Tylko czasem

 

Czekam, żeby umyć w końcu włosy. Jak już dzieci położę to umyję. Zmyję z siebie cały dzień. Cały problem z kręgosłupem, z mężem, z babcią która znów gorzej się czuje. Zmyję, wyszoruję, zaleję pianą miętowo- rozmarynową. Niech tylko wieczór szybciej nadejdzie.. niech niech.

 

Czekam, żeby paznokcie w końcu zrobić. Jak tylko wszyscy pójdą na tenisa. Usiądę, rozłożę sobie równo na ręczniku papierowym obcinacz, pilniczek A, pilniczek B, Pilniczek C (który może w końcu użyję), cążki, patyczek z dobrej jakości drewna, żel do skórek, odżywkę do skórek, Podkład pod lakier, lakier, nakład na lakier, sprej do szybkiego suszenia. Zaparzę herbatę, otworzę szeroko okna, usiądę i zrobię w końcu te paznokcie.

Odwołali tenisa??? Jak odwołali?? Czy oni nie wiedzą, że ja czekam na niego jak na zbawienie? Czekam zwarta i gotowa! Wysportowana, po rozgrzewce, w czapeczce z daszkiem, w opasce na nadgarstku, z rakietą w ręku… no znaczy no może nie aż tak, ale Bóg mi świadkiem że czekam na ten trening jak szalona!!

 

Czekam żeby odetchnąć ciszą. Ciszą jak makiem zasiał. Poranną ciszą pachnącą świeżo zaparzoną kawą. Ciszą w której po niebie lecą dzikie gęsi kluczem. Kluczem… Kluczem do mojej ciszy jest oddanie dzieci. Gdziekolwiek. Komukolwiek. Na chwilę. Na noc. Na zawsze. ZAGALOPOWAŁAM SIĘ. To nie tak. Kluczem do mojej ciszy są dwie spokojne godziny bez dzieci. W porywach trzy. Wdycham wtedy powietrze nozdrzami. Czuję zapachy. Czuję pelargonie. Widzę. Mam oczy. Gęsi kluczem. Czytam chmury na niebie.

I zaraz potem w katarze, niewygodzie, obiedzie, kompocie, krzyku, ryku, lodach na patyku … jestem pełniej. Więc czekam na klucz. Bóg mi świadkiem jak bardzo!

 

Czekam aż zakupy zrobię w ładnej sukience, uczesana, umalowana, odliczając gotówkę zadbaną dłonią.

Nikt nie będzie krzyczał, wrzeszczał, kładł się na podłodze, wciskał siostry między dżemy. Nikt nie będzie biegał za mną z chipsami, żelkami, transtłuszczami, jogurtem w kolorze zielonym, histerią w głosie.. Nikt nie będzie błagał i zamiatał ekologicznego towaru na półkach włosami. Mówił że matkę ma najgorszą na świecie.

Czekam. Jak kiedyś na fryzjera czy zakupy w nowo otwartym Centrum Handlowym za rzeką. Jak kiedyś na randkę z Tobą. Kiedy to było…

 

I to dlatego dziś cały dzień mam pretensje. Obrażona chodzę jak trzeci raz w ciągu doby śpisz. Chrapiesz na zadane pytanie. Leżysz. ODPOCZYWASZ przez duże O i D i P… itd. Walę drzwiami od łazienki dodając „łups strzeliły mi wzięły”. Kawę parzę 4 razy z rzędu bo express głośny. Dzieciom mówię: „mama nie, tata dziś z wami pogra z ochotą, jak się obudzi”… dzieci myślą w nieskomplikowany sposób.. tata pogra jak się OBUDZI.. do dzieła, marsz, zwarte szeregi… Dzieciom przecież nie odmówi. Nie przełoży się na drugi bok, nie burknie, nie rzuci słów na wiatr. „Zaraz” będzie „zaraz” a nie „wieczność”.

– To ty je namówiłaś??

-Jaaa?? W życiu! Dziewczyny kazałam wam Tatę obudzić?? No sam widzisz.

 

Tenisa odwołali. Siedzę na sofie na dworze. Chłodno już tak. Kocem otulam się szczelniej, tenisistki biegają po trawie, skaczą na trampolinie, siadają na psa, oblewają się wodą, udają że są krowami i że jedzą trawę i że mleko … nie będę brnąć.

Mama zobacz. Mama tam. Mama tu. Mama słuchaj. Nie oddychaj. Patrz na mnie. Na MNIE.

– Mama! Mama!! pies szczeka strasznie na Marka, ale Mark mówi że mu nie przeszkadza.

– Kochanie, przeszkadza, to zwrot grzecznościowy. Tak się mówi, ale jestem pewna że przeszkadza. Musimy go na chwilę zamknąć, żeby się uspokoił. Tylko zaraz, za chwilę, bo mama teraz pisze… a może sama go zamkniesz? Nie chce iść? Może weźmiesz smycz? Za wysoko wisi? Może Ci podam?… To może sama wezmę? Sama przypnę? Przyprowadzę? Zamknę? Uspokoi się? Mark w spokoju rozsieje trawę.

Mama na posterunku. Pisze przerywając 20 razy. Sika przerywając. Je przerywając. Myśli. Drapie się po łokciu. Wypełnia ważne dokumenty. Rozmawia z urzędem podatkowym. Czesze się, myje, śni, marzy o niebieskich migdałach. Przerywając.

Taka rola matki. Takie szczęście matki. Taka zagadka. Takie siły natury. Taki najcenniejszy skarb.

 

Moje dzieci. Najcudowniejsze na świecie. Nikt takich nie ma! Cud natury. Zdrowe. Piękne. Mądre. Rozsądne. Moje własne. Najlepsze co mnie spotkało. Nie oddam. Nie pożyczę. Nie wyślę w kosmos.

Mój mąż. Co śpi w niedzielę. Zapomina wyrzucić śmieci (oj nie chcielibyście widzieć, co dzieje się w mojej głowie, jak sama ten 100 kilowy worek dźwigam pięć metrów, tuż za róg domu) Mąż marzenie. Mąż zdrowy. Piękny. Mądry. Rozsądny. Mój własny. Najlepsze co mnie spotkało. Nie oddam. Nie pożyczę. Nie wyślę w kosmos.

 

Tylko czasem…

Tylko czasem, idąc w niedzielne popołudnie wpieniona na męża załadować zmywarkę – zapominam.

Tylko czasem, w tych przetłuszczonych włosach… i paznokciach wołających o pomstę do nieba… W zabawkach pod nogami, w słowach bez liku, w braku oddechu…… rzucę  słowem/mięsem, krzyknę, ryknę, trzasnę drzwiami, wyrwę sobie włosy z głowy w myślach. Dostanę ulgę na miarę. I już.

Żyję w bajce. Klucz dzikich gęsi. Oooo tam…

 

– Mama. Mama! Mama!! You are so głucha! Mówię do Ciebie a Ty jak zwykle niczego nie słyszysz! Tylko piszesz i piszesz.

 

No nic nie robię tylko piszę i piszę. Kto by pomyślał.

 

 

 

1 10 11 12 8

20 5 4 2 13 7

 

Poszukuję Ani, która zostawia u mnie czasem komentarze (Annawn) proszę o kontakt na maila iwona@onamasile.com 🙂 

44 komentarze

  • Wszystkie tak mamy, bo jestesmy mamy… Wyjdziesz, to sie tluka. Jesz, to chca, chociaz nie chcieli. Spiewasz, to pytaja dlaczego. A Ci mezowie, to odpoczwaja, a my ich w myslach dusimy. Gdzies kiedys przeczytalam, ze kochac kogos, tzn. miec czasem ochote go zabic, ale za kazdym razem sie powstrzymac!!!
    Twoja najmlodza cora, bardzo mi przypomina corkowa kolezanke z klasy.
    Buzki i niech ida na tego tenisa.

  • Alicja ma teraz 5 wolnego- i tak sie cieszę bo to zrobimy i tam pojedziemy i w ogóle. Ale potem przychodzi taki moment, ze juz warczę w myślach i odliczam minuty do pierwszego dzwonka;) i skoro ja z jedna to co dopiero ty z trzema i psem i chrapiacym mężem:D tych chwil trzeba tak bardzo- gdy jest sie sobą przez duże S- nie matka, żona, służąca, księgowa i kto wie kim jeszcze, ta sobą z dawnych lat;)

  • Kongoset_mp |

    hahaha :)))

    Trzymaj się !

    • Wiesz, ten post to wysyp moich myśli w danej chwili. Mija sekunda, słowo zostało napisane, na blogu, do przyjaciółki, mąż wstał, rozpakował zmywarkę, buziaka dał w obrażoną buzię 😉 i wszystko jest och i ach i ulala 😀 😀
      ale momenty są.. są są 🙂 i to nie pierwszy ani ostatni raz!

  • I znów to wszystko takie jak u Mnie,tyle że nie Ameryka a mała wioseczka, nie trójka córek a jeden syn,nie wspaniały dom – którego szczerze zazdroszczę z serdecznością i podziwiam jak bajecznie tam macie,-a mały domek w którym wszystko do remontu….
    Ale w tym wszystkim to samo – te odczucia matczyne, te krzyki i nerwy i te klucze marzeń …

    Pozdrawiam serdecznie.
    Anna

  • hahaha no każda z nas chyba tego męża nie raz dusi w myslach trzaska czym się da w niedziele ale za nic by go nie oddała ( ja tak bynajmniej mam ) :p
    Młodą moją nie raz też by na chwilę odesłała w kosmos a Ty masz trzy 🙂 na szczęście moja czasem wybywa na weekend do babci z ochotą to od czasu do czasu jest ten oddech 🙂

    • U mnie tez ten oddech jest. Ostatnio tylko takie rewolucje życiowe przechodzimy… ostatnio nie ma chwili czasu, ostatnio duszę męża dużo częściej niż jeszcze miesiąc czy dwa temu 😉 Ale też bym nie oddała. Z prostego powodu – jest najlepszy!! 🙂

  • Tylko czasem…
    a wychodzi, że co drugi dzień
    spacer, kasztany, Młoda buczy, że za mało spadło
    a ja, że na drzewo po nie wejdę raczej
    Młody buczy, że wóz drabiniasty dziecięcy chce pchać
    a nie ciągnąć
    a w nim sąsiadka mała bez ząbków siedzi i się śmieje do wszystkiego
    więc nie ma pchać, bo krzywdę zrobi
    jakby z zoo uciekli albo z cyrku
    pięcioro niby a ja mam wrażenie, że cała szkolno-przedszkolna klasa
    a ja znowu piszę
    a oni znowu chcą
    więc jak poczytam, że nie ja tylko takie zoo mam
    to mi lepiej
    i kawa z głośnego ekspresu i śmieci i zawiecha jego
    mój własny kosmos

  • Miałam dziś fatalny dzień, od rana wszystko nie tak.
    Zła wiadomość przeganiała tą gorszą.
    Te włosy nie umyte, hybryda dwa dni temu zrobiona odpada jak oszalała.
    Okna nabrały szarego koloru od krakowskiego smogu, aż przestałam przez nie dziś wyglądać – umyć trzeba.
    Brudnych naczyń cały zlew, kuchenka pływa w tłuszczu. Jedno słucha muzyki, inne śpi na kanapie w najlepsze. Potrzaskałam drzwiami w szafkach kuchennych: niech usłyszą. Pomarudziłam pod nosem. Ulżyło.
    W biegu rzucam okiem na telefon. a tam wiadomość, która sprawiła mi niesamowitą radość, bo fantastyczny człowiek niedługo spełni jedno ze swoich planów 😉 To była fantastyczna wiadomość!
    Pozdrawiam
    KasiaS

  • Cudowny post aż mi lżej ze nie tylko ja tak mam Iwonko pociesze Cię ze u mnie 4 dzieci i cały dom na głowie mój bo męża nie ma całymi dniami tylko weekendy w domku Plus dwa owczarki i trzy koty uprzedzam pytanie nie nie jeszcze nie zwariowalam do reszty ;))

    • No to gratuluję trwania w zdrowiu psychicznym :):) U mnie mąż też tylko w weekendy… ale uważam że to i tak coś. Niektórzy i w niedziele pracują! No a dzieci rosną.. zanim się obejrzę…
      Trzymaj się wraz ze swoją gromadką! 🙂

  • Dokładnie, dokładnie, dokładnie ubrałaś w słowa mój dzisiejszy nastrój! Czasem mam wrażenie, że za chwilę oszaleję gdy woköł będą mi świergotać!

    • ja też czasem mam wrażenie… ale jednak częściej czuję ten cud jakim mnie życie obdarzyło. Teraz u mnie wieczór. Boże jak się kłócą!!! Mój mąż rozstrzyga, jedna ryczy, druga krzyczy… można oszaleć.. można 😉 ale tylko czasem…

  • Skąd wiedziałaś??? Bo ja tak od kilku dni trwam…

  • Ale jestes pewna, ze w kosmos nie wyślesz ? Bo ja Filusia to pare razy dziennie , razem z mężem 😉

  • Dominika |

    U mnie podobnie tez dzis nic nie odwolali …….
    Ped po szkole miedzy basenem córki a piłka syna , usiadłam na 5 minut i przeczytałam twojego bloga śmiejąc siew niebogłosy jakbym o sobie czytała !!!!
    P.s mój maz tez ODPOCZYWAŁ wczoraj cały dzień :(((
    Dziękuje Ci za ten post

    • A u mnie dziś taniec, jedna brodway jazz, druga hip hop i trzecia hiphop. każda na inną godzinę. jutro karate, pojutrze karate, w czwartek tenis a w piątek polska szkoła. A paznokci do dziś nie zrobiłam 😉

  • Nie wiem po co Ci to piszę… ale jak przeczytałam wczoraj wieczorem post i wyobraziłam sobie Ciebie zdenerwowaną i te dziewczyny udające krówki…. dostałam takiego ataku śmiechu, że prawie swoje roczne dziecko obudziłam. Oj rozbawiłaś mnie haha wszystko pewnie jeszcze przede mną… Pozdrawiam ciepło.

  • pięknie napisane…jak zawsze.
    pozdrawiam,

  • Świetny tekst-samo życie… Ja też chodzę dziś zła, kupiłam nową maszynę do szycia kilka dni temu i nie mam kiedy wypróbować… Serducho się rwie, a dzieci nic nie rozumieją, chcę żeby poszły spać, szybko, gładko, sprawnie, chcę już pocieszyć się nabytkiem, ROZPAKOWAĆ chociaż do jasnej cholery! A tu – mama pić!, mama głodny!, mama siku! mama zimno, za gorąco, zbekałem się, mama ziewam, oooo patrz jak ziewam… A tu – 21, 21:30, 22, 22:15… I w kółko – on robi do mnie głupie miny, on jest taki siaki owaki… Ile jeszcze? Zmęczenie zaczyna ciążyć mi na powiekach, jeszcze pranie rozwiesić trzeba, i znowu odłożę na jutro, pojutrze te moje pięć minut…

    • A potem jak dzieci dorosną i naszyjemy się tymi maszynami i namalujemy paznokci to będziemy tęsknić za tymi maluchami które układałyśmy do snu… Tak to właśnie jest. Dlatego pomimo zmęczenia i wkurzenia trzeba pamiętać o tym jakich cudów doświadczamy 😉 Ale wiem wiem.. wiem. 🙂

  • Czesc, ja tak od jakiegos czasu podczytuje i nie komentuje,ale dzis tak jakos napisze. Bliskie mi sa bardzo Twoje pisanie, mieszkam w Finlandii jakos tak od 3 lat,z dziecmi,konkretnie z czworka. I jak o tych paznokciach napisalas,to my cos mamy, wszystkie zawsze z tymi paznokciami cos, i przed porodem stres, ze moze nie dzis jeszcze, bo musze pomalowac, i jak na wywiadowke dzis do swoich synow, to mimo ze moja kolej byla a wlasnie paczka z Polski od mamy a ja z tymi paznokciami w stanie oplakanym, to moze Ty pojdziesz, do meza mowie, a ja te paczka sie zajme, uff poszedl…, i na te paznokcie nigdy czasu nie ma, ja zawsze dylemat mam, w dzien, maly zasnal, a jak sie obudzi? ok, to do wieczora, a wieczorem na rzesach to ciezko… post jak zawsze prawdziwy, pozdrawiam cieplo

    • Ja mam wieczny problem paznokciowy 🙂 jakby było o co szum robić! a zawsze robię. nagadam się, nadenerwuję… kobiece to takie.
      Pozdrawiam was wszystkich. Jestem bardzo ciekawa jak się mieszka w Finlandii. Sporo kobiet emigrantek do mnie pisze ale nigdy nikt z Finlandii. Uściski 🙂

  • Magadalena88 |

    Oh u mnie też paznokcie wołają o pomstę do nieba 🙂 a mam tylko jedno dziecko, jedną pracę i mamę w domu, która mi pomaga. A i tak tego czasu brak. I tez czasami dość wszystkiego. I chęć przeogromna żeby usiąść i zrobić coś dla siebie. Choćby te paznokcie 🙂
    pozdrawiam

  • Bez względu na wiek – dziecko zawsze będzie dzieckiem. Jak moje osiemnastoletnie bliźnięta dla mnie i ja czterdziestotrzyletnia dla moich rodziców 😀
    Kiedy mieli 5, 10, 15 lat – marzyłam, aby weszli w dorosłość i myślałam – „w końcu będę miała wieczory tylko dla siebie – książka, paznokcie, domowe SPA i takie tam inne sprawy”. Dzisiaj mają 18 i nic się nie zmieniło. Jeśli są w domu (czyli wieczorami) siedzą tu gdzie ja, wpatrzeni we mnie jak w obrazek i mają najwięcej do powiedzenia właśnie w momencie, kiedy wtulona w koc zaczynam 20 minutowe czytanie lub przymykam oko, aby odrobinkę odpocząć 😀 A jak zaczną we dwoje na raz to już przechlapana :))))
    Także nie miej złudzeń kochana i czasem poślij w przysłowiowy kosmos, aby pilniczek nr 3 przetestować i zadbana dłonią gotówkę wydawać 🙂
    Uwielbiam Twoje teksty i Twoją codzienność 🙂
    Pozdrawiam serdecznie!
    Monika.

    • Dziękuję Monika 🙂 Mam na blogu czytelniczki nawet i 60-cio letnie. Piszą mi czasem o tych dzieciach dorosłych, które ciągle są dziećmi.. no a poza tym zaczynają przywozić wnuki .. Więc rozumiem, żeby nie czekać na potem ale jeszcze teraz odnajdywać chwile dla siebie.

  • dzień świra. Od rana. Wstaje o 3, czasem 5, czasem luksusowo czytam do 6stej kosztem obiadu potem (co rano obiad ładowany dla każdego z trojga do termosu). Oszczędności. Brak. Czasu- brak. Pęd- do nikąd- ciągle. Dwie prace, dwie małe płace. Długi. Mąż został z kanapą pod innym adresem. Nie mogłam już. I tak zawsze samotna. Bardziej z nim, niż teraz… Dzieci. Cały mój kosmos. Niekończące się zmęczenie. Nieustająco dostępna. 24h na dobę. Gdzie teatr? Kiedy? Wyrosną… bedzie pusto i dziko. Oby wtedy znaleźć jeszcze siłę na siebie. Kiedyś….

    • Mała Mi jak odpisałam powyżej Monice, tak odpiszę i Tobie 🙂 Jak teraz tego czasu dla siebie nie znajdziesz, to potem też może być podobnie.. Musimy dbać o siebie dla własnego zdrowia psychicznego.. ale rozumiem że są sytuacje, że ciężko… życzę Ci jednak chwil dla siebie jak najwięcej!
      PS. pięknie to napisałaś. tak jak lubię czytać!

  • dzieci najcudowniejsze na świecie, jak napisałaś. Bez nich ciężko, z nimi cięzko. Takie małe przerywniki wszystkiego czym się zajmujemy lub czym się zając chcemy. Ale fajnie, że sa obok, i każdego dnia, i że nam przeszkadzaja.

  • Iwonko… Ja się po prostu kocham w tym Twoim pisaniu, kocham nieustająco i narastający. I Ty tak jakbyś w mojej głowie siedziała. I wiesz co, Ty rzeczywiście nic nie rób, tylko pisz… Bo to cholernie dobrze Ci wychodzi! Ściskam Cię z całych sił:***

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *