Wildwood, lęki i wyzwania

Wakacje nad oceanem to nasza coroczna tradycja. Dziewczyny najbardziej kochają to zatłoczone i niezbyt “eleganckie” Wildwood. Ja osobiście pojechałabym gdzieś, gdzie jest ciszej, spokojniej i czyściej. One wybierają tę miejscowość przede wszystkim ze względu na trzy lunaparki, które dają im radochę nie z tej ziemi. Codziennie rano plaża/park wodny a wieczorami karuzele. Dobrze że bilety przemyślane są tak, że płacę za nielimitowane wejście na wszystkie trzy lunaparki a nie na każdy z osobna. Musowo co roku jest też henna na rękach, warkoczyki na głowie i dużo cukru w postaci lodów, żelków i funnel cakes (takie jakby rzucone niedbale na blachę ciasto, które wychodzi potem niezwykle chrupiące i dobre). 

Bardzo dużo fajnych, ale też niefajnych przygód mieliśmy w Wildwood w tym roku. Nie będę jednak czasu i energii tracić by wam o nich opowiadać. Nie bardzo chce mi się wracać do tych mniej fajnych momentów. 

W dodatku w pracy mojego męża nagromadziło się spraw no i był z nami tylko pierwszego dnia. Zostałam sama z szóstką dzieci. Trzy moje. Kuzynka z Polski. I dwie koleżanki. 

To nie był żaden wyczyn bo albo leżało się na plaży albo same latały po karuzelach a ja czytałam na ławce książkę. No ale szóstka dzieci, to jednak szóstka dzieci. Śniadania, luncze, siku, kupę, nie lubię, nie chcę, ona jest głupia, nigdzie nie idę, zmęczona, ranna, zasmarkana, kupisz mi? zrobisz? pomożesz?… no wiecie… Ale jakoś ogarnęłam i nawet mam ładną, równomierną, złotobrązową opaleniznę.

Choć pomijam wiele wydarzeń z Wildwood to o jednym muszę napisać. Jakiś czas temu postanowiłam pokonywać własne lęki, przekraczać granice przede wszystkim strachu, który odbiera mi coś zawsze w życiu.

Nie z powodu Nowego Roku czy czterdziestu któryś urodzin, ale tak sobie któregoś dnia czerwca pomyślałam i wtłaczam w życie. 

Poszłam więc na prawdziwy rollercoaster. Zaczęłam od tych dziecięcych z sercem na ramieniu a potem poszłam na duży. Umarłam tam chyba bo niewiele pamiętam, tylko to, że niesamowicie mnie mdliło a żołądek miałam w gardle. Ale ostatecznie na koniec życie odzyskałam. Nie spadł mi włos z głowy. Dzieci były takie dumne ze mnie.

Marcin i ja zawsze je popychamy w życiu. Nakłaniamy do pokonywania siebie. Namawiamy żeby spróbować. Ale jak wiemy słowa są tylko słowami. To poprzez czyny nas rodziców, dzieci uczą się najwięcej.

Moja Clara jak już zeszłam z tego rollercoastera przytuliła mnie mocno i mówi: no i co, nie takie straszne było?

“Trzeba walczyć ze strachem” – to są moje słowa.. ale w jej ustach zabrzmiały jak balsam na duszę. Ona to zdanie pamięta, bo wypowiedziałam je wiele razy, ale tym razem  pokazałam jej, że te słowa dotyczą każdego z nas. I każdy, bez wyjątku, może stawiać  czoło życiu. 

Na innych płaszczyznach życia też daję z siebie wszystko. I wiecie co? Boję się, tak. Przerażona jestem czasem nawet… ale też ogromnie się cieszę. Traktuję to jako wyzwanie. A to niesamowicie mnie dopinguje. Dodaje sił. A strach traci odrobinę na swojej mocy.

I zachęcam was z całego serca do stawiania sobie wyzwań. Jeden lęk na miesiąc? Na pół roku? Dwa w tygodniu? Jak kto woli. I nie muszą być to tylko lęki. Bo w życiu unikamy wielu spraw… Jeżeli unikamy ich w pełni świadomie i bez mrugnięcia okiem, wszystko jest w porządku. Ale jeżeli gdzieś słyszymy, nawet bardzo cichy, głos naszego serca to warto zawalczyć o momenty, których nie chcemy lub boimy się poznać. Człowiek jest wtedy tak dumny, że aż puchnie z tej dumy 🙂  A już to że dzieci są z Ciebie dumne… to takie uczucie dla którego wszystko warto. 

I pamiętać muszę zawsze o tym moim postanowieniu. W chwilach gdy cała krzyczę NIE, dopuścić szept gdzieś z głębi siebie… a nóż widelec mi się uda. 

Bo skąd mam wiedzieć… To tak jak mówimy dzieciom – skąd masz wiedzieć że nie lubisz rzodkiewki jak w życiu jej nie ugryzłaś?! Musisz spróbować, żeby to ocenić. Tak, tacy jesteśmy mądrzy my rodzice. Powinniśmy posłuchać więc czasem sami siebie 🙂 

Ja już wiem że nie niezbyt lubię rollercoastery i mogę teraz z całą pewnością odpowiedzieć NIE bo nie będą to puste słowa. 

 

Jeszcze krótka informacja. W mojej księgarni (zakładka u góry lub TUTAJ) wielkie obniżki. Zestaw obydwu moich książek kosztuje teraz tylko 49zł. Pojedyncze książki są też przecenione.

 

Czas na zdjęcia i peną historię, od której zacznę. 

 

 

Historia rollercoastera dla maluchów

 

koniec 🙂

 

 

Jak widać ja nawet na wakacjach dbam o rośliny 🙂 Zośka mnie przyłapała z aparatem!

 

 

4 komentarze

  • Super tam miałyście! No oczywiście zwłaszcza dzieciaki, ale czego to się dla nich nie robi:) fajnie, że pokonujesz sama siebie i stawiasz sobie nowe cele, ile potem dumy i radości z ich pokonania. Ja tez się wiecznie czegoś boję… Teraz i tak mniej, niż kilka lat temu, po prostu wygaszam te myśli w zarodku – o chorobach, nieszczęściach, wypadkach… Choć nieraz i tak jakaś przemknie:(
    Kilka dni temu wybrałam się po raz pierwszy sama samochodem z dziećmi nad morze. Dla kogoś to śmieszne, a ja byłam z siebie taka zadowolona! Bo wcześniej myślałam o tych wszystkich kraksach drogowych, utonięciach, porwaniach… Oj
    ile człowiek traci, żyjąc jak Krudowie (moja ulubiona bajka, polecam).
    A Twoje pisanie kocham, cudna jesteś:)

  • Joanna |

    To prawda Iwonko- tak często się czegoś boimy…. tak naprawdę chyba każdy z czymś się zmaga lub powinien zawalczyć….
    podziwiam że się zdecydowałaś- serio- ja gdy patrzę na łańcuchowe karuzele umieram 😀
    a kadry i foty boooosssskkkkiiiiieeeee
    pozdrowienia

  • Haha🙂 a wiesz, ze u mnie podobnie z tymi wyzwaniami? Za dwa największe w moim życiu, te po których upewniłam się, ze nie wystrasze się już niczego i które dodały mi pewności siebie na całe życie, to właśnie rollercoaster i zjazd na nartach z najtrudniejszego stoku (bo tam zabłądziłam…)? Nie prace naukowe, wielkie stanowiska, tylko zabawa i sport🙂 pokonanie własnego strachu i obaw, wiara w siebie, ta jedna decyzja i jeden krok🙂
    Gratuluję Ci gorąco! Jest moc🙂

  • Magadalena |

    Cześć. Wszystkiego najlepszego! Przede wszystkim zdrowia. Bo jak będzie zdrowie to z całą resztą sobie poradzisz. My Lwy potrafimy być silne. Sama kilka dni temu obchodziłam 30 urodziny. To był cudowny dzień. Mam nadzieję że ciasto czekoladowe przygotowane przez dziewczyny wyszło pycha. I że Twój urodzinowy dzień był równie piękny jak mój! Zachowaj pogodę ducha którą zarażasz wokół 🙂 Pozdrawiam serdecznie ze słonecznych Bieszczad!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *