życie.

Już czas na ten post. Wcześniej nie mogłam.

 

Ostatnie dni moich radości.
Szczęście obezwładniające.
Wydałam własną książkę i tym samym spełniło się moje marzenie. Jedno z tych największych.
Ale gdy emocje opadają. I gdy już nacieszę się pierwszymi sprzedanymi egzemplarzami i tym że książka jest wśród polecanych książek na onet.pl, jak odpowiem na pytania wywiadu, który ktoś ze mną przeprowadza…
wtedy siadam i …. płaczę.
Nie ze szczęścia kochani. Nie.

 

Teraz też wyję na głos i liter na klawiaturze nie widzę.

Przerwa. Zaraz wracam.

 

Ten post nie będzie sprawdzany na koniec, poprawiany. Piszę sercem i opublikuję taki, jaki mi wyjdzie. Jestem przekonana że będzie on bez składu i ładu. Nie będzie taki jakie lubię pisać. Kto chce zostać zapraszam, kto nie, rozumiem.

 

Od początku więc.

To był bardzo ciepły jesienny dzień. Biegałam po kuchni z pudłami.
Mąka obok mąki. Makarony mogą być z ryżem. Pakujemy, wynosimy, przestawiamy bo w poniedziałek burzą nam kuchnię.

Gdzie widelce położę?
Gdzie ścierki?
To pudełko trzeba przestawić bo ktoś się o nie potknie. I dojście do stołu żeby było.

 

Okna na oścież pootwierane, ja w koszulce na krótki rękaw, kto to słyszał by w listopadzie tak ciepło było! Trawa rośnie i wciąż trzeba ją kosić. Jest tak pięknie. Wychylam głowę przez okno, wdycham powietrze głęboko, popijam kawę i w myślach wybieram miejsce na maszynę do pieczenia chleba i gofrownicę. Może postawię je pod oknem?
Ten dzień był taki zwykły.
I nic nie zapowiadało… Choć jak pomyślę teraz to wszystko było do przewidzenia. Znaki sypały się z nieba..

Zadzwonił telefon. Szłam wtedy z kolejnym kartonem, odstawiłam go pod drzwiami wejściowych, wyszłam na próg by odebrać i na świeżym powietrzu porozmawiać.

Halo. Co?… NIE!!! …….. Brakuje mi oddechu. Brakuje słów. Emocje tak bardzo biorą górę nad moim ciałem że nie jestem w stanie ruszyć się z miejsca. Zadzwoniłam do mamy, mama kazała mi doczołgać się po leki uspokajające. Nie dałam rady. Siedzę na tym progu oparta o futrynę i nie jestem w stanie odchylić głowy nawet na centymetr. Cały świat wiruje. Gorąco mi. Trzęsę się.
Zadzwoniłam do przyjaciółki, ona powtarzała: oddychaj, oddychaj, oddychaj głęboko! – Julita, ja naprawdę zaraz zemdleję…
Budzi mnie policjant. Za nim biegną z noszami jacyś ludzie..
Karetka. Potłuczona głowa nie boli, bardzo boli serce.

– Ciśnienie w miarę dobre, serce też wygląda dobrze, już jedziemy na badania, proszę oddychać głęboko. „Serce wygląda dobrze” – człowieku nie wiesz co mówisz.. serce jest w rozsypce. Nie ma go może nawet w ogóle.

 

Przecież jeszcze wczoraj moja teściowa jadła zupę. Niewiele, ale zjadła. Przecież w piątek siedziała na łóżku w pełnym makijażu! Słaba ale dostojna i śmiała się z nami i pytała o Zosi urodziny. Przecież to było 5 dni temu!

 

Człowiek w takich chwilach zawsze zadaje sobie takie dziwne pytania. Przecież wczoraj… przecież dlaczego?.. przecież jak??
I to, że 2 tygodnie temu powiedzieli nam że zostało jej 2-4 tygodnie życia nie było teraz żadną odpowiedzią na to co się stało. No bo przecież na tym łóżku siedziała w pełnym makijażu!
I to że od dwóch lat tak bardzo ciężko chorowała, że co chwilę była w szpitalu, że non stop na morfinie, że tabletek jadła więcej niż jedzenia… ale co to ma za znaczenie! przecież pytała o Zosię i śmiała się wtedy w piątek!
Przecież nic nie zapowiadało tego, że odejdzie właśnie dzisiaj. Nawet gorączka której dostała poprzedniego wieczoru. Gorączkę każdy może mieć. Przecież…

 

Dlaczego?? Why? Ludzie pomóżcie.

 

Ale jesteś sama. Nikt Ci nie pomoże, bo to tylko od Ciebie zależy całe to nieszczęście wewnętrzne. Mąż jest z tatą który odchodzi od zmysłów. Oni to dopiero… Przecież to ja mam być tu najsilniejsza! Przecież mnie to dotyczy najmniej…

Przecież za przecież.
Dzieci. Boże dzieci. Dzieci straciły babcię. Dzieci nie mają babci. Dzieci tego nie przeżyją.
Moja najstarsza córka gdy dowiedziała się że babci zostało 2, góra 4 tygodnie życia przeżyła to tak bardzo że nie mam siły o tym pisać nawet… straszyła nas że jak babci nie będzie to jej też nie będzie tego samego dnia. I jak jej teraz powiedzieć??

Ale na razie niczego nie muszę mówić. Jadę w karetce, mierzą mi wszystko co tylko da się zmierzyć. Pan główny sanitariusz pyta mnie jak nazywa się mój pies, ile lat mają dzieci. Odpowiadam mu że wiem że chce dla mnie dobrze, ale ja o psie teraz nie będę rozmawiać.

– Ok Ok rozumiem, masz przy sobie prawo jazdy? kartę ubezpieczeniową? Poszukasz?
Szukanie sposobem na atak serca? Paniki? Szukanie uspokaja? Zajmuje głowę? Burdel w torebce totalny, więc zanim znajdę to ubezpieczenie to się nie uspokoję tylko jeszcze bardziej wkurwię! Mam.

 

Boję się o siebie. Boję się o dzieci. Boję się o męża. Boję się o teścia. Boję się że nie dam rady żyć. Że jutro nie będzie lepiej.

Że nigdy.
Czy my jedziemy na sygnale? Przecież niby mam dobre ciśnienie, niby serce ok. Może wiozą mnie na oddział psychiatryczny? Przywiążą do łóżka, zabiorą dzieci i wypuszczą za rok… Boże boże.. oddychaj. Oddycham.

 

Leki ziołowe, jakieś miętowe, niczego nie chcę. Wszystko muszę przeżyć. Czuję, że muszę.

Nie wiem czy wytrzymam.
A tu pogrzeb przecież.. jaki dom pogrzebowy? ubranie? trumna? kwiaty? miejsce na cmentarzu? goście? gotować? gdzie ich przyjąć przecież wszędzie kartony. powiadomić rodzinę. siebie ubrać na czarno, dzieci ubrać, mąż nie ma krawata, teść nie ma niczego… pieniądze na to wszystko.

 

Człowiek powinien być przygotowany na śmierć, która miała przecież nadejść. Dostał ten czas wyliczony skrzętnie przez specjalistów by móc się pożegnać i zdążyć z tym z czym z reguły się nie zdąża gdy śmierć następuje znienacka. Dostał ten czas by potem było mu łatwiej.
Nie jest łatwiej ani trochę. Na śmierć nie można się przygotować. Nie da się. Wyliczenia lekarzy puszcza się mimo uszu i liczy na cud. Na pomyłkę. Na brak profesjonalizmu onkologa. Liczy się na zaśnięcie i obudzenie w innym, sprawiedliwym świecie.
Więc gdy ta chwila nadchodzi.. dzwonisz do tej przyjaciółki i pytasz: ale jak?? no jak?? przecież jak że dzisiaj? przecież ona w tym makijażu siedziała na łóżku i zjadła całego pieroga.. przecież to, przecież sio.

 

A potem wstajesz na drugi dzień zdruzgotana emocjonalnie. Najmłodsza córka zasikała łóżko. Kolejne dziecko oczy ma czerwone. Ty masz czerwone z nadmiaru emocji całe ciało. Wysypka nerwowa? czy może jednak jakaś zakaźna? Mąż jest ale jakby go nie było. Patrzy w jeden punkt.
– Mamo tata nigdy nie płakał, mamo tata płacze.
Teść… teść mówi że musi jechać po chińskie jedzenie bo żona go prosiła że jak będzie wracał do domu to żeby kupił….

 

Świat zwariował czy to tylko ja? Jak my damy sobie radę?

 

Daliśmy mniej więcej. Minęło 19 dni.
Czy kiedyś będzie lepiej, nie wiem.
Wiem, że myślę o niej każdego dnia. Jest moją pierwszą myślą, gdy się budzę i ostatnią gdy kładę się spać. Jest w skrzypnięciu schodów i rozbitej szklance która spadła ze stołu.

Jest zaćmieniem wszystkich pozytywnych emocji i spełnianych marzeń. Bo owszem cieszę się, raduję z wydania książki. Ale to takie chwile przerywniki w tej wielkiej rozpaczy. Chwile, którym oddaję się z ochotą… ale wiem że przyjdzie moment wieczorem, że usiądę i będę płakać na głos. I czekać aż te schody skrzypną.

 

I że tej książki ona nigdy nie przeczyta.
To boli bardzo.

 

Gdzieś w Ameryce. Daleko gdzieś. Pod domem przysiadam na ławce. Dziewiąta rano.
Pod czarnymi butami żółte liście.
Siedzę i patrzę przed siebie. Życie jest takie piękne. To najcenniejsze co mamy. Cenniejsze od wszystkich tych nieprzeciętnych rzeczy którymi się otaczamy.
To życie jest nam dane tylko jeden jedyny raz. Nie zdajemy sobie z tego sprawy sięgając po kolejnego papierosa. Nadwyrężając zdrowie by zadowolić szefową i własny portfel. Goniąc na oślep za wszystkim co sobie wymyślimy. Nie zdajemy sobie z tego sprawy narzekając na pierdoły dnia codziennego.
Zapominamy, że w każdej chwili naszego istnienia, czy dobrej czy złej, mamy coś najważniejszego – życie samo w sobie.
Nie doceniamy tego.
Moja teściowa miała 59 lat. Czy zdążyła być zadowoloną z życia? Chyba nie.
Każdy z nas myśli że ma jeszcze mnóstwo czasu. I że jest milion ważniejszych rzeczy…

 

Może i tak. Tylko gdy teraz każdy z nas pomyśli jakie to są rzeczy, to nikomu nie wyjdzie że ważniejsze niż własne życie.

 

 

98 komentarzy

  • Iwonko, siedzę i gapię się na palce, na palce na klawiaturze, bo co napisać, ja wiem, ja czułam , ja byłam tą samą osobą co ty, ja byłam tam też gdzie Ty, ja wiem jak brakuje skrzypienia schodów, gwizdania, wyobrażenia że schodzi z kawą. Ja wiem

  • sandraTaBezSily |

    Och tak mi przykro,do smierci nie da sie przygotowac i z nia pogodzic. Duzo sily i wiary, kiedya sie znow spotkacie…

  • Ja dwie godziny temu wrocilam z pogrzebu kochanego wujka też miał 59 lat małe wnuki chorobą go zabrała mógł jeszcze tyle lat żyć był wspaniałym człowiekiem ,może tam gdzieś z moim tatą w karty grają i są szczęśliwi oby wszyscy razem kiedyś się tam spotkamy przykro mi Iwonko trzymajcie się ciepło, nie umiera ten kto żyje w pamięci innych …

  • Przykro mi bardzo. Dużo siły dla Ciebie i Twojej Rodziny :). Czas nie leczy ran, ale za jakiś czas będzie trochę lżej. Ja jestem na takim etapie ( minął prawie rok od śmierci Mamusi) że nadal nie jestem w stanie wspominać, czy oglądać zdjęć. Jednak pamiętam też, że obiecałam, że będę szczęśliwa i słowa dotrzymam.
    Ściskam Cię. Nie jesteś sama 🙂
    P.S Nie mogę się doczekać Twojej książki :).

  • Czekają Panią smutne chwile. Mimo, iż życie piękne potrafi zadać mnóstwo bólu. Parę miesięcy temu stracilam bliską osobę, czy czas leczy rany? Nie, nie leczy. Uśmierza ból, ale rany pozostają:(. Współczuję Pani bardzo. Ja mam dni, że nie mam siły podnieść się z łóżka, bo serce tak bardzo boli , właściwie to wydaje mi się, że nie mam serca, że ktoś je wyrwał…Tyle miałam jeszcze powiedzieć, tyle miałam zrobić, tyle razy podziękować, nie raz przeprosić, ale nie zdążyłam….Tak mi ciężko, że pisząc to znowu płaczę. Życie jest krótkie, nie doceniamy bliskich, bo wciąż się spieszymy, bo praca, bo to, bo tamto..a najważniesze to być dla tej drugiej osoby, być..tak prawdziwie.Teraz patrze na życie inaczej, zupełnie inaczej, i póki co nie widzę kolorów tęczy:(. Pani Iwonko jedyne co mogę napisać to to, że ma Pani rodzinę , dzieci i dzięki temu będzie o wiele łatwiej znieść to razem…bo ktoś tu musi być silny w tym smutnym czasie i niewątpliwie taką osobą” musi „być Pani, mama wspaniałych dzieciaków i żona ..Wyrazy współczucia.

  • Iwonko przyjmij Najszczersze Kondolencje . ?

  • Przykro mi. Popłakałam sobie. Rok temu zmarł moj tata. Miał 46 lat. Pewnego poranka mama weszła do łazienki, a on jyz nie żył. Ja weszłam do łazienki, on nie żył, a ona wyła rozdzierana bólem. Byłam silna, ogarnelam, załatwiłam, urzędy, lekarzy, pogrzeb. Nie wiem Iwono. Co ci da, ze powiem ze będzie lepiej. Nic. Ból pozostanie bólem, złość złością, tęsknota tęsknota. Z czasem to mija. Chyba. Ale i tak…dzis w sklepie stanął obok mnie mężczyzna, ktory pachniał perfumami taty. Tak jakby ktoś młotkiem w głowę mnie uderzył, serce kleszczami ścisnął. Ból. Obys dalej silna była i te rodzine razem trzymała. Dużo siły, dużo ciepła, dużo spokoju. Mysle tu o Tobie i o tej kobiecie w pięknym makijażu tak ważnej dla twojej rodziny. Uściski.

  • Przytulam.. jak dobrze wiem co czujesz, co czuje Twoja rodzina. Minęło sześć lat od śmierci mojej babci, a serce nadal pęka na samą myśl.. To straszne, że tak mało mamy czasu tutaj 🙁 Współczucia Kochana.

  • A najgorsze jest to, że czy minie pięć lat czy tylko trzy miesiące wszystko się zmienia i ciagle myślisz… Że już nie zobaczy… Że pewnie by się cieszył i pewnie byłby dumny… A Ty musisz być silna bo jak nie ty to kto?
    Mój tata umarł 5 lat temu niby dawno temu… Niby wszystko ok… Ale wszystko się zmienia… Żyjesz dalej i cieszysz się bo mama nie potrzebuje już tabletek na uspokojenie i jakoś sobie radzimy i poznała kogoś nowego i jest znowu szczęśliwa i radosna. I ojczym też umiera.

  • Gabryśka |

    Tak. Tak to dokładnie wygląda. Zycie przed telefonem i życie po telefonie.

    • Aneta |

      Życie przed telefonem radosne , szczęśliwe ….. Po tęsknota ból rozpacz …. stracilam 7 tygodni temu tatusia . Ból ogromny , tęsknota, płacz … tak bardzo tęsknię i kocham ponad zycie

  • Iwonko, masz tyle miłości w sobie!!!! …… Płacze z Tobą….. Straciłam Mamę, jestem w Twoim wieku, dobrze rozumiem co czujesz. JESTES madra osoba, piszesz p tych Najważniejszych sprawach….. Dziś zasypiam myśląc ciepło o Was….. Tam Ktoś na górze już zawsze będzie z Wami ? ściskam

  • Proszę przyjąć nasze najszczersze kondolecje. Życzymy dużo siły i spokoju.

    „Śmierć nie jest kresem naszego istnienia. Żyjemy w naszych dzieciach i następnych pokoleniach. Albowiem to dalej my, a nasze ciała to tylko zwiędłe liście na drzewie życia”
    Albert Einstein

  • Bez taty jestem juz ponad 3 lata ….zmarł nagle. Życie i nagle ciszaaa….. mój syn lat 5 z obrazkami dla dziadka w kaplicy a na nich nasz dom braciszek co 6 miesiecy ma i my…żeby nas dziadek nie zapomniał…te poranki gdy po śnie niespokojnym leżałam i myślałam czy to sen był czy to sie stało naprawdę 🙁 czy z czasem jest łatwiej -nie jest tylko inaczej. Ale tak jak piszesz mamy życie jedno i naszym zadaniem jest brać z niego i dawać co tylko się da… dajmy tym co odeszli pamięć naszą, łzy tęsknoty i uśmiech do wspomnień.

  • Iwonko ja wiem …. mój Tato odszedł prawie dwa lata temu … a ciągle boli … przytulam mocno i miej siłę :**

  • Bardzo mi przykro. Ale Oni nadal są. Moja Babcia odeszła ciałem 10 miesięcy temu. Wczoraj była za Nią msza. I jestem pewna, że to Ona…że dzięki niej poszłam wczoraj do spowiedzi po pół roku. A ksiądz tak ładnie mówił, że życie jest trudne, zwłaszcza, że małe dzieci. A Bóg miłosierny jest przecież i pomoże. Ta moja Babcia Marysia mnie przyprowadziła.
    Boli i boleć będzie. Ból to uczucie.
    Dziękuję Ci dzisiaj za nakaz opamiętania. Stres w pracy, ale….ile to tak naprawdę warte….
    Ściskam Cię mocno.

  • Iwonko …. Nic nie napisze mądrego bo to wszystko bez sensu ….bo smierć jest bez sensu i nie można sie na nia przygotować ….

  • W lipcu tego roku zmarła moja babcia. Taka najukochańsza, jak pewnie Twoich córek. Cieżko się z tym pogodzić nawet jak człowiek żyje 91 lat. Pozostają nam wspomnienia tych najwspanialszych chwil, których nikt nam nie zabierze. Z czasem będzie łatwiej.
    Życzę Tobie i Twojej Rodzinie mnóstwa sił na ten czas.

    • Każde odchodzenie boli, jestem tego pewna.. Ale te 59 lat tak mi w duszy dudni… że nie doczekała komunii wnuczki.. że tego że tamtego.. jestem zła na cały świat. Ale wiem że minie.

  • Moje najszczersze Kondolencje. Niech Spoczywa w Spokoju..

  • Magadalena88 |

    Nic nie widzę. Zamazują mi się litery. Przez łzy. Przytulam Cię mocno choć dzieli nas cały świat…

  • Strasznie mi przykro. Miałaś na prawdę piękną, wyjątkową, niewyobrażalną więź ze swoją Teściową, a taka chyba nieczęsto się zdarza. Nie napiszę nic więcej, bo wszystko zabrzmi zbyt banalnie. Pozdrawiam i… myślę ciepło.

  • I ja też płaczę i ściskam 🙁

  • Współczuję z całego serca. Nigdy nie da się do końca przygotować na ten moment choć wiadomo, że zostało niewiele życia. ..
    Zawsze za wcześnie, zawsze niespodziewanie. Został ból i żal ale żyją dobre wspomnienia, kochająca rodzina. Pozdrawiam

    • Nie da się. Przecież dostała od 2 do 4 tygodni. Minęły dokładnie dwa.. a człowiek zdziwiony jak gdyby to jakaś nieprzewidziana tragedia na nas spadła.. Nie umiem tego pojąć, ale tak właśnie jest.

  • Bardzo mi przykro. Dużo sił życzę.

  • Bardzo mi przykro, a ja ostatnio kilka dni temu kiedy wieczorem prasowalam to o Niej myślałam o Twojej teściowej tej rudowlosej. Bardzo ale to bardzo mi przykro…

  • Ja właśnie jestem na etapie przed telefonem ale po słowach lekarza. . Jakoś się przygotować, dzieciom jakoś wytłumaczyć. I tak wiem ze będzie ten stan po telefonie nieważne jak długo z tyłu głowy ma się świadomość że śmierć nadchodzi.. i wiem ze nie da się przygotować. .

    • Ja teraz też już wiem. Choć jak sobie myślę… a może byłoby gorzej.. może jednak człowiek trochę gotowy był.. zbyt ciężkie to wszystko na moją głowę dzisiaj. Trzymaj się Marta mocno!

  • kongoset_mp |

    Iwonka, kiedyś ja straciłam siedmioletniego braciszka. Nikt nas nie przygotował na taki cios, nikt nie uprzedził, że kiedyś nie wróci że szkoły do domu , nikt nie dał nam czasu się pożegnać. .. Na śmierć najbliższych nigdy nie da się przygotować!
    I tak bardzo to boli …
    Łączymy się w modlitwie.
    Marzena

  • Ewulka81 |

    Bardzo mi przykro Iwonko i współczuję z całego serca.Z jednej strony radość bo udało Ci się wydać swoją jakże od dawna wyczekiwana książkę a z drugiej strony tak wielki cios i strata tak bliskiej i kochanej osoby :(.W takich momentach człowiek zadaje sobie pytanie DLACZEGO? i myśli jak bardzo to wszystko jest niesprawiedliwe ale życie już takie właśnie jest że nigdy nie wiadomo czym nas zaskoczy.Iwonko w rodzinie jest siła a Twoja rodzina jest wspaniała i razem jakoś przez to wszystko przejdziecie, nie będzie łatwo ale mając siebie będzie łatwiej.Masz wspaniałego męża i cudowne dzieci i mimo tego że ciężko teraz o tym myśleć to jeszcze wiele wspaniałych chwil przed Wami i myślę że właśnie na taką szczęśliwą rodzinę Twoja Teściowa chciałaby patrzeć z góry.Ściskam mocno i życzę siły w tym ciężkim dla Was czasie.

  • Iwonko tak mi przykro… bardzo…
    chciałabym wiele Ci napisać ale wiem że Ty czujesz to wsparcie, które każdy tutaj Ci chce dać. Każdy żałobę przeżywa na swój sposób, musi minąć trochę czasu, po prostu musi. I ja nie wiedziałam czy moja rodzina będzie jeszcze normalna, czy śmiać się będziemy szczerze. Pilnowałam mamy, dzwoniłam codziennie do siostry. A w lutym minie 3 lata… tak to już 3 lata. Czasem czuję Jego skrzydła za moimi plecami…
    Dużo sił Wam życzę, wiary i miłości… Zwłaszcza teraz, gdy czas przedświąteczny.
    Pięknie napisałaś ostatnie zdania… wracaj do tego często.

    • Iza pamiętam Twój post. Pamiętam te chwile gdy z Julitą rozmawiałyśmy jakie to straszne.. Pamiętam Twój ból.. Ale też pamiętam Twój uśmiech później.. Uśmiechy Twoich dzieci.. WIem że będzie lepiej. Wiem. Dziękuję Iza ❤️

      • Mam książkę. Jakoś nie wyobrażałam sobie jej nie mieć. I jak komuś pokazuję to nie mówię że to fajna książka Iwony Wiśniewskiej tylko że to książka Iwonki z bloga, że znajoma, że blog cudny i w ogóle. Dumna jestem. Z Ciebie!
        Tak chciałam żebyś wiedziała 🙂

  • Iwona.. czytam Ciebie od kilki lat, razem z Tobą cieszę się i smucę, empatia to moja druga natura, czasem to dobrze, ale czasem boli za bardzo.. odszedł mój Tata i Jego Mama.. Tata 4 lata temu, babcia prawie 12, ale.. ale to niczego nie zmienia, nie zmienia tego, co wtedy czułam.. kiedy wracam pamięcią, a dziś wróciłam ze zdwojoną siłą, to jest.. dokładnie tak jak to opisałaś.. tyle, że i babcia i Tata odeszli w domu, w swoich pokojach.. Tata wywinął mi niezły numer.:) poszedł sadzić pomidory, środek maja, wrócił i powiedział, że źle się czuje, że chce pójść następnego dani do lekarza.. oho, pomyślałam, musisz naprawdę źle się czuć, skoro sam mi o tym mówisz.:) poszedł do siebie, ja poszłam zrobić mu herbatę, weszłam do Jego pokoju.. pozycja siedząco-leżąca, chyba nie zdążył się położyć.. postawiłam herbatę, usiadłam obok Niego i patrzyłam.. widziałam i uwierzyć nie mogłam.. żadne słowo się ze mnie nie wydobyło, tylko mąż, którego zaniepokoiła cisza i zero reakcji u Taty w pokoju, wszedł i chciał zapytać co się stało, ale nie zapytał.. później działo się wszystko automatycznie, mechanicznie i dosyć sprawnie, tj. lekarz, zakład pogrzebowy, wybieranie stroju.. dzieci w szoku, choć trzymające się dzielnie, zwłaszcza syn, choć wtedy 14-latek.. córka, dla której Dziadek był ważniejszy od całej reszty domowników, nie odstępowała trumny na krok, głaskała Dziadka, całowała i ciągle mówiła.. włożyła mu książkę, której czytać nie dokończył, ale dołożyła zakładkę, żeby wiedział, gdzie skończył.:).. nie było czasu, chęci na to, żeby płakać, myśleć, żeby się pożegnać.. to przyszło później, ale przyszło jak ogromna fala.. która nie chciała za szybko się cofnąć.. ogarnęła, zagarnęła, zmusiła do refleksji.. wcześniej nie byłam w stanie, uciekałam od tego na wszystkie możliwe sposoby, ale nie da się przed tym uciec, wiem, że się nie da i nie powinno się.. życzę Ci, żeby również przez Ciebie to przeszło, przeczołgało, i przyniosło ulgę, wiarę i nadzieję, że jednak można.:) choć wiesz to jak mało kto.:) podziwiam, pozdrawiam, życzę wszystkiego najradośniejszego, bo zawsze coś takiego znajdziemy, nawet w wydawałoby się najgorszych momentach życia.:) ta, która też umie je zobaczyć i wziąć dla siebie to, co w takich chwilach najlepsze.:) bo w najcięższych, wbrew pozorom, znajdujemy to, co najbardziej nam jest potrzebne.:)

    • Aga.. tragiczna historia :(( taka że zabiera oddech.. My chociaż mieliśmy czas dzieci jakoś przygotować.. Ale tak pięknie to napisałaś.. i tak pozytywnie. Dziękuję i ściskam 🙂

  • Martucha |

    Myslami jestem z Toba i cala Twoja rodzina…bardzo mi przykro…
    werze ze Nasi bliscy zawsze przy nas sa tylko musimy patrzec wyrazniej.Jestem przekonana ze Ona zna kazde slowo z Twojej ksiazki,jest z Ciebie dumna. jest i bedzie obok kazdego dnia i mocno trzyma kciuki…
    Duzo sily….

  • Iwonko ,właściwie to trudno pisać i mówić Ci co robić w takiej chwili.Przechodzimy to wszyscy obojętnie ile mamy lat bo takie jest nasze życie,piękne a jednocześnie zadaje czasami niesamowity ból.Trudno się z tym pogodzić,ja to wszystko przeszłam,dlatego cieszę się każdym dniem .W sumie jesteśmy bardzo silne jak się nam wydaje i jak to się mówi czas goi rany ,jednak w sercu zostają.Masz wspaniałą rodzinę . .Życie mamy jedno,przeszłam śmierć kliniczną,nie żyłam ,uratowano mnie i kiedy rano wstaje to bardzo się ciesze,że żyje,chodzę jestem ze swoimi bliskimi,a reszta to rzeczy przyziemne.Dziewczyno dasz radę masz wokół siebie ludzi którzy Cie kochają a Ty ich.A strata osoby bliskiej to koszmar ,nigdy nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie dlaczego?.Serdecznie Cie ściskam i zyczę dużo zdrowia.

  • Beata R. |

    Iwonko każdego dnia gdy właczam komputer rozpoczynam go od czytania twego bloga.Dodaje mi sił. Przykro mi bardzo z powodu straty ukochanej teściowej.Bardzo cierpimy z powodu utraty bliskich nam osób.Przeżywałam śmierć moich rodziców,więc wiem co czujesz.Minęło zaledwie 11 i 4 lata i przeżyli 54 i 59 lat..A to jakby było wczoraj.I tak jak napisałaś : „Nie jest łatwiej ani trochę…”.Pozdrawiam Cię Iwonko 🙂

  • Wyrazy głębokiego współczucia Iwonko. Tobie i Twoim bliskim.Rozumiem co przeżywacie.Sama pamiętam jak ostatni raz karmiłam mojego teścia.Chciał jeść,ale już mu było trudno przełykać.Kolejne zapalenie płuc..W jego stanie bardzo niebezpieczne,już ledwo przetrwał poprzednie.. Nie miał siły już mówić,odpowiadał kiwając głową tylko.Że dobry rosół i że rozumie,że już więcej mu nie mogę dać,bo się krztusi. I,że jutro ugotuję nowy i znowu jemu przyniosę.Jutro,jak się lepiej poczuje.. Następnego dnia odszedł.Był dla mnie ważną osobą,dla dzieci też. Syn miał 3 latka wówczas.Do siódmego roku życia słysząc karetkę pogotowia mówił:’ Pogotowie po naszego dziadka jedzie’.Minęło 15 lat,a ja wciąż tą chwilę pamiętam jak dziś.Ale w odejściu jest tez jest jakaś siła. Zobaczysz to kiedyś po latach.Ja dziś kiedy teścia wspominam,to się zawsze uśmiecham.Nie wiem dlaczego,ale zawsze robi mi się weselej i lżej. I czasem myślę,że wciąż z nami jest. Jego pogoda ducha pozostała w nas 🙂 Myślę,że Twoja teściowa patrzy na Was teraz z góry i życzy Wam szczęścia. I nieraz pomyślisz,że mama byłaby z Was dumna i będziesz wiedzieć,czuć że tak właśnie jest 🙂

  • Zostawić kilka słów, tylko jakich? Zastanawiam się, co sama chciałabym usłyszeć w takiej sytuacji i nie wiem. Zostawiam wyrazy głębokiego współczucia i życzę sił, byście przetrwali te najtrudniejsze chwile. Znam taki ból i poczucie straty. Ja straciłam ukochaną Babcię 15 lat temu i wciąż pamiętam tamten dzień, gdy dowiedzieliśmy się, że odeszła. Ale jak to? Przecież było dobrze, wyniki badań się poprawiły, za dwa dni miała jechać do kliniki kardiologicznej na zaplanowaną i wyczekiwaną operację… Jeszcze dzień wcześniej uśmiechała się do mnie, gdy wychodziłam od niej ze szpitala… Jak to, że nie doczekała? I nie będzie jej gdy ja będę zdawała maturę, a później egzaminy na studia? Nie pozna miłości mojego życia, nie będzie na naszym ślubie, nie weźmie na ręce swojej prawnuczki? Dziś moje łzy są spokojniejsze, ale wciąż nie umiem bez nich przywołać Babci w pamięci.
    Te łzy są potrzebne Iwonko, pozwalaj na nie i sobie i mężowi i córkom zawsze, niezależnie od czasu jaki minie. Z czasem nie będzie łatwiej się pogodzić ze stratą, ale będzie spokojniej w sercu. Będzie.
    Pozdrawiam ciepło.

    • Wiem. Wiem, że będzie spokojniej ale że wciąż będzie boleć, nawet po latach. WIem że będę płakać w święta, na komunii mojej córki w maju, na każdych urodzinach dzieci.. wiem. Mam tylko nadzieję że kiedyś właśnie będzie to spokojniejsze, lżejsze.. nostalgiczne bardziej niż bolesne. Dziękuję i ściskam Cię mocno.

  • Tak bardzo mi przykro,bardzo wspolczuje.Ja sama nie moge sie otrzasnac bo 3 tyg temu tez stracilam Tesciowa,byla dla mnie jak Mama ktorej juz nie mam kilkanascie lat,ciezko jest uwierzyc ze jej juz nie ma.Pozdrawiam

  • Kochana przytulam Cię bardzo …… myślę o Tobie …. a mamę Twojego męża polecę Bozi wieczorem

  • Tak bardzo mi przykro Iwonko, moje kondolencje. Pozdrawiam i dużo zdrowia dla Ciebie i Twojej Rodziny.

  • Iwonko.. znam ten ból dogłębnie.. bo choć minęło 2,5 roku od śmierci Mamusi tydz temu cały dzień przeryczalam.. bo moje dzieci babci najukochanszej nie mają.. bo tata żony, bo ja Mamy…. bo mój młodszy 2,5 latek Babci nie znał a Babcia jego chociaż tak czekala.. i w 9 miesiącu ciąży ten dzień ten straszny czas gdy zamiast z Mama czekać na dzidziusia, Jej wnuka chodziłam sama szukać jej ubrania do trumny.. a ja sama bez rodzeństwa.. miała tylko 54 lata.. była Najkochańszą Babcia dla starszego synka i moja Mama

    • 🙁 straszne bardzo.. a najgorsze jest to, że Ci ludzie którzy mają 50 parę lat i odchodzą.. tyle jeszcze mogli, tyle jeszcze życia przed nimi, tyle spraw, nowych seriali, technologii, wnuków, ślubów, chrzcin, wesel… to boli bardzo.. że w tak młodym wieku. Uściski ogromne przesyłam.

  • Te słowa mogły by być moimi. Wkrótce Boże Narodzenie, które nie wiem, jak zniosę… jak my zniesiemy.
    Przyjmij najszczersze wyrazy współczucia

  • Zacytuję tylko Twoje słowa Iwona : ” To życie jest nam dane tylko jeden jedyny raz ”
    … i to jest cała kwintesencja …
    Bądź silna i dzielna,bo w końcu „Ona ma siłę” 🙂

    Pozdrawiam ciepło i serdecznie.

    Ania

    • Ona ma siłę. ale są momenty że nie ma jej za grosz… ale dziś jest lepiej, jutro będzie jeszcze lepiej, pojutrze, za miesiąc.. czas powoduje, że jest lżej.. mam nadzieję.

      • Mówią że czas leczy rany … Choć takie chwile i wspomnienia z nimi związane zostają na całe życie .. Pozostaje mieć tylko nadzieję i wiarę w to że z każdym dniem będzie choć małą odrobinkę lżej.
        Dużo siły Iwona dla Ciebie,Męża i Waszych córek.

  • Usiadlam … Tablet w rece I czytam twoj nowy post … oczy pokryly sie lzami i powrocily przykre wspomnienia z przed 6 lat …. tak to juz tyle czasu kiedy bylam w podobne sytuacji jak ty teraz, tak nagle z zycia wyrywany i pozostala pustka i bol… czy czas goi ran? Nie wiem, nadal jest ciezko, ciezko kiedy zblizaja sie swieta,rocznice,urodziny itd, kiedy rodzina sie spotka a to miejsce jest puste. ….zycie Toczy sie dalej I to jest ok, Bo to One i rodzina,dzieci,maz,praca,zajecia nadaja jej bieg i przez dzien trzeba funkcjonwac….ale wtedy gdy Dom wycichnie odczuwamy braki i bol. …ale jestesmy mocne i mamy sile i wiemy ze damy rade. Teraz gdzies tam z gory czuwa nad nami nasz osobisty aniol a w sercu zamieszkaly obok bolu wspomnienia,I po latach powrocila fotka na swoje miejsce…. i znowu mozna Album przegladnac……Iwona wyrazy wspolczucia I wytrwalosci zycze,rozumiem cie i wiem co przychodzisz ty I twoja rodzina …. pozdrawiam goraco

    • właśnie jak ucichnie dom.. jak zrobię już wszystko, poukładam, poskładam, usiądę wtedy i pierwsze chwile oddechu są .. brakiem. totalnym brakiem. Ale wiem że będzie lżej… czekam.

  • Moje kondolenje Iwonko…dla Ciebie i rodziny. Tak bardzo przykro jest…jak ktos bliski odchodzi 🙁 My rok temu stracilismy przyjaciela…po dlugiej walce z tym skor………. To tak BOLI… Czas mija a mam wrazenie ze tej dziory w serduchu nic nie ubywa 🙁 Ale trzymam sie tego,ze niby czas leczy rany….
    Zycze wam duzo sily…

  • Iwonko… Był taki dłuższy okres, gdy nie wstawiałaś zdjęć na Insta, a zazwyczaj są dosyć często. I ja sobie wtedy pomyślałam właśnie o Twojej Teściowej… czy tam aby wszystko dobrze. I myśl taka straszna mi przeszła przez głowę, ale szybko ją odsunęłam, a tu teraz się okazuje, że jednak to prawda…
    Nawet nie wiem, co powiedzieć.
    Chyba tylko tyle, że obie miałyście to szczęście, że trafiłyście na siebie. Ty miałaś Ją, a Ona Ciebie. Więź, która Was łączyła nie zdarza się na co dzień między teściową i synową i Ona też na pewno o tym wiedziała.
    I choć zniknęła z Waszego życia o wiele za szybko, to jednak macie cudowne wspomnienia z Nią związane. Wspaniała Kobieta, którą możecie wspominać z miłością. Nie każdy ma takie szczęście Iwonko.
    Życzę Ci więc tylko na koniec, abyś jak najszybciej mogła Ją wspominać z czułym uśmiechem, a już bez tego wypełniającego po brzegi bólu.
    Ściskam Cię bardzo mocno.

  • Tak bardzo mi przykro:( na smierc nie da sie przygotować. Niestety doświadczyłam śmierci 3 bardzo bliskich mi osób. Moja babcia chorowała na raka…lekarze nas przygotowywali na jej śmierć. Bolało cholernie. Po 3 mcach zmarl nagle moj ukochany wujek, syn babci. Bolało jeszcze bardziej. A rok temu nagle, w niespodziewanych i trudnych okolicznościach umarl moj Tata. Ah. Bol jest do dzis. Do dzis płaczę i nie umiem tego zrozumieć. Do dzis moje serce rozdziera rozpacz. Tak bardzo cieszyl się z mojego synka, o którego staralismy się kilka lat. Byl taki szczęśliwy jak bral go na ręce, patrzył na niego, rozmawial z nim. Żałuję całą soba,ze nie uwiecznilam tych chwil na zdjeciach…ale przeciez mialam tyle czasu.
    Proszę być silna…dla męża, dzieci, teścia…

  • Iwonko, przykro mi bardzo. Rozumiem każde Twoje słowo. 14 dni temu pochowałam ukochaną babcię. I z jednej strony cieszę się, że już nie cierpi, ale z drugiej ….tak bardzo żal, że już nie…. że nigdy więcej…..że …… Łączę się z Tobą i Twoją rodziną w bólu.

  • Strasznie mi przykro z powodu waszej straty, myślę sobie jakie to straszne jest dla dzieci ale z drugiej strony one ja przynajmniej poznały i będą pamietaly do końca ich życia, moja mama odeszła kiedy ja miałam 24 lata, więc nie było jej ani na moim weselu ani jak przyszły na świat moje dwie córki i wtedy poczułam się szczęśliwa ze je mam a z drugiej strony tak bardzo chciałam żeby ona też tu była ze mną, żeby ona mogła je też przytulać do siebie, tak bardzo kochała dzieci… Niesprawiedliwe to wszystko,to już 13 lat a mi się dalej chce płakać tak bardzo i chyba już tak będzie…

  • eeewelinas |

    Iwonko bardzo mi przykro. Najszczersze kondolencje i wyrazy wspolczucia dla Was 🙁
    Pamietaj, ze czas leczy rany… pozdrawiam

  • Moja mama umiera na raka,ma 58 lat,lekarze mówią,ze nie wiele da się zrobić,a za dwa miesiące ma się urodzić kolejny wnuczek,ona się boi,ze go nie zobaczy,ja tez się boje…

  • miała 59 lat?to jakis pechowy wiek…mój tata zmarł 2 lata temu mając 59 lat, przewrócił sie w domu, serce stanęło, reanimowali go pół godziny, nie udało się, ja wtedy początek ciąży…szok, niedowierzanie i ciągła myśl-jestem w ciąży, nie mogę sie denerwowac, nie biore leków na uspokojenie, to wszystko to zły sen….jakos dałam rade a tu nagle m-c temu ulubiony wujek moich dzieci nagle trafia do szpitala, niby zapalenie płuc, dokładne badania, podejrzenie białaczki, przewiezienie do stolicy…ciagle badaja, szukaja a on niknie w oczach, trafia na OIOM i następnego dnia odchodzi…szok, niedowierzanie, jak to???dlaczego, miał…59 lat, anioł nie człowiek, jak wytłumaczyc córce, że ukochany wujek, którego dopiero odwiedzała w szpitalu odszedł, że nie nie musi juz modlic się o jego zdrowie, jak przeprowadzic ją przez pogrzeb(pogrzeb ukochanego dziadka był 2 lata temu a ona 2 lata młodsza, niewiele pamięta, niewiele rozumiała), teraz rezolutna 6 latka ma mnóstwo pytań a ja nie potrafie przeprowadzic jej mądrze przez temat śmierci…jakos mi się udaje, starałam się jak mogłam…

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *