obie jestescie moimi idolkami i przykladem zyciowym. Ja tez z natury jestem prosta dziewczyna, nigdy nie bylam materialistka, wazne zawsze dla mnie bylo i jest: szacunek, milosc, spokoj i poczucie bezpieczenstwa, wasze blogi bardzo mi w tym pomagaja, by nadal byc taka zrownowazona dziewczyna, mama i zona, by nie zatracic sie i nie zapedzic w tym naszym nowoszesnym swiecie. Nie zagubic najzwyczajnie, by moje dwie dziewczynki mogly miec jak najbardziej takie dziecinstwo jakie my mialysmy w tym zapedzonym swiecie, by mialy we mnie oparcie i poczucie bezpieczenstwa jakie ja kiedys mialam (i mam) w mojej mamie (bo tato niestety zmarl kiedy bylam mala dziewczynka). Jestescie dla mnie drogowskazem dziewczyny….drogowskazem drogi mej zyciowej. Moje dwie najdrozsze psychoterapeutki….do tanca i do rozanca ?.

    • Karolina S. |

      Ale to napisałaś!!! Wow!!! Moje uczucia w Twoich słowach..

      • Dzieki Karolina :). Podejrzewam, ze wiele z nas tak wlasnie czuje (bo inaczej czemu bysmy tu tak koczowaly non stop ?), choc kazda z nas ubiera swe uczucia w swoje wlasne slowa. Ja zwykle sie nie wypowiadam, ale chetnie czytam komentarze innych, w ktorych takze jest ogromnie duzo wsparcia i daja duzo do myslenia. Kazda z nas pokonuje gory i doliny na swoj sposob, tym razem musialam sie odezwac, bo Julka i Iwonka sa…..jedyne w swoim rodzaju. Sa biblia i przepisem na zycie ?.

        • Dziewczyny!! Ale potraficie człowiekowi nagadać z rana, że aż dzień jaśniejszy się robi i kawa magicznie zaczyna w końcu działać 🙂 Dziękuję wam obu. Każdy komentarz pod postem wnosi do coś do posta.. nawet dwusłowny.. post to tylko wstęp, początek… komentarze dopełniają sens moich słów. Naprawdę wielu ludzi je czyta i czerpie… Ściskam was mocno ? ps. ale że psychoterapeutki? 😀

          • Oj Iwonka….tak, PSYCHOTERAPUETKI! W dokladnym slowa znaczeniu. I jak to ty zwykla mowic: „miod na sercu” ❤️.

  • Dwa moje ulubione, dwa niezapomniane, jedyne dwa, które regularnie, od lat czytam, analizuję – blogi. Dwie kobiety, dwie ogromne wartości, dwie inspiracje… Dziękuję obu, że jesteście. Dajecie mi siły i czynicie mój świat lepszym. Cieszę się, że jedną z Was poznam już w grudniu. Może i Ciebie kiedyś Iwonko będę miała okazję spotkać. Bardzo bym chciała…. Pozdrawiam serdecznie

    • Karolinko dziękuję pięknie 🙂 Wydawnictwo nie chciało zorganizować mi spotkań autorskich choć ja bardzo chciałam.. Ze względu na to, że mieszkam w USA jest to trochę utrudnione ale teraz jak byłam w Polsce, to tak wielu ludzi do mnie pisało z pytaniem o spotkanie.. tak wielu chciało przy kawie porozmawiać.. Muszę o tym pomyśleć 🙂

  • Witaj 🙂 Od pierwszego słowa wiedziałam o kim piszesz… Julia Rozumek.
    Odkryta niedawno. Ty dawno. Obie Was kocham.
    Uściski ślę :*

  • a ja regularnie odwiedzam dwa blogi…Twój i Julii…uzupełniacie się idealnie…inne, a tak podobne, dzięki Wam próbuję zwolnić i patrzeć na życie inaczej…pozdrawiam 🙂

  • Ja też znam ten blog i czasami zaglądam 🙂
    I znam też Julitkę, smutno mi, że ona już nie pisze…. Ty i Julita to najbardziej moje klimaty…
    Pozdrawiam ciepło :*

  • O tak znam Julkę i uwielbiam jak Ciebie! Obie macie piękne podejście do życia, do codzienności, do prostych rzeczy. Jesteście często obie tzn. Wasze blogi 🙂 moim wentylem bezpieczeństwa. Uwielbiam i szanuję, Pozdrawiam gorąco :-* .

  • Nie można nie znać tego bloga i mimo iż mój dom w blokowisku to tylko 62m2 to Dzięki Julii patrzę na mój dom jakoś inaczej jakby też był ogromnym siedliskiem pidknych serc gestów miłości i myśli. Tak bardzo chciałabym poznać tę osobę dlatego jadę 16 grudnia do Wawy na jej autorskie spotkanie. Pięknie napisany post waszą rodzinkę podglądam na IG . Serdecznie pozdrawiam z Łodzi

  • Od Julii trafiłam do Ciebie. I tak, jak myślę o Was i Waszej twórczości, to za ubogi zasób słów mam, by opisać, jak cudowne Panie jesteście. Nie ma piękniejszych słów w internecie, nie ma mądrzejszych kobiet od Was, piękniejszych domów, fajniejszych dzieci, prawdziwszych prawd czy mądrzejszych mądrości, nie ma. Wasze blogi i teksty na nich, za warkoczyk ustawiają mnie do pionu na życiowych zakrętach. Bo przecież życie to piękna sprawa. I żyć pięknie trzeba. A książki Wasze to najcenniejsze pozycje w mej biblioteczce. Bardzo, bardzo Wam dziękuję, że jesteście. Obie.

  • Chyba zostanę tu na dłużej…Julkę uwielbiam od dawna i nie przepuszczę żadnego posta na blogu,ale tu też mi się spodobało.Pozdrawiam.

  • Ale sie pogubiłam 😉 położyłam sie do łóżka z myślą , za sa dwa nowe posty które chce przeczytać , u Ciebie i u Julii… i zgłupiałam 😉 gdzie ja w koncu weszlam;) dwa w jednym …. i o tym, czy moga wszędzie naklejac i, ze z drewna łatwiej schodzi to tez pytałam ja … 😉 no inaczej jest u nas , na wszystko jest miejsce, na naklejki tez 😉 tak zostałam wychowana … ale Julkę intak uwielbiam 😉

    • hahaha no i jeszcze zdjęcia Julki wstawiłam to zupełnie można się pogubić 🙂 U nas też nie można naklejać wszędzie i rysować wszędzie.. ale można w wielu miejscach.. każdy ma prawo do swoich zasad. I nie sądzę by dziecko ucierpiało na tym, że wyłączymy 2 cz 3 czy 8 ścian z naklejkowania. Ważne jednak że bierzemy pod uwagę uczucia, i słowa dziecka.. że wyznaczamy miejsca i zasady w obrębie których mogę się realizować i czuć się wolne… w jednych domach to będzie wszędzie w innych nie. I tak i tak jest OK 🙂 moim zdaniem! pozdrowienia!

  • Powiem tak. Juli nie znam osobiście ale uwiebilam ją za to jaka jest. Mało jest teraz takich ludzi i fajnie że ona jest.
    A ty?tez Cię nie znam i też Uwielbiam 🙂

  • a ja uwielbiam was obie. jesteście różne a jednak bardzo podobne. na jej blog trafiłam od ciebie dawno temu i zaglądam do dziś. fajnie, że jesteście dziewczyny…tyle sie można od was nauczyć…niby to wszystko wiem…ale jednak.
    pozdrawiam dorąco,

  • Moje Dwie Ukochane Blogerki:)

  • O tak Iwonko… Julia jest trochę jak zza płotu, a trochę jak z bajki. Ja bym w tym miejscu słówko o Tosi (która przyjemność niezwykłą poznać miałam) napisać chciała. Jaka to praca, miłość, jakie wartości trzeba dziecku przekazać, by mając wszystkie zabawki świata, będąc tak przez firmy rozpieszczaną, małą dziewczynką przecież, pozostać dobrym, szczerym, skromnym dzieckiem. To była jedna z rzeczy, która tak mnie u Nich uradowała. Spamować bym nie chciała (wywal ten link jak źle czynię) ale napisałam o Nich kiedyś tutaj http://ciasteczkolandia.blox.pl/2016/04/Niezapominajki-kawa.html

  • Ja też! Ja też was obie czytam. I uwielbiam obie 🙂 książki mam. Czytam każdy wpis. Dziękuje, że jesteście!

  • Czytam Was obie i jestescie podobne, w podejsciu do zycia. Czytam, a jesli nie mam czasu, to nadrabiam w wolnych chwilach 🙂

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *