wstaje nowy dzień, a my ruszamy.

 

Gdy dogasa czyjeś życie, człowiek zaczyna patrzeć na siebie.

Dochodzi w mgnieniu oka do wniosku, że w życiu ma wszystko czego mu potrzeba.

Płacze. Przeżywa. I zaczyna widzieć.

Gdy komuś nogi odmawiają posłuszeństwa, patrzymy na swoje. Może nie najzgrabniejsze na świecie, ale takie, które pozwalają chodzić.

Gdy chemioterapia pozbawia kogoś włosów i godności a każdy ruch kosztuje go niewyobrażalnie wiele, patrzymy na swój codzienny bieg. Bieg życia, spraw i obowiązków. Przemierzonych mil z wiatrem we włosach.

 

Gdy dogasa czyjeś życie, które jeszcze mogło trwać i trwać..

Mogło przewijać się lepszymi i gorszymi dniami. Noce dawać spokojne i nieprzespane.

Mogło być pełne radości rozbieganych dzieci. Sens mieć ukryty w ślubach i weselach.

Gdy ten ktoś wciąż ma chęć odkrywać nowości na stare lata i radości do tej pory niepoznane. A nie bardzo już mu dane…

przed oczami przelatuje nam strach.

I docierają do nas intensywnie te wszystkie mądrości świata.

Jak zahipnotyzowani, zachłannie przyswajamy swoje własne przemyślenia.

Zaczynamy doceniać.

I zdawać sobie sprawę.

A potem wstaje dzień. Kawa paruje świeżym zapachem. Książka niedbale rzucona na ławkę spada w kałużę po deszczu. Dzieci biegają. W telewizji o zagrożeniu powodziowym. Na obiad dziś kurczak z pure i buraczkami. A jutro zgodnie z planem, remont przedpokoju. I szybko. Jeszcze szybciej.

Po prostu, wstaje dzień a my ruszamy.

 

W życiu nie ma zbyt wielu chwil. Tak się tylko wydaje, że jest ich na pęczki. A potem się okazuje, że czas na nas… że no jak to… tyle było jeszcze planów na wszystko…

I wychodzi na jaw,  jak wielkie znaczenie ma jeden dwudziestoczterogodzinny dzień.

Ten, który właśnie trwa. Ten, w którym wszystko … jak wzrokiem sięgnąć.

Ten, których my zdrowi ludzie mamy na pęczki.

A może nam się tylko wydaje.

I obudzimy się któregoś dnia na szpitalnym łóżku otoczeni współczującymi minami własnych dzieci.. tych, co jeszcze wczoraj biegały w pieluszkach na czworaka.

I wtedy pomyślimy sobie, że jeszcze tyle planów na wszystko… tyle chęci by odkrywać nowości na starość… tyle zapału do życia. Tyle niezgody. Tyle cudu w unormowanym oddechu. Tyle straconego czasu…

I dojdę do tego punktu kiedyś ja i dojdziesz Ty… i nikt nam nie wytłumaczy już teraz.

 

I tylko co jakiś czas wydarzenia dające do myślenia rozłożą nas na łopatki… a potem obudzi nas świt…

Kawa paruje świeżym zapachem. Książka niedbale rzucona ………. Po prostu, wstaje nowy dzień, a my ruszamy. Jak co dzień.

 

 

2mn 4mn 1mn

thumb_IMG_8628_1024

 

Życie nie zaczeka, to prawda. Rachunek za gaz, nowe adidasy do szkoły, lista najpotrzebniejszych zakupów, koło w samochodzie… Ale jedno możemy. Jak najczęściej, łapać oddech w drodze do pracy, odłożyć telefon w poczekalni u dentysty i popatrzeć w sufit, ugryźć się w język, gdy mamy chęć powiedzieć „zaraz” i powiedzieć sobie „teraz”. Teraz jest ten czas, gdy oddycham bez użycia aparatury. Teraz mogę wszystko… jak wzrokiem sięgnąć.

 

Odkładam telefon w poczekalni u dentysty i daję sobie szansę, by pomyśleć o własnym życiu.

 

 

47 komentarzy

  • … spociły mi się dłonie i tchu mi brakło… nie z gorąca, ale z Twoich słów. Dziękuję!

  • Tak bardzo zgadzam się z każdym Twoim słowem w tym tekście.
    ale… tak ciężko odłożyć ten telefon w poczekalni u dentysty… tak ciężko pomyśleć o własnym życiu. O ile łatwiej jest o nim nie myśleć, o ile łatwiej jest trzymać telefon w ręku, laptop na kolanach, o ile pozornie łatwiej teraz jest mi tak żyć. choć boję się, bo wiem, że „w życiu nie ma zbyt wielu chwil. Tak się tylko wydaje, że jest ich na pęczki. A potem się okazuje, że czas na nas… że no jak to… tyle było jeszcze planów na wszystko…(…) I wtedy pomyślimy sobie, że jeszcze tyle planów na wszystko… tyle chęci by odkrywać nowości na starość… tyle zapału do życia. Tyle niezgody. Tyle cudu w unormowanym oddechu. Tyle straconego czasu… I dojdę do tego punktu kiedyś ja i dojdziesz Ty… i nikt nam nie wytłumaczy już teraz”.
    może czas zrobić pierwszy krok i pomyśleć o własnym życiu.

  • I co mam napisać jak łzy ciurkiem lecą że zrozumiałam to wszystko kiedy mój młody jeszcze Tata odszedł w grudniu nagle tyle miał planów w styczniu odejść na emeryturę i zająć się wnukami i odpocząć wrescie a martwił się w szpitalu że dwa tyg w szpitalu to Jaś go nie pozna i płakał będzie nie ma już Taty a ja codzień na cmentarzu świeczkę mu palę :(((

  • Taka chyba kolej zycia, ze poki latwo nam przychodzi oddachac i funkcjonowac, nie myslimy o tym, ze przyciez to wcale nie jest oczywiste.
    Wlasnie czajas choroba, wypadek, tragedia, zatrzymuja nas na chwile, hamuja marudzenie, niechcenie, usiadamiaja, ze przeciez czas tak biegnie, ze miesiac, rok, mija w sekunde.
    U nas bylo ostatnio takie wyhamowanie codziennosci, przez wypadek Ines. Upadla na plecy i zlamala 4 kregi, ot tak!
    Trzeba bylo zmeinic wiele planow, przestawic codziennosc i podzeikowac, ze nic gorszego sie nie stalo…
    Pozdrawiam Iwonko!!!

  • Karolina S. |

    Że Ty tak zawsze w punkt trafiasz, w ten moment mój trudny.. Ja nie wiem, jak to się dzieje, że u Ciebie zawsze odnajduję tę myśl moją. Bo dzisiaj, właśnie dzisiaj dopadł mnie ten paraliżący strach. Przed końcem, przed zostawieniem wszystkiego.. Bo moja znajoma, młodsza o kilka lat ,z nowotworem, po obustronnej mastektomii.. Taka młodziutka! Dwoje dzieci.. gdybym to była ja? Boże Mój! Paraliżuje mnie ta myśl! I zaraz potem przychodzi ten moment ulgi i niewyobrażalnego szczęścia. I doceniam każdy kolejny spokojny dzień..

    • Kiedyś mieszkałam w bloku w moim rodzinnym mieście. Na parterze miałam trzy koleżanki. Jedna szalona po prawej stronie i dwie siostry po lewej. Jedna trochę ode mnie starsza i była dla mnie, bez przesady – boginią. Piękna, mądra i starsza (co w tamtym wieku odgrywało ważną rolę) Kasia bardzo długo walczyła o życie… zostawiła po sobie czworo dzieci.. tak samo pięknych jak Ona.. Za każdym razem gdy jej siostra wstawia jakieś zdjęcie na facebooku – jakiekolwiek, może to być zwykły kwiatek, to ja widzę tą cudowną dziewczynę, której już nie ma… Na pół sekundy zatrzymuję się. A potem tulę swoje dzieci… Życie jest tak nieprzewidywalne, że dopóki daje nam chwile spokoju, trzeba to wykorzystać na ile się da.
      Trzymam kciuki za Twoją znajomą Karolina.. uściski!

  • Ostatni rok nauczył mnie łapać te chwile. Dwie bliskie mi osoby odeszły. A ja ruszyłam dalej. Bardziej, mocniej i świadomej…ale do przodu. Wyjątkowo pięknie to opisałaś. Dziekuje :*

  • Budzisz we mnie emocje które dawno zasnely

  • Dominika |

    Ja wlasnie wzielam gleboki oddech!! Caly czas pedze gdzies, caly czas sie czyms martwie. Czasami trzeba sibie na chwile usiasc i popatrzec w sufit!

  • -:(…. a jak Twoja tesciowa?….jesli moge spytac.., ?

  • Najlepszy Twoj tekst jaki dotad napisalas ! Zgadzam sie ze wszystkim !

      • Zgadzam sie w 100, ba, w 200%! Ostatnio mam podobne przemyslenia, zaczelam nawet na nowo modlic sie przed zasnieciem dziekujac Bogu? Losowi? Za miniony zwyczajny dzien. Zwyczajny dla mnie a niezwykly dla kogos, kto nie ma juz tyle sil co ja. Tak czesto nie doceniamy tych malych- wielkich dobrodziejstw! Pozdrawiam!

        • Ale to normalne że na co dzień człowiek o tym dobrodziejstwie spokojnego oddechu nie myśli. To zupełnie ludzkie moim zdaniem… ważne by od czasu do czasu pomyśleć o tym jakie mamy szczęście w życiu 🙂

  • Iwonko pieknie opisałaś chorobę bliskiej Ci osoby i nasze przemyślenia.Dzięki.
    Ja jestem pielęgniarka w szpitalu i moje refleksje są takie jak ms.Twardowskiego:śpieszmy się kochać ludzi bo tak szybko odchodzą……
    Tyle tragedii u młodych ludzi że pamiętajcie nie bójcie się badać TYLKO wczesne wykrycie rokuje na wygraną.
    Pozdrawiam

    • Iwona, żebyś Ty wiedziała ile ja bym oddała żeby najbliższe mi osoby chciały się badać regularnie… boję się strasznie przegapienia.. a nie mogę nic zrobić, bo jeżeli ktoś nie chce to go nie zmusisz. Sama staram się bardzo i badam regularnie.

  • Oglądałm filmik na FB jest świetny. Jesteście naprawdę super rodzinką !

    Pozdrawiam Maja

  • sarawalsh |

    Dzisiaj spojrzalam przez okno …a tam starszy czlowiek lezy na chodniku na szczescie lekarz juz byl przy nim …ta scena wyzwolila we mnie uczucia kruchosci zycia, strachu, milosci, ludzkiej dobroci i tego wszystkiego o czym piszesz Iwona …te uczucie ze”jestesmy tu na chwile” i dlatego te chwile maja znaczenie.Takze ogromnej tesknoty za Tymi ktorzy odeszli…ale zyja w naszych sercach i wspomnieniach.

  • A najgorzej jak codziennie ruszamy i cały czas jest beznadziejnie:(

  • eeewelinas |

    Jak zawsze w samo sedno i w dodatku tak pieknie napisane. Pozdrawiam

  • Lubie Cię poczytać kiedy mam kiepski dzień …. dzisiaj mówię za dużo, pracuje na bezdechu, gryzę …. za godzinę stąd wyjdę , odetchnę głęboko i … pognam do drugiej pracy ….. ale nie będę już gryźć 🙂
    Trzymaj się cieplutko

  • Zycie jest krotkie , czlowiek nieraz nie docenia tego , co ma. Starajmy sie zyc terazniejszoscia bo przeszlosc juz byla , a jutro nieznane , nigdy nie wiadomo co przyniesie kolejny dzien… ????

  • ja tak ostatnio przystaje i zadumac sie chwilami potrafię, nad tym życiem co juz było i co nas jeszcz czeka, ile niespodzianek, ile momentów radosnych i tych mniej… bo życie jest tylko jedno i musimy je szanowac

  • Pięknie napisane… pozdrawiam

  • Witaj! Twój blog znalazłam przypadkiem. Pięknie piszesz, dziękuję i wiem, że będę tutaj wracała. Jeśli zechcesz wpadnij do mnie.
    Życzę dużo zdrowia i wszystkiego najlepszego.

  • Dzięki za ten post. Bardzo mi pomógł. Pozdrawiam

  • jakie to wszystko kruche

  • Oj, jak zwykle pieknie napisane. Wzruszajace i prawdziwe do bolu. Zapiera dech w piersiach i wiele daje do myslenia. Tylko ty tak potrafisz zobrazowac pieknie i prawdziwie. Mam nadziejec ze i was wszystko w porzadku :).
    Czy dziewczynki zaczely juz nowa szkole? Ja bede musiala przeniesc corke do nowej szkoly w nastepnym roku, bedzie juz w 4 klasie i troche obawiam sie ze bedzie jej ciezko sie zaklomatyziwac. Dlatego pytam jak poradzily sobie twoje dziewczynki?
    Caluje, pa.

  • Iwonko,
    gdy tylko mi trudniej,
    gdy jakoś bardziej brak cierpliwości do tych moich czterech chłopaków,
    gdy czuję się jakbym pchała jakiś głaz pod górę,
    wtedy szeroko otwieram okno i biorę głęboki oddech i czasem na siłę uświadamiam sobie ogrom szczęścia jaki mam, bo nie wiem czy jutro też będę mieć.
    I wtedy naprawdę, jak za dotknięciem różdżki zaczynam się unosić…
    Dzięki za Twoje słowa i dzięki, że piszesz…
    Agata

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *