pomarańczowe drzewa

14 października 2017

Jesteśmy tu raz w roku. W najpiękniejszą dla mnie porę – na jesieni.

To nasza ucieczka od codzienności. Od obowiązków. Ja mam taki charakter, że ciężko mi posiedzieć w miejscu. Nawet w wolne dni ciągle coś sobie wynajduję… a tu to najwyżej spadający liść mogę wynaleźć.

Dzieci zapominają że istnieje świat wirtualny. Chodzą co chwilę na pomost sprawdzić czy się ryba nie złapała, nakładają przynęty, oprawiają ryby, prowadzą motorówkę, wspinają na drzewo w kształcie niedźwiedzia. Zakodowały sobie, że tu jest inny świat.

Wczoraj woła mnie Zośka – mama choć, mama koniecznie, teraz, teraz!

Biegnę, a ona pokazuje mi jak piękne, pomarańczowe drzewa są tuż za kamieniem.

I sobie potem myślę, że wkładam w nie moje postrzeganie świata świadomie, ale też podświadomie. Wyrosną na kobiety, które będą widzieć piękno w pomarańczowym drzewie.

Podobnie dziś w lesie. Wchodzimy do lasu a Zosia przykłada mi do nosa pęk mokrych liści – pachnie co nie? I obdarowuje mnie najszczerszym, szczerbatym uśmiechem świata.

To ja. W tych zapachach, widokach.

To co mnie wzrusza, bawi i dodaje sił. Jak w lustrze widzę siebie.

Marcin powiedział –  kiedyś one wchodząc do lasu poczują że są u siebie. I to dzięki nam.

Poczułam ulgę.

 

Mamy w domu nastolatkę, z której hormonami przychodzi nam się mierzyć prawie w każdej chwili każdego dnia. Która kupiła sobie skarpetki z nadrukiem marihuany. Spróbowała jak to jest być w pojedynkę w ciemną noc po środku miasta. Która oceny ma w kratkę. Którą odwozi po szkole do domu starszy kolega, a któremu napewno wiadomo co w głowie…

Sprawdzamy, otwieramy zamknięte drzwi od jej pokoju (jak przychodzi jakiś kolega), wysyłamy sms-y: dobrze wszystko? drzwi otwarte? pamiętaj co jest w życiu najważniejsze…

ALE….

Wiem, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Ona, jak i jej dwie młodsze siostry, spróbuje pewnie wszystkiego. I tych elektronicznych papierosów, i alkoholu, być może i jeszcze tych gorszych rzeczy. Spróbuje miłości. Kłamstwa. Wykręci parę numerów. Podejmie nie mające sensu decyzje. Poniesie konsekwencje. Odpokutuje.

Ale wiem, że na końcu tego wszystkiego, będzie wiedziała co w życiu jest najważniejsze.

Po prostu to czuję. Pewnie większość rodziców tak ma, a potem się okazuje 😉 Ale to jeszcze przede mną.

Dziś wiem, że wszystko to, na co nie szczędziłam czasu, wszystkie te momenty, w których nie szłam na łatwiznę, sytuacje w których było mi ciężko ale robiłam więcej i dokładniej, dla nich… nie mając czasem sił… dziś widzę jak te starania nabierają sensu.

Czuję ulgę.

Wiem, że mi się udało. Pewnie też zawiodłam niejednokrotnie, krzyknęłam, byłam  niesprawiedliwa, zmęczona zbyt bardzo na zabawę, zapomniałam, nie poświęciłam uwagi … i wiem że one to też będą pamiętać. Ale mam szczerą nadzieję że najbardziej zapamiętają

czym jest miłość,

czym szacunek,

czym tolerancja, prawo do odmienności,

zrozumienie,

wybaczenie,

walka o siebie i szacunek do samej siebie,

siła.

 

Że to co włożyłam, po latach wyjmę.

Ale kto wie, jak się to naprawdę ułoży. Życie bywa tak nieprzewidywalne…

 

I dlatego każdy dzień, w którym czuć że wszystko się udało, że jest tak jak ma być, trzeba celebrować. Nie z kieliszkiem w dłoni i tortem na talerzyku, ale zwykłym zatrzymaniem się. I zdaniem sobie sprawy z tej szczęśliwej chwili, która trwa właśnie teraz.

I kto wie czy kiedykolwiek się powtórzy.

 

 

 

 

Właśnie wracają motorówką. Krzyczą coś do mnie. Haha Clara macha mi rybą.

Mama, mama… a wiesz, że….

 

Moje wariatki z  w/w  rybą pod spodem. To co udało mi się uchwycić.

 

 

 

 

8 komentarzy

  • Bo w tym całym wychowaniu to chodzi w sumie tylko o to żeby były – te nasze dzieci- dobrymi ludźmi. ..tylko tyle i aż tyle….no i jak to kiedyś Julka Rozumek napisała. ..dzieciom się daje przykład. ..I tak sobie myślę że to jacy sami jesteśmy kształtuje to jakie będą nasze dzueci..a zdjęcia super…tez kocham jesień ale tylko ta złota słoneczna. …mini sesja z ryba zabójcza. ..gębą się sama smieje.

  • Oj, jak ja się boję nieraz co z nich wyrośnie, bo też czasem mam ich dość i pogoni, albo na krzyczę, ale mam nadzieję, że daje na drogę coś dobrego, ze czegoś nauczyłam. U nas taka złota jesień w tym tygodniu, że aż dech zapiera od kolorów i od pięknego nieba. Pozdrowienia Iwonko :*

  • Jak one tę rybę chwyciły??😊
    A z tą troską matczyną, rodzicielską to też w kratkę jest. Raz drżę, co to będzie? Czy ja jestem na to gotowa? Czy dam radę? A potem staram się z całych sił i w miarę czyste mam sumienie, bo nie odpuszczam w sprawach najważniejszych. A jak nasze dzieci sobie z życiem poradzą, to okaże się za kilkanaście lat. Oby tylko drogi do domu nigdy nie zapomnialy i nie zgubiły…
    Pozdrawiam Cię słonecznie😊

  • Karolina S. |

    Piękne miejsce. Piękny czas. I ogromna mądrość drzemiąca gdzieś głęboko..

  • Jaka niespodzianka, wchodzę i jest nowy post… czekałam na taki właśnie cudowny post z Twoimi pięknymi zdjęciami :))) Super macie to miejsce do wypoczynku, wydaje się takie spokojne i magiczne. Fajna z Was rodzinka, tylko brać przykład. Może napiszesz kiedyś, jak sobie poradziliście z kryzysami, kiedyś wspominałaś chyba, że taki mieliście ale walczyłaś.. ja mam czasami wszystkiego dość po dziesięciu latach związku i tak bardzo Was podziwiam 🙂
    Pozdrawiam

  • Bardzo dziękuję za te mądre słowa. Czytam Twoje teksty od ponad roku i zawsze jestem zdumiona jak można w słowach tak trafnie wyrazić życie … świetna robota, super że piszesz 😉
    Dorota

  • Piękne słowa a najpiękniejsze to te
    ” I dlatego każdy dzień, w którym czuć że wszystko się udało, że jest tak jak ma być, trzeba celebrować. Nie z kieliszkiem w dłoni i tortem na talerzyku, ale zwykłym zatrzymaniem się. I zdaniem sobie sprawy z tej szczęśliwej chwili, która trwa właśnie teraz.
    I kto wie czy kiedykolwiek się powtórzy” Przepiekne pozwól ze będę je cytować?

  • Tak patrzę na te Wasze zdjęcia i zbieram w całość Twoje posty i uderza mnie w nich jedno – jakie te Wasze dziewczyny szalone! Jakie wolne, jakie SOBĄ są! Te ich włosy rozwiane…. To widać. Widać po prostu. I czy ja czasem nie za bardzo chcę, żeby nasza Córcia była JAKAŚ, czy nie za dużo jej nie narzucam, nie ograniczam…
    Będę o tym myśleć. Dziękuję:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *